Poniższy artykuł przedstawia szeroki zakres informacji, łącząc tematykę zabytkowych traktorów i maszyn rolniczych z historią wojenną i powojenną, a także z dyskusjami na temat rozwoju infrastrukturalnego. Został on przygotowany na podstawie materiałów ze wspólnego posiedzenia Komisji Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej oraz Komisji Rewizyjnej, które odbyło się 18 lutego 2019 roku, a także z rozmowy z Jackiem Grzywaczem - samorządowcem i kolekcjonerem, oraz z wspomnień Mieczysława Rybickiego, dotyczących II wojny światowej.

Sprawy bieżące i inwestycje komunalne
Wspólne posiedzenie Komisji Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej oraz Komisji Rewizyjnej, prowadzone przez Przewodniczącego Komisji Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej Pana Stanisława Kowalika, dotyczyło wielu bieżących spraw gminy.
Program Ochrony Środowiska i inwestycje drogowe
Na posiedzeniu omówiono materiał sesyjny, w tym biuletyn i Program Ochrony Środowiska. Przewodniczący Stanisław Kowalik poinformował o nieobecności Skarbnik, która uczestniczyła w szkoleniu. Wcześniej Marszałek Województwa Pomorskiego Ryszard Zwilski oraz Pan Grzegorz Stachowiak, dyrektor ZDW, gościli w Chojnicach, rozmawiając z Burmistrzem, Wójtem oraz Starostą na temat inwestycji drogowych na terenie miasta i gminy. Burmistrz zamierzał przedstawić szczegółowe informacje na sesji dotyczące sfinalizowanych zamierzeń inwestycyjnych.
Modernizacja targowisk
Ważnym tematem było również wskazanie miejsca handlowania na ulicy Młodzieżowej, gdzie targowisko ulegnie całkowitemu przemeblowaniu. Wstępnie wyznaczono już miejsca, na których pawilony zostaną ustawione - w pobliżu targowiska, na sąsiadującym parkingu oraz wzdłuż tylnej ściany hali sportowej, blisko trafostacji, gdzie będzie możliwość podłączenia do prądu. Burmistrz Kopczyński szerzej przedstawił ten temat na konferencji prasowej. Kolejny temat dotyczył targowiska na Angowickiej, gdzie pojawił się problem z nierozstrzygniętymi przetargami. Pomimo braku chętnych, ustawa pozwala na podjęcie decyzji z wolnej ręki po trzech takich przetargach. Gmina zabezpieczyła środki w wysokości 1,2 mln zł, w tym 600 tys. zł to środki zewnętrzne, które muszą zostać wykorzystane w tym roku, aby nie przepadły. Planowane jest rozebranie starej hali i budowa nowej według istniejącego projektu.
Infrastruktura drogowa i społeczna
Ulica Podlesie, w pobliżu szpitala, została już wykonana i funkcjonuje, co znacząco poprawiło komfort jazdy dzięki nowej nawierzchni. Pierwotnie miała być ukończona do 30 kwietnia. Innym poruszanym zagadnieniem było powołanie spółdzielni socjalnej. W pierwszym podejściu nikt z pracowników interwencyjnych nie przyjął oferty, dlatego Urząd Miejski i Urząd Gminy planują wejść jako dwaj wspólnicy. Warunkiem powołania spółki jest zatrudnienie co najmniej 5 osób i oferowanie niższych cen usług niż konkurencyjne firmy, co ma przynieść korzyści dla miasta.

Pytania i wyjaśnienia dotyczące budżetu
Podczas posiedzenia radny Bogdan Kuffel zgłosił pytania dotyczące zmian budżetowych. Zapytał o zadanie inwestycyjne „Budowa ulicy Krasickiego w Chojnicach” w kwocie 9.183 zł, dopytując, czy jest to dołożenie do projektu drogi i kiedy nastąpi realizacja. Dyrektor Jacek Domozych wyjaśnił, że jest to 30% płatności za projekt po uzyskaniu pozwolenia na budowę. Radny Kuffel pytał również o kompleksowe zagospodarowanie przestrzeni Wzgórza Ewangelickiego, które jest dawnym cmentarzem. Dyrektor Jarosław Rekowski uzupełnił, że projekt obejmie budowę ulicy Rolbieckiego z miejscami postojowymi, zagospodarowanie drzewostanu, nasadzenia, odtworzenie alejek spacerowych i altan wypoczynkowych, z poszanowaniem charakteru miejsca.
Pielęgnacja zieleni i modernizacja stadionu
Radny Kuffel poruszył temat podcinania brzóz na Alei Brzozowej przez firmę Ogrol oraz stanu spróchniałej brzozy, która zagraża liniom energetycznym. Przewodniczący Stanisław Kowalik i Antoni Szlanga wyjaśnili, że pierwotnie planowano całkowitą wycinkę trzech drzew, jednak obecnie firma Ogrol wykonuje pielęgnacyjne przycinanie drzew w całym mieście. Sprawa wycinki jest nadal w toku i wymaga decyzji RDOŚ. Radny Bartosz Bluma zapytał o dodatkowe 355 tys. zł przeznaczone na modernizację stadionu miejskiego przy ul. Mickiewicza (podgrzewana murawa). Dyrektor Jacek Domozych wyjaśnił, że kwota ta została „pożyczona” między sesjami na zapłatę za budynek i jest to zwrot, a kwota na inwestycję nadal wynosi 2 mln zł. Poruszono również problem skrzyżowania ulic Tucholskiej i Kolejowej, które jest „newralgiczne i problematyczne”.
Historia i wspomnienia z czasów II wojny światowej
Mieczysław Rybicki podzielił się swoimi wspomnieniami z okresu II wojny światowej. Jego ojciec był prokuratorem wojskowym w stopniu podpułkownika. Pierwsze bomby na Brześć i twierdzę, gdzie mieszkali, spadły na ich mieszkanie 2 września.
Ucieczka i trudności życia codziennego
Rodzina ukrywała się w koszarach wojskowych, skąd ojciec wywiózł ich w bezpieczne miejsce, do dóbr Marii Rodziewiczówny na Polesiu. Tam powitali „wyzwalającą” armię radziecką. Rybicki zapamiętał duży traktor na gąsienicach, tzw. staliniec, ciągnący za sobą kilkadziesiąt pustych furmanek. Przez pół roku, do maja, przebywali we Lwowie u rodziny, podczas gdy ojciec był w niewoli niemieckiej (wzięty pod Kockiem). Życie we Lwowie było trudne; po chleb trzeba było stać w kolejce od czwartej rano.
Życie w okupowanej Warszawie
W kwietniu-maju Rybiccy wrócili do Warszawy. Ich dom na Żoliborzu (ulica Czarnieckiego 11, przy Placu Inwalidów) był zajęty przez dzikich lokatorów. Matka wysłała Mieczysława i jego siostrę do rodziny pod Bochnię, gdzie spędzili rok. Po powrocie do Warszawy Mieczysław uczęszczał do różnych szkół i na kursy, w tym do handlówki na Miodowej. Matka utrzymywała rodzinę, pracując jako referent w Zakładzie Oczyszczania Miasta. Siostra pracowała w fabryce braci Borkowskich na Pradze w latach 1942-1944. Rybicki wspomina o patrolach niemieckich, tzw. "Streifach", które wywarły na nim tak silne wrażenie, że do dziś reaguje spięciem na widok umundurowanego patrolu.
Konspiracja i Powstanie Warszawskie
Mieczysław Rybicki był ministrantem w kościele Stanisława Kostki. Za namową kolegi wstąpił do tajnego harcerstwa, gdzie w jego domu odbywały się zbiórki szkoleniowe - harcerskie i wojskowe. Jego koledzy w czasie Powstania należeli do oddziału AK, plutonu 227. O wybuchu Powstania nie wiedział, zaskoczyło go to wydarzenie, które na Żoliborzu rozpoczęło się trzy godziny wcześniej. Niemcy, spodziewając się Powstania, mieli przygotowane czołgi na ulicy Kniaźnina i wiadukcie Dworca Gdańskiego. Po początkowym entuzjazmie, duch Powstania upadł, gdy oddziały wędrowały do Puszczy Kampinoskiej, by wrócić z bronią i świeżymi siłami. Ludzie budowali barykady pod kierunkiem wojskowych. Mieczysław Rybicki był gońcem w "starostwie" (tak nazywał to miejsce), pomagając w wydawaniu dziennika „Wiadomości Żoliborskie”. Zbierano materiały z radia na Mickiewicza 25 i przygotowywano je na powielaczu. Siostra, która została na Pradze, została wywieziona do Ravensbrück, gdyż na Pradze Powstanie upadło po trzech dniach.
Zrzuty i schronienie
Na Żoliborz docierały zrzuty alianckie i polskie. Dopiero w drugiej połowie września zaczęły przylatywać rosyjskie kukuruźniki, nazywane przez Niemców „Schwarze Tod” (Czarna Śmierć) z powodu ich zdolności do wyłączania silnika i cichego nadlatywania. Zrzucano z nich zasobniki z bronią, amunicją, żywnością i lekami, choć duża część była zniszczona. Obawiano się wywózki ludności cywilnej na roboty do Niemiec po upadku Powstania. Mama Mieczysława, w porozumieniu z sąsiadem Romanem Łuczakiem (ps. „Generał”), rusznikarzem 21. Pułku AK imienia „Dzieci Warszawy”, przygotowała schronienie w jego warsztacie rusznikarskim. W bunkrze, który był niepodpiwniczonym pomieszczeniem z własną strzelnicą, ukryło się pięć osób, a ostatecznie siedem.
Życie w ukryciu i ucieczka
28 września Rybicki z rodziną wszedł do bunkra. Następnego dnia rano pocisk uderzył w resztki domu, zasypując wejście. Po trzech dniach ukrywania się, nie mogąc podnieść klapy, zrobili podkop pod fundamentem, prowadzący pod drewniane schody. 5 października, nad ranem, wyszli z bunkra i ruszyli do Milanówka, a stamtąd do Pszczyna na Śląsku, gdzie pozostali do końca wojny.
"Czerwone Krzesło" - Opowieść o magicznym przedmiocie
Historia "Czerwonego Krzesła" rozpoczyna się w 2000 roku, kiedy to piorun trafia w stary dąb nad Doliną Warty, nadając mu niezwykłą moc. Z drzewa powstaje setki przedmiotów, w tym czerwone krzesło. Kuki, przerażony burzą, odkrywa brak rodziców i rodzeństwa. Razem z rodzeństwem Tosią i Filipem przeżywają serię niezwykłych przygód, związanych z magicznym krzesłem.
Rodzina i magiczne krzesło
Kuki, Tosia (grająca na flecie) i Filip (grający na skrzypcach) odkrywają, że ich rodzice, muzycy, stracili pracę w orkiestrze. Kuki znajduje w rzece czerwone krzesło. Ciotka Maryla, siostra mamy, przyjeżdża w odwiedziny i jest bardzo wymagająca. W międzyczasie zdarzają się zabawne sytuacje, takie jak złamana drabina i Kuki lądujący w torcie. Ciotka Maryla, siedząc na krześle, proponuje rodzicom pracę na statku "Queen Victoria" i zabranie dzieci do siebie. Rodzice, ku zaskoczeniu dzieci, zgadzają się, co dzieci interpretują jako bycie zaczarowanym. Odkrywają też, że służąca Marcelina, którą ciotka przedstawia jako głuchoniemą, w rzeczywistości słyszy i mówi. Marcelina zostaje zwolniona, a dzieci, używając krzesła, życzą sobie, aby ciotka zapłaciła jej za pracę.

Przygody i podróże z krzesłem
Dzieci testują krzesło, wyczarowując mleko i próbując sprowadzić rodziców, ale bezskutecznie. Postanawiają wyruszyć w świat, aby odzyskać rodziców, którzy mają ostatni postój w Kopenhadze. W drodze spotykają ciotkę Marylę, którą zamieniają w siedmioletnią dziewczynkę (Wiki). Używając krzesła, sprawiają, że autobus jedzie prosto na lotnisko, siejąc zniszczenie i zabierając ze sobą Maxa Rozmusa, oszusta i szefa Jarmarku Augustino, który ich śledzi. Na lotnisku krzesło musi lecieć w luku bagażowym, co prowadzi do pogoni i przesłuchania. Kontrola biletów w pociągu, gdzie konduktorka marzy o setce psów, sprawia, że pociąg wypełnia się czworonogami. Dzieci wyczarowują traktor z turbo napędem, który tonie w bagnie, ale Filip ratuje ich za pomocą krzesła. Max znajduje krzesło i życzy sobie największego diamentu, co prowadzi do zabawnego pościgu. Ciotka Wiki znajduje krzesło i wyczarowuje sobie sandałki i parasol, coraz lepiej czując się w ciele dziecka. Po kolejnych przygodach, w tym upadku ciotki z nieba, dzieci i Wiki spędzają wieczór przy ognisku. Max ponownie znajduje krzesło i zamienia Filipa i Tosię w złote posągi. Kuki i Wiki odciągają jego uwagę, ale Max zabezpiecza krzesło stalowym płotem. Wiki choruje na anginę, a w szpitalu dzieci ponownie uciekają przed Maxem. Docierają do Kopenhagi i spóźniają się na statek, ale za pomocą krzesła tworzą most łączący latarnię ze statkiem i dostają się na pokład. W końcu Kuki odczarowuje rodziców, a rodzina ustala, że będą używać mocy krzesła tylko raz w tygodniu. Historia kończy się, gdy mama, siedząc na krześle, życzy sobie spełnienia największego marzenia Wiki - kolejnej podróży, a dom odrywa się od ziemi i zaczyna lecieć.
Jacek Grzywacz - Samorządowiec i kolekcjoner zabytkowych traktorów
Krystyna Lewicka-Ritter przeprowadziła rozmowę z Jackiem Grzywaczem, współtwórcą Klubu Miłośników Starej Techniki „SKANSEN ŁOCHOWICE” i sołtysem Łochowic.
Początki pasji i kolekcja
Jacek Grzywacz od przełomu II i III tysiąclecia kolekcjonuje zabytkowe cuda motoryzacji i techniki rolniczej. Jego przygoda zaczęła się w połowie lat 90. XX wieku, kiedy to zainteresował się starym ciągnikiem Ursus C-45, będącym „kupą złomu”, który doprowadził do pełnej sprawności mechanicznej. Później pozyskiwał kolejne eksponaty. Początek XXI wieku to czas nawiązywania znajomości z innymi pasjonatami, m.in. z Ogólnopolskim Stowarzyszeniem „Traktor i Maszyna” z Lipna. W 2017 roku wraz z innymi kolekcjonerami utworzył Klub „SKANSEN ŁOCHOWICE” z siedzibą w jego rodzinnym gospodarstwie. Obecnie „Skansen Łochowice” skupia blisko 60 kolekcjonerów z województwa kujawsko-pomorskiego i Polski Północnej, posiadających ponad 100 zabytkowych traktorów. Wśród nich znajdują się perełki, takie jak amerykański Allis-Chalmers z 1948 roku i Oliver z 1938 roku. Maszyny są mozolnie i kosztownie remontowane w domowych warsztatach, z zachowaniem ich historycznej wartości. Jednym z członków Skansenu jest Wiesław Kominiak, który swoim maleńkim traktorkiem „Dzik” wjechał na alpejski szczyt Grossglockner, najwyższą górę w Austrii.
Współpraca i prezentacje
„Skansen Łochowice” od wielu lat współpracuje z Marszałkiem Województwa Kujawsko-Pomorskiego Piotrem Całbeckim, uczestnicząc co roku w Dożynkach Wojewódzkich, gdzie maszyny stanowią atrakcję dla gości. Współpracują również ze starostą bydgoskim Piotrem Kozłowskim oraz z Krystyną Lewicką-Ritter przy organizacji Jarmarku Kujawsko-Pomorskiego w bydgoskim Myślęcinku. Jeżdżą na wystawy Starych Ciągników do Golubia Dobrzynia i na imprezy organizowane przez Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Minikowie. Od 24 lat prezentują swoje zbiory na Międzynarodowej Wystawie Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych w Wilkowicach koło Leszna, a także w Dąbrowie Zduńskiej i Pile. Z sześcioma traktorami byli również na dożynkach na Litwie, nawiązując kontakty z tamtejszą Polonią i wspierając upamiętnienie miejsc, gdzie ginęli Polacy w czasie II wojny światowej (powstały tam dwa pomniki: hołd ofiarom Katynia i pamięci żołnierzy AK). Kolekcja Skansenu jest również prezentowana na wiejskich dożynkach i jarmarkach gminnych oraz powiatowych, gdzie zawsze wzbudza duże zainteresowanie. Jacek Grzywacz apeluje do wszystkich posiadaczy starych ciągników i maszyn, aby nie pozwalali im rdzewieć w stodołach, lecz przekazali je pasjonatom, którzy zrobią z nich „bajecznie piękne i działające eksponaty”.
Rodzina i edukacja
Pasją kolekcjonowania Jacek Grzywacz zaraził wiele osób, w tym swoją córkę Agatę, która wyszła za mąż za Łukasza Fonsa, również kolekcjonera traktorów. Żona Jacka, Urszula, nauczycielka z wykształcenia pedagogicznego, prowadzi w rodzinnym skansenie lekcje dla dzieci i młodzieży ze szkół podstawowych. Dzięki tym lekcjom młodzi ludzie mogą poznać dawne rośliny uprawowe, tajniki zgromadzonych eksponatów oraz ciężką pracę rolników, koszących kosą lub sierpem i orających ziemię pługiem jednoskibowym. Skansen jest otwarty dla wszystkich chętnych po wcześniejszym kontakcie telefonicznym, nie ma biletów ani godzin otwarcia, ponieważ cała rodzina pracuje w różnych miejscach.

Aktywność społeczna i rozwój gminy Białe Błota
Jacek Grzywacz łączy swoje zainteresowania dawną techniką z aktywną pracą społeczną na rzecz gminy Białe Błota i wsi Łochowice.
Radny i sołtys
W 1998 roku został radnym gminnym w czasach, gdy gmina Białe Błota była jeszcze gminą rolniczą. Wtedy to zaczęli napływać mieszkańcy miast, budując nowe domy, co znacząco zmieniło strukturę społeczną gminy. Ta sytuacja wymusiła rozwój infrastruktury: budowano nowe drogi, chodniki, oświetlenie, wodociągi, gazociągi, sieci kanalizacyjne, przychodnie zdrowia, szkoły, przedszkola i świetlice wiejskie. Starano się również integrować środowiska rdzennych mieszkańców z ludnością napływową. Liczba mieszkańców wzrosła z około 10 tysięcy pod koniec XX wieku do blisko 30 tysięcy obecnie. Jacek Grzywacz pełnił również funkcję sołtysa Łochowic od 2010 roku do 2024 roku. W tym czasie liczba mieszkańców wsi wzrosła z około 200 do blisko 1000. Mieszkańcy oczekują dobrych dróg asfaltowych i miejskiej infrastruktury.
Osiągnięcia w sołtysowaniu
Jacek Grzywacz podkreśla, że na wsi, aby sprostać oczekiwaniom, konieczne jest osobiste zaangażowanie mieszkańców i integracja społeczna. Dzięki funduszom sołeckim udało się zrealizować wiele małych lokalnych inwestycji, takich jak lampy oświetleniowe. W czasie 14 lat jego sołtysowania powstała część wiejskich dróg asfaltowych oraz całe zaplecze rekreacyjno-rozrywkowe ze świetlicą wiejską na czele, wybudowaną w 2014 roku (niebawem zostanie do niej dobudowany ogród zimowy). Udało mu się również zbudować gazociąg, zaopatrujący w paliwo wszystkich chętnych mieszkańców Łochowic. Jacek Grzywacz z żalem wspomina o zastąpieniu dożynek gminnych Świętem Gminy Białe Błota z powodu zmniejszającej się liczby rolników. Podkreśla jednak, że kujawskie tradycje podtrzymuje regionalny zespół „Łochowianie”, którego zawsze będzie bronił, aby zapewnić fundusze na jego działalność, jako część tożsamości regionalnej i wizytówkę Małej Ojczyzny.