Ursus w Słowenii: Od winnic po ekspedycje do Afryki

Poszukiwanie ciągnika Ursus C-360 w dobrym stanie, który nie był intensywnie eksploatowany, często prowadzi do nietypowych miejsc. Jednym z nich jest Słowenia, gdzie wiele maszyn było wykorzystywanych wyłącznie do lekkich prac, takich jak ciąganie jednoosiowych przyczep na plantacjach winorośli.

Ursus C-360 na plantacji winorośli w Słowenii

Przykład: Ursus C-360 Roberta Jarosza ze Słowenii

Oto jeden z przykładów takich maszyn: traktor z 1990 roku. Przez osiemnaście lat pracował na plantacji winorośli w słoweńskiej miejscowości Oskorśnica, położonej na południu kraju - mówi Robert Jarosz, obecny właściciel traktora. Trafił na niego przez ogłoszenie, gdy był wystawiony na sprzedaż w Wawrzeńczycach niedaleko Krakowa. W owym czasie w tym komisie sprzedawane były aż trzy C-360 sprowadzone ze Słowenii. Maszyna Roberta Jarosza była w najlepszym stanie wizualnym i technicznym. Jak mówił sprzedawca, traktor ciągał tylko dwukółkę na plantacji winorośli, co potwierdzały jego nieużywane i wyglądające jak nowe ramiona podnośnika.

Ten konkretny traktor pracuje u Roberta Jarosza w Zaleszanach koło Stalowej Woli od 2008 roku. Jest jedynym ciągnikiem w niespełna 4-hektarowym gospodarstwie, dlatego wykonuje wszelkie możliwe prace polowe. Przez dwanaście lat nakręcił około 1100 motogodzin, a mechanicznie działa bez zarzutu.

Zalety małych ciągników rolniczych

Niewielkie ciągniki, takie jak te wykorzystywane w słoweńskich winnicach, zyskują w Polsce coraz większą popularność. Do tej pory były kojarzone raczej z pracami komunalnymi, budowlanymi czy też sadowniczymi. Jednak coraz częściej można je z powodzeniem użytkować w każdym gospodarstwie bez potrzeby angażowania dużego i ciężkiego sprzętu. W przeciwieństwie do większych modeli, małe ciągniki często charakteryzują się większą zwrotnością oraz są wyposażone w sprytne i przydatne rozwiązania, a także dodatkowe wyposażenie, które czyni je bardziej przydatnymi przy wykonywaniu niektórych prac.

Mały, zwrotny ciągnik rolniczy

Ekspedycja "Traktorem Ursus do Etiopii": Słowenia na trasie

Innym, niezwykłym przykładem obecności Ursusów poza granicami Polski, jest podróż pięćdziesięcioletnim traktorem Ursus z Moniek do Etiopii. Ekspedycja, mająca na celu promocję polskiego sprzętu rolniczego i produktów spożywczych, przeszła już pierwszy etap, w tym przez Słowenię.

Cel i początki podróży

Rozgłos jest podróżnikom potrzebny, ponieważ wyruszają oni w drogę nie tylko z ciekawości świata. Marcin Obałek, współzałożyciel Klastra Wspierania Polskiej Gospodarki JEDNOŚĆ, współpracuje z międzynarodową korporacją BrasAfrica. Dzięki tej współpracy w Etiopii powstaje montownia polskich traktorów i części rolniczych. Marcin Obałek nawiązał współpracę z kilkoma firmami z woj. podlaskiego i podróżując traktorem chce powiedzieć napotykanym mieszkańcom różnych krajów: „Zobaczcie, jaki mamy dobry sprzęt”. Podlascy podróżnicy za punkt honoru postawili sobie stworzenie w Afryce sieci punktów dystrybucji polskiego sprzętu rolniczego i polskich produktów spożywczych.

Zabraliśmy widzów do Albanii! WYPRAWA TERENWIZJI 2024

Niebezpieczny incydent w Słowenii

Marcin Obałek, jeden z uczestników wyprawy traktorem do Etiopii, nabawił się po drodze zapalenia płuc. Miało to miejsce nad jeziorem Bled, po słoweńskiej stronie Alp. Dla miejscowych było to niezwykłe wydarzenie, niespotykane od 20 lat, co przyciągnęło tłumy. Ludzie wchodzili na kilkucentymetrowy lód, nierzadko rodziny z dziećmi i wózkami. Kruchy lód załamał się pod jednym ze spacerowiczów, który wpadł do wody. Gdyby nie ekipa podróżników z Białegostoku, doszłoby do tragedii. Marcin Obałek przepłacił to jednak chorobą i na kilka tygodni musiał przerwać podróż. Wspomina, że kiedyś znajomi ze Słowenii pomogli mu na granicy chińsko-pakistańskiej, kiedy oślepł od śniegu, a teraz on mógł oddać dobry uczynek. Dzielna postawa podlaskich podróżników wywołała zainteresowanie miejscowych mediów, a Białostoczanie udzielili wielu wywiadów.

Jezioro Bled zimą, widok z Alp

Trasa i wyzwania bałkańskie

Ekipa Marcina Obałka wystartowała w podróż z Moniek na początku stycznia. W sumie wyruszyły cztery osoby: Marcin Obałek, jego żona Monika Filipiuk-Obałek, Ula Kisiel-Pańko z białostockiego zespołu Alu Bambu Pikczu oraz Piotr Śliwiński. Za sobą mają już Słowację i Węgry, byli na Słowenii, a także kilka razy zahaczyli o Włochy, ponieważ granica w Alpach jest dość zawiła. Obecnie Ursus znajduje się na Bałkanach, a konkretnie w Chorwacji, około 70 km od granicy z Bośnią. Za sobą ma już ponad 2 tys. km.

Podróż przebiega wolno, ponieważ traktor, choć wytrzymały i skuteczny w trudnych warunkach, nie jest najszybszy. Średnia prędkość to 25 km/godz, ale w górach maksymalnie osiąga 15 km/h. Ze względu na bezpieczeństwo i możliwości pojazdu, podróżnicy wybierają mniej uczęszczane drogi. Choć raz nieopatrznie wjechali na autostradę pod Triestem. Dobrze, że była noc, a traktor w ciemności, z kogutem sygnalizacyjnym, przypominał pojazd służb drogowych - to był wtedy najbardziej mrożący krew w żyłach moment. Jazda bocznymi drogami jest też przyjemniejsza, a mimo spadającego tempa, pozwala dotrzeć w miejsca, których raczej nie zobaczyłoby się podróżując samochodem wzdłuż uczęszczanych traktów. Jedynie w górach podróżuje się trochę trudniej, a dwukilometrowy sznurek samochodów karnie jadących za traktorem to widok dość stresujący.

Traktor Ursus z przyczepą kempingową na górskiej drodze

Kultura i gościnność na Słowenii i Bałkanach

Marcin nie kryje, że ich podróż znacznie „spowolniła” legendarna bałkańska gościnność. Reakcje miejscowych na traktor ciągnący przyczepę kempingową były bardzo miłe. Bywało, że mijanym po drodze rolnikom ze zdziwienia narzędzia z rąk wypadały. Słoweńcy mawiają, że jedna lampka wina to nic zdrożnego, samo zdrowie - śmieje się Obałek - ale lampka wina na godzinę, jak potem dodają. W tamtejszych ogródkach działkowych ludzie sadzą winne krzewy, a nie sałatę czy marchewkę. Każdy ma przynajmniej kilkadziesiąt takich krzewów tylko na własne potrzeby. Z jednego krzewu jest około 3 kg winogron, z których można otrzymać 2 litry wina. Wypite lampki wina często uniemożliwiały dalszą jazdę, co skutkowało noclegiem.

Ekipa nie podróżuje jednak z pustymi rękami. Wymiana kulturalna była nieunikniona. Podróżnicy wieźli ze sobą „Ducha puszczy” - jeden z bardziej rozpoznawalnych podlaskich wyrobów. Pomysł okazał się trafiony - jedna „rozczęstowana” butelka skutkowała licznymi darami spożywczymi i paliwem. Jak żartują, ich traktor pali pół litra „ducha” na 100 km.

Dalsze plany wyprawy

Obecnie ekipa zrobiła sobie przerwę w podróży, aby zebrać siły i fundusze na kolejny etap. Przed nimi jeszcze przejazd przez Bośnię i Serbię w kierunku Macedonii i Włoch. Podróżnicy zastanawiają się, jak dostać się do Afryki, rozważając dwie możliwości: albo przez Sycylię promem do Tunezji, albo drogą lądową z Izraela do Egiptu.

Ursus C-335: Wersja eksportowa i jej specyfika

Na Bałkanach polskie traktory są dobrze znane, ponieważ kiedyś Jugosławia współpracowała z PRL. Odwiedzono jedną z firm na Słowenii, która w tamtych czasach - za otrzymywane z Polski traktory - dostarczała do PRL opryskiwacze. Dyrektor tej firmy wspominał, że był w Polsce ze 40 razy. Teraz obie strony wracają do współpracy, a z uwagi na popularność polskich ciągników, na części zamienne wciąż jest duże zapotrzebowanie.

Często spotyka się Ursusy C-335 w Holandii i Danii. Pomimo cięższych warunków klimatycznych, widać, że użyte materiały w wersjach eksportowych były lepsze. Na przykład blachy maski i błotników mogły być wytrawiane przed lakierowaniem, co sprawiało, że farba lepiej się trzymała.

Ursus C-335 to tak zwana wersja eksportowa. Ma inny podnośnik, a większość konstrukcji za skrzynią biegów jest już inna. Istnieją również pytania dotyczące kompatybilności części, na przykład czy obudowę mostu z C-335 można założyć do C-328.

Wujek jednego z rozmówców posiada model C-335M z ostatnich lat produkcji, wyposażony w hamulec postojowy. Jest on w oryginalnym czerwonym fabrycznym lakierze i posiada naklejki z odpowiednim napisem. Tylne lampy są prostokątne, podobne do tych w nowszych modelach C-355 i C-360, oraz w ciężkiej serii. Ciągnik ten posiada kabinę "Chojnów" z blaszaną ścianką z tyłu i okienkiem pośrodku. Pytanie, czy takie wersje były oferowane również w kraju, skoro powszechnie uważa się je za eksportowe.

Warto również wspomnieć o różnicach w skrzyniach biegów. Skrzynia biegów w modelu "M" (np. C-330M) ma nieco inną konstrukcję. W nowego typu skrzyniach, awaryjna jest osławiona luzująca się nakrętka wałka pośredniego. W tych skrzyniach, w przedniej części przy przegrodzie, inaczej ułożone są koła zębate. Zabezpieczenie nakrętki po pewnym czasie zaczyna słabnąć, co prowadzi do jej luzowania się.

Mimo tych różnic, wszystkie części do C-335 są obecnie dostępne, choć bywają droższe od tych do C-330. Jedną z wad jest ciężkość podnośnika, co sprawia, że samodzielne naprawy są trudne.

Ursus C-335M w oryginalnym czerwonym lakierze

tags: #ciagnik #ursus #slowenia