Historia i informacje o opryskiwaczach rolniczych

Opryskiwacz to urządzenie stosowane w ochronie chemicznej i nawożeniu roślin uprawnych, drzew oraz krzewów. Historia opryskiwaczy polowych sięga końcówki XIX wieku, a opryski zwalczające agrofagi mają ponad 100 lat tradycji, choć chemiczna ochrona roślin upowszechniła się stosunkowo niedawno.

Historia wczesnych opryskiwaczy

Początki chemicznej ochrony roślin są znacznie starsze niż powszechnie się uważa. Już około tysiąc lat przed naszą erą, czyli 3000 lat temu w Chinach, wspomagano rozwój pewnych gatunków mrówek w sadach, by te żywiły się atakującymi rośliny owadami. Dynamiczny rozwój nastąpił w czasach rewolucji przemysłowej. Od drugiej połowy XIX wieku rolnicy mieli do dyspozycji fungicydy z prawdziwego zdarzenia, takie jak wytwarzane na skalę przemysłową związki rtęci, siarki i miedzi, na czele z cieczą bordoską (zawiesina wodna siarczanu miedzi i wapna gaszonego). Stosowano również fungicydy na bazie pochodnych kwasu karbaminowego (np. karbaryl) czy chlorowanych węglowodorów.

Historia znanych nam dziś opryskiwaczy polowych zaczyna się w Wielkiej Brytanii około roku 1880. Pierwsze opryskiwacze, jako że był to jeszcze XIX wiek, były ciągnięte przez konie. Były to maszyny niszowe, drogie i dostępne dla nielicznych. Zbiornik umieszczony był na ramie z metalowymi kołami, przed nim znajdowało się siedzenie dla woźnicy, z tyłu lanca o szerokości zaledwie kilku metrów, a napęd pompy realizowany był od kół za pomocą przekładni, podobnie jak w kosiarkach konnych.

historyczne zdjęcie opryskiwacza konnego

Rozwój opryskiwaczy w Polsce przed wojną

W dwudziestoleciu międzywojennym w Polsce pewną popularność zdobył opryskiwacz Drescher Ideal. Miał on belkę roboczą o szerokości 6 metrów, dwie pompy tłoczkowe napędzane przez koła i wydajność szacowaną przez producenta na 4-10 hektarów dziennie. Do napędu niezbędna była para koni.

Kiedy wałki odbioru mocy nie były jeszcze powszechne, a wydajności musiały rosnąć, opryskiwacze ciągane przez konie lub prymitywne ciągniki zyskały silniki spalinowe, napędzające pompy. Na tej zasadzie działał polski ORS-1 „Trojak”, wyposażony w 8-metrową lancę, 300-litrowy zbiornik i silnik znany z Dzika, napędzający pompę o wydajności 60 l/min.

Technika sadownicza w Polsce przedwojennej

Przedwojenne rozwiązania technologiczne oraz postępy w dziedzinie chemii i biologii umożliwiały bardzo efektywną ochronę roślin sadowniczych. Na rynku dostępnych było wiele preparatów produkcji krajowej lub zagranicznej. Stosowane wówczas substancje aktywne wykazywały przede wszystkim działanie powierzchniowe i charakteryzowały się niskim ryzykiem wystąpienia u agrofagów odporności. Ich wadą była natomiast szkodliwość dla zdrowia konsumentów i toksyczny wpływ na środowisko.

Mimo to polskie sadownictwo było zacofane względem innych krajów Europy, takich jak Niemcy, Włochy czy Francja. Model dochodowego sadu towarowego praktycznie nie istniał, a podstawę produkcji owoców stanowiły ekstensywne sady chłopskie i dworskie. Drzewa szczepione na silnie rosnących siewkach sadzono w dużym rozstawie i najczęściej były niepewne odmianowo. Sadownictwo stanowiło tylko dodatek do innych kierunków produkcji rolniczej, dlatego w międzyrzędziach uprawiano zboża lub ziemniaki, wysiewano zioła i warzywa, a także wypasano zwierzęta gospodarskie. Rzadko stosowano nawozy mineralne, zamiast nich zasilając drzewa obornikiem, a także nawozami sporządzanymi z suszonego kału ludzkiego. Wiedza ogrodnicza była na niskim poziomie, a nasadzenia utrzymywano w niskiej kulturze.

Wielu sadów wcale nie chroniono, zbierając to, co w danym sezonie wyrosło. Również dostęp do środków ochrony roślin oraz maszyn umożliwiających ich aplikację w sadach był w Polsce znacznie bardziej ograniczony niż na Zachodzie. Nie oznacza to jednak, że ochrona roślin nie rozwijała się na terenach polskich. W ślad za nią podążała technika sadownicza, bez której nie byłaby możliwa skuteczna aplikacja preparatów. Dostępne były własne lub importowane rozwiązania, które wykorzystywali światli, zamożni ogrodnicy okresu przedwojennego. Wszystkim tym rozwiązaniom z okresu przedwojennego zawdzięczamy dzisiejszy rozwój techniki.

ilustracja przedstawiająca przedwojenny polski sad

Typy przedwojennych urządzeń do opryskiwania

  • Ręczne opryskiwacze przenośne: Najtańsze i najprostsze rozwiązanie. Wyrzucały ciecz roboczą pod ciśnieniem za pomocą zamontowanej pompki. Opryskiwanie ogrodów z ich pomocą było bardzo czasochłonne, a rozpylacze należało kierować bezpośrednio na gałęzie. Aby dosięgnąć wyżej położonych gałęzi, konieczne było wspinanie się na drabinę.
  • Opryskiwacze plecakowe: Znacznie wydajniejsza praca. Miały większą pojemność zbiorników - przeważnie do 20 litrów. Ciecz roboczą w zbiorniku należało co pewien czas wstrząsać, gdyż nie było tam mieszadła. Ze zbiornikiem opryskiwacza łączyła się giętkim wężykiem lanca, a dopływ cieczy do lancy regulował zawór. Taki opryskiwacz umożliwiał precyzyjne kierowanie cieczy roboczej w wybrane miejsce.
  • Rozwiązania jezdne (motorowe i ręczne): W wielkoobszarowych sadach najlepiej sprawdzały się rozwiązania jezdne, wyposażone w jedno bądź kilka kół, dzięki którym możliwe było ich ciągnięcie wzdłuż rzędów drzew. Maszyny te były opryskiwaczami motorowymi, napędzanymi silnikiem spalinowym. W mniejszych wytwarzano ciśnienie przy pomocy ręcznej pompki. Nie stosowano jednak wentylatorów, lecz długie lance wypryskujące ciecz pod ciśnieniem, dzięki którym było możliwe skierowanie strumienia areozolu pod sam czubek wysokich koron drzew. Lancę obsługiwał pracownik. Najprostsze rozwiązania z kołem jezdnym to opryskiwacze taczkowe, które były ciągnięte przez pracownika sadu.
  • Opryskiwacze konne: W większych gospodarstwach wykorzystywano opryskiwacze konne, ponieważ konie były najpowszechniejszą siłą pociągową.
fotografia opryskiwacza taczkowego

Opylacze

Osobną grupę narzędzi i maszyn do aplikacji środków ochrony roślin stanowiły opylacze. W tamtych czasach proszek do rozpylania był popularną formą środków ochrony roślin. Najprostsze opylacze bazowały na dyszy (podobnie jak odymiacze pasieczne). Taka forma aplikacji preparatów chemicznych była szczególnie groźna dla pracowników sadu, gdyż wyrzucane w powietrze pyły osiadały w ich drogach oddechowych. Zabiegi wykonywano zatem w specjalnych kombinezonach, które chroniły przed wdychaniem trującego proszku. Niektóre substancje, na przykład trucizny przeciwko gryzoniom czy szkodnikom glebowym, aplikowano wprost do gleby.

Samojezdne opryskiwacze i ich rozwój

Historia opryskiwaczy samojezdnych ma już blisko 80 lat. Maszyny te powstały, aby usprawniać i przyspieszać prace na wielkich połaciach ziemi w dużych gospodarstwach. Obecnie samojezdne opryskiwacze polowe stanowią nieodłączną część dużych gospodarstw rolnych, przyczyniając się wydatnie do zwiększania wydajności i opłacalności produkcji.

To właśnie w Stanach Zjednoczonych młody farmer i adept Iowa State College, Ray W. Hagie, zaczął w 1933 roku eksperymentować na kilku akrach w farmie swojego ojca z hybrydową kukurydzą nasienną. Ta działalność okazała się sukcesem i już w następnym roku powstała firma Hagie Hybrids. Początkowo Hagie nie planował masowej produkcji opryskiwaczy, ponieważ jego głównym celem było stworzenie wydajnej hybrydowej odmiany kukurydzy, a opryskiwacz, który stworzył na własne potrzeby, miał właśnie tę kukurydzianą produkcję usprawniać.

zdjęcie wczesnego samojezdnego opryskiwacza Hagie

Opryskiwacz Hagie z lat 60. XX wieku już bardziej przypomina konstrukcje, które znamy obecnie. W latach 1968-1980 Hagie wprowadził jeszcze kilka zmian w projekcie. W tym okresie zaczęto montować w sprzęcie większe zbiorniki na ciecz roboczą i udoskonalone systemy zawieszenia. Koncepcja z belką zamontowaną z przodu pozostała w opryskiwaczach Hagie do dziś, zwiększyły się tylko szerokości, pojemności i oczywiście zaawansowanie techniczne w postaci systemów mapowania czy automatycznego prowadzenia. Firma Hagie do dziś pozostała wierna koncepcji belki roboczej montowanej z przodu. Podsumowując, można powiedzieć, że gdyby nie kukurydza, to na samojezdny opryskiwacz musielibyśmy prawdopodobnie poczekać nieco dłużej.

Opryskiwacze w Polsce na początku lat 70-tych

Przeglądając „Informator Agromy” z 1970 roku, można sprawdzić, jak wyglądał rynek opryskiwaczy polowych w Polsce na początku lat 70-tych i jakie maszyny były wówczas dostępne. Tym razem skupimy się na pewnej grupie maszyn - opryskiwaczach polowych, które oferowane były na początku lat 70-tych w Centrali Handlowej Sprzętu Rolniczego „Agroma”.

ORS-900 „Ślęza 3”

W „Informatorze Agromy” z 1970 roku pierwszą pozycją po otwarciu rozdziału z maszynami do ochrony i pielęgnacji roślin jest opryskiwacz ciągany ORS-900 „Ślęza 3”, produkowany przez Zakłady Metalowe Pilmet Wrocław. Maszyny te występowały w dwóch wersjach - rolniczej i sadowniczej. Wersja rolnicza, na której się skupimy, wyposażona była w belkę roboczą o szerokości 10 metrów, na której znajdowało się 20 dysz.

zdjęcie opryskiwacza ORS-900 „Ślęza 3”

ORZ-300A „Termit”

Kolejną pozycją, jeśli chodzi o opryskiwacze w „Informatorze Agromy” z 1970 roku, jest zawieszany ORZ-300A „Termit”, wyprodukowany w tych samych zakładach Pilmet we Wrocławiu. Również i on występował w wersji rolniczej i sadowniczej. Cena takiego opryskiwacza wynosiła 21 tysięcy złotych. W przypadku opryskiwacza Termit nie zostało podane zapotrzebowanie na moc, jednak opisany jest on jako „dostosowany do współpracy z ciągnikiem Ursus C-325, C-328, C-330”.

fotografia opryskiwacza ORZ-300A „Termit”

OrKC1B „Olza 2”

Prymitywną, choć jednocześnie dzięki temu wyjątkową ciekawostką jest opryskiwacz konno-ciągnikowy OrKC1B „Olza 2”, produkowany w Skoczowskich Zakładach Sprzętu Rolniczego i Ochronnego Przemysłu Terenowego. Jest to konstrukcja podobna do opisywanych wcześniej wczesnych opryskiwaczy. Na ramie osadzone były, patrząc od przodu - dyszel lub dyszle, do zaprzęgu jedno- lub dwukonnego, opcjonalnie na życzenie zaczep ciągnikowy, dalej siedzenie dla woźnicy, 300-litrowy zbiornik i belka robocza o szerokości 9 metrów. Producent określił wydajność do 2 ha/godz.

zdjęcie opryskiwacza OrKC1B „Olza 2”

Wschodnioniemiecki opryskiwacz S-293

W dawnym obszarze bloku wschodniego najbardziej postępowym opryskiwaczem był wschodnioniemiecki S-293 montowany na nośniku narzędzi RS-09. Wdrożony do produkcji w 1952 roku, nośnik RS-08 nie był do końca idealnym pojazdem do nadbudowy ciężkiego opryskiwacza. Niemniej jednak taki opryskiwacz zaprojektowano. Bardzo ważną zaletą RSa-09 był regulowany prześwit.

zdjęcie opryskiwacza S-293 na nośniku RS-09

Opryskiwacz S-293 składał się z dwóch zbiorników o łącznej pojemności 600 litrów. Wartość ta może dziś nie jest szokująca, ale pamiętajmy, że pod koniec lat pięćdziesiątych przeciętny, zawieszany opryskiwacz ciągnikowy miał pojemność nie większą niż 250-300 litrów. Zbiorniki S-293 wykonywano z żywicy poliestrowej wzmocnionej włóknem szklanym lub blachy ocynkowanej, a więc były odporne na żrące działanie środków chemicznych. Na 600-litrową pojemność S-293 składały się dwa zbiorniki po 300 litrów.

Wieszak belek polowych nie miał stabilizacji, ale nie wisiały one całkiem sztywno. Składana na dwie połówki wzdłuż boków nośnika belka polowa, po rozłożeniu miała szerokość 10 metrów, co jak na tamte czasy było dość sporo.

Budowa i funkcje S-293

  • Pompy: Opryskiwacz posiadał dwie pompy. Podstawowa pompa odśrodkowa o wydajności 83 litry/minutę zasilała belkę polową. Otrzymywała ona napęd od przedniego wałka odbioru mocy, poprzez własną przekładnię kątową. Natomiast przy oprysku drzew używano długiej lancy sadowniczej, którą zasilała trzytłoczkowa pompa zakładana z tyłu ciągnika.
  • Zestawy sadownicze: Jeden z zestawów sadowniczych składał się z dwóch ręcznych lanc sadowniczych z przewodami o długości 12 metrów.
  • Zestaw opylający proszkiem: Składał się z dodatkowej belki polowej i 54-litrowego zbiornika proszku. Napęd opylacza realizowany był od przedniego wałka odbioru mocy. Przekładnie i łożyska dozownika proszku miały szczelnie zamknięte obudowy zabezpieczające przed przenikaniem proszku. Zestaw do opylania znajdował się tuż za zbiornikami cieczy.
  • Napełnianie zbiorników: Mogło odbywać się przy pomocy pompy odśrodkowej i węża ssawnego.
  • Zestaw do oprysku rowów i grobli: W specjalnym wyposażeniu opryskiwacz mógł służyć jako urządzenie do oprysku rowów i grobli. Wtedy odbywało się to za pomocą 4-metrowej jednostronnej belki opryskującej. Jej położenie można było nastawiać za pomocą wrzeciona.

Do pracy na pochyłościach do 20% zalecano, aby nie przekraczać prędkości 25m/min. S-293 był wszechstronnym urządzeniem, typu „kilka w jednym”, który mógł wykonywać prace w rozmaitych warunkach.

Aedes AS3200 test opryskiwacza

Zastosowania współczesnych opryskiwaczy

Opryskiwacze są obecnie bardzo szeroko stosowane. Wśród podstawowych zastosowań możemy wymienić wykonywanie oprysków, których celem jest ochrona roślin z wykorzystaniem środków chwastobójczych, zwalczających owady i pasożyty oraz grzyby, a także chroniących przed różnego rodzaju patogenami. Co więcej, opryskiwacze stosowane są również do nawożenia upraw nawozami ciekłymi, których zaletą jest znacznie lepsze wchłanianie, co sprawia, że nawozy tego typu wykorzystywane są coraz częściej. Opryskiwacze są również stosowane do aplikacji innych agrochemikaliów, takich jak środki wpływające na wzrost roślin czy adiuwanty - preparaty poprawiające wchłanianie.

Klasyfikacja opryskiwaczy

  • Opryskiwacze samojezdne: Urządzenia, które same są pojazdami i nie wymagają podczepienia, np. do ciągnika.
  • Opryskiwacze polowe zaczepiane: Wykorzystywane na uprawach rolnych, połączone z ciągnikiem za pomocą haka i ciągnięte za pojazdem. Mogą mieć różne ułożenie dysz.
  • Opryskiwacze sadownicze: Służą do wykonywania oprysków na drzewach i krzewach.
  • Opryskiwacze ogrodnicze: Niewielkie opryskiwacze, wykorzystywane najczęściej w przypadku małych upraw. Ich zaletami są ergonomiczny kształt, niewielkie wymiary oraz łatwa obsługa.

Aedes AS3200 test opryskiwacza

Kalibracja opryskiwacza

Kalibracja opryskiwacza jest kluczowa dla jego efektywnego i bezpiecznego działania. Jeśli opryskiwacz nie ma świeżego atestu, to podczas przeglądu powinna być możliwość jego skalibrowania. W przeciwnym razie trzeba by było zmierzyć wydajność dla dysz - jeśli nie są standardowe, lub odczytać, że przy danym ciśnieniu mają taką a taką wydajność i poprzeliczać.

Z praktyki, jeśli nie chce się liczyć/mierzyć, można zastosować następującą metodę: zalewasz zbiornik do pełna, jedziesz na pole, odpalasz opryskiwacz i na obrotach, na jakich pryskasz (ciśnienie ustawiasz, żeby było na zielonym polu), z daną prędkością przejeżdżasz odległość, jaka odpowiada powiedzmy pół hektara (nie bierz za małej powierzchni), czyli przy 10m szerokości - pół kilometra. Następnie sprawdzasz zbiornik. Jeśli poszło 120 litrów, czyli za dużo, trzeba albo zmniejszyć ciśnienie, albo zwiększyć prędkość (nie obroty), albo zmniejszyć ciśnienie i zwiększyć prędkość. Jeśli wyjdzie 80 litrów, czyli za mało, trzeba zmniejszyć prędkość (bez zmniejszania ciśnienia), albo zwiększyć ciśnienie, albo zmniejszyć prędkość i zwiększyć ciśnienie. Zależy, jak daleko otrzymany wynik będzie od zakładanego.

tags: #opryskiwacz #jugoslowianski #olx