W Polsce trudno znaleźć osobę, która nie kojarzyłaby ciągników marki Ursus. Ich popularność wynika przede wszystkim z długoletniej produkcji modeli takich jak Ursus C-360 i Ursus C-330. Szczególnie Ursus C-330 stał się prawdziwym hitem, a jego odbiór w wielu rodzinnych gospodarstwach był zapamiętanym wydarzeniem.
W czasach, gdy produkcja Ursusa C-45 (tzw. "ogórka") szła pełną parą, intensywnie poszukiwano bardziej nowoczesnego i uniwersalnego rozwiązania. Głęboko przedwojenna konstrukcja nie była w stanie sprostać wymogom rozwijającego się rolnictwa. Zapadła decyzja o opracowaniu ciągnika lekkiego o mocy około 25 KM. Prace ruszyły niemal równocześnie w dwóch ośrodkach - w Centralnym Biurze Konstrukcyjnym Ciągników i Silników Wysokoprężnych w Warszawie oraz w Zakładach Mechanicznych Ursus.
Narodziny Ursusa C-325
W 1957 roku, w odpowiedzi na potrzebę rynku, rozpoczęto prace nad nowym ciągnikiem. Sercem jednego z prototypów był silnik dwucylindrowy, wysokoprężny, chłodzony powietrzem, o mocy 27 KM. Odpowiedzią ZM Ursus był natomiast prototypowy model C-22 napędzany dwucylindrowym silnikiem S-312, wysokoprężnym, z wtryskiem bezpośrednim, o mocy 25 KM. Dzięki zapałowi konstruktorów, dwa lata po przedstawieniu prototypu, zlecono wykonanie serii technologicznej w ilości 25 sztuk. Prace nad ciągnikiem Rola 25 zostały zaniechane, a protoplasta Ursusa C-325 przechodził wnikliwe testy.
Kilka egzemplarzy serii próbnej trafiło do indywidualnych rolników, celem prowadzenia prób i obserwacji. W gronie szczęśliwców, którzy mieli zaszczyt dosiąść nowoczesne Ursusy, byli rolnicy biorący udział w ankietach na temat mechanizacji rolnictwa, publikowanych na łamach czasopism rolniczych. Pozytywne opinie spływające od użytkowników i inżynierów biorących udział w testach przypieczętowały ostatecznie decyzję o produkcji. Konstruktorzy ciągnika otrzymali nagrodę i tytuł „Mistrz Techniki”. Na Międzynarodowych Targach Poznańskich zainteresowanie nowym Ursusem było przeogromne. Do końca 1959 roku... (dalsze informacje o produkcji C-325).
Najstarsze „ciapki” często są jeszcze w użyciu, mimo że ich wygląd zewnętrzny może sugerować kiepski stan techniczny. Ursus C-325 z budką traktorzysty, którą oferowano jako wyposażenie opcjonalne, był przykładem stosowania dodatkowych elementów poprawiających komfort pracy.

Ewolucja do Ursusa C-328
Ciągnik systematycznie ulepszano i w 1963 roku wprowadzono do produkcji nowy model pod nazwą Ursus C-328. Podstawową zmianą było zastosowanie silnika S-312B o nieco większej pojemności, dzięki czemu moc wzrosła do 28 KM. Ponadto ciągnik posiadał instalację pneumatyczną do hamulców przyczepy czy też pompowania kół oraz szereg drobnych zmian konstrukcyjnych. Mimo wszystko nadal większość elementów była wymienna pomiędzy młodszym a starszym „bratem”. W grudniu 1963 roku z taśmy montażowej zjechał 100-tysięczny traktor Ursus. W 1965 roku wprowadzono do sprzedaży transportową wersję ciągnika, pozbawioną podnośnika hydraulicznego i przystawki pasowej.
Droga do kultowego Ursusa C-330
Jednym z mankamentów wczesnych „ciapków” była delikatna przednia oś, uniemożliwiająca pracę z ładowaczem czołowym. Konstruktorzy z Ursusa przyglądali się problemowi oraz podpatrywali rozwiązania spotykane w zachodnich ciągnikach i znaleźli wyjście. W 1965 roku zaprezentowano podczas VIII Krajowego Konkursu Orki w PGR Bielany pod Wrocławiem prototyp zmodernizowanego Ursusa C-328, który stał się punktem wyjścia do wprowadzenia do produkcji modelu C-330. Ciągnik na pierwszy rzut oka wyróżniał się zmienionym kształtem maski, który, zgodnie z obowiązującymi trendami, był bardziej kanciasty. Oś przednia wraz ze wspornikiem została całkowicie zaprojektowana od nowa z uwzględnieniem możliwości współpracy z ładowaczem czołowym, którego produkcję planowano niebawem wdrożyć. Dodatkowo przewidziano możliwość zmiany rozstawu kół.

Oficjalnie Ursus C-330 zadebiutował w 1967 roku i od tamtej pory jego popularność stale rosła. W połowie lat 80-tych przeszedł proces modernizacji i w postaci modelu C-330M był produkowany do 1993 roku.
Ursusy na rynkach eksportowych
Ursusy odegrały ważną rolę w eksporcie organizowanym przez Agromet - Motoimport. Wysokie walory naszych ciągników zostały potwierdzone podczas badań w Nebrasce, a także w Centralnym Instytucie Naukowo-Doświadczalnym Maszyn Rolniczych w Antony pod Paryżem. Wspomniane atesty umożliwiły rozszerzenie eksportu do kolejnych krajów.
Wersje eksportowe i zagraniczne modyfikacje
- Model Ursus C-325 wędrował m.in. do Brazylii, gdzie oferowano go pod nazwą Thur, mimo że wizualnie nie różnił się on od krajowego odpowiednika.
- Ursus C-328 występował w różnych odsłonach na arenie międzynarodowej. Do Indii ciągniki wysyłane były jako kompletne lub bez silników i masek. W tej drugiej wersji montowano na miejscu indyjskie trzycylindrowe silniki chłodzone powietrzem o mocy 30 KM marki Kirloskar. Na zmienionej masce widniał napis Escort 37.
- Również do Włoch Ursusy trafiały w nieco innej formie - ze zmienioną maską i błotnikami sprzedawano je tam jako Field Boy.
- Niemal równocześnie powstawały eksportowe wersje C-335 i C-335M, a w Indiach licencyjnie wytwarzano te ciągniki pod nazwą Escort.
C-342: Prototyp czy wersja eksportowa?
Podczas Agro Show 2024 pokazano kilka ciekawych pojazdów zabytkowych. Jednym z nich był Ursus C-342 z kolekcji Wojciecha Burego. Od tych oznaczeń może człowiekowi czasem wybuchnąć głowa. Jaki C-342? Przecież Ursus C-342 to prototyp polskiego ciągnika, z polskim 3-cylindrowym silnikiem S-313, który miał być rozwinięciem C-325 i C-328. Tak, to prawda, ale w Ursusie był jeszcze jeden C-342 i był to wczesny C-335 na rynki eksportowe wyposażony w silnik AD3.152 Perkinsa. Ten konkretny egzemplarz, pochodzący z 1971 r., należy do Wojciecha Burego i można go oglądać w Muzeum Motoryzacji w Nieborowie.
Jedne z pierwszych egzemplarzy Ursusa C-335 przeznaczonych na eksport, wyposażone w silnik Perkinsa, nosiły nazwę C-342 i nie można ich mylić z prototypem o tej samej nazwie, który powstał w latach 1960-1961 wraz z innymi ciągnikami polskiej konstrukcji - chodzi tu m.in. o modele C-336, C-342 i C-356. Jak wiemy z planów produkcji, nowa rodzina polskich ciągników wyszła z niczego, bowiem rządzący podpisali umowę z Zetorem.
Oprócz silnika, wersja eksportowa posiadała tylny podnośnik z automatyczną regulacją dolnozaczepową o nazwie "Agrocontrol". Po jakimś czasie nazwa C-342 używana odnośnie eksportowych wersji wyposażonych w angielski motor zniknęła na rzecz modelu C-345, które zresztą także występują w nieborowskiej kolekcji. Nazwa najprawdopodobniej zmieniła się wraz z podniesieniem mocy angielskich silników.

Być może są tacy, którzy dziwią się, że Ursus już w latach 60. współpracował z Perkinsem, czyli jeszcze przed zakupem licencji w latach 70. Warto zaznaczyć, że już w 1956 r., jak mówił w wywiadzie dla Ekspresu Reporterów w 1980 r. inż. Henryk Szczygieł pracujący wówczas dla polskiego producenta, Massey Ferguson pertraktował z Ursusem w sprawie sprzedaży Polakom licencji. Do podobnych rozmów doszło także w latach 60. Wówczas strona polska nie zgodziła się na warunki stawiane przez Anglików. W tym samym czasie rozmawiano, jak twierdzi inż. Szczygieł, także z Fordem, ale Amerykanie chcieli, żeby połowę kwoty inwestycji wyłożyli Polacy, a gotowy produkt Ursus mógł sprzedawać tylko w krajach socjalistycznych. Z tych rozmów zostały kontakty z Massey Fergusonem, do którego wówczas należała fabryka silników Perkins.
Nie wiemy, czy Polacy płacili za motory twardą walutą, czy innymi produktami, ale istniały Ursusy z zachodnimi jednostkami napędowymi przed podpisaniem umowy licencyjnej na początku lat 70. Liczba wyprodukowanych Ursusów z importowanym silnikiem nie była duża i nie wszyscy są przekonani, czy montaż tych jednostek odbywał się w fabryce na miejscu, czy u danego, zagranicznego dealera. Wojciech Bury mówi, że według jego wiedzy jednostki Perkinsa montowano do Ursusów na miejscu, w fabryce traktorów pod Warszawą.
Eksportem polskich maszyn rolniczych w PRL zajmowało się powołane w 1950 r. Przedsiębiorstwo Handlu Zagranicznego Agromet Motoimport. Na przykład w Grecji powstała spółka Ursus Hellas, która do niektórych modeli polskiego producenta montowała właśnie silniki Perkinsa. Był to zabieg omijający przepisy podatkowe - ciągniki Ursus Hellas traktowano jako krajowe, wyprodukowane w Grecji. Dzięki temu w Nieborowie możemy również oglądać grecką wersję eksportowego Ursusa C-335 z trzycylindrowym silnikiem Perkinsa AD3.152 o oznaczeniu C-345. W ten sam sposób powstał Ursus C-365, czyli model C-355 z silnikiem AD4.203, który także znajduje się na stanie muzealnym. Oprócz tego na rynku greckim funkcjonował Ursus serii ciężkiej o nazwie C-3110 napędzany 6-cylindrowym motorem Perkinsa o mocy 110 KM. Zresztą C-3110 z Perkinsem pod maską był oferowany na wielu rynkach eksportowych.
Pokazany w Bednarach C-342 pochodzi z 1971 r. Niedawno przeszedł kapitalny remont, gdyż do placówki w Nieborowie dotarł zdekompletowany. Dzięki firmie Mechanika Maszyn i Urządzeń Rolniczych Krzysztof Krawiec ze Zwolenia, która na motorach Perkinsa zjadła zęby, ciągnik dziś jeździ.

Dziedzictwo i pamięć o "Ciapkach"
Wielu rolników, mimo że posiada nowoczesne ciągniki, nie wyobraża sobie zagrody bez poczciwego „Ciapka”. Na przestrzeni lat dziesiątki starszych wersji przechodziły modernizacje upodabniające je do C330, gdyż taka panowała moda - każdy chciał mieć „trzydziestkę”.