Ładowacze montowane na tylnym TUZ-ie ciągnika to rozwiązanie, które mimo pewnych ograniczeń, wciąż znajduje zastosowanie w gospodarstwach rolniczych. Artykuł ten przybliża specyfikę, problemy eksploatacyjne oraz praktyczne aspekty użytkowania tego typu sprzętu, opierając się na doświadczeniach użytkowników.
Problemy eksploatacyjne ładowaczy tylnych
Użytkownicy ładowaczy tylnych często zmagają się z różnorodnymi problemami. Jednym z nich jest nieprawidłowe działanie hydrauliki, objawiające się niemożnością opuszczenia lub odchylenia łyżki w normalnym trybie pracy po podniesieniu jej do góry i przechyleniu do siebie. Opuszczanie działa bardzo wolno przy delikatnym przesunięciu joysticka, a przy mocniejszym dopchnięciu dźwigni szarpie całym ładowaczem i słychać, jak olej przelewa się w środku. Doszło nawet do wybuchu siłownika, podobno przez zablokowany powrót oleju, i choć został on wymieniony, problem pozostał. Często pojawiają się również wycieki praktycznie na wszystkich przewodach oraz siłownikach, mimo że wcześniej było sucho.

Zastosowanie i wydajność ładowaczy tylnych
Ładowacze tylne, choć bywają krytykowane, mają swoje nisze zastosowania. Na przykład, do C330 taki ładowacz będzie za ciężki, więc odpada. Jeśli ktoś posiada płytę, takie rozwiązanie może sprawdzić się w przypadku świeżego obornika, ale na pewno musiałby założyć spore obciążenie na przód. Ponadto, jeśli użytkownik ma tylko jeden ciągnik, za każdym razem musi odpinać widły, zapinać rozrzutnik i tak w kółko, co jest czasochłonne. Ładowanie 4-tonowej przyczepy na małych kołach balonowych odbywa się tylko na wysokości boku i nic więcej. W przypadku obornika, 20 minut to możesz załadować słomy, a nie normalnego obornika.
Niektórzy użytkownicy budują własne konstrukcje, na przykład ładowarki na tylny TUZ, która podnosi na wysokość 3,5 metra i jednorazowo transportuje dwie bele. Inni wykonali własnoręcznie nośnik bel, wykorzystując ramę od polskiej kosiarki "osa", a kieł zrobili z osi od wozu. Takie proste „widły” są bardzo dobre i pomocne, nawet jeśli w gospodarstwie są już tury i ładowarka teleskopowa.
Transport bel sianokiszonki
W kwestii transportu bel sianokiszonki, ursus 330 może mieć problem z ich podniesieniem. Wszystko zależy od wagi zbitej beli - może być tak, że nawet widełek nie uda się wbić w belę. Ponadto, nie jest to najlepszy pomysł, jeśli nie ma się większego sprzętu. W trudnych warunkach, np. na podmokłych łąkach, ładowacz tylny może być lepszy. Tam, gdzie C360 bierze jedną belę i tyłu nie podnosi, a przód wpada, ciągnik z zaczepionym "dziobkiem" (jak w galerii 385) spokojnie jedzie do przodu, nawet jeśli koła są po kolana w błocie.

Wzmacnianie konstrukcji i modyfikacje
W przypadku mokrych bel, konstrukcja ładowacza może nie wytrzymać - użytkownicy zgłaszają, że pękały ramiona, cięgna spawano, a bele wzmacniano, bo się gięły. W przypadku masztu, często konieczne jest przełączanie zaworu pod siedzeniem przy każdej belce, co nie jest zbyt wygodne, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić. Do ładowania trzech rzędów bel na przyczepę 12t, konieczne jest odpowiednie zwymiarowanie wideł. Dla bel 120x120 cm, długość wideł wychodzi około 130 cm, a rozstaw 85-50 cm wydaje się optymalny. Jeśli ma się dobrą pompę, takie rozwiązanie może być efektywne.
Ładowacze czołowe jako alternatywa
Alternatywą dla ładowaczy tylnych są ładowacze czołowe. Użytkownicy zastanawiają się nad zakupem nowych ładowaczy z firm takich jak INTER TECH czy MAXI-ROL. Interesuje ich, czy takim ładowaczem można załadować bele na przyczepę i ustawiać bele z sianokiszonki w pionie, jedna na drugiej.
