Zakup nowego ciągnika to poważna inwestycja na lata. Jednak w obliczu rosncych kosztów wielu rolników i przedsiębiorców rozważa rynek wtórny, gdzie dostępne są maszyny z różnym stażem pracy. Kluczowym pytaniem staje się wtedy: czy możliwe jest utrzymanie wartości ciągnika mimo upływu czasu i przebytych motogodzin? Jak ocenić, czy ciągnik z 10, 14, a nawet 15 tysiącami motogodzin to nadal dobra inwestycja? Problem motogodzin jest złożony i niełatwy do wyjaśnienia, ponieważ przebieg nie zawsze pokazuje rzeczywisty stan maszyny - wszystko zależy także od marki/modelu, rocznika i przede wszystkim dbałości właściciela o sprzęt.
Zrozumienie motogodzin: mechaniczne a elektroniczne liczniki
Zanim zagłębimy się w analizę, warto zacząć od tego, że często motogodzina nie jest równa godzinie zegarowej. W przypadku liczników mechanicznych pokazywany jest czas pracy, który jest zależny od producenta danej maszyny i od obrotów silnika. Przykładowo, podczas orki, gdy utrzymywana jest prędkość obrotowa 1800 obr./min w silniku o obrotach znamionowych 2200 obr./min, po godzinie pracy zostanie naliczonych 0,81 mth. Gdyby w tych samych warunkach pracował ciągnik z silnikiem, którego obroty znamionowe wynoszą 2000 obr./min, licznik po godzinie pracy wskazałby 0,9 mth. Zatem w tym wypadku szybkość naliczania motogodzin zależy od rodzaju wykonywanej pracy, ale też od charakterystyki silnika.
We współczesnych konstrukcjach sprawa motogodzin jest łatwiejsze do obliczenia i zrozumienia, bowiem liczniki elektroniczne mierzą czas pracy silnika w godzinach zegarowych. Bywają od tego wyjątki, bowiem w przypadku maszyn, gdzie silnik nie był jeszcze sterowany przez ECU, motogodziny są naliczane wtedy, gdy do licznika dopływa prąd, a więc tuż po przekręceniu stacyjki w pozycję zapłon (czyli nawet bez uruchamiania silnika).

Studia przypadków: Przykłady ciągników z wysokim przebiegiem
Przypadek 1: John Deere 6125R w gospodarstwie rodzinnym
Mariusz Wrzesiński prowadzi typowo rodzinną działalność w okolicach Bytowa, skupiając się na produkcji roślinnej na areale około 200 ha. W 2015 roku do jego gospodarstwa trafił pierwszy ciągnik John Deere. Zależało im na maszynie uniwersalnej, którą mogliby wykorzystać do wszystkiego, więc zdecydowali się na model John Deere 6125R. Ten ciągnik orał, siał, ciągnął opryskiwacz i rozsiewał nawóz. W 2017 roku kupił następny ciągnik John Deere, a w 2018 roku trzeci. Można więc powiedzieć, że przez 2 lata ten pierwszy naprawdę się napracował.
Przez pięć lat pracy w gospodarstwie pana Mariusza, ciągnik ustrzegł się większej usterki. Była regularnie sprawdzana przez specjalistów, wymieniano olej i filtry. Pan Mariusz uważa, że wpływ na taki stan rzeczy miała przede wszystkim marka, ponieważ John Deere jest znany na całym świecie. W jakimś stopniu ważne może też być serwisowanie u dealera, ale, jak twierdzi, „ciągnik musi się sam obronić w pracy”.
Przypadek 2: New Holland T5050 - wytrzymałość małej maszyny z 15 000 mth
New Holland T5050 z Zakładu Produkcji Rolnej w Kowrozie przełamuje stereotypy co do wytrzymałości mniejszych maszyn. Ciągnik ten w osiem sezonów przepracował ponad 15 tys. motogodzin i to praktycznie bez większych awarii. Nie jest tu mowa bynajmniej o potężnym „koniu pociągowym” gospodarstwa, który w sezonie praktycznie nie zjeżdża z pola, ale niespełna 100-konnej maszynie wykorzystywanej jedynie do napędu wozu paszowego.
Piotr Doligalski, prezes Zakładu Produkcji Rolnej w Kowrozie, poszukiwał ciągnika do wozu paszowego. Mimo obaw wynikających ze złych doświadczeń z poprzednim modelem New Hollanda (136-konny 8360 z 1997 roku, który sprowadzony jako używany z Belgii pracował do 2008 roku i stale się psuł, pochłaniając mnóstwo inwestycji), wybór padł na model T5050 ze względu na ograniczenia wysokości przejazdowej budynków. Z perspektywy czasu okazało się, że była to dobra inwestycja. Ciągnik pracował codziennie, wjeżdżał do obór i zmagał się ze zmienną temperaturą i wilgocią. Sukces tej maszyny wynika z tego, że jest to bardzo prosty technicznie ciągnik pozbawiony elektroniki, która w takim środowisku pracy bywa zawodna.
Początkowo ciągnik ten pracował bezawaryjnie, wymagając jedynie regularnych przeglądów technicznych. Dopiero przy około 7 tys. motogodzin trzeba było wymienić sprzęgło. Awaria była efektem specyfiki pracy zestawu, bowiem nie raz trzeba było podjeżdżać ciągnikiem na półsprzęgle, cofając paszowozem do pryzmy czy rozsypując paszę w oborze. New Holland miał również umiarkowany „apetyt” na paliwo.
Zakład Produkcji Rolnej w Kowrozie uprawia niespełna 1000 hektarów i specjalizuje się również w hodowli bydła mlecznego, liczącego ok. 750 sztuk, w tym 300 krów dojnych. Roczna produkcja mleka wynosi blisko 2,5 mln litrów. Zwierzęta żywione są dawką TMR sporządzaną w wozie paszowym, do którego pierwotnie używano omawianego ciągnika. W listopadzie zeszłego roku zakupiono samojezdny pionowy wóz paszowy RMH VSL 14, co oznaczało dla New Hollanda T5050 koniec przewożenia paszy i przejście „na zasłużoną emeryturę”. Mimo to, ciągnik nie został odstawiony na bok; po ogólnym przeglądzie m.in. układu paliwowego, wodnego czy elektrycznego, jest wykorzystywany do lżejszych prac.

Charakterystyka New Holland T5050
New Holland T5050 jest jedną z maszyn serii T5000 oferowanej na polskim rynku w latach 2008-2012. Początkowo seria ta obejmowała cztery modele o mocach znamionowych 76 KM (T5030), 86 KM (T5040), 97 KM (T5050) i 106 KM (T5060). Na początku 2010 roku gamę rozszerzono o najmocniejszy model T5070 o mocy nominalnej 113 KM. Do napędu ciągników wykorzystano silniki NEF produkcji FPT (Fiat Powertrain Technology). Są to czterocylindrowe dwuzaworowe jednostki o pojemności 4,5 litra z turbosprężarką i chłodnicą międzystopniową. Producent do maszyn oferował pięć różnych typów przekładni. W prezentowanej maszynie zamontowano najprostszą 12-biegową skrzynię z mechanicznym rewersem, z 4 biegami głównymi i trzema zakresami do prac polowych i transportowych. Ciągnik został zakupiony w firmie Rolserwis.
Co do serwisowania, prezes Doligalski wspomina, że początkowo mówiono o przeglądach serwisowych co 500 motogodzin. Gdy New Holland trafił do gospodarstwa, serwis zmienił zdanie i zalecał częstsze przeglądy, co 250 motogodzin. Właściciel gospodarstwa pozostał jednak przy pierwszej propozycji, bezwzględnie utrzymując reżim przeglądów technicznych.
Kluczowa rola regularnego serwisowania i dbałości
Trwałość ciągnika jest zależna nie tylko od przebiegu, ale także od marki, modelu, stanu technicznego, regularności w konserwacji i serwisowaniu (np. jak często wymieniano olej, filtry i inne części zgodnie z zaleceniami producenta?), stylu jazdy operatora czy rodzaju pracy, jaką wykonywała maszyna. Wykorzystanie olejów wysokiej jakości ma znaczny wpływ na sprawność maszyny i pozwala obniżać koszty wynikające z ewentualnego jej serwisowania. W praktyce stosowanie płynów eksploatacyjnych polecanych przez producenta oznacza zdecydowanie rzadsze przeglądy i awarie. Ponadto, maszyna serwisowana od A do Z w autoryzowanym punkcie dealera jest przy odsprzedaży droższa niż np. naprawiana przy użyciu nieoryginalnych części lub „domowymi sposobami”. Jak wiadomo, każda wizyta w serwisie wpisana w historię maszyny budzi też pewne pytania ze strony kupującego.
Z raportu producenta olejów i smarów wynika, że przeciętnie 10-letni traktor powinien mieć przebieg ok. 7,5 tys. mth, a 20-letni ok. 15 tys. mth. Oczywiście to tylko statystyka, bo przecież przeznaczenie ciągników z wiekiem się zmienia i trudno liczyć przebieg liniowo. Ktoś kupuje nowszy model i wtedy starszy przechodzi do innych zadań, być może generujących mniejszy przebieg, albo zostaje sprzedany do mniejszego gospodarstwa, gdzie na 5 ha nie jest w stanie wypracować większego przebiegu.
Prosta matematyka pokazuje, że w ciągu roku warto przynajmniej dwa razy wymienić olej w swojej maszynie. Współpracujący z Petronas producenci ciągników z grupy CNH rekomendują serwis olejowy co około 400-500 motogodzin.
Jak samemu wymienić olej? | Adam Klimek | Team Total
Bariera psychologiczna a rzeczywista wytrzymałość
Często spotyka się wśród klientów sytuacje, iż mimo że traktor jest dobrze utrzymany, nikt nie chce go kupić, bo ma np. 10,5 tys. godzin. Wygląda na to, że przebieg 10 tys. motogodzin, podobnie jak w autach 200 tys. km (warto zwrócić uwagę, że używane auta w komisach mają często 180, 190 tys. km, ale prawie nigdy 200 tys. km), jest bardzo często barierą psychologiczną. Dla wielu użytkowników to właśnie okolice 10 tys. mth jest granicą psychologiczną, powyżej której nie kupią żadnego ciągnika.
Jednak, jak przekonuje jeden z przedsiębiorców zajmujących się handlem używanymi maszynami, markowe ciągniki są w stanie spokojnie przepracować 20 tys. godzin. Nie trzeba się bać przebiegu rzędu 10 tys. motogodzin, bo to są uczciwe godziny. Dla profesjonalnych rolników jest oczywistym, że w dużych gospodarstwach muszą się pojawić wysokie przebiegi. Jeśli 25-letni ciągnik o mocy 250 KM przybywa do Polski z przebiegiem 6 tys. mth, oznacza to, że coś tu nie gra. Albo to okazja, albo ktoś kupił ciągnik jako pierwszy właściciel "dla hecy", albo sprzedawca nie jest do końca uczciwy.

Typowe przebiegi ciągników importowanych
Większość ciągników używanych oferowanych w Polsce pochodzi z Zachodu. Dla ciągnika o mocy do 100 KM trzeba liczyć średnio 1500-2000 godzin pracy rocznie. Mowa o maszynach z Francji, Anglii czy Niemiec. Ciągniki w zakresie mocy 100-200 KM to przynajmniej 2-2,5 tys. godzin pracy rocznie. Generalnie nieco mniejsze przebiegi mają ciągniki na przykład z Holandii czy Belgii, gdzie gospodarstwa są mniejsze. Ciągniki z Niemiec mają zazwyczaj duże przebiegi, ale warto zaznaczyć, że nasz rozmówca przyznaje, iż nie zdarzyło mu się jeszcze, żeby rodowity Niemiec nie poinformował go, jeśli w maszynie coś jest nie tak. Może się zdarzyć po prostu tak, że sam o niej nie wiedział, bo oddający mu ciągnik w rozliczeniu nie powiedział mu o wadzie.
Wskazówki handlarza
Nasz rozmówca stawia sprawę jasno: jeśli ktoś żyje z handlu maszynami, to z pewnością nie kupuje samych dobrych pojazdów i poluje na zepsute, w kiepskim stanie. Potem remontuje je za najmniejszą możliwą kwotę i próbuje sprzedać jako ideał. "Ja handluję dorywczo, wolę więcej zapłacić za maszynę i żeby była w lepszym stanie technicznym, bo ten rolnik, który ją zakupi, przyprowadzi mi kolejnych klientów, którzy później wracają, mimo iż podobne maszyny można znaleźć tańsze" - wyjaśnia handlarz.
Co sprawdzać oprócz licznika motogodzin?
Jeśli nie ufamy przebiegowi z licznika lub chcemy zweryfikować ogólny stan maszyny, warto zwrócić uwagę na inne aspekty. Jakie elementy już na pierwszy rzut oka poświadczą przebieg ciągnika?
- Stan opon: Należy sprawdzić, który zestaw opon jest założony. Praktykowane wśród handlarzy jest również zakładanie nowego, ale gorszej jakości, mniejszego ogumienia.
- Wypalenie rury wydechowej: To dobry wskaźnik intensywności pracy.
- Luzy na cięgłach podnośnika: Mogą świadczyć o dużym zużyciu.
- Stan wnętrza: Warto zwrócić uwagę na stan siedzenia i tapicerki. Niektóre firmy handlujące używanym sprzętem na większą skalę, oprócz mechaników, mają też swoich tapicerów.

Kiedy spodziewać się remontu generalnego silnika?
Gdzie jest granica przebiegu, za którą wielce prawdopodobny staje się remont generalny silnika? Jest to trudne do określenia w prosty i jednoznaczny sposób. Z pewnością do 4-5 tys. mth każdy silnik renomowanej firmy powinien być niemal jak nowy. Po przekroczeniu 10 tys. mth maszyna będzie już mocno wyeksploatowana, ale nie oznacza to rychłego remontu jednostki napędowej. Znamy silniki John Deere, AGCO Power czy Perkins, które wytrzymały znacznie ponad 20 tys. motogodzin.
Często może się zdarzyć, że ciągnik z 15 tys. mth na liczniku będzie w lepszym stanie niż ten o przebiegu 10 tys., jeśli był odpowiednio serwisowany i eksploatowany. Podstawą jest w tym wypadku dbałość o sprzęt i regularny serwis, a nie tylko same motogodziny. Do tego dochodzi wyposażenie i specyfikacja maszyny - im więcej systemów, skomplikowanych rozwiązań, czujników, unowocześnień, tym gorzej dla użytkownika maszyny używanej i wyeksploatowanej.
Wybór ciągnika do specyficznych zadań i ograniczonym budżecie
Dla osób szukających ciągnika do konkretnych, lżejszych prac, takich jak rozładunek palet z tira (potrzebny tur o udźwigu 1600kg), odśnieżanie placu, podłączanie solarki czy zamiatarki (do mycia drogi po budowie), oraz do ciągnięcia zwykłej przyczepy, z obowiązkowym napędem 4x4, gdzie 100% pracy odbywa się na utwardzonym terenie i maszyna w ogóle nie będzie wykorzystywana w polu, a budżet wynosi około 40 000 - 70 000 zł, kluczowe może być znalezienie prostego sprzętu. W takim przypadku, gdzie maszyna ma być używana sporadycznie i nie będzie generować dochodu, nie warto wydawać ogromnych pieniędzy na najnowsze modele. Warto skupić się na prostocie konstrukcji, która minimalizuje ryzyko awarii skomplikowanej elektroniki. Poszukiwanie prostego sprzętu, który będzie jak najmniej narażony na awarie, jest w pełni uzasadnione.
Wybierając używany ciągnik, szczególnie do takich zadań, priorytetem powinna być jego ogólna kondycja, historia serwisowa i prostota konstrukcji, a nie jedynie wskazanie licznika motogodzin. Dobrej jakości, choć starsze i z większym przebiegiem, ale zadbane maszyny mogą okazać się znacznie lepszą inwestycją niż tańsze, pozornie mniej eksploatowane, ale zaniedbane.
Jeśli w ogłoszeniu jest ciągnik, który nas interesuje, odpowiada nam wersja, moc, wyposażenie, a rozmowa telefoniczna ze sprzedającym nas nie wystraszyła, to warto podjechać i zobaczyć sprzęt z przebiegiem 12 tys. mth czy nawet wyższym. Po sprawdzeniu stanu może się okazać, że ciągnik jest w lepszym stanie niż ten oglądany dzień wcześniej z przebiegiem 6 tys. mth. Warto szukać ofert od rolników i sprzętu w oryginalnym stanie, niemalowanych, z pełną historią serwisową, czasem nawet z większym przebiegiem.