Ciągniki Rolnicze: Rola, Historia Mazura D-50 i Niezwykłe Zdarzenia

Niektórzy nazywają je po prostu ciągnikami, inni mówią ciągniki rolnicze lub traktory rolnicze. Niezależnie od nazwy, ich rola pozostaje niezmienna: ciągniki są sercem i siłą napędową każdego gospodarstwa rolnego. Te niezastąpione maszyny umożliwiają wydajną i efektywną realizację prac polowych - od transportu, przez orkę, aż po uprawę. Oferta ciągników rolniczych DEUTZ-FAHR to idealne rozwiązanie dla każdego zadania i zastosowania w rolnictwie. Duże lub kompaktowe, do pracy w otwartym polu, sadach czy winnicach, na kołach lub gąsienicach - w gamie ciągników DEUTZ-FAHR znajdziesz maszynę dopasowaną do każdej potrzeby.

Polskie ciągniki gąsienicowe: od KD-35 do Mazura D-50

Większość z nas zachwala, słusznie czy nie, stare Ursusy. Często można usłyszeć głosy, jakie to wspaniałe ciągniki mogliśmy produkować, ale się nie udało. W Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu można znaleźć ciągnik, który budzi szczególne zainteresowanie, będąc przykładem, że “Polak potrafi”. Oczywiście, jak chce, to potrafi, a w tym przypadku konstruktorzy byli bardzo zdesperowani.

Zanim jednak przejdziemy do konkretów, zastanówmy się, po co polskiemu rolnictwu w latach 50. ubiegłego wieku był ciągnik gąsienicowy? Czy nie można było postawić na maszyny na kołach, jak reszta świata? Choć ciągniki gąsienicowe pojawiły się jeszcze przed II wojną światową, to ich rozwój zawdzięczamy właśnie temu konfliktowi. Oczywiście nie służyły do działań ofensywnych i nikt nimi nie nacierał na wroga, ale były niezastąpione w targaniu za sobą armat i innego ciężkiego żelastwa po błotnistych drogach i stepach.

Napęd gąsienicowy Mazura pozwalał mu się rozpędzić do 11 km/h.

Zdjęcie ciągnika gąsienicowego Mazur w ruchu, z widocznym napędem gąsienicowym

Po wojnie ciągniki gąsienicowe nadal były potrzebne, ponieważ Polska znajdowała się po “pokojowej” stronie żelaznej kurtyny. W myśl starego przysłowia: “Jeśli chcesz pokoju, szykuj się do wojny”, priorytet w powojennej produkcji miało wszystko to, co mogło być w razie czego wykorzystane przez wojsko. W tym także ciągniki rolnicze. Przedni lemiesz podnoszony był na linie.

Widok na przedni lemiesz ciągnika Mazur z systemem podnoszenia na linie

Początki Mazura D-50

Historia polskiego ciągnika gąsienicowego Mazur D-50 zaczęła się pod koniec wojny, kiedy to w Lipiecku (ZSRR) uruchomiono z amerykańskich części (w tym silnika Caterpillar) produkcję małego ciągnika gąsienicowego KD-35. Jak to było w ówczesnym zwyczaju, licencję na amerykański projekt montowany przez radzieckich robotników wciśnięto do Polski siłą i jeszcze kazano za to zapłacić. I tak na początku lat 50., żeby nie było zgrzytów w narodzie, a sam ciągnik dobrze wyglądał na zdjęciach w Trybunie Ludu (ówczesny prasowy organ partii), pogmatwano w nim trochę i nadano jakże rdzennie polską nazwę Mazur D-40. Bęben liny podnoszącej lemiesz znajdował się z tyłu ciągnika.

Widok na tylny bęben liny podnoszącej lemiesz w ciągniku Mazur D-40

Modyfikacje i wersje

Przede wszystkim wymieniono za słaby radziecki silnik diesla. W zamian włożono silniejszą, a co najważniejsze rdzennie polską jednostkę napędową produkowaną przez Wytwórnię Silników Wysokoprężnych Andrychów - silnik S323C. Miał on trzy cylindry i pojemność 5,43 litra. Poważnym ułatwieniem była nowoczesna 24-voltowa instalacja rozruchowa oparta na czeskim rozruszniku Pal o mocy 6 KM.

Nowy polski ciągnik gąsienicowy Mazur D-50 był produkowany w czterech wersjach modelowych: rolniczej, leśnej, budowlanej oraz dla potrzeb melioracyjnych. Ciekawą konstrukcją opartą na Mazurze była też ładowarka zasięrzutna ŁM-50, czyli taka ładowarka z podbieraniem z przodu, a wyrzucaniem ładunku do tyłu. Ładowarka zasięrzutna ŁM-50 zbudowana na ciągniku Mazur.

Ładowarka zasięrzutna ŁM-50 zbudowana na podwoziu ciągnika Mazur

Gąsienicowy Mazur D-50 produkowany był w Gorzowie przez całe lata 60. Polscy inżynierowie już w 1967 roku przedstawili całkiem udany, również gąsienicowy prototyp następcy Mazura, czyli model G-75R. Jego produkcja jednak nie doszła do skutku, a przyczyną tego było dosłowne zalanie polskiego rynku znacznie gorszym radzieckim DT-75, który miał podobnej mocy silnik, ale był ideologicznie bardziej słuszny.

Niezwykłe zdarzenie: ciągnik "na dęba"

Stanąć dęba traktorem? Niezwykły wyczyn rolnika z Wielkopolski! To nie ułańska, ale rolnicza fantazja! Rolnik z Myślniewa pod Ostrzeszowem (woj. wielkopolskie) chciał wyciągnąć jeden ciągnik z obornika, więc drugi… stanął mu dęba. Po wszystkim utknął w maszynie, bo ze strachu nie mógł się ruszać. Wszystko wydarzyło się kilka dni temu, późnym popołudniem.

Policjanci z Kobylej Góry spokojnie patrolowali wioski, gdy nagle dostrzegli coś bardzo dziwnego. Jak relacjonuje asp. Sztab. Mariusz Tomczak z policji w Ostrzeszowie: „Policjanci zauważyli na terenie jednego z gospodarstw podniesiony na około dwa metry ciągnik rolniczy marki Ursus, a w zasadzie jego przednie zawieszenie”. To nie był normalny widok. Tuż za traktorem, w oborniku znajdował się drugi, przewrócony na bok ciągnik.

Zdjęcie ciągnika Ursus stojącego

„Funkcjonariusze widząc niecodzienne ustawienie pojazdów postanowili wejść na teren gospodarstwa i sprawdzić, czy nie doszło do wypadku” - opisuje policjant. Mundurowi chodząc po obejściu szukali gospodarza, ale oprócz zwierząt domowych - nie było żywej duszy. „W kabinie Ursusa zauważyli przerażonego mężczyznę, który opowiedział mundurowym co się stało. Gospodarz wyjaśnił, że podczas wyciągania pojazdu rolniczego za pomocą liny przymocowanej do drugiego pojazdu zakopał się tylną osią, co doprowadziło do podniesienia przednich kół w kierowanym przez niego traktorze” - opowiada Tomczak.

Uwięziony w ciągniku 65-latek był tak przerażony całą sytuacją, że nie mógł nawet ruszać nogami.

tags: #ciagnik #stajacy #deva