Rola mechanizacji w historii polskiego rolnictwa: Od młocarni do kombajnów
Pewnie pamiętacie sceny z filmu „Sami swoi”, w której znaleziona w stodole Pawlaka poniemiecka młocarnia stała się przyczyną sporu, ale także zbliżenia zwaśnionych sąsiadów. Ta „diabelska mechanizacja dla tych, co siły w ręcach nie mają” okazała się w końcu przydatna i przełomowa we wzajemnych relacjach obu rodzin. Dziś młocarnia jako maszyna rolnicza została wchłonięta przez inną - kombajn zbożowy, stając się jego integralną częścią.
„Sami swoi” i początki mechanizacji
Zastanawiając się nad historyczną dokładnością, scena z RS-em w „Samych swoich” dzieje się w latach sześćdziesiątych, gdy Jaśko przyjechał z Ameryki, by się żegnać. Jednakże, biorąc pod uwagę wiek Ani, która w 1973 roku idzie na studia, można by przypuszczać, że powinny to być lata pięćdziesiąte, co oznaczałoby, że RS w zasadzie nie powinien tam stać. Jak byśmy się nie głowili, te filmy to komedie, a nie dokumenty, więc nie ma się czym przejmować. Mimo to, ukazują one realia wprowadzania mechanizacji w polskiej wsi.
Gdy dziś widzę starą młocarnię stojącą w jakimś muzeum dawnej techniki rolniczej, zatrzymuję się i z ciekawością się jej przyglądam. Wytrząsacze młocarni, technologia jakby znana z nowoczesnych kombajnów, świadczą o ponadczasowej jakości wykonania poszczególnych elementów. Jakby każda drewniana klepka obudowy, każda odlana z precyzją metalowa korba czy wspornik miały w sobie część duszy rzemieślnika, który je stworzył.
Ewolucja młocarni i opór społeczny
Masowo młocarnie zaczęły się pojawiać już na początku XIX wieku w Anglii. Szybko okazało się, że taka mechanizacja rolnicza nie wszystkim pasuje, zwłaszcza robotnikom rolnym, którzy do tej pory utrzymywali się z ręcznego młócenia cepami. Widząc, że w dużych gospodarstwach, gdzie pojawiła się młocarnia, tracą pracę i zarobek, wszczęli w 1830 roku zamieszki i powstanie zwane jako „Swing Rioters”. Objęło ono całą południową i wschodnią Anglię, a jej skutkiem było spalenie ponad 100 młocarni oraz niezliczonej ilości spichlerzy ze zbożem, folwarków, a nawet obsianych pól.

Mimo tak poważnej początkowej niechęci do młocarni, sprzęt ten produkowany był masowo i w niedługim czasie w wielu krajach zastąpił całkowicie ręczny omłot zboża. Młocarnie były udoskonalane i ciągle zwiększano ich wydajność, wprowadzając nowoczesne jak na owe czasy rozwiązania techniczne. Pierwsze tego typu maszyny napędzane były siłą mięśni ludzkich, ale szybko to źródło mocy zostało zastąpione zaprzęgiem konnym w kieracie. Następnym etapem rozwoju młocarni był napęd pasowy z zewnętrznego źródła mocy - lokomobili parowych. Zwiększona moc pozwalała uzyskać znaczne wydajności omłotu i wpłynęła także na budowę samych maszyn. Na początku XX wieku, wraz z masowym rozwojem elektryfikacji, za napęd młocarni zaczęły służyć silniki elektryczne. Moc wytwarzana przez nie była przenoszona za pomocą pasów transmisyjnych, i ten rodzaj napędu młocarni pozostał w użyciu przez kilkadziesiąt lat.
A skąd same młocarnie w powojennej Polsce? Niewielkie ich ilości były sprowadzane do naszego kraju jeszcze przed II wojną światową, i to prawie wyłącznie do dużych prywatnych gospodarstw rolnych. Choć na początku używane z ogromną niechęcią, często graniczącą z zabobonem, odziedziczone poniemieckie młocarnie stały się niezbędnym sprzętem rolniczym i służyły jeszcze przez wiele lat, aż do pojawienia się pierwszych polskich kombajnów.
Pasja kolekcjonowania zabytkowych ciągników
W ostatnich latach kolekcjonowanie starych ciągników w naszym kraju zyskało na popularności. Miłośnicy retro traktorów przeczesują strony internetowe w poszukiwaniu zabytkowych, wiekowych maszyn, a później spotykają się na zlotach, aby pochwalić się swoimi zdobyczami.

V Zlot Starych Ciągników w Woli Rasztowskiej
Okazja do takiej prezentacji nadarzyła się pod koniec czerwca w Woli Rasztowskiej koło Radzymina za sprawą V Zlotu Starych Ciągników. Uczestnicy zlotu z dumą prezentowali swoje pieczołowicie odrestaurowane maszyny, dzieląc się historiami ich zakupu i renowacji.
Kolekcja Andrzeja Mirowskiego: Steyr, Porsche Diesel, Lanz Bulldog
Andrzej Mirowski, mieszkaniec wsi Krosnowa (Łódzkie), posiada w swojej kolekcji już ponad 20 starych ciągników, a pierwszy zakupił piętnaście lat temu. Jak sam mówi, nie jest w stanie wskazać najcenniejszego, bo każdy opowiada jakąś historię. Na zlot przywiózł cztery traktory.
Wśród nich znalazł się 26-konny Steyr 180 z 1949 roku, kupiony w okolicach Radomska. Ciągnik był kompletny, co miało duże znaczenie, ale jego stan pozostawiał wiele do życzenia. Mimo że był na chodzie, po rozebraniu silnika okazało się, że ma zamontowane dwa różne tłoki i dwa różne cylindry, z których jeden nie miał prawa pracować, bo tłok podchodził prawie pod głowicę. Na szczęście udało się dokupić zestaw naprawczy i wymienić wadliwe części.
Z dumą prezentował pieczołowicie odrestaurowanego Porsche Diesel Super 308 z 1959 roku. Ten traktor posiada:
- trzycylindrowy silnik chłodzony powietrzem o pojemności skokowej 2467 cm³, który generuje 38 koni;
- nietypowe rozwiązanie, w którym dwa cylindry obsługuje jedna podwójna pompa, a trzeci jest zasilany z oddzielnej pojedynczej pompy;
- skrzynię biegów oferującą 5 biegów do przodu i 1 bieg wsteczny;
- maszynę osiągającą prędkość do 20 km/h;
- wyprowadzone z tyłu dwa wałki WOM oraz przedni wałek.
Ciągnik ten, kupiony w okolicach Kalisza bezpośrednio z gospodarstwa rolnego, przez wiele lat intensywnie wykonywał prace z ładowaczem czołowym, co doprowadziło do jego znacznego zużycia. Andrzej Mirowski musiał włożyć sporo pracy w jego przywrócenie do obecnego stanu. Wymienił między innymi tłumik i aluminiowe elementy, na których trzyma się układ kierowniczy, a także rozebrał i uszczelnił półosie. Traktor posiadał nieoryginalną pompę paliwa od RS-a, którą wymieniono. Ustawienie dawki było „drogą przez mękę”, ponieważ szereg razy trzeba było pompę zdejmować, aby przekręcić śrubę regulacyjną, a potem po jej założeniu łapać paliwo do menzurki, obracając trzydzieści razy wałem silnika.

Kolekcjoner z Krosnowej zaprezentował w Woli Rasztowskiej również Lanza Bulldoga D 2806, ściągniętego z Danii dziesięć lat temu. Ten traktor dysponuje mocą 28 koni i ma jeden cylinder o średnicy 150 mm, w którym porusza się tłok wykonujący skok 210 mm. Aparatura paliwowa w tym modelu z lat 50. pochodzi z firmy Bosch. Został kupiony od handlarza z województwa łódzkiego w świetnym stanie, wystarczyło wymienić jedno łożysko, aby był w pełni sprawny.
Ursusy Stanisława Pijewskiego
Stanisław Pijewski, mieszkaniec Jawornicy koło Lublińca (Śląskie), przyjechał na zlot, pokonując aż 300 kilometrów. Kolekcjonuje wyłącznie Ursusy, ponieważ darzy tę markę szczególną sympatią, ceniąc ją za produkcję twardych i mocnych ciągników, które można było naprawić samemu. Posiada cztery takie traktory.
Jeden z nich to Ursus C-4011, jeden z ostatnich wyprodukowanych egzemplarzy, gdyż w 1970 roku zaprzestano produkcji tego modelu na rzecz Ursusa C-355. Gdy został znaleziony u rolnika na Śląsku, był w opłakanym stanie, stał nieużywany w stodole przez kilka lat. Największym problemem przy remoncie był zakup oryginalnych części do przedniego zawieszenia i układu kierowniczego. Długo nie mógł też dostać oryginalnego siedzenia. W traktorze trzeba było również naprawić hamulce, pompę wtryskową i wymienić całą kolumnę kierowniczą.
Jeszcze dłużej, bo rok, remontowany był Ursus C-325 z 1962 roku. Ten traktor już w latach 80. był rozebrany, a wszystkie jego części były porozrzucane po całym podwórzu jednego z gospodarstw. Maska leżała w zbożu, silnik w trocinach, a obciążniki były pozakładane na maszyny rolnicze. Kolekcjoner zebrał wszystkie te części na przyczepkę i powoli zaczął składać maszynę. W tym przypadku również trudno było dostać części do silnika. Po roku maszyna była gotowa, a jej renowacja została wykonana „zgodnie ze sztuką”, o czym świadczy nagroda za najlepiej odrestaurowany traktor Ursusa. Traktor jest prezentowany w wielu miejscach, aby pokazać młodzieży, jakie traktory były produkowane w Polsce.

Aktualnie Stanisław Pijewski remontuje Ursusa C-328 z 1963 roku.
Współczesne wyzwania i rozwój w edukacji rolniczej
W dzisiejszym, dynamicznie zmieniającym się świecie, nowoczesne rolnictwo wymaga zaawansowanej wiedzy i umiejętności. Edukacja rolnicza odgrywa kluczową rolę w przygotowaniu przyszłych specjalistów do pracy z innowacyjnymi technologiami.
Zespół Szkół Ekonomiczno-Technicznych w Rakowicach Wielkich
Szkoła w Rakowicach Wielkich koło Lwówka Śląskiego, od początku swojego istnienia jako Zespół Szkół Rolniczych w 1972 roku, miała silną pozycję w kształceniu rolniczym. Mimo pojawienia się w latach 90. innych kierunków, takich jak technikum informatyczne czy logistyczne, szkoła nigdy nie odcięła się od kształcenia w branży rolniczej. Dyrektor Marek Łukasik podkreśla zobowiązania szkoły wobec ojczyzny w zakresie bezpieczeństwa żywieniowego, co czyni inwestycje w kształcenie rolnicze niezwykle ważnymi.
Co ciekawe, szkoła w Rakowicach Wielkich jest prawdopodobnie jedną z dwóch placówek na Dolnym Śląsku kształcących na kierunku technik mechanizacji rolnictwa i agrotroniki. Dzięki temu przyciąga młodzież z okolic Kamiennej Góry, Bolesławca, Zgorzelca, która planuje pozostać na roli i rozwijać nowoczesne i opłacalne gospodarstwa. Michał, uczeń trzeciej klasy TMR z Krzeszowa, wybrał tę szkołę, ceniąc sobie dostęp do sprzętu, na którym mógłby uczyć się zawodu w praktyce, podkreślając, że „teoria, to teoria, ale to na sprzęcie możemy uczyć się praktyki”.
Nowoczesne wyposażenie: ciągnik CASE IH 105 z agrotroniką
Dyrekcja i nauczyciele zdają sobie sprawę z tych oczekiwań, dlatego nieustannie unowocześniają bazę sprzętową. W ubiegłym roku szkoła zakupiła ciągnik rolniczy Ursus C-360, wykorzystywany głównie do prac ogrodniczych i transportowych. Wczoraj do ZSE-T dotarł drugi, znacznie większy pojazd - ciągnik CASE IH 105 o mocy silnika 107 KM.
Ten nowoczesny ciągnik posiada:
- pneumatyczny układ hamulcowy (2-obwodowy);
- system sterowania GPS: zintegrowany z ciągnikiem automatyczny system prowadzenia;
- terminal obsługi nawigacji kompatybilny z ISOBUS;
- terminal sterowania i monitorowania ważnych funkcji ciągników i innych maszyn, z możliwością obsługi nowych funkcji ISOBUS;
- kontroler nawigacyjny z żyroskopem;
- system telematyki;
- podgląd danych pozycji i parametrów pracy ciągnika.
Nowy ciągnik został dodatkowo wyposażony w dwie maszyny: siewnik zbożowy oraz agregat talerzowy. Wjazd nowego sprzętu na szkolny plac został powitany oklaskami, a młodzież oglądała go z każdej strony. Dyrektor zapewniał, że sprzęt będzie służył celom ściśle edukacyjnym, związanym z wymaganiami egzaminacyjnymi na egzaminie zawodowym, i wyraził nadzieję, że ciągnik wkrótce wyjedzie na szkolne pola. Łukasz Kobak, nauczyciel przedmiotów zawodowych, podkreśla, jak ważne są systemy, w które wyposażony jest ciągnik, pomagające operatorowi w pracy na polu i stanowiące kluczowy element nauki dla młodzieży. Piotr Łyczek, również nauczyciel i przedsiębiorca z branży rolniczej, zaznacza, że ciągnik wyposażony jest we wszystkie nowe systemy agrotroniczne do precyzyjnego rolnictwa, co choć nie sprawia, że „ciągnik sam wszystko robi”, to z pewnością bardzo ułatwia pracę w polu.

Finansowanie i perspektywy kształcenia
Zakup ciągnika oraz maszyn rolniczych, którego koszt wyniósł blisko 360 tysięcy złotych za ciągnik i dodatkowe 40 tysięcy za maszyny, był możliwy dzięki pozyskaniu środków unijnych w ramach projektu „Kwalifikacje i staże szansą rozwoju dla kolejnych roczników uczniów szkół zawodowych z powiatu Lwóweckiego”. Dawid Kopeć, Naczelnik Wydziału Rozwoju, Integracji Europejskiej i Promocji w Starostwie Powiatowym w Lwówku Śląskim, wyjaśnił, że wszystko jest dofinansowane ze środków Unii Europejskiej, z Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2014 - 2020. Projekt ma pełne finansowanie i jego pierwszym etapem był zakup wyposażenia, natomiast kolejnym będzie prowadzenie zajęć praktycznych z uczniami na tym sprzęcie. Cały projekt trwa do końca czerwca 2023 roku.
Dostawcą ciągnika jest spółka Osadkowski-Cebulski. Szkoła w Rakowicach Wielkich podpisała z nią umowę o współpracy, dzięki której młodzież będzie miała zapewnione specjalistyczne szkolenia w różnych zakresach, przygotowywane przez pracowników. Łukasz Kobak zapewnia, że szkoła w Rakowicach Wielkich to bardzo dobry wybór dla osób myślących o zdobyciu zawodu w kierunku rolniczym, podkreślając rozwój szkoły, nowoczesny sprzęt i młodą kadrę dydaktyczną.
Zmiany w dystrybucji maszyn rolniczych w Polsce
Rynek maszyn rolniczych w Polsce podlega ciągłym zmianom, a strategie dystrybucyjne są kluczowe dla zwiększania dostępności i wsparcia dla klientów końcowych.
AGCO przejmuje dystrybucję Massey Ferguson
O zmianie polskiego sprzedawcy ciągników Massey Ferguson mówiło się od dawna, a informacja ta, choć na pewien czas przygasła, okazała się prawdą. Rob Smith, Senior Vice President AGCO i Dyrektor Generalny na Europę i Bliski Wschód, wyraził serdeczne podziękowania dla firmy Korbanek za dobrą i wieloletnią współpracę z AGCO. Według informacji koncernu, polski oddział AGCO obejmie nadzór nad wszystkimi markami maszyn i ciągników rolniczych sprzedawanych przez AGCO, z celem dynamicznego rozwoju całej gamy produktów.
AGCO i spółka Korbanek będą kontynuować współpracę do końca trwania wspomnianej umowy.
Strategia rynkowa AGCO w regionie EME
To element strategii rynkowej AGCO w regionie Europy i Bliskiego Wschodu (EME), która ma na celu zacieśnienie współpracy z klientem końcowym oraz zwiększenie jego wiedzy i doświadczenia w zakresie wiodących marek sprzętu rolniczego oferowanego przez AGCO. Realizację tego celu zapewni poszerzenie oferty produktowej i dedykowana sieć dilerów. Obecnie polski oddział AGCO ma własne, współpracujące z punktami dilerskimi zespoły sprzedażowe dla marek Challenger i Valtra. Po zmianach, do tych dwóch marek dołączy także sprzęt z logo Fendt i Massey Ferguson.

Z czasem AGCO planuje wprowadzić dwa kanały dystrybucji i rozwijać sieć dilerów w Polsce. Jeden kanał dystrybucji obejmie marki Fendt i Valtra, a drugi markę Massey Ferguson. Obecni i przyszli dilerzy będą mogli ubiegać się o franczyzę w odniesieniu do wybranej marki i dalej rozwijać współpracę z AGCO.