Na początku 2011 roku John Deere wprowadził na polski rynek nową serię ciągników 6D. Jest to propozycja skierowana do rolników, którzy poszukują maszyn przystępnych cenowo i solidnie wykonanych, jednocześnie charakteryzujących się ograniczonym udziałem elektroniki. W tej serii zredukowano ją do minimum, stawiając niemal całkowicie na sterowanie mechaniczne. Testując 99-konny model 6100 D, sprawdziliśmy, czy proste rozwiązania przekładają się na znaczące obniżenie komfortu pracy.
Wprowadzenie na rynek i filozofia serii 6D
Do serii 6D należą trzy modele: 6100 D (99 KM), 6115 D (115 KM) i 6130 D (130 KM), każdy z napędem na przednią oś. Dzięki tej serii John Deere może rywalizować o klientów, dla których dotychczasowa oferta była poza zasięgiem ich możliwości finansowych. Najmniejszego przedstawiciela serii 6D, model 6100 D, można było nabyć za 188 tys. zł (brutto). Biorąc pod uwagę dobre wyposażenie standardowe i popularność marki, jest to naprawdę ciekawa oferta, która powinna zainteresować osoby rozważające zakup ciągnika średniej mocy w niezbyt wygórowanej cenie.
Filozofia serii 6D opiera się na prostocie rozwiązań. Jeśli za „haczyk” uznać uproszczone sterowanie, w którym - gdzie się tylko dało - zrezygnowano z elektroniki, „skazując” operatora na obsługę maszyny dźwigniami, to w tym segmencie cenowym jest to standardem. Trudno więc uznać to za wadę, zwłaszcza że wyposażony standardowo, między innymi w elektrohydrauliczny rewers i klimatyzację, John Deere 6100 D i tak zapewnia ponadprzeciętny w tym segmencie komfort pracy. Warto zaznaczyć, że mechaniczne sterowanie może się w przyszłości okazać rozwiązaniem trwalszym niż elektroniczne sterowniki, silniki krokowe czy elektrozawory. Dla wielu rolników to bardzo ważne, ponieważ oznacza niższe koszty eksploatacji; tam gdzie nie ma elektroniki, łatwiej przeprowadzić samodzielną naprawę.
Pochodzenie i konstrukcja
Seria 6D jest nowością w Polsce, ale już od kilku lat produkowana jest w Meksyku z przeznaczeniem na amerykańskie rynki. Egzemplarze oferowane w Europie również powstają w meksykańskiej fabryce. Jeśli budzi to u kogoś obawy co do jakości wykonania, pragniemy uspokoić - kontrola jakości jest tam równie rygorystyczna jak we wszystkich innych fabrykach. Warto też dodać, że ważniejsze podzespoły ciągnika, takie jak silnik, skrzynie biegów czy przedni most, są produkowane na przykład w Niemczech, skąd kompletne są wysyłane do Meksyku do montażu.

Produkcja za oceanem skutkuje jednak tym, że do sprzedaży trafiają ciągniki o określonej specyfikacji, a klient może doposażyć je tylko w kilka elementów możliwych do zamontowania na miejscu przez dilera, na przykład: 3-sekcyjny rozdzielacz hydrauliki, przednie błotniki czy czołowe obciążniki. Jest to z pewnością pewien minus, ale nie ma powodu do niepokoju, ponieważ John Deere 6100 D jest wyposażony we wszystko, co niezbędne, aby sprostać potrzebom pracy jako główny ciągnik w małych lub średnich gospodarstwach lub jako maszyna pomocnicza pracująca na przykład z ładowaczem w dużych przedsiębiorstwach rolnych.
Silnik i układ napędowy
Do napędu John Deere 6100 D posłużył 4-cylindrowy turbodoładowany silnik PowerTech E, wyposażony w intercooler i spełniający normę Stage III A. Zasila go system wtryskowy common rail, umożliwiający osiąganie mocy 99 KM przy 2100 obr./min. Za przeniesienie napędu odpowiada przekładnia TopShaft 9/9 z elektrohydraulicznym rewersem, który od razu przypadł nam do gustu.
Ciągnik John Deere 5100 M przechodzi w położenie neutralne po ruszeniu do przodu lub do tyłu
Jego obsługa nie wymaga użycia sprzęgła, co okazuje się bardzo wygodnym rozwiązaniem i z pewnością będzie nie do przecenienia podczas prac z ładowaczem czołowym czy częstych nawrotach na polu. Kiedy jadąc do przodu, dźwignię rewersu przesuniemy na kierunek jazdy do tyłu, wówczas ciągnik automatycznie wyhamuje, a następnie ruszy w przeciwnym kierunku. Robi to bardzo łagodnie, ale bez zbędnej zwłoki (w mocniejszych modelach serii 6D występuje również funkcja regulacji dynamiki zmiany kierunku jazdy). Łatwy i skuteczny w obsłudze rewers to z pewnością bardzo mocny punkt tego ciągnika i poważny atut w rywalizacji z konkurencją z tego przedziału cenowego.
Natomiast skrzynia biegów mogłaby mieć nieco więcej przełożeń. Dziewięć biegów pokrywa swoimi zakresami cały przedział prędkości od 0 do 30 km/h, ale czasami przydałby się jakiś bieg pośredni - zwłaszcza w transporcie. Podczas prac polowych bez większych problemów udało się nam dobrać przełożenie umożliwiające uzyskanie odpowiedniej prędkości jazdy i prędkości obrotowej silnika. Skrzynia 9/9 umożliwia kierowcy wybór jednego z trzech synchronizowanych biegów oraz trzech zakresów prędkości (przełączanie zakresów wymaga zatrzymania ciągnika). W czasie jazdy można załączyć napęd na przód, ale w praktyce i tak często trzeba się zatrzymać, aby odciążyć układ przekazania napędu, bo w innym przypadku dźwignia umieszczona z lewej strony fotela nie daje się przesunąć. Niestety, nie pomyślano o kontrolce informującej o załączeniu napędu 4x4, dlatego czasami można o tym zapomnieć i poruszać się na przykład po asfalcie, ryzykując uszkodzenie elementów przekładni.
Wrażenia z pracy silnika i zużycie paliwa
Co do silnika, to początkowo mieliśmy wrażenie, że brakuje mu mocy przy niskich obrotach, ale to było efektem równoczesnej pracy na nieco mocniejszym ciągniku z jednostką 6-cylindrową. Po kilku godzinach testu i współpracy z kilkoma maszynami, między innymi 3-metrowym agregatem siewnym Bomet i pługiem zagonowym 4x40, stwierdziliśmy jednak, że mocy mu nie brakuje, a górny zakres momentu obrotowego jest dostępny w średnim zakresie obrotów. Umożliwiało to spokojną pracę z pełnym obciążeniem już w zakresie 1500-1700 obr./min. Zużycie paliwa wahało się od około 4 litrów na godzinę przy pracach niewymagających dużej mocy, do 15 litrów na godzinę podczas pracy z dużym obciążeniem. Tankowanie paliwa, nawet przy użyciu kanistrów, jest bardzo łatwe, ponieważ wlew do zbiornika umieszczono w dostępnym miejscu (z lewej strony przy wejściu do kabiny) i na niewielkiej wysokości.
Hydraulika i wał odbioru mocy (WOM)
Oprócz regulacji pozycyjnej, podnośnik ma też funkcję regulacji siłowej, która sprawia, że w miarę wzrastającego oporu pracy i obciążenia silnika, narzędzie podnosi się na tyle, by umożliwić przejazd przez trudny odcinek pola. Maksymalny udźwig podnośnika wynosi 44 kN, co jest dość dużo, ale ciężkie maszyny mogą powodować unoszenie przodu na nierównościach. My nie spotkaliśmy się z tym problemem, ponieważ testowy egzemplarz wyposażono w przednie obciążniki (500 kg). Niestety, podstawowa cena ciągnika ich nie obejmuje.

Wał odbioru mocy ma dwie prędkości pracy: 540 i 1000 obr./min., ale chcąc uzyskać 1000 obr./min., trzeba obrócić końcówkę wałka. W standardzie, model 6100 D wyposażony jest w dwie pary wyjść hydrauliki zewnętrznej, a opcjonalnie dostępny jest rozdzielacz 3-sekcyjny. Ciśnienie w układzie dochodzi do 195 bar, a maksymalny wydatek pompy to 66,4 l/min.
Komfort pracy i ergonomia kabiny
Nie mamy większych zastrzeżeń co do ergonomii. Trochę niewygodne jest to, że do swobodnego wstawania z fotela konieczne jest uniesienie kierownicy, co jednak nie jest trudne, bo wystarczy pociągnąć za dźwignię, a kolumna sama unosi się do góry. Po powrocie na miejsce, kierownicę znów trzeba opuścić. Trochę to uciążliwe przy częstym opuszczaniu kabiny, jednak podczas dłuższych prac polowych pozycja z blisko przysuniętą kierownicą okazuje się bardzo wygodna. Można oczywiście ustawić również wysunięcie kierownicy.
Dźwignia rewersu jest w intuicyjnym miejscu, dobrze umieszczono również dźwignię zmiany biegów. Tak naprawdę, tylko dźwignia podnośnika, „wciśnięta” między fotel a panel sterowania wyjściami hydraulicznymi, wydała nam się zlokalizowana w niezbyt fortunnym miejscu. Podczas prac polowych trzeba używać jej często, a wtedy denerwuje fakt, że trzeba na nią trafiać, czasami uderzając ręką w fotel lub sąsiednią dźwignię. Co do samej pracy podnośnika nie mamy zastrzeżeń. System sterowania jest prosty, ale skuteczny. Przesunięcie dźwigni do przodu powoduje całkowite opuszczenie TUZ-a, do tyłu - uniesienie. W opuszczaniu maszyny na tę samą głębokość pomaga prosta blokada, którą przesuwa się po skali, zatrzymując w odpowiednim miejscu.

Warto podkreślić skuteczne wyciszenie kabiny. Jej atutem jest też dobra widoczność w każdym kierunku i ogólnie wysoki komfort jazdy. Podczas pracy w zapyleniu można liczyć na skuteczny układ filtrowania powietrza, a w cieplejsze dni nagrzewającą się kabinę szybko schładza klimatyzacja. Bardzo wygodny okazał się pneumatyczny fotel z wszechstronną regulacją, dzięki któremu nawet wielogodzinna praca ciągnikiem nie powoduje nadmiernego zmęczenia i bólu kręgosłupa. Fotel można dostosować do wagi kierowcy, przesuwać do przodu i do tyłu, ustawić pochylenie oparcia itp., ale najważniejsze, że siedzisko wykonuje ruchy nie tylko w kierunku pionowym, ale też wzdłużnym, co ogranicza wstrząsy na nierównościach.
Plusem jest też z pewnością atrakcyjny, nowoczesny wygląd ciągnika. Właściwie z zewnątrz nic nie wskazuje na to, że mamy do czynienia z wersją o niższym standardzie wyposażenia. Wykończenie wnętrza nie jest może aż tak precyzyjne jak w droższych modelach, ale pod względem estetyki wykonania trudno mu coś zarzucić, zwłaszcza jeśli porównamy je do tego, co oferuje konkurencja.
Codzienna obsługa i konserwacja
Codzienna obsługa ciągnika jest bardzo prosta. Poziom oleju w silniku sprawdzamy bagnetem, a poziom w skrzyni biegów obserwując specjalny wziernik. Punkty okresowego smarowania są łatwo dostępne, podobnie jak filtr powietrza. Aby się do niego dostać, wystarczy pociągnąć za zatrzask maski, która automatycznie unosi się do góry, a potem otworzyć obudowę i wyjąć filtr, na przykład do przeczyszczenia.