„Pamiętnik ukraińskiego szaleńca” Liny Kostenko: Fenomen literacki i zwierciadło Ukrainy

Pod koniec ubiegłego roku w życiu literackim, kulturalnym i w dużej mierze społecznym Ukrainy wydarzeniem numer jeden było ukazanie się książki Liny Kostenko. Ta wybitna poetka, najczęściej cytowana i recytowana wśród współczesnych oraz uwielbiana przez setki tysięcy Ukraińców, można śmiało zaliczyć do grona żyjących klasyków literatury ukraińskiej.

Debiut prozatorski i niebywały sukces wydawniczy

W wieku 80 lat Lina Kostenko zadebiutowała w charakterze pisarki. Książka pt. „Pamiętnik ukraińskiego szaleńca” (Записки українського самашедшого) jest jej pierwszą powieścią prozatorską. Ukazała się w wydawnictwie Iwana Małkowycza „A-BA-BA-HA-ŁA-MA-HA”. Sporą część Ukraińców ogarnęło wielkie poruszenie, a nawet „lekkie szaleństwo” - cały pierwotny nakład, który jak na ukraiński rynek książkowy i tak był spory (aż 10 tysięcy, podczas gdy zwykle nakład sięga 2-3 tysięcy), natychmiast zniknął z księgarni.

Stale zwiększany dodruk nie zaspokoił zapotrzebowania - pojawiły się wydania pirackie, a na czarnym rynku cena wzrosła trzykrotnie w stosunku do tej w normalnym obiegu. W ciągu trzech miesięcy książka stała się prawdziwym bestsellerem i wciąż bije rekordy sprzedaży. Aktualnie całkowity nakład wynosi 70 tysięcy, czyli 35-krotnie przekracza przeciętny, a popyt w dalszym ciągu rośnie. Dla porównania ogólny nakład najlepiej sprzedającej się do tej pory powieści Pawła Zahrebelnego „Roksolana”, której wydanie od 2003 roku wznawiano kilka razy, stanowi 35 tysięcy. „Tajemnica” Jurija Andruchowycza wydano nakładem ogólnym 19 tysięcy, a powieść Serhija Żadana „Depeche Mode” - 16 tysięcy.

Okładka książki „Pamiętnik ukraińskiego szaleńca” Liny Kostenko

Fenomen Liny Kostenko i jego wpływ na odbiór powieści

Na czym polega tak wielki sukces? Czy chodzi o walory literackie utworu? Czy bardziej o osobę autorki i wdzięczność czytelników za jej dotychczasowe dokonania? Czy jest to może pragnienie rozczarowanych i zawiedzionych po Pomarańczowej rewolucji Ukraińców, którzy chcą dotknąć czegoś nieskazitelnego? Dla wielu Ukraińców Lina Kostenko bez wątpienia jest głosem sumienia, uosobieniem stanowczości, bezkompromisowości, żywą legendą i wielkim autorytetem moralnym.

Głos sumienia i autorytet moralny

Lina Kostenko należała do poetyckiego ugrupowania „szistdesiatnykiw”, które pojawiło się w latach 60. w Radzieckiej Ukrainie w czasie tzw. chruszczowskiej odwilży i było swoistą opozycją moralną w stosunku do reżimu. Mimo iż Lina Kostenko nie była więziona jak niektórzy „szistdesiatnicy” (Jewhen Swestiuk, Wasyl Stus, Iwan Switłycznyj, Ihor Kałyneć i inni), to jednak przez wiele lat nie była drukowana i uznawano ją za nieistniejącą. W ten sposób karano ją za wystąpienia przeciwko pogwałceniu wolności, w obronie praw narodowych Ukraińców.

W czasach niepodległej Ukrainy poetka niezwykle rzadko pojawiała się publicznie. Gdy Leonid Kuczma chciał odznaczyć ją orderem równolegle z Borysem Jelcynem i Pawłem Łazarenką, odmówiła, motywując to tym, iż „politycznej biżuterii nie nosi”. Przyjmowaniem nagrody z rąk kolejnego prezydenta - Wiktora Juszczenki - również nie była zainteresowana. Lina Kostenko słynie też z bardzo trudnego charakteru.

Portret Liny Kostenko, ukraińskiej poetki

Powrót z emigracji wewnętrznej i spotkania autorskie

Powrót lubianej poetki z emigracji wewnętrznej po dwudziestu latach milczenia wzbudził wielkie zainteresowanie. Między innymi z uwagi na to Lina Kostenko zgodziła się na spotkania autorskie promujące książkę, które odbyły się w kilku miastach w styczniu i na początku lutego. Tłumy ludzi nie mogły się dostać do środka i oglądały transmisję na telebimach, stojąc na kilkustopniowym mrozie pod ścianami teatrów, w których spotkania miały miejsce. Dyrektorka opery w Charkowie powiedziała, że dotychczas teatr ten gościł wiele znanych primadonn i światowej klasy gwiazd opery i baletu, ale nigdy nie było takiego zainteresowania. Organizatorzy żartowali nawet, że spotkania trzeba zorganizować na stadionie, by zmieścili się wszyscy chętni. Umieszczone na portalu YouTube nagrania ze spotkania autorskiego Liny Kostenko w Charkowie obejrzało w krótkim czasie kilkadziesiąt tysięcy osób. Nikt, kto był na spotkaniach z autorką, nie pozostał obojętny. Niektórzy uważają, że od powrotu Aleksandra Sołżenicyna na początku lat 90. w przestrzeni postsowieckiej nie było jeszcze wydarzenia kulturalnego na taką skalę.

Los - poezja Liny Kostenko (czyt. Tatiana Kulka)

Skandal i jego konsekwencje

Nie obyło się też bez skandalu - Lina Kostenko nagle przerwała swoje prezentacyjne tournée i nie pojechała do Lwowa z uwagi na krytyczne wypowiedzi niektórych miejscowych pisarzy, określające jej utwór jako „starczy marazm”. Wywołało to falę dyskusji na łamach gazet, stronach internetowych oraz w sieciach społecznościowych - jedni krytykowali tych, co krytykowali prozę poetki, inni zaś oburzali się, że skoro Lina Kostenko jest wielką poetką, to niby czemu nie wolno krytykować jej prozy. Byli też tacy, którzy zadawalali się pytaniem: jak można krytykować sumienie, za które uważana jest autorka? Część komentatorów uznała reakcję Liny Kostenko za zbyt gwałtowną, twierdząc, że lata osamotnienia dały się jej we znaki i autorka zdała się być niegotowa na słowa krytyki. Do redakcji różnych pism zaczęły przychodzić listy poparcia dla Liny Kostenko oraz apele o wznowienie spotkań z uwagi na wielkie zapotrzebowanie wśród licznych miłośników jej twórczości. Podobno spotkania zostaną wznowione. Skandal przyciągnął jeszcze większą uwagę zarówno do książki, jej autorki, jak też do problemów współczesnej literatury ukraińskiej, jej stanu, roli artysty, poziomu i granic krytyki.

„Pamiętnik ukraińskiego szaleńca” - Analiza utworu

Nawiązania do Mikołaja Gogola

Tytuł utworu Liny Kostenko nawiązuje do znanej powieści Mikołaja Gogola „Pamiętnik szaleńca”. Czytając Gogola, autorka zapragnęła napisać o specyfice ukraińskiego szaleństwa. Jej zdaniem każdy naród ma swoją specyfikę, ona zaś szukała odpowiedzi na pytanie: dlaczego ten naród tak długo znosi to wszystko? W tytule książki Lina Kostenko świadomie użyła wyrazu „самашедший”, który jest przykładem tzw. surżyku, czyli mieszanki rosyjsko-ukraińskiej, albowiem po rosyjsku to słowo brzmi „сумасшедший”, po ukraińsku natomiast „божевільний”. Chciała przez to pokazać, że pisze o specyficznym szaleństwie, typowym dla Ukraińców.

Gogol jest obecny nie tylko w tytule - w treści znajdujemy liczne cytaty z jego powieści, ponadto żona głównego bohatera pisze doktorat o twórczości tego pisarza. Obecność odsyłaczy do Gogola może też być symbolem pewnego rozdwojenia - żona bohatera zastanawia się nad tym, jak to jest możliwe, że ukraiński geniusz stał się pisarzem rosyjskim, miał duszę jednego narodu, a pisał w języku drugiego.

Główny bohater i narrator

Główny bohater, a zarazem narrator powieści, to współczesny ukraiński inteligent, 35-letni bezimienny programista systemowy, introwertyk, pochłonięty rutyną i zdominowany przez żonę, często niepotrafiący zrozumieć własnego syna. „Jestem programistą, a nie potrafię własnego dziecka zaprogramować na coś porządnego” - stwierdza. Nie potrafi on żyć normalnym życiem zwykłego człowieka, lecz żyje „zwariowanym życiem świata”. Jest informacyjnym i gazetowym narkomanem, reflektującym neurastenikiem, który reaguje na wszystko. „Gdybyś tak kochał żyć, jak kochasz je czytać!” - mówi mu żona o gazetach, on natomiast czytać nie lubi, nie potrafi jednak nie czytać, usiłuje przebić się przez cały ten absurd otaczającego świata.

Postanawia pisać dziennik, chociaż rozumie, że pamiętnik jest z gatunku notatek o życiu prywatnym. Zadaje sobie pytanie: „a jakie jest moje życie osobiste, i czy bywa ono u żonatych? Notować, jak żona cię piłuje, jak wciąga rutyna? Byłby to nie dziennik, a rutynopis. A tak przynajmniej wiadomo, co się dzieje w świecie”. Na tle osobistych problemów bohater notuje wszystko, co się dzieje wokół niego, na Ukrainie i w świecie. Jest na tyle uzależniony od tego rejestrowania wydarzeń, że czasem musi odchorować „intoksykację informacyjną”. Zapiski, które prowadzi główny bohater, obejmują okres 4 lat - od roku 2000 do Pomarańczowej rewolucji 2004 roku. Pracując nad książką przez 10 lat, Lina Kostenko zgromadziła sporo materiału i sporządziła coś w rodzaju ogólnoukraińskiego pamiętnika. Adnotacja na okładce książki mówi, że jest to powieść, chociaż utwór stanowi mieszankę literatury pięknej, pamiętników, publicystyki oraz współczesnej kroniki. Utwór jest swoistym „płótnem czasu”, przekrojem połączonym z refleksją nad nim, przyprawionym specyficznym humorem.

Motywy i obraz świata w powieści

Z zapisków wyłania się eschatologiczny obraz świata, w którym „tragedie stają się codziennością ludzkości”, „światowy semafor się popsuł i ludzkość zmierza w złą stronę”, ku swej zagładzie. Problemy Ukrainy na tle światowych często przesłaniają bohaterowi jego własne. „Ludzie z reguły postrzegają świat przez pryzmat własnych problemów. Jeżeli się spojrzy na świat w zespole różnych wydarzeń i zjawisk, powstaje zupełnie inny obraz. Widzisz masę krytyczną katastrof. Na dodatek w takiej globalnej optyce proporcje własnych problemów ulegają korekcie”. Narrator dodaje, że detektywów można już nie czytać, wystarczy przeczytać kronikę wydarzeń na świecie, a on sam „zaczynam się bać kolejnego dnia, bo może on być jeszcze gorszy”.

Postacie drugoplanowe

Żona programisty

Jednym z bohaterów „Pamiętnika” jest żona programisty, chociaż pojawia się ona sporadycznie i jest postacią niejako drugoplanową. Mimo zaledwie naszkicowanego obrazu jawi się ona jako niewątpliwie wyrazista, silna i władcza osobowość. „Dla wygody udaje ona zwykłą kobietę - opisuje swoją żonę bohater. - Zajmuje się domem, pisze doktorat, pozwala kochać siebie po ziemsku”, ale cechuje ją wielka wrażliwość, przytłumiona aczkolwiek wybuchowa. Nie szczędzi ona słów krytyki pod adresem ukraińskich mężczyzn i twierdzi, że kobiety powinny wziąć sprawę w swoje ręce. Aktywnie działa w klubie równości płci, który jej mąż ironicznie nazywa „babkomem” (babskim komitetem). Jej riposty, podsumowania i wywody są trafne i dobitne, tną bezlitośnie jak ostry nóż. W sporach z mężem to ona często ma rację, on natomiast nie ma nic do powiedzenia. „Co z ciebie za facet? - pyta go żona. - Nic nie potrafisz załatwić”. On widzi i rozumie, że ona jest mu potrzebna, lecz on jej - nie. Jest słabym ogniwem w rodzinie i społeczeństwie.

Próba samobójcza i przełom

Utrata pracy, bankructwo losu, poczucie bezradności, piętno nieudacznika, zawiedzione oczekiwania ojca, obawa przed tym, że w oczach ukochanej kobiety będzie nie tym, kim chciałaby go widzieć, wyrok dla jego miłości - wszystko to sprawia, że usiłuje popełnić samobójstwo. Nieudana próba staje się przełomem w jego relacjach z żoną, które się normalizują, a małżonkowie na nowo się odnajdują.

„Lew inwertowany na pustynię”

Jednym z ważnych dla zrozumienia powieści bohaterów jest „Lew inwertowany na pustynię”, w którym można po części rozpoznać alter ego autorki, co zresztą sama zdradziła podczas jednego ze spotkań z czytelnikami. Lew mówi to, o czym główny bohater „nawet nie pozwala sobie myśleć”, stawia diagnozy „okrutnie i bezlitośnie”, jest pełen sarkazmu i żółci w stosunku do Ukraińców, którzy - jego zdaniem - w dużej mierze sami sobie są winni takiej sytuacji. „To nie to państwo, o którym marzyliście? To zbudujcie właściwe. Świat nie rozumie waszych narzekań. - mówi Lew inwertowany na pustynię do Ukraińców. - Nie podoba wam się władza - wybierzcie sobie inną. Albo Wielki Głód - to był on ludobójstwem czy nie był, skoro inne państwa uznały go za ludobójstwo, a wasz własny parlament nie uznaje?” - bezlitośnie podsumowuje.

Problemy Ukrainy i krytyka społeczeństwa

Trauma Ukrainy i poczucie bezradności

Bohatera bardzo boli, iż jego kraj ciągle znajduje się na rozdrożu. „Moja podstawowa trauma - to Ukraina. I nie ma na to rady” - stwierdza bohater. Wobec tej traumy jest bezradny, czuje się jednostką elektoratu, od której nic nie zależy, biomasą, o której się przypomina jedynie przed kolejnymi wyborami. Jest zmęczony życiem w kraju, gdzie tytułowy naród jest poniewierany jak bezdomny pies, a w stolicy „słowa ukraińskiego nie usłyszysz, jak gdyby była ona filią stolicy sąsiedniego państwa”. Ma poczucie, że odebrano mu Ojczyznę, że służby specjalne chcą stworzyć Ukrainę bez Ukraińców, która nie będzie państwem, lecz terytorium biznesowym do prowadzenia interesów. Stężenie chamstwa w społeczeństwie jest tak duże, iż niedługo będzie ono miało skrystalizowaną postać. „Kiedyś Dowżenko napisał ‘Ukrainę w ogniu’. Czas już pisać ‘Ukrainę w bagnie’” - wnioskuje narrator. „Mam wrażenie, że umieram wraz z Ukrainą - mówi ojciec głównego bohatera, były „szistdesiatnyk” i dysydent. - Chciałbym umrzeć pierwszy”.

Pragnienie normalności

Narrator ubolewa nad tym, że na Ukrainie nie ma dokąd pójść ze swoją prawdą, „jesteśmy bezdomni we własnym domu, włóczęgi w swoim państwie” - stwierdza. W radiu jak kpina brzmi reklama: „Poczuj się Ukraińcem!”. Czy bohater pragnie aż tak wiele? Chce jedynie „żyć w normalnym państwie, mówić w normalnym języku i zapewnić to swojemu dziecku na przyszłość”, „chce zwracać się do Boga w swojej świątyni i w swoim języku”. Mimo iż pozornie państwo ukraińskie jest niezależne i demokratyczne, to jednak sami Ukraińcy nie potrafią dokonać właściwych wyborów, a ich słabości i kompleksy są największym wrogiem. „Los nie uśmiecha się do niewolników - mówi Lew inwertowany na pustynię. - Los uśmiecha się do ludzi”. Może dlatego ten naród nie może zbudować własnego państwa, że przeżył wielkie upokorzenie historyczne? „Ciężko się żyje w takim społeczeństwie, ale w którym jest łatwiej? Przecież to nie tylko u nas, to ogólnoświatowy wariatków. Różni się tylko specyfiką narodową”.

Analiza polityczna i poczucie dejà vu

Bohater odnotowuje, że Ukraina, z jednej strony, posiada ten sam „cywilizacyjny zestaw współczesności”, co większość krajów, z drugiej zaś w sferze polityki i władzy w dalszym ciągu tkwi „w swoim repertuarze”. Czytając zapiski dotyczące ukraińskiej polityki, nie da się oprzeć wrażeniu dejà vu, jak gdyby historia Ukrainy przez ostatnie 10 lat zatoczyła koło i wróciła do punktu wyjścia. Wydarzenia roku 2000 i 2010 są często bliźniaczo podobne:

  • ciągłe wezwania lady Ju (Julii Tymoszenko) na przesłuchania do prokuratury,
  • gwałcenie Konstytucji,
  • zniesienie miasteczka namiotowego z użyciem siły fizycznej przez milicję,
  • układanie się komunistów z oligarchami, nazywane przez narratora „politycznym seksem”,
  • argument pięści i mordobicia w Radzie Najwyższej,
  • sprawa zabójstwa G. Gongadze jak wtedy, tak i dziś w dalszym ciągu pozostaje niewyjaśniona.

Kraj po trupach „rządzi oligarchia pod pseudonimem „demokracja””, panuje dyktat pieniężnych worków, a w polityce żadnych nowych twarzy - tasowana jest w kółko ta sama talia kart. Te same szóstki i te same asy. Władza jak wtedy, tak i obecnie obrała strategię rozłamu społeczeństwa. Częste wybory stały się już „baletem narodowym”, wszystko jest im podporządkowane, a powstawanie z kolan - „aerobikiem narodowym”. Narrator stwierdza, że „Ukrainą rządzą ludzie, którzy jej nie lubią, dla których jest ona obca”. Dokładnie to samo obserwujemy obecnie - minister edukacji Ukrainy Dmytro Tabacznyk jest ukrainofobem i nie ukrywa swojej pogardy dla Ukraińców, ich historii i kultury.

tags: #lina #kostenko #wiersze #wywrotka