"Prosta Historia" Davida Lyncha: Podróż Kosiarką i Uniwersalne Przesłanie

"Prosta historia" (ang. "The Straight Story") to arcydzieło kina drogi i jeden z najbardziej nietypowych filmów w bogatym dorobku Davida Lyncha, mistrza filmowego surrealizmu. Oparta na autentycznych wydarzeniach, poruszająca opowieść o Alvinie Straightcie, który wyrusza w kilkusetmilową podróż kosiarką, by pojednać się z bratem, stanowi dowód na wszechstronność i maestrię reżysera.

Plakat filmowy

Niezwykła historia Alvina Straighta

W 1994 roku 73-letni Alvin Straight z Laurens w stanie Iowa postanowił odwiedzić swojego 75-letniego brata Lyle'a, mieszkającego w Mt. Zion w stanie Wisconsin. Co może być w tym niezwykłego? Po pierwsze, skłócony z bratem Alvin nie rozmawiał z nim od lat. Po drugie, odległość dzieląca braci wynosiła kilkaset mil (blisko 400 km). Po trzecie, Alvin nie miał już prawa jazdy ze względu na problemy ze wzrokiem, więc siadł za kierownicą swej spalinowej kosiarki do trawy John Deere 110, wyprodukowanej w 1966 roku, i wyruszył w drogę z szybkością niecałych 10 km/h. Przez sześć tygodni Alvin przemierzył kilka stanów w USA, a jego wysiłek połączony z olbrzymią konsekwencją przemienił się w symbol prawdziwej kontestacji. W świecie, w którym liczą się głównie postęp i prędkość, Alvin Straight wyruszył w drogę na własnych, „żółwich zasadach”, skupiając się przede wszystkim na „mobilności wewnętrznej” własnej duszy, introspekcyjnym i terapeutycznym wymiarze podróżowania.

Mapa trasy Alvina Straighta przez Iowę i Wisconsin

24 sierpnia 1996 roku na łamach "New York Timesa" ukazał się krótki artykuł zatytułowany „Brotherly Love Powers a Lawn Mower Trek” (Braterska miłość napędza wyprawę kosiarką). Gdyby nie ten tekst, z dużym prawdopodobieństwem nikt nie usłyszałby o siedemdziesięciotrzyletnim mieszkańcu stanu Iowa, który pozbawiony prawa jazdy postanowił wyruszyć na spotkanie z bratem na kosiarce John Deere.

David Lynch - od surrealizmu do prostoty

Kontekst kariery reżysera

W świadomości masowego widza David Lynch zaistniał w roku 1980 filmem "Człowiek słoń", wyprowadzając reżysera poza zadymione sale nocnych kin, w których przez lata wyświetlano "Głowę do wycierania". Jednak to dopiero "Twin Peaks" sprawiło, że kino Lyncha stało się popkulturowym fenomenem. Mimo to, ostatnia dekada XX wieku nie była dla Amerykanina pasmem niczym niezmąconych sukcesów. "Ogniu krocz ze mną" spotkało się z bardzo chłodnym przyjęciem ze strony widowni i krytyków. Finansowa porażka dotknęła również "Zagubioną autostradę". Studio CiBy 2000, pomimo działającej na korzyść reżysera umowy, blokowało jego ekscentryczne projekty w obawie o to, że przyniosą one jeszcze bardziej dotkliwe straty. Twórca, który na początku lat dziewięćdziesiątych odebrał Złotą Palmę za swoją "Dzikość serca", po raz kolejny w swojej karierze znalazł się w dosyć skomplikowanej sytuacji.

Ucieczką od problemów związanych z finansowaniem filmów oraz płynącymi zewsząd oskarżeniami o epatowanie bezsensowną przemocą oraz mizoginią ponownie stało się malarstwo. Ogromną podporą był również doskonale funkcjonujący związek z Mary Sweeney, która powoli wciągała Lyncha w świat swojego dzieciństwa, nieodzownie związany z dorastaniem w regionie Wielkich Jezior. Zaraz po tym, gdy szum związany z premierą "Zagubionej autostrady" nieco ucichł, Amerykanin zgodził się na artystyczną kolaborację z pracownią Tandem Press, wykonując szereg litografii.

David Lynch w charakterystycznej pozie, omawiający scenariusz

Geneza "Prostej historii"

Zaciętość Alvina Straighta, który za wszelką cenę i na swoich zasadach postanowił pogodzić się z bratem, przypominała Mary Sweeney o ludziach, którzy już dawno odeszli z jej życia. Na kilka dni po przeczytaniu artykułu w "New York Timesie" Sweeney postanowiła zatroszczyć się o prawa do realizacji jego filmowej wersji. Okazało się, że nie tylko ona dostrzegła potencjał historii Straighta; jedno z amerykańskich studiów niemal z marszu wykupiło opowieść. Za scenariusz filmu miał odpowiadać Larry Gelbart, a rola Alvina była ponoć zarezerwowana dla Paula Newmana.

Kiedy w lutym 1998 roku prawa do opowieści ponownie pojawiły się na rynku, Mary Sweeney natychmiast stała się ich nową posiadaczką. Mimo tego, że przez niemal całe dorosłe życie zajmowała się montażem, stwierdziła, że ze względu na osobiste podejście do historii Straighta sama stworzy scenariusz filmu. Zbieranie materiałów do scenariusza oraz sam proces pisania zakończył się bardzo szybko. Autorzy nie mieli niestety okazji spotkać się z samym Straightem, ponieważ okazało się, że zmarł dwa lata po odbyciu swojej podróży (9 listopada 1996 roku). Tekst był gotowy w czerwcu 1998 roku.

Decyzja Davida Lyncha o reżyserii

Niemal od razu scenariusz trafił na biurko Lyncha, który początkowo stanowczo odmówił lektury w obawie o to, że nie będzie mógł wystawić mu pozytywnej recenzji, a co za tym idzie, sprawi przykrość Sweeney, która włożyła w niego tyle energii oraz zaangażowania. Sweeney wspomina, że kładąc tekst na biurku męża, nawet przez moment nie myślała, że postanowi on ostatecznie podjąć się reżyserii filmu. Po przeczytaniu scenariusza Lynch nie miał jednak żadnych wątpliwości. O swoim nietypowym filmie Lynch mówił następująco: "Wiem, że ten film w niczym nie przypomina moich poprzednich. Ale ludzie w swoich wyborach często kierują się emocjami. Tak właśnie było ze mną. Scenariusz 'Prostej historii' poruszył mnie do głębi. Zafrapował mnie zwłaszcza motyw przebaczenia."

Casting i ekipa filmowa

Początkowo reżyser widział w roli Alvina Gregory’ego Pecka, ale aktor odmówił powrotu na scenę. Kolejnym typem był John Hurt, który dekadę wcześniej wcielił się w rolę Człowieka Słonia, lecz i w tym przypadku nie udało się dojść do porozumienia. Właśnie wtedy na horyzoncie pojawiła się kandydatura Richarda Farnswortha. Gdyby Alvin Straight żył, Farnsworth byłby jego rówieśnikiem. Mężczyźni dzielili zatem podobne doświadczenia, dorastali, starzeli się i odchodzili w tej samej Ameryce. Po spotkaniu Farnswortha Lynch wiedział, że nie chce widzieć na planie nikogo innego.

Już na samym początku rozmów pojawił się jednak pewien problem: aktor zdecydował się odmówić Lynchowi ze względu na swój stan zdrowia. Zdiagnozowano u niego złośliwego raka prostaty, który zaczynał atakować również kości. Lynch zapewnił Farnswortha, że poruszanie się o dwóch laskach nie stanowi żadnego problemu z perspektywy jego postaci, dlatego nie musi obawiać się, że wpłynie to negatywnie na pracę na planie. Dodatkowo reżyser obiecał, że w momencie, gdy Farnsworth zdecyduje się na angaż, siedzenie Johna Deera, którym będzie poruszał się przez znaczną część filmu, zostanie wyprofilowane w sposób, który maksymalnie uśmierzy ból związany z jego chorym biodrem. W ten sposób Farnsworth, mając 78 lat, przyjął rolę, za którą otrzymał nominację do Oscara i Złotego Globu. Film Lyncha był jego łabędzim śpiewem i największym dokonaniem w wieloletniej aktorskiej karierze. W tym kontekście finałowe pytanie: „Przejechałeś całą drogę na tym czymś tylko po to, żeby się ze mną zobaczyć?” i krótka odpowiedź Straighta - „Tak” - nabierają szczególnej wagi.

Richard Farnsworth w charakteryzacji Alvina Straighta na planie

Prócz Farnswortha na planie "Prostej historii" znalazło się miejsce dla osób, które od lat należały do filmowej rodziny Lyncha. Za zdjęcia odpowiadał Freddie Francis, który współpracował z reżyserem przy "Człowieku słoniu" oraz "Diunie". W rolę córki Straighta wcieliła się Sissy Spacek, jedna z najwierniejszych przyjaciółek Amerykanina. Za dźwięk odpowiadał natomiast jej mąż Jack Fisk, a ścieżkę dźwiękową stworzył oczywiście Angelo Badalamenti. Produkcją zajęło się stworzone przez Lyncha, Sweeney oraz Neala Edelsteina studio Picture Factory oraz francuskie Studio Canal.

"Nielynchowski" film, ale głęboko "lynchowski"

"Prosta historia" to na pierwszy rzut oka najbardziej nietypowa pozycja w bogatym dorobku mistrza filmowego surrealizmu. W migotliwym, demonicznym uniwersum twórcy "Mulholland Drive" zostajemy zazwyczaj osieroceni z logiki, pozbawieni aksjologicznej orientacji. Ten sam Lynch, który zdążył nas przyzwyczaić do braku konwencji oraz wszechobecnego poczucia niepokoju, tym razem postawił na delikatność, jasność i formalny spokój. To film do tego stopnia „nielynchowski”, że po premierze zastanawiano się nawet, czy istnieje drugi reżyser o tym samym imieniu i nazwisku co David Lynch! Nie bez przyczyny amerykański twórca określił ekranizację opartej na faktach wielotygodniowej odysei Alvina Straighta mianem najbardziej „eksperymentalnego filmu”, jaki kiedykolwiek zrealizował.

Prawda jest jednak taka, że ta prosta konstrukcja narracyjna staje się tutaj pretekstem do prześwietlenia niezwykle złożonej, chwilami wręcz traumatycznej topografii uczuć i pamięci. A to z pewnością motywy iście „lynchowskie”. Podobnie jak w przypadku "Człowieka słonia", Lyncha tym razem również zainteresowała opowieść biograficzna. "Prosta historia" to klasyczne kino drogi, zakorzenione w realiach amerykańskiej prowincji, ukazujące codzienność „zwykłych ludzi” w sposób pełen czułości i szacunku. To również film o przemijaniu i wewnętrznej odwadze - opowiedziany w sposób prosty, ale niebanalny.

Ciężko pisać o tym filmie, ponieważ większość ważnych rzeczy dzieje się w nim bez słów lub między słowami. Werbalny minimalizm to główna zaleta scenariusza Sweeney i Roacha. Film z łatwością można było przegadać, zepsuć poprzez naszpikowanie wzniosłymi frazesami dotyczącymi ludzkiego hartu ducha, miłości oraz niezłomności. Na szczęście stało się zupełnie inaczej. Zdecydowana część dialogów w ogóle nie mówi o uczuciach i motywacjach bohaterów. Na podstawie krótkich informacji widz sam musi zorientować się, jakie emocje kierują postępowaniem postaci. Podróż jest tu jedynie pretekstem do refleksji na temat ludzkiego życia - niezależnie od tego, jak banalnie to brzmi i jak silnie wyeksploatowano już metaforykę drogi. Historia człowieka jest bowiem prosta. Składa się z początku, drogi i końca. Jak pisał w "Widnokręgu" Wiesław Myśliwski: „Najciężej jest ruszyć. Nie dojść, ale ruszyć. Dać ten pierwszy krok. Bo ten pierwszy krok nie jest krokiem nóg, lecz serca. To serce najpierw rusza (…)”.

Mary Sweeney powiedziała w jednym z wywiadów, że jest niezwykle dumna ze swojego scenariusza, niemniej uważa, że David pchnął ten film na zupełnie inny poziom, zmieniając opowieść w coś na wzór modlitwy. Właśnie dlatego lubię dwuznaczną angielskiego tytułu, w którym słowo Straight odnosi się zarówno do prostoty, jak i nazwiska głównego bohatera. To film o życiu Sweeney, która usiłuje tchnąć w pogranicze Wisconsin i Iowy część swojego świata. Opowieść o Straighcie, który pod koniec życia zdecydował się na pojednanie z bratem i wyruszenie w drogę, tak jak za czasów wczesnej młodości, kiedy powoli przemierzał Amerykę sprzedając konie. W końcu - "Prosta historia" jest uniwersalną opowieścią o każdym z nas.

Odbiór i powroty na ekrany

Kiedy w maju 1999 roku "Prosta historia" została wyświetlona na festiwalu w Cannes, nawet najbardziej zagorzały krytyk Lyncha, Roger Ebert, przyznał jej najwyższą z możliwych not. Od czasu "Człowieka słonia" żaden film Amerykanina nie spotkał się z tak jednoznacznie pozytywnym przyjęciem ze strony krytyków oraz publiczności. Reżyser, który kilkanaście miesięcy wcześniej musiał zmagać się z falą krytyki dotyczącej przemocy oraz uprzedmiotowienia kobiet, miał dystrybuować swój nowy film pod szyldem wytwórni kojarzącej się z dziecięcą niewinnością oraz awersją wobec przemocy i seksu. Co więcej, ludzie z Disneya podkreślali w wywiadach, że po obejrzeniu "Prostej historii" są gotowi na dalszą współpracę z Lynchem. Film został uhonorowany Europejską Nagrodą Filmową dla najlepszego filmu spoza Europy.

Repremiery w Polsce i dostępność VOD

"Prosta historia", arcydzieło kina drogi, w 2025 roku powróciło na ekrany polskich kin po 25 latach od premiery. Kultowy obraz można było oglądać w niepokazywanej nigdy w Polsce, zremasterowanej wersji 4K. Film zagościł ponownie w polskich kinach w odrestaurowanej wersji 4K 13 czerwca 2025 roku, czyli po ćwierćwieczu od premiery - film pochodzi co prawda z 1999 roku, lecz pierwszy raz na polskie ekrany trafił w styczniu 2000. Obecnie arcydzieło dostępne jest w wybranych serwisach VOD. "Prosta historia" jest do wypożyczenia w serwisie Polsat Box Go, Rakuten TV, Playerze, TVP VOD, Nowe Horyzonty VOD, wirtualnym kinie Mojeekino.pl oraz w serwisie Premiery CANAL+.

John Deere - marka z historią w tle

Od pługa do kosiarek

Firma John Deere może pochwalić się przekroczeniem pięciu milionów sprzedanych egzemplarzy sprzętu do pielęgnacji trawników wyprodukowanych w fabryce Power Products w Greeneville w stanie Tennessee. Obiekt Power Products, początkowo założony jako mała fabryka w 1988 roku, jest obecnie największym obiektem firmy John Deere i odpowiada za produkcję wielu kultowych kosiarek sprzedawanych przez markę.

Początek firmy sięga połowy XIX wieku, kiedy to kowal John Deere w USA wynalazł i opatentował samooczyszczający się pług. Urządzenie okazało się wielkim sukcesem, bo w niedługim czasie udało mu się sprzedać ich 10 tysięcy. Sam Deere przywiązywał wagę do jakości swoich produktów, a jemu przypisuje się słowa: "I will never put my name on a product that does not have in it the best that is in me" (Nigdy nie podpisałbym się własnym nazwiskiem pod produktem, który nie ma w sobie tego, co jest najlepsze we mnie). W 1918 roku firma przejęła Waterloo Gasoline Engine Company - pierwszego na świecie producenta ciągników z silnikiem spalinowym "Waterloo Boy", wchodząc tym samym na rynek ciągników rolniczych z przytupem, sprzedając ponad 5,5 tys. sztuk w pierwszym roku.

Przez ostatnie 100 lat opatentowano wiele innowacyjnych konstrukcji, między innymi pierwszy ciągnik z silnikiem diesla. W 1966 roku przetestowano i opatentowano specjalną ramę przeciwkapotażową, która chroni operatora przed przygnieceniem przez ciągnik. To rozwiązanie, mające kluczowy wpływ na bezpieczeństwo pracy rolników, zostało udostępnione przez Johna Deere wszystkim producentom ciągników. W 1876 roku powstało natomiast bardzo dobrze znane logo tej marki, a mianowicie skaczący jeleń - jest to jeden z najstarszych znaków towarowych, które nadal są używane. Jego obecna, zmodyfikowana wersja pochodzi z 2000 roku.

Historyczne logo John Deere ze skaczącym jeleniem

John Deere w Polsce i nowoczesne rozwiązania

Jednym z istotnych kamieni milowych w historii firmy było przejęcie w 1956 roku niemieckiej firmy Heinrich Lanz AG, która produkowała legendarny ciągnik rolniczy Lanz Bulldog. Maszyna ta w różnych wersjach wytwarzana była od 1921 do 1960 (po przejęciu pod nazwą "John Deere-Lanz"). Ciągnik był na tyle popularny, że do dziś w Niemczech nazwy "Buldog" używa się zamiennie ze słowem "ciągnik". Co ciekawe, pierwszy polski traktor, produkowany przez Ursusa pod nazwą Ursus C-45, był kopią ciągnika Lanz Bulldog D9506. Oficjalnie produkty firmy John Deere są dostępne w Polsce od końca lat 90. ubiegłego wieku, a w 2000 roku powstało oficjalne przedstawicielstwo firmy w naszym kraju.

Równolegle do ciągników firma rozwijała linię produktów do pielęgnacji zieleni. Pierwsze kosiarki czy odśnieżarki pojawiły się w ofercie firmy w 1963 roku. Wtedy także John Deere stworzył pierwsze kosiarki samojezdne, które były przyczynkiem do historii Alvina Straighta. Wspomniana firma John Deere podkreśla: "Informacja o produkcji w sumie aż pięciu milionów sztuk tak naprawdę nadaje perspektywę naszej codziennej pracy. To więcej niż produkcja maszyn, to przekazanie ludziom narzędzia do pielęgnacji trawnika, które to narzędzie jest efektem naszego zaangażowania w jakość i uczciwość."

Kosiarka całoroczna: przykład John Deere X350R

Choć pozornie mówienie o koszeniu trawy w środku zimy wydaje się bez sensu, okazuje się, że wcale tak nie jest. Z dwóch powodów: po pierwsze dlatego, że kosiarka może być wykorzystywana z powodzeniem również do odśnieżania, a więc po prostu jako przydomowy pług śnieżny. Może nam do tego posłużyć np. kosiarka samojezdna John Deere X350R. Jest to możliwe dzięki montażowi na przodzie specjalnego zestawu, dzięki któremu można przekształcić kosiarkę w wielozadaniowe urządzenie wykorzystywane w ciągu całego roku. Robert Łoza z John Deere Polska zapewnia: "Zamontowany uniwersalny element montażowy pługu i szczotki zamiatającej pozwala na szybki montaż i demontaż doposażenia w kilkanaście sekund, bez użycia dodatkowych narzędzi oraz dodatkowo pozwala koszenie bez konieczności demontowania mocowania." Drugi powód jest dużo bardziej prozaiczny, bo za chwilę rozpoczynamy wiosenne prace ogrodowe, a John Deere X350R nadaje się do tego idealnie.

Nowoczesna kosiarka samojezdna John Deere X350R w akcji

Kosiarka jest bardzo łatwa w obsłudze poprzez przekładnię hydrostatyczną sterowaną dwoma wygodnymi dźwigniami. Niewielki promień skrętu i duża kierownica, umożliwiają łatwe manewrowanie przy użyciu minimalnej siły, a dodatkowo w wyposażeniu standardowym dostępny jest tempomat. Model John Deere X350R wyposażony jest w dwucylindrowy, benzynowy silnik Kawasaki o poj. ponad 600 cm sześciennych i mocy aż 12,2 kW. Szerokość koszenia wynosi ponad metr (dokładnie 107 cm), zaś samo cięcie trawy jest wyjątkowo precyzyjne. Regulacja wysokości koszenia ma 15 pozycji o skoku co 6,4 mm (0,25 cala) i odbywa się za pomocą wygodnej dźwigni. Maszyna wyposażona jest w dwie nożne dźwignie sterowania (jedna do przodu i jedna do tyłu), a koszenie możliwe jest również podczas jazdy do tyłu. Dodatkowo w standardzie zamontowany jest duży kosz o pojemności 300 litrów, łatwy do opróżnienia, bez konieczności wysiadania z maszyny. Fotel kierowcy jest przesuwany do przodu i do tyłu, dzięki czemu każdy z operatorów będzie mógł dostosować tą maszynę do swojego wzrostu. Opcjonalnie kosiarka może być wyposażona w gniazdo 12 V do ładowania telefonu, a także zamykany schowek i uchwyt na kubek. Producent udziela na urządzenie aż 4-letnią fabryczną gwarancję lub 300 mth dla użytkownika prywatnego. Cena urządzenia to około 20 tys. zł. Na forach internetowych nie brakuje opinii, że to maszyna, która posłuży nam kilkanaście lat, o ile zadbamy o jej coroczne serwisowanie, którego koszt to około 500 złotych w zależności od zakresu przeglądu.

"Droga pojednania" - inspiracja filmem Lyncha

Film Lyncha wyrósł z prawdziwej historii, ale obrodził kolejnymi. W 2016 roku grupa pięciu mężczyzn wychodzących z kryzysu bezdomności z Polski, zainspirowana "Prostą historią", przejechała na minitraktorkach 1700 km - z Jaworzna do Lisieux we Francji. Nazwali swoją podróż "Drogą pojednania", chcąc w ten nietypowy sposób przyczynić się do pokoju i pojednania „wśród ludzi wszystkich ras, języków i religii”. A przy okazji ponaprawiać też trochę własne życie, bo w ekipie pielgrzymów byli mężczyźni z niełatwą przeszłością. Alvin jechał na zdezelowanym traktorku-kosiarce, który co rusz się psuł, a okoliczności zmuszały go do spotkań z ludźmi. Oni spotkania z innymi wybierają świadomie. W parafiach, domach pomocy społecznej, więzieniach, noclegowniach, ośrodkach dla niepełnosprawnych, które znalazły się na trasie pielgrzymki, organizowali pokazy "Prostej historii", opowiadali o swojej wyprawie, a także zachęcali do wspólnej piętnastominutowej medytacji w ciszy. Celem pielgrzymki było Lisieux, gdzie żyła i zmarła patronka i przyjaciółka wspólnoty „Betlejem”, św. Teresa od Dzieciątka Jezus. "Ta młoda dziewczyna (…) zaproponowała tzw. małą drogę do Boga i do ludzi. Drogę ubóstwa i pokory, otwartości na innych i szukania pojednania i przebaczenia bez osądzania i oskarżeń." Wiadomość o niezwykłej wyprawie dotarła do reżysera filmu, Davida Lyncha, który był tą inicjatywą zachwycony.

Polscy pielgrzymi na minitraktorkach w drodze do Francji

tags: #david #lynch #kosiarka