Rolnictwo w Polsce: Wyzwania, perspektywy i dziedzictwo Puszczy Białowieskiej

Protesty rolników i polityka rolna Unii Europejskiej

Rolnicy z powiatu łosickiego zapowiedzieli ponowną blokadę drogi krajowej nr 19 w miejscowości Kózki (na trasie Sarnaki - Siemiatycze). Protest potrwa od 6 do 13 marca, rozpoczynając się o godzinie 10:00 i trwając 24 godziny na dobę. Blokada zakończy się 13 marca o godzinie 16:00, a ruch będzie odbywał się wahadłowo. Rolnicy w całym kraju sprzeciwiają się polityce rolnej Komisji Europejskiej, domagając się likwidacji „Zielonego Ładu”, unijnej strategii „od pola do stołu” oraz „Wspólnej Polityki Rolnej Unii Europejskiej” w proponowanym kształcie.

mapa Polski z zaznaczonymi miejscami protestów rolników

6 marca w Warszawie zorganizowany zostanie Ogólnopolski Strajk Rolników. Tym razem rolnicy zamierzają przyjechać do stolicy traktorami. Strajk rozpocznie się o godzinie 11:00 przed Kancelarią Premiera, a następnie przeniesie się przed Sejm.

Życie codzienne i dylematy rolniczki

Jedna z rolniczek wyraża pragnienie wprowadzenia płatnego urlopu dla gospodyń domowych, który pozwoliłby im na dwutygodniowy wypoczynek. Opowiada o swoim podejściu do ubioru: „Jak wyjeżdżam do miasta, to się ubieram - zakładam ładne spodnie, bluzkę. Gdy wracam, w pierwszej kolejności to zdejmuję - wolę mieć na sobie stary sweter i spodnie, bo się nie boję, że je pobrudzę”. Podkreśla, że ubrania do kościoła i codzienne są przechowywane osobno, a strój do miasta nigdy nie jest używany do prac w oborze czy przy sianie. „Przecież w oborze to wszystko w moment nasiąka, trzeba cały czas prać. Albo jak się przy sianie pracuje, to się człowiek męczy - upał, spocony, twarz czerwona, włos przyklepany”.

Wspomina również sytuację, gdy pan z telewizji prosił ją, prosto z pola, o komentarz do kamery. Odmówiła, mówiąc: „Oczywiście, ale muszę się obmyć, przebrać”. Gdy zorientowała się, że jest filmowana, przegoniła go, nie chcąc pokazywać się „na pół świata”, aby ludzie nie wytykali jej palcami, że jest „baba ze wsi brudna”.

Inwestycje w rolnictwo: Dylematy młodego rolnika

Młody rolnik rozważa zakup gruntów rolnych o łącznej powierzchni 17 hektarów (w jednym kawałku, z dojazdem asfaltowym) w cenie około 10 tysięcy złotych za hektar. Ziemia ta, niestety, przez około 10-15 lat była ugorowana, więc większość powierzchni porosły samosiejki, krzewy bądź duże drzewa. Działka posiada klasy ziemi III, IV, łąki, nieużytki i las. Pytanie, które zadaje, brzmi: czy opłaca się zakupić taki grunt i zrekultywować go pod uprawę? Zastanawia się również, ile mniej więcej wyniosłaby taka inwestycja w rekultywację. Dodaje, że w jego miejscowości grunty są bardzo drogie, a rolników mało.

zdjęcie ugorowanych pól porośniętych samosiejkami

Jest zafascynowany rolnictwem i produkcją roślinną, swoją przyszłość chciałby związać z tym zawodem. Jego tato gospodaruje na zaledwie 5 hektarach, z czego większość to dzierżawa, zajmując się głównie produkcją ziemniaków na okoliczny rynek, co, jak przyznaje, przynosi dobre pieniądze. Nie liczy na przepis ziemi, ponieważ rodzina posiada na własność jedynie 1,5 hektara. Inwestycję tę chciałby związać z premią dla młodego rolnika (która, jeśli zostanie przydzielona, pokryłaby 50% poniesionych kosztów na zakup gruntu) oraz wspomóc się kredytem i pomocą rodziców. Tato jest sceptycznie nastawiony do tej inwestycji, twierdząc, że w dzisiejszych czasach nie ma sensu posiadać ziemi na własność, lepiej ją dzierżawić. Ponadto, według niego, koszty rekultywacji takiej ziemi są niewyobrażalnie wysokie i nie wiadomo, czy w ogóle kiedykolwiek się zwrócą.

Lech Wilczek i Puszcza Białowieska: Historia życia i pasji

Pierwsze spotkanie z Puszczą i zamiłowania przyrodnicze

Lech Wilczek poznał Puszczę Białowieską, zanim jeszcze umiał czytać i pisać. Jego starszy o 9 lat brat przywiózł mu z wycieczki szyszki wielkości pięści, które zafascynowały go. Był przekonany, że te ogromne szyszki pochodzą z drzew rosnących w Puszczy. Dopiero po przyjeździe na miejsce odkrył, że można je znaleźć tylko w Parku Pałacowym, gdzie rosną różne drzewa egzotyczne.

zdjęcie szyszek z drzew egzotycznych

Wspomina tragiczną chwilę 15 września 1939 roku, gdy na oczach jego i matki niemieccy żołnierze zastrzelili jego 17-letniego brata przed domem w Sulejówku. Zginęło wtedy ponad 400 osób, w zemście za to, że żona polskiego kapitana strzeliła do ich dowódcy. Zawsze miał zamiłowania przyrodnicze oraz drugie zamiłowanie do malowania i rysowania.

Łączenie pasji: Biologia i sztuka

Lech Wilczek z autorką wywiadu, Beatą Hyży-Czołpińską, w Rezerwacie Ścisłym Białowieskiego Parku Narodowego.

Lech Wilczek z autorką wywiadu, Beatą Hyży-Czołpińską, w Rezerwacie Ścisłym Białowieskiego Parku Narodowego
Był w rozterce, jaki kierunek wybrać - biologię czy Akademię Sztuk Pięknych. Udało mu się połączyć obie pasje. Jeszcze na studiach zaczął tworzyć swój pierwszy album - portrety owadów, zatytułowany „Oko w oko”. Uważał, że portrety owadów są tak niezwykłe, że gdyby je narysował, ludzie nie uwierzyliby w ich istnienie, dlatego zamiast rysować, zaczął fotografować. To było jego „pierwsze dziecko”. Kolejnymi albumami były „Grzybów jest w bród” oraz „Jajko jajku nierówne”, który przedstawiał cykle rozwojowe owadów. Wszystkie albumy, jako grafik, tworzył samodzielnie.

Życie wśród zwierząt i psychika zwierząt

Lech Wilczek z krukiem na Dziedzince.

Lech Wilczek z krukiem na Dziedzince
Mimo że albumy można tworzyć bez wyjeżdżania do Puszczy Białowieskiej, on zdecydował się tam zamieszkać. Interesował się nie tylko owadami. W swojej pracowni w Warszawie miał akwarium o długości całej ściany z oswojoną rybą, która pływała za nim w każdą stronę. Posiadał także szopa pracza, dwie kawki i puszczyka o imieniu Kuba, którego kupił na peronie dworca. Puszczyk zakochał się platonicznie w szopce, co stało się tematem albumu „Kuba”.

Wilczka ogromnie interesowała psychika zwierząt, a zwłaszcza to, na ile umysł zwierzęcia jest podobny do umysłu człowieka. Twierdził, że „to, że zwierzęta nie myślą, to są banialuki!”. Uważał, że choć umysły zwierząt mają mniej „szufladek” niż ludzkie, istota rzeczy jest zupełnie podobna. Mózgi ludzkie są lepiej zaprogramowane, a zwierzęce mają pewne ograniczenia, ale zwierzęta górują nad ludźmi różnymi możliwościami, o których ludzie nawet nie wiedzą. Zauważył, że dzikie zwierzę hodowane od maleńkości w domu, w pełnej komitywie z człowiekiem, a jednocześnie mogące funkcjonować w naturze, w zdumiewający sposób potrafi wykorzystywać zdobycze cywilizacji i korzystać z nich, ujawniając cechy, których w dzikiej przyrodzie nie ma szansy zaobserwować.

Zapomniane ślady w Puszczy |FILM DOKUMENTALNY|

Dziedzinka: Dom w sercu Puszczy

Lech Wilczek.

Portret Lecha Wilczka
Kiedy pierwszy raz przyjechał do Białowieży, prawdopodobnie w 1952 roku, podczas wędrówki po Puszczy zobaczył samotną leśniczówkę z dziurą w dachu, w środku Puszczy. Była to Dziedzinka, pozbawiona prądu i bieżącej wody. Była zupełnie odosobniona, na granicy z Rezerwatem Ścisłym, czyli pierwotnym lasem pod całkowitą ochroną, w którym człowiek absolutnie nie ingerował. Urzekała go potężna ściana Puszczy, zmieniająca się cudownie w ciągu roku - inna wiosną, jesienią i zimą. Podkreślał całkowitą odmienność Puszczy od innych lasów, ogromne drzewa i jej charyzmę sięgającą daleko wstecz: „Żadna inna puszcza nie ma takiej przeszłości i takiej charyzmy!”. Wspominał polowania królów, historie powstańcze, twierdząc, że gdyby nie Puszcza Białowieska i te tereny, prawdopodobnie Polska by wcale nie zaistniała, ponieważ w tamtym czasie powstawania państwa polskiego była ona „zaporą, fortecą” przed naporem germańskim.

Po kilkunastu latach dowiedział się, że budynek stoi pusty. Pomyślał, że byłoby to świetne miejsce do jego obserwacji i badań. Zwrócił się do dyrektora Białowieskiego Parku Narodowego z pytaniem o wynajem Dziedzinki. Dzięki znanym albumom i poparciu ministerstwa dyrektor się zgodził. Kiedy przyjechał, by tam zamieszkać, dyrektor wezwał go i oznajmił, że ma dla niego sąsiadkę na Dziedzinkę. Wilczek był skonsternowany, ponieważ chciał tam być sam, ale wchodząc do gabinetu, zobaczył „chuchro nieduże”. Młoda osoba opowiedziała, że poszła kiedyś nocą do Puszczy, zobaczyła Dziedzinkę w pełni księżyca, wyłudziła klucz, by tam trochę pomieszkać, i „zakochała się po prostu w tym domu”. Wtedy Wilczek powiedział, że Dziedzinka ma dwa mieszkania, więc bierze większą stronę. Początkowo relacje były nijakie, ale potem skończyło się na tym, że było im za daleko chodzić do siebie naokoło, więc zrobił dziurę w ścianie, wstawił drzwi i powstało jedno mieszkanie. Ona hodowała różne zwierzęta, on też miał zwierzęta, i tak powstał związek, który przetrwał 35 lat. Uważał go za najlepszy. Byli dwiema indywidualnościami i rzadko robili coś razem, ponieważ kończyło się to kłótnią. Jednocześnie istniało bardzo silne powiązanie, które przetrwało do tej pory.

Simona Kossak: Legenda Puszczy

Simona Kossak była ogromnie popularna, znana przede wszystkim z audycji radiowych o przyrodzie. Lech Wilczek nazywa ją postacią niezwykłą, której „nie można powiedzieć, że jej nie ma”.

Portret Simony Kossak w otoczeniu zwierząt
Legenda Simony Kossak to także zasługa Wilczka. Jego zdjęcia z lat 70., przedstawiające dziewczynę z warkoczami w otoczeniu dzikich zwierząt w Puszczy, były zamieszczane w popularnych młodzieżowych czasopismach „Świat Młodych” czy „Radar”. Wtedy zaczęli przyjeżdżać rozmaici dziennikarze. Czasem było ich tak wielu, że trzeba było się przed nimi chować. Wilczek wspomina najbardziej groteskową historię, gdy raz, niezapowiedziana, weszła do domu jakaś pani dziennikarz i zobaczyła Simonę w łóżku - najpierw wyskoczył z niego dzik, a potem zaspana Simona. Mieli dzika na Dziedzince, loszkę o imieniu Żabka, która mieszkała z nimi 19 lat. Wychowała się na smoczku i spała z Simoną w łóżku. Potem miała już zagrodę na podwórku, ale siedziała tam tylko „przez grzeczność”. Jak tylko wracali do domu, pędziła na ganek, dobijała się do drzwi, żeby być z nimi. Często „szła sobie w świat”, poznawała las, spotykała się z dzikami, ale albo one próbowały ją przepędzić, albo ona je przepędzała. Wilczek uważał, że problemem było to, że Żabka tak wcześnie straciła matkę i „przestawiła się” na człowieka. Nie czuła kontaktu ze swoim gatunkiem, zatraciła go. Doskonale radziła sobie w naturalnym środowisku, ale dziki żyją w grupach, a Żabka traktowała ludzi jako swoją grupę. Uważała, że człowiek jest przedstawicielem jej gatunku. Inaczej było z parką borsuków, bo była ich dwójka, a Żabka miała tylko ludzi. O borsukach również powstał album. Zwierzęta te dostał z ogrodu zoologicznego, zupełnie małe, jeszcze niewidome. Takie małe zwierzęta najlepiej zaprzyjaźniają się z człowiekiem. Karmił je mlekiem ze smoczka, a gdy wyjeżdżał, karmiła je Simona. Mieszkały w domu, a potem miały norę na podwórzu. Wilczek uważał, że borsuk nie jest zwierzęciem bardzo wysoko rozwiniętym umysłowo, stoi niżej od małpy, ale na temat ich psychiki mógł napisać całą książkę. Nauczył się przede wszystkim tego, że świat uczuć nie jest właściwy tylko człowiekowi, że zwierzęta prowadzą „nieprawdopodobne życie uczuciowe” i że przejawia się ono u nich w „sposób przejmujący zupełnie”.

Wyzwania życia w Puszczy

Życie w Dziedzince nie było łatwe. Prąd był dostarczany przez agregat, używano lamp naftowych i świec, a później akumulatorów i latarki na akumulatory. Wodę Wilczek zrobił własnoręcznie, systemem grawitacyjnym, która krążyła i ogrzewała mieszkanie, z tym że trzeba było pompować ją agregatem elektrycznym. Bez tego noszenie wody ze studni byłoby „mordercze”. Mimo to, palenie w piecach było bardzo żmudne, „romantyczne, ale w praktyce zajmuje bardzo dużo czasu”. Zima była szczególnie trudna do przetrwania. Kiedyś, gdy nasypało śniegu, drogę odśnieżali przez tydzień. Dlatego miał swój ciągnik z pługiem śnieżnym i musiał sobie radzić. Dla niego najwspanialsze było to, że mógł mieszkać „w samym sercu Puszczy”, że nie musiał do niej iść, tylko widział ją przez okno - „te szczyty świerków nieprawdopodobnie wielkich, które sterczą nad lasem, kruki, które nad nimi kraczą i ten Rezerwat za płotem”. Wchodził do niego, szedł 100 metrów, a tam dęby, które miały 400-500 lat.

widok na Puszczę Białowieską zimą, ze śladami ciągnika

Filozoficzne refleksje nad Puszczą

Mieszkając w Puszczy ponad 50 lat, Wilczek czuje się z nią zżyty, stanowi „jakąś jedność z tym obszarem tak niezwykłym i wspaniałym, z którego wieje ta potęga przeszłości”. Odbiera ją tak samo, jak na początku, czyli na zasadzie zjawiska przyrodniczego. „Nie cieszę się chwilą, tylko patrzę wstecz i naprzód. Przecież Puszcza tyle tysięcy lat funkcjonuje!”. Wszystko to widać w Rezerwacie Ścisłym w takiej samej postaci, w jakiej było setki lat wstecz. Dla Wilczka Puszcza jest polem bitwy. Patrząc na „te wspaniałe, omszone kłody, leżące na ziemi”, widzi, jak drzewa rosły i wyglądały przedtem, a teraz zamieniają się we „wspaniałe tworzywo dla nowego pokolenia”. Te zwały drzew stanowią dla nich nawóz. Widzi następne pokolenia rosnące na nich, a przez to ta bitwa jest „twórcza ogromnie”. Uważa, że na tym stoi świat w gruncie rzeczy, nie tylko Puszcza, ale w ogóle na tym polega przyroda.

Puszcza pogłębia sposób myślenia o świecie, kiedy widzi się ją w tym procesie nieustannego powstawania, tworzenia i obumierania, „tej zgody pomiędzy śmiercią a życiem”. Wszystko to dzieje się tam jednocześnie. Puszcza nastroiła go filozoficznie do rozważań o tym, co było i o tym, co będzie. Jednak nie dawało mu to spokoju. Było to „bardzo gorzkie uczucie, uczucie grozy przez całe dziesięciolecia, kiedy Puszcza była wycinana. Ten warkot pił straszliwy!”.

Zapomniane ślady w Puszczy |FILM DOKUMENTALNY|

Walka o ochronę Puszczy

Lech Wilczek podczas realizacji filmu dokumentalnego pt. „Miejsce w Raju” w reż. Beaty Hyży-Czołpińskiej.

Lech Wilczek podczas realizacji filmu dokumentalnego w Puszczy
40-50 lat temu nie było żadnego ruchu ekologicznego. Człowiek „nie miał nic do gadania”, nie było możliwości protestowania ani dyskusji. Procedura gospodarcza szła swoją drogą, lobby leśne działało, chodziło o zysk. Ochroną objęty był tylko mały kawałek Puszczy, czyli Rezerwat Ścisły. Wilczek robił zdjęcia, aby zebrać unikalne materiały na temat tamtych czasów, ponieważ w części gospodarczej Puszczy nastąpiły „nieprawdopodobne zmiany”. W tamtych czasach, w PRL-u, nie można było powiedzieć tego, co się chciało, natomiast obecnie istnieje swoboda wypowiedzi nieporównywalna. Obecnie pozyskanie drewna wynosi 47 tysięcy metrów sześciennych rocznie, co wygląda optymistycznie wobec wcześniejszych 200 tysięcy. Jednak Wilczek, obserwując Puszczę przez 50 lat, patrzy na to z niepokojem. Obliczył, że „minie 10 lat i z Puszczy wyjedzie półmilionowy metr sześcienny drewna!”. Uważa, że to jest „w dalszym ciągu eksploatacja Puszczy, tylko rozciągnięta w czasie!”.

Podkreśla, że Puszcza Białowieska to jedyny obiekt przyrodniczy w Polsce uznany przez świat za Dziedzictwo Ludzkości. „Mamy coś takiego, czego inni nie mają i nie doceniamy tego!”. Po wojnie większa część Puszczy trafiła do Białorusi, gdzie cała Puszcza jest parkiem narodowym. U nas natomiast jest traktowana jak las gospodarczy. „Wstyd mi, że jestem Polakiem! Bo ten obiekt, jedyny taki, najbardziej charyzmatyczny las w Polsce, jedyny taki kawałek lasu w Europie, który powinien być naszą chlubą, jest u nas absolutnie nie doceniany!”. Cały czas czuje „dramat Puszczy”, „dramat Puszczy w dalszym ciągu ginącej”. W tej chwili cieszy go Puszcza jako „ta wspaniałość”, ale widzi ją „w tym stadium przemijania”.

Lech Wilczek - rocznik 1930, artysta plastyk, fotografik, przyrodnik, absolwent Wydziału Grafiki ASP w Warszawie. Był wnikliwym obserwatorem przyrody, znawcą i orędownikiem ochrony środowiska naturalnego. Wydał szereg albumów o tematyce przyrodniczej w kraju i za granicą. Przez ponad 50 lat mieszkał w Puszczy Białowieskiej. W 2016 roku napisał w liście do Premier i Prezydenta Polski: „Dlaczego Puszczy Białowieskiej nie wolno wycinać, a wręcz przeciwnie, trzeba ją całą chronić?”.

tags: #ciagnik #nie #gadaj