Artykuł opisuje dramatyczną historię Katarzyny, która jako trzynastolatka padła ofiarą wielokrotnych gwałtów i przemocy ze strony księdza Romana B. oraz jej późniejszą walkę o sprawiedliwość i odszkodowanie od Towarzystwa Chrystusowego, do którego należał sprawca.
Dramat dzieciństwa i wykorzystanie
W wieku 13 lat Katarzyna doświadczyła piekła - przez kilkanaście miesięcy była przetrzymywana, bita i gwałcona przez księdza Romana B. Reportaż Justyny Kopińskiej w „Dużym Formacie” szczegółowo ujawnił tę historię pod tytułem „Pedofilia w Kościele. Ksiądz gwałcił 13-latkę. Nadal odprawia msze”. Roman B. uczył Katarzynę religii w szóstej klasie podstawówki. Wykorzystał jej trudną sytuację rodzinną, w której tata bił mamę, a Kasia często musiała spać na zewnątrz, gdy rodzice zapominali otworzyć drzwi. Przekonał rodziców, żeby przenieśli ją do szkoły z internatem, co okazało się pustym mieszkaniem jego matki, gdzie rozpoczął się jej dramat.
Początek przemocy
Ksiądz Roman B. po raz pierwszy zgwałcił Katarzynę, gdy miała 12 lat. Wspominała: „Któregoś dnia powiedział: »Nawet nie wiesz, jak o tym marzyłem«. »O czym, proszę księdza?« - zapytałam. »Zaraz zobaczysz, moje słoneczko«”. Zasunął zasłony, mocno chwycił ją za ręce, powtarzając: „Nie krzycz, bo wtedy będzie bolało bardziej”. Zdzierał z niej ubranie. Katarzyna była sparaliżowana strachem, krzyczała i błagała, by przestał. Ksiądz był silny, ważył sto kilogramów, podczas gdy ona była drobną dziewczynką ważącą około 40 kg i mierzącą 196 cm wzrostu. Po gwałcie Katarzyna owinęłam się w koc, położyła przy ścianie i płakała. Ksiądz Roman B. kazał jej zażyć jakieś dziwne tabletki i sprawdził, czy na pewno je połknęła. Krew spływała jej po nogach, miała rozciętą wargę i siniaki na udach. Kilka godzin siedziała w wodzie, wołając: „Mamusiu, gdzie jesteś? Pomóż mi”.
Kontynuacja znęcania się i gwałtów
W kolejnych dniach ksiądz zaczął bić, poniżać i grozić Katarzynie śmiercią. Wielokrotnie gwałcił ją, także różnymi przedmiotami. Bywało, że głodził ją przez kilka dni, nie przywożąc jedzenia. Powykręcał klamki z okien, uniemożliwiając jej wezwanie pomocy. Katarzyna wspominała, że słyszała klucz przekręcany w drzwiach o 23:00, a następnie ksiądz zdejmował sutannę i pytał: „śpisz?”. Kładł się obok i gwałcił ją przez kilka godzin z przerwami. Jej szarpanie i kopanie nic nie dawało, a jedynie rozwścieczało go i czyniło jeszcze brutalniejszym. Rano wstawał, ubierał się i jechał na mszę, zamykając za sobą drzwi. Takich dni i nocy było wiele.
Leki i indoktrynacja
Ksiądz Roman B. zmuszał Katarzynę do brania leków, których nazw nie podawał. Działały one jak psychotropy, powodując otępienie, senność i zaburzenia równowagi. Wmawiał jej, że „Mama i tata już cię nie chcą. Oni cię nienawidzą. Nie masz w życiu nikogo oprócz mnie”.
Aborcja
Pewnego dnia ksiądz zauważył, że Katarzyna przytyła i wymiotuje. Zrobił jej test ciążowy i krzyczał: „Nie chcę mieć bachora. Jeśli jesteś, to albo usuniesz, albo cię wywiozę za granicę”. Następnie zabrał ją do znajomej ginekolog. Po podaniu leku Katarzyna obudziła się na plebanii w Stargardzie, czując silny ból w podbrzuszu i mając ubrudzone krwią spodnie. Pomimo bólu ksiądz gwałcił ją następnego dnia po aborcji. Nie pozwolił jej odpocząć, aby rany się zagoiły. W tamtym momencie marzyła, żeby ją zamordował, aby nie musiała już cierpieć.
Katarzyna.Wielka
Brak reakcji kleru i spowiedź
Ksiądz często zabierał Katarzynę na plebanię w Stargardzie, gdzie jedli obiad z innymi księżmi, a następnie zabierał ją do swojego pokoju. „Nie rozumiem, dlaczego nikt nie reagował. Ja byłam bardzo drobną dziewczynką, wszyscy widzieli, jaka jest między nami różnica wieku, a księża się nie dziwili, że śpię u niego” - mówiła Katarzyna. Gdy chciała skoczyć z okna z ósmego piętra, ksiądz stwierdził, że opętał ją szatan i zabrał ją do znajomego egzorcysty w Szczecinie, gdzie również poprosił o wspólny pokój na noc. Podczas pielgrzymki do Częstochowy ksiądz zmusił ją do spowiedzi, gdzie opowiedziała wszystko, a spowiednik nazwał ją „kurwą”, odmówił rozgrzeszenia i kazał jej wynosić się z kościoła.
Walka o sprawiedliwość i konsekwencje dla sprawcy
Ksiądz Roman B. został prawomocnie skazany na cztery lata więzienia i otrzymał czteroletni zakaz wykonywania zawodów związanych z nauczaniem dzieci. Justyna Kopińska dotarła do niego w 2016 roku i okazało się, że po odsiedzeniu wyroku nadal odprawiał msze i miał kontakt z dziećmi. Ostatecznie, po nagłośnieniu sprawy przez media, wystąpił ze stanu kapłańskiego. Po wyjściu z więzienia trafił do domu księży emerytów prowadzonego przez Towarzystwo Chrystusowe w Puszczykowie.
Proces cywilny i odszkodowanie
Po latach Katarzyna zdecydowała się pozwać do sądu Towarzystwo Chrystusowe. Był to precedens, gdyż sąd uznał winę nie tylko konkretnego księdza, ale także odpowiedzialność cywilną całego zakonu i nakazał zakonowi zapłatę. Sędzia Anna Łosik uzasadniała wyrok: „Gdyby nie uczył religii, gdyby nie był księdzem, to do jego spotkania z pokrzywdzoną w ogóle nie doszłoby. Gdyby nie wykorzystał swojej funkcji księdza do zdobycia zaufania pokrzywdzonej, szkoda nie zostałaby wyrządzona”.
Skarga kasacyjna i obawy o bezstronność
17 września Sąd Apelacyjny utrzymał w mocy wyrok niższej instancji, zgodnie z którym Towarzystwo Chrystusowe ma zapłacić milion złotych odszkodowania oraz dożywotnią rentę. Zakon złożył jednak skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Rozprawa miała odbyć się 20 grudnia 2019 roku. Skład sędziowski budził obawy, ponieważ zasiadają w nim sędziowie z nadania neo-KRS, czyli Krajowej Rady Sądownictwa wybranej przez PiS i Kukiz'15. Legalność wyboru neo-KRS była kwestionowana i była przedmiotem wyroku TSUE 19 listopada 2019 roku. Sprawozdawcą miała być Joanna Misztal-Konecka, profesor KUL, a drugą sędzią Beata Janiszewska. Marcin Krajewski poprosił o wyłączenie ze składu sędziowskiego. Agnieszka Ziółkowska w petycji „Sędziowie w togach, nie sutannach!” zwróciła uwagę na upolityczniony skład sędziowski, który nie gwarantuje sprawiedliwego procesu, a także na powiązanie sędzi sprawozdawcy z Kościołem. Pod petycją podpisało się ponad 2 tys. osób. Wzywano również do przyjścia pod Sąd Najwyższy w Warszawie w dniu posiedzenia sądu.

Trauma i jej konsekwencje
Katarzyna kilkakrotnie próbowała odebrać sobie życie, kilka razy trafiła do szpitala psychiatrycznego z diagnozą: zespół stresu pourazowego i zespół depresyjny z objawami psychotycznymi. Do końca życia będzie potrzebowała wsparcia psychologa. Na swoim blogu na Facebooku napisała, że w wyniku urazów fizycznych i psychicznych prawdopodobnie nie będzie mogła mieć dzieci. Dzieliła się swoimi emocjami: „Nienawidzę siebie i swojego ciała. Nie mogę na siebie patrzeć. Jestem nikim. Czuję się nikim. Zabił we mnie wszystko: dzieciństwo, pasje, marzenia, uśmiech, duszę, sens życia, życie. Zabił mnie za życia. Ja nie żyję. Ja wegetuję. Cierpię”. Przyznaje, że blog pokazał jej, iż nie jest sama i otrzymuje dużo wsparcia od czytelników, co dało jej motywację, aby wstać z łóżka i poczuć jakiś sens i światło, choć nadal ma momenty załamania.
Historia rodziny Katarzyny
Katarzyna jest córką księdza, choć w akcie urodzenia nie odnotowano tego - to częsta praktyka wśród dzieci księży. W szkole o swoim ojcu mówiła, że jest architektem, a jego samego nazywała „wujkiem”. Pierwszy raz zwróciła się do niego „tato”, gdy miała 26 lat. Ojciec nigdy nie prosił, żeby córka nazywała go „tatą” ani „proszę księdza”. W rozmowie z Onetem Katarzyna wspominała, że z ojcem widywała się rzadko, choć zabierał ją i jej mamę na wycieczki. Jej rodzice poznali się na pielgrzymce, a ojciec obiecywał, że porzuci kapłaństwo, czego ostatecznie nie zrobił, tłumacząc, że „nie wie, co innego mógłby robić w życiu”. Ksiądz miał jeszcze jedno dziecko - starszą córkę, o której Katarzyna dowiedziała się dopiero po latach. Za romans księdza z kobietą, krytyka spadła w dużej mierze na jej matkę. „Jestem przerażona tym, jak wiele hejtu wylewa się na moją mamę. To nie ona jest honorowym obywatelem dużego miasta, to nie ona jest znana, to nie ona mówi ludziom co niedziela, jak mają żyć” - mówiła Katarzyna, dodając, że jej mama „w pełni poświęciła się rodzinie” i była dla córki „i matką, i ojcem”. Z ojcem-księdzem nie ma kontaktu od trzech lat. Po tym jak zachorowała na nerwicę i depresję, podjęła terapię, której główny wniosek był taki, że źródłem jej problemów życiowych były kontakty z ojcem. Podczas ostatniej rozmowy powiedziała mu wprost, że ma go dość, ciągle licząc na to, że on się zaangażuje i będzie chciał ją lepiej poznać, czego on nie robił. Opisując swojego ojca, kobieta tłumaczy, że „parafianie go szanują za to, że jest dobrym proboszczem i organizatorem”.