Ciągniki rolnicze są nieodłącznym elementem krajobrazu polskiej wsi, szczególnie w okresie wytężonej pracy w gospodarstwach rolnych, takiej jak żniwa. Ich obecność to jednak nie tylko symbol ciężkiej pracy, ale także temat bezpieczeństwa, skomplikowanych regulacji technicznych oraz inspiracji dla pasjonatów dalekich podróży. W niniejszym artykule przyjrzymy się tym aspektom, porządkując informacje dotyczące zarówno codziennego użytkowania maszyn, jak i niezwykłych wypraw traktorami.

Bezpieczeństwo pracy w gospodarstwie rolnym
Lato to czas wytężonej pracy w gospodarstwach rolnych, szczególnie w okresie żniw, gdy gospodarze pracują od świtu do nocy, aby skosić zboże. Niestety, ten okres obfituje również w ryzyko wypadków. Nawet chwila nieuwagi może doprowadzić do nieszczęśliwego zdarzenia. Pomoc dzieci w prowadzeniu gospodarstwa to nic złego, o ile są to drobne zadania do wykonania pod nadzorem dorosłych. Jednak szereg zadań jest absolutnie zabronionych dla najmłodszych.
Zagrożenia związane z maszynami rolniczymi
Należy pamiętać, że osoba, która kieruje traktorem czy kombajnem, ma ograniczoną widoczność. Operator maszyny może nie zauważyć, że w pobliżu znajduje się dziecko, co może skończyć się tragedią. Ponadto, najmłodsi nie tylko powinni trzymać się z daleka od pojazdów, ale też pod żadnym pozorem nie mogą wsiadać za kierownicę traktora czy kombajnu. Ciężkie pojazdy rolnicze mogą jednak kusić, szczególnie chłopców, dlatego nigdy nie należy zostawiać kluczyków w stacyjce, żeby dziecko samodzielnie nie uruchomiło silnika. Nie tylko pojazdy stanowią zagrożenie, lecz również wszystkie maszyny używane w rolnictwie. Urządzenia wykorzystywane w gospodarstwie rolnym wyposażone są w ostre i ruchome elementy, co wiąże się z bardzo dużym ryzykiem wciągnięcia czy spowodowania urazu.
Przykłady tragicznych wypadków
Każdego roku media obiegają informacje o tragicznych wypadkach. Odnotowano przypadki, w których dwunastolatce maszyna do kopania ziemniaków wciągnęła włosy i zerwała skórę z głowy, ośmiolatce urządzenie do zwijania agrowłókniny na plantacji warzyw wciągnęło rączkę, a kilkuletnia dziewczynka, mimo ostrzeżeń matki, podeszła zbyt blisko do pracującej maszyny i została przez nią wciągnięta.
Zwierzęta gospodarskie i obciążenia fizyczne
Zwierzęta również mogą być niebezpieczne i spowodować poważne urazy przez kopnięcie, przygniecenie, uderzenie czy ugryzienie. Dziecko nie jest w stanie przewidzieć, jak zachowa się zwierzę, ponieważ nie zna jego reakcji na bodźce zewnętrzne. Podczas prac w gospodarstwie dorośli powinni również pamiętać, że dzieci nie mają tyle siły co rodzice. Nie wolno więc pozwolić na to, by dźwigały ciężary.
Statystyki i działania prewencyjne KRUS
W 2022 roku zgłoszono do Oddziałów Regionalnych i Placówek Terenowych KRUS w całej Polsce 11 649 wypadków, o 439 (3,6%) mniej niż w 2021 roku. Za wypadki przy pracy rolniczej, w rozumieniu ustawy o ubezpieczeniu społecznym rolników, uznano 10 667 zdarzeń. Aby wypadków z roku na rok było coraz mniej, pracownicy KRUS wykonują ogromną pracę, organizując akcje prewencyjne i profilaktyczne, w tym między innymi z udziałem policji. Takie odwiedziny funkcjonariuszy odbywają się również na terenie wielkopolskich wsi. KRUS organizuje również konkursy, których celem jest przypominanie o bezpiecznej pracy na roli, m.in. Ogólnopolski Konkurs Bezpieczne Gospodarstwo Rolne. Dzięki podejmowanym działaniom prewencyjnym rośnie świadomość rolników i poprawia się bezpieczeństwo, co potwierdzają spadające statystyki dotyczące wypadków.
Regulacje pługa - zrozumienie złożoności
Ustawienie pługa jest kluczowe dla efektywnej i prawidłowej orki. Różne źródła podają odmienne informacje na temat regulacji, co może prowadzić do nieporozumień. Spróbujmy uporządkować i wyjaśnić najważniejsze aspekty.
Regulacja szerokości pierwszej skiby
Jednym z kluczowych zagadnień jest regulacja szerokości pierwszej skiby. Według „Agromechaniki” dostosowuje się ją do rozstawu tylnych kół ciągnika. Inne źródła, takie jak RPT, podają, że „regulacji pierwszej skiby dokonujemy w drugim przejeździe. Pierwszy korpus powinien nieco nadkładać, aby wyrównać powierzchnię z poprzednim przejazdem”. Piszą też, że ma to związek ze ściąganiem pługa albo ma wpływ na równomierną szerokość pozostałych skib. W starszych pługach zagonowych ramowych zawieszanych, w stojaku znajduje się oś wykorbiona, która podobno służy do regulacji pierwszej skiby, a zarazem punktu pociągowego (w pługach obracalnych jednobelkowych te ustawienia dokonuje się razem lub oddzielnie śrubą rzymską albo siłownikiem). W rzeczywistości za pomocą tej osi wykorbionej, przy użyciu korbki, nie zmieniamy jedynie szerokości pierwszej skiby, ale wszystkich jednocześnie, zmieniając tym samym jakby kąt natarcia lemieszy. Inne źródła podają, że zmiana szerokości powinna być następstwem zmiany głębokości orki, tak aby był zachowany jednakowy stosunek szerokości do głębokości korpusu. Im głębiej, tym szerzej i na odwrót. Na zimę znowu lepiej zostawić glebę w ostrej skibie (wysztorcowaną), czyli głęboko i wąsko.

Regulacja szerokości roboczej pługa
Zupełnie innym zagadnieniem jest regulacja szerokości roboczej pługa, która w starszych pługach nie występuje. Może być ona mechaniczna skokowa albo hydrauliczna płynna. Co ciekawe, zmiana tej szerokości nie zmienia kąta natarcia lemiesza - prawdopodobnie chodzi o zasadę czworoboku przegubowego. Jeszcze innym zagadnieniem jest zmiana szerokości orki poprzez odejmowanie i dokładanie korpusów. Belka w takim przypadku musi mieć budowę kołnierzową, czyli teleskopową, aby po odjęciu od tyłu korpusu nie wystawała „pusta” belka. W kontekście regulacji szerokości orki, niektórzy wspominają o „podłużnej regulacji szerokości orki”, co może wprowadzać zamieszanie, zważywszy na inne sposoby jej ustawiania.
Regulacja głębokości orki w nowszych pługach obracalnych
W nowszych pługach obracalnych regulacja głębokości orki odbywa się za pomocą regulacji siłowej, a nie, jak błędnie podają niektóre źródła, kółka kopiującego (chyba że mowa o pługach przyczepianych, których nie będziemy tu rozważać, aby uniknąć dalszego mętliku). Regulacja siłowa czy pozycyjna wyklucza kółko kopiujące. Jeśli ktoś chce pracować za pomocą regulacji kopiującej (kółka), to musi ustawić podnośnik na dociążenie (regulację ciśnieniową), czyli podnoszenie pod mocno zmniejszonym ciśnieniem, tak aby nie dało rady podnieść pługa od ziemi (wtedy tracimy dociążanie tylnej osi masą pługa).
Inne regulacje i ich praktyczne zastosowanie
Jeszcze inną regulacją w nowszych pługach jest przesuwanie wzdłużne pługa, tak aby wychylić pierwszy korpus poza rozstaw kół ciągnika. Wtedy obydwa koła jadą po caliźnie. Praktycznie, daje to możliwość lepszego prowadzenia pługa i zmniejszenia oporów, co może przekładać się na mniejsze zużycie paliwa i lepszą jakość orki. Poziomowanie pługa jest zrozumiałe i kluczowe dla prawidłowej pracy, jednak jego szczegółowe omówienie wykracza poza ramy niniejszego artykułu, skupiającego się na regulacjach szerokości i głębokości.

Traktoriady - niezwykłe podróże ciągnikami
Ciągniki rolnicze, choć kojarzone przede wszystkim z pracą na roli, stały się także bohaterami niezwykłych wypraw, które pokazują ich niezawodność i uniwersalność.
Traktoriada Ursusem dookoła świata
Projekt „Traktoriada” to ekspedycja polskim traktorem dookoła świata, która rozpoczęła się w 2002 roku. Właśnie wtedy Ursus 6014 ruszył na podbój Ameryki Południowej. Marcin Obałek i Monika Filipiuk-Obałek pokonali na nim 20 tysięcy kilometrów po drogach Argentyny, Boliwii, Chile, Peru i Urugwaju. Przejechali przez dżunglę amazońską, ośnieżone przełęcze andyjskie, największe słone jezioro świata, gorącą pustynię Atacama, pola gejzerów i bezkresną pampę. Dlaczego ciągnik rolniczy? Jak przyznał Marcin Obałek, żadna maszyna nie daje takich możliwości w terenie jak traktor. Mimo braku oszałamiającej prędkości, na traktor zwracają uwagę wszyscy.
Inspiracja i początki projektu
Ponad 20 lat temu Marcin Obałek, podczas podróżowania, dostrzegł w Pakistanie, w dolinie Indusu pracujące w polu Ursusy. Wtedy w jego głowie narodził się pomysł, aby pochwalić się traktorem na świecie. Udało się nawiązać współpracę z ówczesnymi, jeszcze działającymi Zakładami Przemysłu Ciągnikowego Ursus w Warszawie. Decyzja zapadła 11 września 2001 r. Za nią poszła cała akcja promocyjna Ursusa w Ameryce Południowej. Obecnie mija 17. rok, odkąd pan Marcin wyruszył w pierwszą podróż Ursusem. Pasją zaraził także swoje dwie córki, z którymi w tym roku odbył pierwszą wspólną wyprawę ciągnikiem.
Wrażenia z podróży
Podróż Ursusem nie należy do najszybszych, jedzie on z prędkością zaledwie 25 km/h. Jednak jak przyznał Marcin, wycieczki ciągnikiem zdecydowanie spowalniają mieszkańcy wiosek, przez które przejeżdża. Pojazd budzi duże zainteresowanie. „Traktor, gdzie nie dojedzie, robi się pozytywne zamieszanie. Otwiera nie tylko drzwi od domów, drzwi od stodół, ale także wrota do serc ludzi, do różnych historii, wydarzeń, miejsc” - dodał. Pierwsza wyprawa okazała się najdłuższą - pan Marcin przemierzał traktorem trasę od Montevideo, największego estuarium Rio de La Plata, przez Buenos Aires, Argentynę i Chile, do Boliwii, co trwało osiem miesięcy. Obecnie Marcin Obałek wraz z żoną organizują także międzynarodowe wyścigi traktorów. W samej Polsce grupa fanatyków wynosi kilkaset osób.
Zetor 25 w drodze na Zlot Starych Maszyn Rolniczych
Inny przykład pasji to Martin Havelka, właściciel starego ciągnika ZETOR 25, powstałego grubo ponad pół wieku temu, który ponownie ruszył w drogę. Podobnie jak w ubiegłym roku, również teraz wyjazd nastąpił ze Škrdlovic na Vysočině w Czechach w kierunku położonej na północy Polski nad morzem miejscowości Łazy, gdzie odbędzie się zlot starych maszyn i ciągników rolniczych. Traktory ZETOR 25 wyjeżdżały z brneńskiej fabryki ZETOR już w roku 1946. Maszyna była jednym z najlepiej sprzedających się ciągników w tamtych latach i do dziś używa jej jeszcze wielu rolników. Martin Havelka swojego ZETORA 25 darzy ogromną sympatią. „Jest to legenda, ciągnik kultowy, na którym zaczynała swą przygodę z ciągnikami większość traktorzystów. Zmienił on także obraz naszego rolnictwa. Jest niezwykle prosty i wytrzymały oraz ma cudowny dźwięk pracy silnika”. Trasę rozpoczął w niedzielę 11.06.2017 roku i do celu powinien dotrzeć w czwartek 15.06.2017 roku. Etapy podróży mają różną długość, ale najdłuższy z nich ma aż 240 kilometrów. „Jest to wielkie wyzwanie, ale i zabawa. Kiedyś traktory na dłuższe dystanse były przewożone na innych środkach transportu, ale dziś jazda po wysokiej jakości nawierzchniach dróg to czysta przyjemność, tym bardziej taka przejażdżka nad morze prosto na plażę, spoglądając na świat z siodełka ciągnika” - dodaje Havelka. Na drogę wyjeżdża sam, mając nadzieję, że do niego dołączą inni pasjonaci na swych wspaniałych maszynach. Na Zlot starych ciągników i maszyn rolniczych w Łazach weterani zjadą już po raz czwarty. Martin Havelka swoją jazdą udowadnia, że Zetory są naprawdę niezawodne. Niezawodność i prostota obsługi to podstawowe cechy, których wymagają także klienci. Traktor Zetor 25 ma za sobą 70-letnią historię. Już pierwszy wyprodukowany przez firmę ZETOR traktor miał oznaczenie Z 25. Od niego rozpoczęła się seryjna produkcja i rozwój marki ZETOR.
Traktorem nad morze - zimowa przygoda Marcina Kaczmarka
Nie ma rzeczy niemożliwych, niektóre są jedynie trochę trudniejsze do zrealizowania - to życiowa dewiza Marcina Kaczmarka z Gostynia, który wbrew wszelkim przeciwnościom spełnia swoje, nawet najbardziej szalone, marzenia. Traktorem pojechał nad morze, na rozpoczęcie sezonu łowienia troci i łososi. Okazało się, że brak ciągnika, prawa jazdy na ten pojazd, a nawet temperatury w okolicach -10°C, nie były dla niego żadną przeszkodą. Pomysł z traktoriadą, jak koledzy nazwali jego szaloną wyprawę, zrodził się spontanicznie. Od 6 lat Marcin Kaczmarek, zapalony wędkarz, a na co dzień właściciel firmy budowlanej, pakuje swoje manatki i w środku zimy jedzie nad pomorskie rzeki łowić trocie i łososie. Pewnego dnia podczas towarzyskiego spotkania rzucił hasło, że marzy o tym, aby wybrać się na wybrzeże traktorem.
Przygotowania do wyprawy i nieoczekiwane trudności
„Okazało się, że kolega jednego z kolegów ma gospodarstwo rolne. Jest właścicielem dwóch traktorów, z których jeden, starszy, ale wciąż sprawny, może mi pożyczyć. Nie pozostało nic innego, jak tylko zacząć planować podróż” - mówi gostynianin. Niestety, nawał obowiązków zawodowych sprawił, że zabrakło czasu na przygotowania. Po traktor Fendt Farmer 103 rocznik 1973 do Tworzymirek koło Kunowa pan Marcin pojechał dopiero w dniu planowanego wyjazdu. Nigdy wcześniej nie prowadził ciągnika, a nie mógł nawet wziąć krótkiej lekcji od właściciela, bo ten razem z żoną wyjechał akurat do Zakopanego. „Najgorsze, że ciągnik nie miał przeglądu, a jego stan pozostawiał wiele do życzenia. Wezwałem na pomoc kolegów, mechanika i elektryka” - relacjonuje gostynianin. - „Po kilku godzinach miałem wymagany dokument. Prawo jazdy nie było mi potrzebne, bo jeśli jedzie się bez przyczepy, wystarczy zwykłe, na samochód”.
Reakcje otoczenia i przebieg podróży
„Nie zdziwił mnie ten szalony pomysł. Zdążyłam się już przyzwyczaić do takich akcji. Bardziej mnie one śmieszą niż ekscytują” - twierdzi Agata Kaczmarek, żona pana Marcina, która przyznaje, że do traktoriady podeszła bez entuzjazmu, ale też nie próbowała męża zatrzymywać, bo uważa, że człowiek jest szczęśliwy, gdy realizuje swoje pasje. - „Mnie tata zaimponował. Od razu pochwaliłem się w szkole” - mówi z kolei nastoletni Damian, który odziedziczył po ojcu miłość do wędkowania. Podróż okazała się trudniejsza niż pomysłowy gostynianin przewidywał. Na dworze panował akurat siarczysty mróz, a ponad trzydziestoletni ciągnik pozbawiony był nie tylko ogrzewania, ale nawet kabiny - miał tylko przednią szybę i dach. Na dodatek jechał zdecydowanie wolniej niż pan Marcin zaplanował. Myślał, że średnia prędkość będzie wynosić około 25 km/h. W rzeczywistości traktor wyciągał ledwo 18 kilometrów na godzinę... Za to palił naprawdę dużo: 20 l na 100 km.

Spotkania i awarie w drodze
„Było ciężko” - nie ukrywa gostynianin. - „Za to spotkałem mnóstwo miłych ludzi. Pierwszy przystanek zrobiłem na jednej ze stacji benzynowych w Szamotułach. Opowiedziałem pracownikom swoją przygodę. Podgrzali mi jedzenie, ugościli i zadzwonili na stację do Trzcianki, gdzie planowałem kolejny przystanek. Wchodzę, a tam czekają na mnie jak w domu, z poczęstunkiem. Zadzwonili do kolejnej stacji, którą miałem po drodze, do Wałcza, gdzie również mnie miło przyjęto” - opowiada pan Marcin. Koło Drawska Pomorskiego traktor odmówił posłuszeństwa. Pękł pasek klinowy. Na szczęście stało się to na stacji benzynowej i było do kogo zwrócić się o pomoc. - „Całej sytuacji przyglądał się jakiś wyższy rangą oficer policji. Wyjął telefon i za chwilę podjechał radiowóz. Funkcjonariusze kazali mi dmuchać w balonik, robili też testy narkotykowe. Nie mogli uwierzyć, że jestem "czysty"” - śmieje się Kaczmarek.
Ekstremalne przeżycia i przyszłe plany
Właścicielka pensjonatu, u której od lat pan Marcin wynajmuje pokój będąc nad morzem, gdy go zobaczyła, długo nie mogła dojść do siebie. Najpierw w ogóle go nie poznała i gdy ujrzała stary traktor na swoim eleganckim podjeździe, była oburzona. Uśmiechnęła się dopiero, gdy zobaczyła znajomą twarz. „Lubię ekstremalne przeżycia” - wyznaje Kaczmarek. - „Dla mnie życie bez przygód byłoby strasznie nudne, dlatego od czasu do czasu funduję sobie takie szalone wyprawy”. Gostynianin przyznaje, że w pierwszą nietypową podróż wybrał się jako 16-latek. Motocyklem marki Romet objechał wówczas całe polskie wybrzeże. Teraz w planach ma już kolejną wyprawę. „Kupiłem stary motocykl K750, czyli tzw. Kaśkę i remontuję go w garażu. Latem zamierzam pojechać nim do Chorwacji. Sprawdzę przy tej okazji możliwości swoje i maszyny. Jeśli ktoś chciałbym mi towarzyszyć, to serdecznie zapraszam. Szukam kompana, bo to daleka trasa, a sprzęt do niezawodnych trudno zaliczyć. Samotna jazda jest więc pewnym ryzykiem” - przyznaje M. Kaczmarek.
Jazda z zapiętym hederem po drogach publicznych - przepisy i konsekwencje
Żniwa powoli nabierają rozpędu, a wraz z nimi jak bumerang wraca temat jazdy z zapiętym hederem po drogach publicznych. Wiadomo nie od dziś, że w czasie żniw liczy się każda minuta, więc rolnicy świadomie często rezygnują z demontażu hederów na czas dojechania drogą publiczną do pól.
Obowiązujące przepisy i kary
Zgodnie z przepisem § 45 ust. 3 pkt 1 rozporządzenia z dnia 15 grudnia 2016 r. (tutaj należy dodać, że jeśli pojazd wolnobieżny, ciągnik rolniczy albo zespół pojazdów składający się z pojazdu wolnobieżnego lub ciągnika rolniczego i przyczepy specjalnej), poruszanie się z zamontowanym hederem po drogach publicznych jest zabronione, jeśli maszyna przekracza określone gabaryty. Przejdźmy do konsekwencji finansowych, jakie może ponieść operator, jeśli poruszał się będzie z zamontowanym hederem. O ile jeszcze rok temu mandat wynosił 500 zł, to obecnie, po wprowadzeniu z początkiem br. nowego taryfikatora mandatów, mandat nałożony przez policję może wynieść do 5 tys. zł. Jeśli natomiast sprawa trafiłaby do sądu, to ten może nałożyć maksymalną karę w wysokości 30 tys. zł. Jak więc widać, konsekwencje finansowe mogą być bardzo dotkliwe, ale to niejedyna nieprzyjemność, jaka może spotkać operatora.