Artykuł poświęcony Powstaniu Warszawskiemu jest efektem wielomiesięcznych badań, lektury książek historycznych i wspomnień, a także osobistych wędrówek po Warszawie w poszukiwaniu śladów powstańczych i dowodów pamięci o sześćdziesięciu trzech dniach zmagań o stolicę. Inspiracją do jego powstania stała się siedemdziesiąta piąta rocznica wybuchu powstania. Uczestnictwo w spacerach z przewodnikiem, marszach pamięci o ofiarach wolskiej rzezi oraz spotkania z nielicznymi już uczestnikami walk w Muzeum Powstania Warszawskiego pozwoliły na dogłębne poznanie tematu i zgromadzenie obszernego materiału, który, choć początkowo planowany jako krótki artykuł, rozrósł się do rozmiarów obszernego tekstu.
W niniejszym opracowaniu nie ma oceny powstania, lecz jest to subiektywny opis tego, co autorka widziała podczas wielotygodniowych wędrówek po Warszawie. Niektórym dzielnicom, zabytkom, wydarzeniom czy ludziom poświęcono więcej miejsca, innym mniej, a niektóre zostały pominięte. Celem nie było stworzenie kolejnego przewodnika po powstańczej Warszawie, lecz przedstawienie osobistego spojrzenia na te wydarzenia, bazując na licznych publikacjach i wspomnieniach.
Decyzja i pierwsze dni walk
Podjęcie decyzji o wybuchu powstania
Decyzja o wybuchu Powstania Warszawskiego została podjęta wieczorem 31 lipca 1944 roku w budynku Pocztowej Kasy Oszczędności przy ulicy Filtrowej 68. W tej ogromnej kamienicy, ozdobionej orłem z rozpostartymi skrzydłami, pucatymi amorkami i rogami obfitości, kwaterował ze swoim sztabem pułkownik Antoni Chruściel „Monter”, dowódca Okręgu Warszawa Armii Krajowej. W tym właśnie miejscu podpisał rozkaz rozpoczęcia walk, wydając komendę: „Alarm - do rąk własnych! Nakazuję «W» dnia 1 VIII, godz. 17:00”.
Wyznaczenie godziny siedemnastej miało według sztabu Armii Krajowej znaczenie praktyczne. Powstańcy, wmieszani w tłum wracających z pracy warszawiaków, mieli spokojnie dojść na miejsca zbiórek. Wbrew oczekiwaniom dowódców większość żołnierzy nie zdołała dotrzeć do swoich oddziałów.
Pierwsze starcia i zdobycze
Już pierwszego dnia powstańcy zdobyli niemieckie magazyny żywności i umundurowania przy ulicy Stawki. Tam znaleźli panterki, czyli bluzy maskujące Waffen-SS, w których później walczyli. By odróżniać się od żołnierzy wroga, na prawy rękaw naciągali biało-czerwoną opaskę. Od pierwszej do ostatniej chwili walk „Monter” nosił opaskę z numerem 1, orłem i literami WP. Emigrując z Polski, zabrał ją ze sobą. W sześćdziesiątą rocznicę wybuchu powstania córki generała przywiozły do kraju prochy zmarłego w 1960 roku ojca.
Żoliborz - Od pierwszych strzałów do tragicznego końca
Początki walk na Żoliborzu
Opis powstańczych pamiątek rozpoczyna się od Żoliborza, dzielnicy, w której powstanie wybuchło nieco wcześniej niż planowano - przed czternastą. Żołnierze 9. Kompanii Dywersji Bojowej „Żniwiarz”, transportujący broń do punktu zbornego przy ulicy Suzina, natknęli się na niemiecki patrol. Wtedy doszło do pierwszej potyczki z Niemcami. Drugie starcie nastąpiło nieopodal, przy ulicy Próchnika, obok budynku kotłowni Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, w której przechowywano broń. Tam zginęli pierwsi powstańcy - byli to żołnierze Batalionu im. Jarosława Dąbrowskiego z Organizacji Bojowej PPS.
Po tym incydencie, w nocy z 1 na 2 sierpnia, Niemcy wycofali się w kierunku Cytadeli i Dworca Gdańskiego, a powstańcy, pod dowództwem Mieczysława Niedzielskiego „Żywiciela” ruszyli do Puszczy Kampinoskiej. Jednak już następnego dnia, na rozkaz „Montera”, wrócili na Żoliborz.
Atak na Dworzec Gdański
Trzy tygodnie później żołnierze Żoliborza wzięli udział w jednej z najkrwawszych powstańczych akcji - ataku na Dworzec Gdański. W nocy z 20 na 21 sierpnia blisko tysiąc powstańców ruszyło na pomoc walczącej Starówce. Wśród nich było wielu partyzantów z Puszczy Kampinoskiej, którzy, przyzwyczajeni do walki w lesie, niepewnie czuli się w mieście. Powstańcy próbowali przedrzeć się przez tory kolejowe. Niemcy ostrzelali ich z dworca i z Cytadeli. Zginęło ponad stu polskich żołnierzy. Mimo dużych strat, następnej nocy powtórzyli atak. Tym razem poległo lub zostało rannych blisko trzystu powstańców.
O walkach, uznawanych za najkrwawsze w czasie całego powstania, przypomina niewielki pomnik - głaz z wyrytym napisem: „W hołdzie bohaterskim żołnierzom Armii Krajowej oddziałów powstańczych z Żoliborza i Starówki oraz partyzanckich z Puszczy Kampinoskiej i Nalibockiej poległym w natarciu na Dworzec Gdański w dniach 20 i 22 VIII 1944”. To jeden z pierwszych pomników w Warszawie poświęconych ofiarom powstania. W latach 70. obok głazu stanęła zadumana postać kobieca z różą w dłoni.
Miejsca pamięci i heroizm Olgi Przyłęckiej
Niedaleko pomnika kobiety z różą stoi długi na ćwierć kilometra budynek mieszkalny. Jego podwórko zdobi wykuta w pińczowskim wapieniu figura Matki Bożej. Mieszkańcy ufundowali ją zapewne na początku 1944 roku. Po wybuchu powstania wokół figurki zbierali się mieszkańcy bloku, modlili się i żegnali żołnierzy idących do akcji. Przed Matką Bożą ustawiano ołtarz, przy którym msze odprawiał kapelan Armii Krajowej. U jej stóp chowano zmarłych lokatorów i poległych powstańców.
Najtragiczniejszym dniem w powstańczej historii Żoliborza był 14 września. Do pacyfikacji dzielnicy przystąpili żołnierze 25. O masakrze mieszkańców Żoliborza przypominają typowe, spotykane w wielu miejscach Warszawy tablice Karola Thorka oraz dwa mury - pozostałości po dawnych, nieistniejących już budynkach.
Na podwórku utworzonym przez bloki przy ulicy Bieniewickiej stoi fragment ściany sporej kamienicy, zwanej dawniej pałacykiem. Inny ceglany mur stoi w parku Kaskada. Jest pozostałością po budynku mieszkalnym Wodociągów Miejskich. Niemcy zastrzelili tu czterdzieści osób, wśród nich Olgę Przyłęcką, która bezskutecznie próbowała ocalić ich - i siebie - od śmierci.
Olga Przyłęcka była Rumunką, żoną polskiego inżyniera, kobietą wykształconą, doskonale władającą językiem niemieckim. Jej mąż i syn poszli walczyć w powstaniu, a ona została, by pomagać mieszkańcom Marymontu. W domu zorganizowała punkt sanitarny. Wierzyła, że znajomość niemieckiego pomoże jej i okolicznym mieszkańcom przetrwać. Niestety, zginęła razem z nimi. Dom, w którym mieszkała Olga, spłonął.
Kościół pw. Stanisława Kostki - Mauzoleum Pamięci
Swoistym mauzoleum powstańczego Żoliborza jest kościół pw. Stanisława Kostki. Zarówno wnętrze świątyni, jak i jej zewnętrzne ściany pokryte są dziesiątkami epitafiów upamiętniających uczestników walk i cywilne ofiary drugiej wojny światowej - również te najmłodsze.
Powstańcze pieśni
W czasie powstańczych walk powstało wiele piosenek, które zagrzewały żołnierzy do walki i poprawiały im nastrój. Jedna z nich, choć nie jest zbyt popularna, ma znanego autora, o czym większość nie zdaje sobie sprawy. To Bronisław Robert „Bob” Lewandowski, żołnierz Zgrupowania „Żywiciel”. Po wojnie osiadł w Stanach Zjednoczonych w Chicago, gdzie prowadził polskojęzyczne programy radiowe i telewizyjne. Był pierwowzorem polonijnego radiowca w „Kochaj albo rzuć”, czyli trzecim odcinku „Samych swoich”. Zagrał go Jan Pietrzak. Sam Lewandowski też pojawił się w filmie.
Historia Pewnej Piosenki #8 ODCINEK SPECJALNY | PIOSENKI POWSTANIA WARSZAWSKIEGO
Starówka - Od spokoju do zniszczenia
Pierwsze dni i budowa barykad
Pierwsze dni powstania na Starym Mieście upłynęły spokojnie. Walczono na obrzeżach dzielnicy, mieszkańcy Starówki wiedli więc w miarę normalne życie. Ulica Długa, z fragmentem Pomnika Powstania Warszawskiego na pierwszym planie, była świadkiem względnego spokoju. Z biegiem dni mieszkańcy coraz częściej schodzili do piwnic i budowali barykady. Wspomniane relacje ukazują wspólne zaangażowanie w budowę obronnych umocnień, gdzie „barykady zaczynają się budować […] na wszystkich rogach Rynku i dalej w głąb ulic”. Praca była harmonijnie rozłożona, a płyty kamienne z chodników przenoszone z niespotykanym uniesieniem, nawet przez kobiety w zaawansowanej ciąży, które płakały z radości na myśl o wolnej Polsce.

Niemiecki atak i zniszczenia
Niemcy przypuścili atak na Starówkę 19 sierpnia. Walki trwały do 2 września. W ciągu tych kilkunastu dni zabytkowa dzielnica została niemal zrównana z ziemią. Przy ulicy Piwnej stoi kościół pw. świętego Marcina. W czasie powstania został całkowicie zniszczony. Po wyzwoleniu odbudowano jego barokową fasadę, ale wnętrzu nie przywrócono dawnego wyglądu. Stracony w płomieniach barokowy przepych został zastąpiony skromnymi, nowoczesnymi elementami zdobniczymi. Wystrój świątyni zaprojektowała franciszkanka, siostra Alma od Ducha Świętego. Jej dziełem są wykonane techniką sgraffito stacje Drogi Krzyżowej, płaskorzeźby w prezbiterium, witraże oraz piękne drzwi z żelaza i metalu. Jedynym zachowanym elementem dawnego wystroju świątyni jest częściowo spalony siedemnastowieczny krucyfiks, wydobyty z gruzów po wojnie. Pozostała jedynie dolna część rzeźby, poczerniała od ognia. Głowa i ręce Zbawiciela spłonęły.
Cuda i ocalenie zabytków sakralnych
Tuż przy wejściu do kościoła pw. świętego Jacka przy ulicy Freta stoi wykuta w piaskowcu siedemnastowieczna figura Matki Bożej z Dzieciątkiem. Warto przyjrzeć się jej twarzy - prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. W czasie powstania połowę twarzy Madonny zniszczył pocisk, który ugodził w świątynię. W tym samym kościele wojnę przetrwał też ogromny siedemnastowieczny grobowiec Katarzyny Ossolińskiej. Stoi w bocznej nawie, w pobliżu prezbiterium. Na poranionym kulami piaskowcu wciąż widać ślady ognia, który strawił wnętrze świątyni w czasie powstańczych walk.
Szesnastego sierpnia w podziemiach kościoła pw. świętego Jacka ukryto najcenniejszy zabytek staromiejskiej katedry: późnogotycki, wykonany z drewna gruszy, cudowny krucyfiks Jezusa Konającego. Do Polski przywiózł go z Norymbergi kupiec Jerzy Baryczka. Pod koniec sierpnia o katedrę toczyły się zaciekłe boje. Mimo że Niemcy wysadzili znaczną część jej murów, w kaplicy Baryczków wciąż wisiał cudowny krucyfiks. Ksiądz Wacław Karłowicz z pomocą Barbary Garncarczyk-Piotrowskiej „Pająka” i Teresy Potulickiej-Łatyńskiej „Teresy” zdjęli Chrystusa z krzyża i wynieśli z kościoła.
Relacja opisuje dramatyczny moment: „Wylot Jezuickiej zamknięty jest czarną wysoką na niebo ścianą dymu. Pod nią wre czerwona masa ognia, przykrywająca dach apsydy Katedry. […] Nagle od tamtej strony, od pożaru, spod dymu i cienia widzę, że w naszą stronę idą niewyraźni ludzie. Bardzo powoli idą przez tę mgłę, nakryci dymem, pośród kul i odłamków. […] Niosą na ramionach - już wiem, to księża i zakonnicy z Katedry i od Jezuitów z płonących kościołów wynoszą trumnę świętego Andrzeja Boboli i cudownego Chrystusa z kaplicy Baryczków. […] Srebrna trumna nad ich głowami błyszczy zimno, potem Chrystus odbity od Krzyża, wysoko na ich ramionach, z rozłożonymi w pustce rękami, żółte zakrzywione palce, długie Jego włosy gorący podmuch szarpie i rzuca Mu na twarz. Niosą ich tak, wyprostowani i powolni, obojętni na to, co dookoła nich, przeciwni temu. Idą do świętego Jacka”.
W rzeczywistości przemarsz z cudowną figurą Chrystusa wyglądał mniej malowniczo. Po wyniesieniu krucyfiksu z katedry ksiądz Karłowicz odłączył od korpusu rozkrzyżowane ręce Zbawiciela. Ksiądz prałat podpułkownik Wacław Karłowicz „Andrzej Bobola” uratował z płonącej katedry krucyfiks z kaplicy Baryczków. Przez Jezuicką, Rynek Starego Miasta, Krzywe Koło i Nowomiejską, podwórkami i piwnicami, ksiądz, obie dziewczyny i pomagający im cywile przeszli do kaplicy sióstr szarytek przy ulicy Szarej. Tam figurę złożyli na ołtarzu. Dwa dni później kaplica została zbombardowana, ale przechylony ołtarz ochronił Chrystusa przed zniszczeniem. Rzeźbę przeniesiono do kościoła pw. świętego Jacka. Tam w podziemiach mieścił się powstańczy szpital. Ranni leżeli na posadzce, jeden obok drugiego, wśród nich położono cudowną figurę. Powstańców odwiedzał ksiądz Henryk Cybulski. Spowiadał ich, udzielał ostatniego sakramentu. Pod ścianą spostrzegł leżąca postać przykrytą żołnierskim płaszczem. Spytał, czy chce się wyspowiadać. Nie usłyszał odpowiedzi. Namaścił ją więc świętymi olejami. Dotykając sztywnego, zimnego ciała, uznał, że nieszczęsny chłopak nie żyje i trzeba go wynieść. Zapalił światło i oniemiał. Kilka dni później kościół został zbombardowany. Pod gruzami życie straciło około tysiąca osób. A cudowny krucyfiks znów miał szczęście - ocalał lekko tylko uszkodzony. Po wojnie wydobyto go spod gruzów.
Obecnie ruiny klasztoru dominikanów i kościoła pw. świętego Jacka stanowią niemą pamiątkę tych wydarzeń. Cudowny krucyfiks Jezusa Konającego, który tyle razy cudem uniknął zagłady, dziś jest malowidłem, a „prawdziwy” Chrystus trafił do renowacji - równie niezwykłej, jak jej przedmiot. Każdy, kto odwiedził Muzeum Archidiecezji Warszawskiej, mógł być jej świadkiem.
Katedra świętego Jana Chrzciciela i goliaty
O katedrę świętego Jana Chrzciciela walczono pod koniec sierpnia. Do jej burzenia Niemcy użyli goliatów, kierowanych zdalnie bezzałogowych tankietek. Były małe, ale miały sporą siłę rażenia. Katedrę goliaty atakowały co najmniej dwa razy: 21 i 27 sierpnia. Po wojnie w zewnętrzną ścianę świątyni wmurowano fragment gąsienicy. Na umieszczonej obok tabliczce można przeczytać, że gąsienica pochodzi z goliata, który tu eksplodował. Nie jest to prawda.
Tragedia 13 sierpnia
Trzynasty sierpnia to najczarniejszy dzień walk na Starym Mieście. Nieopodal placu Zamkowego Niemcy zostawili transporter z ładunkami wybuchowymi. „Wszystkich opanował szał radości. Z otwartej klapy powiewała biało-czerwona flaga. Mieszkańcy staromiejskich kamieniczek wychylali się z okien i balkonów, wiwatując na cześć powstańców, wychodząc z domów i podążając tłumnie za czołgiem. Każdy pragnął zobaczyć tę wspaniałą zdobycz i być przy niej jak najbliżej. Zapanował powszechny entuzjazm. Czołg zatrzymał się między budynkami przy Kilińskiego 1 i 3. Zaraz potem nastąpiła straszna eksplozja, od której zatrzęsły się mury okolicznych domów. Wyleciał w powietrze czołg, a z nim dziesiątki porozrywanych ludzkich ciał. Zwaliły się fasady najbliższych domów, całą ulicę przysłonił gęsty tuman dymu i kurzu, spod...
tags: #msza #dominikanie #gra #beczkowoz