Wielu ogrodników, zarówno tych doświadczonych, jak i początkujących, poszukuje małych opryskiwaczy do codziennych zadań, zwłaszcza do pielęgnacji roślin pokojowych czy niewielkich upraw w ogrodzie. Niestety, doświadczenia pokazują, że znalezienie trwałego i niezawodnego sprzętu w przystępnej cenie bywa wyzwaniem. W sklepach można kupić w miarę tanie opryskiwacze, ale te najtańsze prawdopodobnie szybko się psują. Stąd rodzi się pytanie: czy dałoby się zrobić taki prosty, mały i tani opryskiwacz samemu, z tego co w domu da się znaleźć?
Problemy z dostępnymi na rynku opryskiwaczami
Brak szczęścia do dostępnych na rynku rozwiązań to częsty problem, który skłania do poszukiwania alternatyw. Przykładem są liczne negatywne doświadczenia z tanimi spryskiwaczami:
- Kiedyś był kupiony taki tani spryskiwacz i po paru użyciach przestał działać. Okazało się, że gumowa "uszczelka" tłoka była jakaś krzywa, niedorobiona, przez co szybko się uszkodziła i właściwie od pierwszego użycia przestała być szczelna - płyn lał się po ręce i nie docierał już do dyszy.
- Inny spryskiwacz do okien również wykazywał wady - jakiś pierścień z tworzywa sam z siebie popękał i pompka nie zasysała płynu w ogóle. Działał tylko po usunięciu rurki i odwróceniu do góry nogami, gdy płyn sam wpływał do głowicy. Co więcej, nie był to stary spryskiwacz, tylko najnowszy, jeszcze prawie pełen, używany rzadko i mający ponad rok. Możliwe, że tworzywo po prostu ze starości pod wpływem chemii traci właściwości i rozsypuje się.
Dodatkowym problemem jest używanie pojemników po środkach chemicznych. Spryskiwacza po płynie do szyb trochę bałbym się używać do roślin ze względu na chemię, ponieważ wielokrotne płukanie często nie usuwa zapachu środka. Poza tym, takie zwykłe spryskiwacze również potrafiły się zepsuć, nie pompują i są nieszczelne. Dlatego szkoda wydawać pieniądze na coś, co mogłoby okazać się produktem niskiej jakości.
Koncepcja domowego opryskiwacza DIY
W obliczu tych problemów pojawia się pomysł stworzenia prostego opryskiwacza z przedmiotów codziennego użytku. Chciałbym po prostu coś, co zapewniłoby ciągły strumień, bez konieczności ciągłego naciskania spustu, jak w przypadku aerozoli medycznych, gdzie po dłuższym opryskiwaniu boli palec po wielokrotnym naciskaniu, a pojemnik jest trochę zbyt mały.
Podstawowe założenia i materiały
Główna idea opiera się na wykorzystaniu:
- Butelki PET, np. po Coli, jako zbiornika na ciecz roboczą.
- Pompki do wtłaczania powietrza do butelki, aby wytworzyć ciśnienie.
- Dyszy po środku na gardło w aerozolu, jako elementu rozpylającego.
Początkowo planowano wykorzystać pompkę do piłek, niestety akurat się zepsuła. Bez odpowiedniej pompki, która pozwoli na budowanie i utrzymywanie ciśnienia w butelce, trudno będzie uzyskać ciągły i stabilny strumień.

Wyzwania w konstrukcji i uszczelnienie
Realizacja takiego projektu stawia przed nami kilka wyzwań. Kiedy w nakrętce osadziłem głowicę od aerozolu i ścisnąłem butelkę, to coś z niego leciało. Jednak w taki sposób więcej energii traci się na zgniataniu tworzywa, niż sprężaniu powietrza, nie mówiąc już o nieszczelnościach. Dlatego kluczowe jest:
- Uzyskanie szczelności: Powstaje pytanie, czy nawet taki prosty i prymitywny opryskiwacz, uszczelniony na termogluta (gorący klej), zda egzamin i zapewni wystarczającą hermetyczność.
- Wytworzenie ciśnienia: Niestety, bez sprawnej pompki, nie ma możliwości, aby doświadczalnie sprawdzić rozwiązania z wtłaczaniem powietrza.
Celem jest stworzenie czegoś, co będzie chociaż trochę pryskać i da stały strumień przez chociażby 30 sekund. Prawdopodobnie przy najbliższej okazji zostanie kupiony opryskiwacz, ale jeśli z czegoś da się zrobić coś, co choćby w minimalnym stopniu spełni te oczekiwania, to dla samej frajdy można się pobawić.