Ciągniki Władimirec T-25A to wciąż częsty widok na polskiej wsi. Nic w tym dziwnego, wszak w czasach komunistycznych (i później) były one w dużych ilościach sprzedawane w naszym kraju - jako uzupełnienie czy alternatywa dla rodzimego Ursusa C-330. Jednak historia radzieckich fabryk maszyn rolniczych jest równie ciekawa, co tajemnicza, a ewolucja tych maszyn, od prostego T-25 po nowoczesne projekty, obejmuje liczne modernizacje i próby adaptacji do zmieniających się realiów rynkowych.
Historia i cechy charakterystyczne Władimirca T-25
Produkcja i nazewnictwo
Ciągniki Władimirec T-25A produkowane były od 1972 do 2019 roku w fabryce zlokalizowanej w mieście Włodzimierz i stąd wzięła się ich nazwa. W Charkowie oryginalny T25 produkowany był do roku 1972, a później produkcję przeniesiono do Władymirskiej fabryki ciągników. W Polsce model T25A zapisał się w pamięci rolników jako "Rusek" czy "Władek". Władimirec stworzony został do prac lekkich, przez co jego masa własna nie była duża. Maszyna ta nie została stworzona do pracy w dużych gospodarstwach.
Ewolucja konstrukcji
W 1973 roku ciągnik T-25 przeszedł gruntowną modernizację i nadano mu nazwę T-25A. Lata 1980-1990 to okres wprowadzania przez fabrykę wielokrotnych zmian konstrukcyjnych w podzespołach ciągnika. Wśród nich można wymienić zmianę sterowania skrzynią biegów z jednej dźwigni na dwie, zmianę przełożeń skrzyni biegów (układ biegów nieparzyste na parzyste), zmiany alternatora i instalacji elektrycznej oraz zmiany w częściach, np. zmiana rozmiarów gwintów. Przykładowo, wały z gwintem M12 a M14 różnią się oprócz rozmiaru gwintów koła zamachowego. Ciągnik z 1979 roku był już wyposażony w dwie gałki zmiany biegów, co świadczy o wcześniejszych modernizacjach. Od remontu, podczas którego zastosowano nowy wał, tłoki i cylindry, minęło około trzech lat i około 60 motogodzin. Zastosowano również koło zamachowe rozwiercone na śruby M14, co wskazuje na adaptację do nowych standardów części zamiennych. Po 1990 roku wprowadzono świece żarowe w głowicy (wcześniej podgrzewacz w kolektorze ssącym), zmieniono głowice i tłoki (inny kształt komory spalania), zmieniono pompę wtryskową i sposób jej montażu. W późniejszym okresie zastosowano silnik D-120 z pełnoprzepływowym puszkowym filtrem oleju.

Cechy techniczne
Konstrukcję ciągnika oparto na wcześniejszym modelu DT-20. Sercem maszyny jest silnik D-21 chłodzony powietrzem, dwucylindrowy, z bezpośrednim wtryskiem paliwa, częściowo zunifikowany z silnikiem D-144 ciągnika T-40. Charakteryzuje się on niskim zużyciem paliwa i łatwą obsługą. Zastosowano jednotarczowe sprzęgło suche, często krytykowane za brak drugiego stopnia WOM. Pomiędzy sprzęgłem a skrzynią biegów znajduje się korpus przedłużający z łącznikiem wałów.

Skrzynia biegów posiada nowatorskie rozwiązanie w postaci wałów ułożonych poprzecznie. Napęd z silnika trafia na mechanizm nawrotu będący przekładnią kątową z parą trzech kół zębatych, następnie napęd przechodzi przez trzybiegową przekładnię, aby poprzez dwubiegowy reduktor trafić na mechanizm różnicowy. Dodatkowa przekładnia redukcyjna, napędzana z wału wejściowego skrzyni biegów, pozwala na uzyskanie czwartego biegu zredukowanego (pełzającego) wyłącznie do przodu. Napęd na koła tylne przekazywany jest przez zwolnice portalowe, które można obracać, umożliwiając zmianę prześwitu w trzech położeniach. Hamulce są typu taśmowego, sterowane mechanicznie. Przednia oś o przekroju okrągłym pozwala na zmianę rozstawu kół oraz zmianę prześwitu w trzech położeniach. Ciągnik fabrycznie nie był przystosowany do instalacji pneumatycznej. Trzypunktowy układ zawieszania to kategoria 2 wg ISO. Krzyżowy układ odciągów uważany jest za niewygodny i często jest przerabiany na odciągi boczne.
Kwestie komfortu i eksploatacji
Na pierwszy rzut oka maszyna wydaje się nie odbiegać komfortem od Ursusa C-330, lecz to mylne myślenie. Kabina zastosowana we Władkach była bardzo głośna i mało ergonomiczna dla operatora. Ułożenie kierownicy i siedzenia operatora powodowało nienaturalną postawę podczas pracy. Jedną z wad był wysoko ułożony środek ciężkości, co w wielu przypadkach prowadziło do przewrócenia tej maszyny. Ciągnik ten jest ceniony głównie przez ekonomiczną eksploatację, tanie części oraz szczelną kabinę. Ogromną zaletą tych ciągników jest łatwy do zmiany rozstaw kół, co było znacznym ułatwieniem podczas prac polowych, np. oprysków. Maszyny pochodzące ze wschodu nie mają większych problemów z odpalaniem nawet w kilkunastostopniowym mrozie. Różnice wynikające z różnicy standardów pomiędzy ZSRR a Polską sprawiły, że ciągnik ten nie był przystosowany do ciągnięcia przyczepy.
Rola w historii
Ciągniki T-25 dotarły nawet za ocean. Do Meksyku przyjechali radzieccy inżynierowie, którzy od podstaw stworzyli linię produkcyjną tych maszyn. Jego gabaryty świetnie spisywały się przy uprawach roślin rzędowych. Ciągniki te w swojej historii mają jeszcze jeden ważny moment - mowa oczywiście o usuwaniu skutków katastrofy elektrowni atomowej w Czarnobylu.
Rozwój po 1990 roku i nowsze modele
Model T-30 i silnik D-120
Po 1990 roku zaprojektowano ciągnik T-30 z przednim napędem. W późniejszym okresie zastosowano w nim silnik D-120 z pełnoprzepływowym puszkowym filtrem oleju. W Polsce był on znany pod marką Leda.
Polska marka Leda
Jako ciekawostkę warto dodać, że w latach 90. polska firma Leda rozpoczęła montaż ciągnika T25A w zakładach na terenie Warszawy. Właśnie stąd pojawiły się ciągniki Leda T25A. Maszyny te składane w Polsce różniły się delikatnie od tych oryginalnych, ale to za sprawą dołożenia kilku drobnych udogodnień.
Produkcja w Charkowie (HTZ-2511, HTZ-3510)
Od 1994 roku produkowany ponownie w Charkowie pod nazwą HTZ-2511 (ХТЗ-2511) oraz w wariancie z mocniejszym silnikiem Deutz HTZ-3510.
VTZ i Agromasz - ewolucja marki
Do 2002 roku produkowano we Włodzimierzu pod nazwą VTZ (ВТЗ), następnie pod nazwą Agromasz, jako następca modelu T-30. Wracając do Władimirca (obecnie poprawniej byłoby napisać Agromaszu), o modelu 30TK faktycznie można napisać, że na wschodzie produkcja trwa bez zmian.
Współczesne modele Agromasz
Silnik również pozostał bez większych zmian: dwucylindrowy, chłodzony powietrzem i olejem, o mocy 30 KM przy 2000 obr/min. Od początku rosyjski ciągnik był chwalony za niezwykłą oszczędność i pewność działania. Nie dziwi więc fakt, że postanowiono pozostać przy tym, co dobre. A co się zmieniło? Po pierwsze dodano hydrauliczne wspomaganie kierownicy oraz zwiększono wydajność pompy hydrauliki siłowej, co z kolei przełożyło się na 1000 kg udźwigu tylnego podnośnika oraz możliwość wyposażenia w dwusekcyjny rozdzielacz do współpracy z narzędziami oraz dodatkowy do sterowania ładowaczem czołowym. Niby nic i na tle nowoczesnych ciągników tej mocy byłaby to dość egzotyczna propozycja, jednak gdyby taki ciągnik był u nas dostępny w cenie zbliżonej do tej, w jakiej można go kupić na terenie Federacji Rosyjskiej, mógłby spokojnie konkurować z produktami z Azji. Mowa o kwocie od 34 do 43 tys. zł (brutto!).

Co ciekawe, w ofercie Agromaszu "gaziaki" (ciągniki zasilane metanem) dostępne są od ręki jako zwykła opcja wyboru silnika. Moc maksymalna jest taka sama jak w obu wariantach na olej napędowy, czyli 60 KM. Za to masa wariantu na gaz, bez obciążników, jest większa o 350 kg! Ponadto warianty zasilane gazem wcale nie są specjalnie droższe od modeli z silnikami diesla. W wariantach podstawowych są nawet tańsze, np. model 85TK (około 48 tys. zł - gaz, około 55 tys. zł - diesel).
Nowa era: Agroapollo - reinkarnacja Władimirca
Pochodzenie i strategia
Jeśli ktoś myślał, że ciągniki Władimirec na dobre odjechały na emeryturę razem z planem pięcioletnim, to może być lekko zaskoczony. Otóż na pola mają wrócić nowe Władimirce. Co prawda fabrykę zamknięto w 2018 roku, ale jak widać, traktorów z Władimira nie da się tak po prostu zakopać pod betonem historii. Tym razem jednak nie mówimy o powrocie „jak dawniej, tylko bardziej”, lecz raczej o swoistej reinkarnacji. Nowa marka ciągników z Władimira nosi nazwę Agroapollo - brzmi dumnie, niemal mitologicznie, i faktycznie: Apollo to grecki bóg światła, harmonii i porządku. Nowe ciągniki będą czerpać pełnymi garściami z konstrukcji chińskiej firmy Changfa, jednego z pięciu największych producentów maszyn rolniczych w Chinach, zdolnego wyprodukować nawet 50 tysięcy traktorów rocznie. Jak tłumaczą inicjatorzy projektu, chodzi o poprawę ekonomiki dostaw, dostępności maszyn i utrzymanie się w segmencie w możliwie najbardziej efektywny sposób. Według medialnych doniesień, Rosja chce ograniczyć import zagranicznych ciągników. Jednym z elementów tego planu wydaje się być wznowienie produkcji we Włodzimierzu, miasta, z którego wyjeżdżały popularne u nas ciągniki Władimirce. Jak informuje serwis glavpahar.ru, rosyjski rząd wyraził aprobatę dla lokalnej inicjatywy przywrócenia produkcji ciągników we Włodzimierzu, a tym samym reaktywacji marki Władimirec.
Serie i zakres mocy
W ofercie przewidziano cztery serie ciągników: E, G, J i L. Zakres mocy zaczyna się od 70 KM, a docelowo ma sięgnąć aż 260 KM. W planach jest cała gama ciągników Władimirec w przedziale mocy od 70 do 260 KM, ale nie będą one już rosyjskiej (radzieckiej) konstrukcji.

Innowacje w konstrukcji
Maszyny te mają być lżejsze, zwrotniejsze i z mniejszym promieniem skrętu, co sprawdzi się zarówno między rzędami drzew, jak i w transporcie. Nowe Agroapollo mają być też po prostu wygodne. Fabryka już się chwali, że kabiny z nowoczesnym oświetleniem, intuicyjnym sterowaniem i niskim poziomem hałasu to ukłon w stronę tych, którzy pracują długo - czasem do późnej nocy. Hydraulika to dziś temat drażliwy, zwłaszcza gdy mowa o maszynach z Dalekiego Wschodu. Tu jednak zapowiedziano konkretne zmiany. Większe modele idą jeszcze dalej - 80 l/min, zamiast dotychczasowych 63 litrów. Do tego wyjścia hydrauliczne: 2, 3 lub 4 pary zaworów - w zależności od modelu.
Plany inwestycyjne i cele
Główny cel to uruchomienie produkcji i stworzenie fabryki ciągników w przedziale 70-260 KM, zgodnie z wymogami specjalnej umowy inwestycyjnej i realiami rynku. W grę wchodzi także współpraca z rosyjskimi producentami osprzętu, aby lepiej dopasować narzędzia do ciągników Agroapollo w zakresie 70-160 KM. Całkowita kwota inwestycji ma wynieść 4,5 mld rubli (około 189 mln zł), a termin jej pełnej realizacji to rok 2033. Wtedy to z taśmy produkcyjnej ma zjeżdżać 3,5 tys. ciągników rocznie. Na koniec najważniejsze: nowe Agroapollo z Władimira mają kultywować niezawodność i trwałość swoich poprzedników. Czy to się uda? Czas pokaże. Ale jedno jest pewne: Władimir znów próbuje wrócić na pola. Tym razem z greckim bogiem w nazwie i chińskim wsparciem pod maską.
Inne nowoczesne rosyjskie maszyny rolnicze
W portfolio rosyjskich producentów znajdziemy także segment „agro”, a w nim dużą ładowarkę kołową L430 czy ładowarkę teleskopową TL41-7, różniącą się od swojej przemysłowej wersji (jak to często bywa) zaledwie kolorem. Taki ruch właściwie nie powinien dziwić. Obciążonej sankcjami rosyjskiej gospodarce potrzebne są przecież ciągniki, które obsłużą wielkoobszarowe gospodarstwa rolne. W tę koncepcję zdecydowanie wpisuje się nowy produkt. Ciągnik napędza silnik JaMZ-652, który znany jest z innych rosyjskich konstrukcji, jak chociażby ciężkie ciężarówki Ural. Układ jezdny to konstrukcja z trzema rolkami i hydraulicznym napinaczem gąsienic. Powierzchnia ich styku z podłożem to około 4,25 m kw. W ciągniku mamy do czynienia z przekładnią hydrostatyczną (prędkość do 23 km/h) z elektronicznym sterowaniem. Natomiast sam układ przeniesienia napędu wymaga do działania 90 l oleju. Co z komfortem operatora? Klimatyzacja oczywiście jest. Ponadto znajdziemy m.in. mechaniczną amortyzację kabiny (w opcji) czy podgrzewany fotel, a także zestaw oświetlenia składający się z aż 20 reflektorów roboczych. Ciągnik można oczywiście zamówić z opcjonalnym systemem rolnictwa precyzyjnego.
