Historia rodziny z Kątów Trzebuskich, w której zniknięcie męża Stacha ujawniło serię tragicznych zdarzeń, w tym morderstwo i kradzież ciągnika, a także interwencję policji. Przebieg wydarzeń rzuca światło na skomplikowane relacje rodzinne i konsekwencje zbrodni.
Zaginięcie Andrzeja i Podejrzane Zachowanie Stacha
Stacha od ponad tygodnia nie ma w domu. Ewa, żona Stacha, mówi, że to, co się stało, jest straszne, ale na jej twarzy nie widać dramatu. Brat Ewy z Nienadówki skomentował jej postawę, mówiąc: „Ona się zachowuje tak, jakby przeżyła morderstwo kury”. W domu ucichło, koledzy od kart już nie przychodzą, nie kopcą papierosów, nie szukają ulgi w bluzgach. Rano w kuchni nie unosi się zapach kawy. Ewa wspominała: „Zawsze wstawał wcześniej. Robił kawę i kładł mi na stole papierosa”.
W sumie Stach był niezłym mężem. Pracował, po wypłacie zawsze kupował dzieciakowi cukierki i ciastka. Mimo to, miał problemy finansowe i skłonności do kradzieży. Sąsiedzi, tacy jak Magda i Zenek, opisywali go jako grzecznego i gościnnego, ale z „dziwnie lepkimi rękami”. Stach lubił „zwędzić - to deski, to kuchenki gazowe, a zazwyczaj duperele”. Magda opowiadała nawet, że „mojej teściowej wybrał jaja spod kury”.

Brat Ewy z Nienadówki, również Stach, wspominał: „Ciągle mu brakowało pieniędzy. Ciągle wiercił człowiekowi dziurę w brzuchu - pożycz stówkę, daj pół stówki”. Mimo to, rozmawiało się z nim „jak z normalnym chłopem”. Stach często wpadał do Nienadówki i ciągnik też pożyczał często. Pożyczało się, „bo kto wiedział, co w nim siedzi”. Stanisław Bałamut nie przypuszczał, że w szwagrze czai się morderca. Sąsiadka Magda przypominała również o jego przeszłości, mówiąc: „Pierwszej żonie porachował porządnie kości. To poszła sobie w świat. Potem przyprowadził do domu drugą babę i na dodatek w ciąży. Ewa jest trzecia. Nie bił jej, lecz taki jakiś był dziwnie obojętny. Ewa na przykład wyrywała z domu na noc, a on nic”.
Przebieg Zdarzeń i Odkrycie Zbrodni
Zdarzenia doprowadziły do tragicznego finału. Ewa próbowała złożyć je w całość. W sobotę (22 maja) pojechała na „szychtę” do Rzeszowa, gdzie zatrzymała się na noc u znajomych. Wróciła późnym wieczorem następnego dnia. „Niczego nie zauważyłam. Zachowywał się tak, jakby nic. Siedział w kuchni, palił papierosa. Poszliśmy spać” - opowiada Ewa. W niedzielę po południu, już po wszystkim, pod ich bramę zajechał brat z Rudnej, który zabrał Stacha i córkę (pięć lat) do samochodu. We trójkę odwiedzili teściową w szpitalu w Górnie. Brat również „niczego dziwnego nie dopatrzył się w zachowaniu jej męża”.
W poniedziałek do Ewy zadzwonili z Nienadówki. Usłyszała krzyk brata Stacha, który z Andrzejem mieszkał pod jednym dachem: „Gdzie jest Andrzej!? Gdzie jest ciągnik!?”. Ewa nie miała pojęcia, czemu się pieklił. Brat Stach opowiadał, co się wydarzyło: „W sobotę wyszedłem do sklepu. Gdy wróciłem, sąsiadka powiedziała mi, że był szwagier z Kątów i odjechał ciągnikiem. Naszym ciągnikiem! Nic to - pomyślałem sobie. Nie raz i nie dwa tak robił”. W niedzielę rano Andrzej wsiadł do „malucha” i pojechał do Kątów. Minęła niedziela, minął poniedziałek, a „ani Andrzeja, ani traktora” nie było. We wtorek brat Stach pojechał do Kątów z kolegą. Akurat szwagier wracał z pola. Był zmieszany, próbował się schować. „Wtedy coś mnie tknęło. Powiedziałem, że jedziemy na policję” - relacjonował brat Stach.
We wtorek Ewa była na kawie u znajomej. Pogaduszki przerwała nieoczekiwana wiadomość. Kiedy wracała do domu, zobaczyła, że „

Rekonstrukcja Zbrodni i Jej Skutki
Sąsiadka Magda przypuszczała, że niedzielne zajście wyglądało tak: „Pokłócili się. Stach rąbnął Andrzeja rurą w głowę. Potem mu wciągnął worek na twarz. Zniósł ciało do piwnicy i przysypał węglem. Po jakimś czasie odrzucił węgiel, włożył trupa do taczki, wywiózł w pole i zakopał w rowie. Tak to musiało być”. Kilka dni później, kiedy Stach już „wszystko wyśpiewał policji i siedział za kratami”, Magda zrugała Ewę, mówiąc: „Jak ty możesz żyć w tym domu. Wszędzie krew. Na stole krew... Porąb go w cholerę. Na firankach krew - wypierz to. Posprzątaj”.
Ewa tak też zrobiła. Dziurę w linoleum, którą wycięła policja, bo potrzebny był kawałek do ekspertyzy, zasłoniła chodnikiem. Jednego tylko nie można ani sprzątnąć, ani wyprać - pamięci dzieciaka. Córka Ewy była przecież przez całą niedzielę w domu. „Szczęście w nieszczęściu, na razie brzdąca nic specjalnego nie trapi. Gania z koleżankami po podwórku”.
Na podwórku rodziny nadal stoi ciągnik, którym Stach przyjechał w sobotę z Nienadówki. Ewa przypuszczała: „Pewnie chciał go zwędzić. Bo po co rozbierał kabinę i wynosił części na strych?”. Ewa jednak nie myśli o tym, co zrobić z traktorem, ponieważ ma na głowie ważniejsze sprawy. Zastanawiała się: „Płacić za s..na składki KRUS, czy nie płacić? Płacić na próżno nie warto. No, ale jak by tak za kratami odwalił kitę?...”