Fiat 126p jako pług śnieżny: niekonwencjonalne zastosowanie legendy PRL-u

Czasy tanich Fiatów 126p, jak niektórzy twierdzą, już minęły. Mimo to, Fiat 126p wciąż inspiruje do niekonwencjonalnych zastosowań, czego dowodem są projekty takie jak przerabianie go na pług śnieżny. Idealnie nadaje się do odśnieżania ze względu na swoją konstrukcję - silnik umieszczony z tyłu dociąża oś napędową, co w połączeniu z parą łańcuchów lub dobrymi, klockowymi oponami, pozwala na efektywną pracę.

Projekt "Gratowników": Drugie życie czerwonego Malucha z pługiem

Zakup i potencjał

Kiedy "Gratownicy" dostali sygnał, że za siedemset złotych można nabyć Malucha z pługiem śnieżnym, nie zastanawiali się długo. Wsiedli z lawetę i pojechali go kupić. Pod osłoną nocy, bez kamer, przeprowadzili szybką akcję. Ostatnie lata pojazd spędził za altanką, niechciany i niekochany, czekając na kogoś, kto zauważy w nim potencjał. 700 złotych to cena symboliczna, zważywszy na legendarny status auta z PRL-u - mniej więcej cena doby w pięciogwiazdkowym hotelu w listopadzie. Już sam pług był wart tej kwoty, czyniąc 126p praktycznie gratisem, a gratis to uczciwa cena.

Fiat 126p z zamontowanym pługiem śnieżnym, widok po zakupie

Nowy właściciel, Maarten, zaczął oswajać się z myślą, że zrobił na tym zakupie niezły interes. Wprawdzie coś tam marudził, że auto jest młodsze od niego, ale humor wrócił mu, gdy sobie przypomniał, że jest niemal czterdziestolatkiem, a inżynier Karwowski też miał czerwonego Fiacika. Nawet pług zaczął się graciarzom podobać. Nie jest to pierwszy 126p Maartena; kilkanaście lat temu kupił ciut drożej białego ST, które dzisiaj nawet w stanie rozkładu mają ceny ofertowe przebijające sufit. Zresztą EL-e zjedzone przez rudą szmatę są wystawiane za większe kwoty. Wprawdzie są to najpewniej ceny spekulacyjne, ale nakręca to spiralę absurdów cenowych. Jasne, auto w naszym kraju darzone jest sporym sentymentem, starsi musieli nimi jeździć, młodsi, jak Maarten, chcieli, bo mają wspomnienia z dzieciństwa związane z tym modelem.

Renowacja i przygotowanie do pracy

Gdy chłopaki przywieźli pojazd do Modlina, w Robercie obudziła się żyłka handlarza i postanowił odpicować Fiata. Drugi rzut oka i młotek użyty przez Brykałę, gdy tylko Maarten na chwilę się oddalił, napawał optymizmem. Model FL posiadał nowy bak, wahacze, amortyzatory i przewody hamulcowe, a blacharka nie była tragiczna. Podłoga, przynajmniej w zarysie, istniała. Wymiany wymagały z pewnością opony osi napędowej, ale już guma na pługu sparciała nie była.

Zdjęcie części Fiata 126p podczas renowacji (bak, wahacze, amortyzatory)

Maarten był tak bardzo pewny, że autko odpali, że zainwestował 50 złotych w paliwo. Kiedy Robert odnajdywał kolejne zalety Malucha w postaci niedawno wymienionych części, jego „szwagier” zajął się brakującym akumulatorem. Do uruchomienia potrzebne były proste narzędzia: dziesiątka, trzynastka, ampul i kawałek papieru ściernego - takie artefakty miał w kieszeniach Maarten podczas nagrania. Olej w silniku był brązowy, nie czarny, co rokowało dobrze. Silnik na miejscu, a motywacyjna naklejka „Graty dają radę” dodatkowo podnosiła na duchu.

Pierwsze uruchomienie i testy

„Tutaj psiknę, tu popieszczę, może będzie brykać jeszcze” - zaintonował Maarten przed pierwszą próbą uruchomienia silnika. Ssanie, trochę chałupniczego autostartera w postaci WD-40 i… do trzech razy sztuka. Odpalił, co natychmiastowo zwiększyło jego wartość, co znaczy, że jego wartość znacząco wzrosła. Silnik działał, wycieraczki również, nadszedł więc czas na jazdę testową. Pojazd jeździł do przodu, hamował i cofał.

Fiat 126p FL - wizualna renowacja silnika #2

Następnie przyszedł czas na „modliński detailing”. Maartenowi szkoda było patyny, ale Robert stwierdził, że ładny wygląd tylko zwiększy jego wartość. Maarten z przerażaniem patrzył, jak kierownik Muzeum Skarb Narodu zajmuje się jego kolejną niunią, dotyka ją i pieści. Kiedy zaczęli szmatkować ją wspólnie, Maarten cały czas nie był przekonany, czy Robert miał dobre intencje. Mimo braku śniegu, Maarten energicznie wziął się do pracy z pługiem, z werwą. Po białym byłoby łatwiej, ale jak się nie ma co się lubi, to się zgarnia gruz i kamienie. Powoli, delikatnie, bez szarpania instruowany przez Roberta, Maarten formował grubą pryzmę. Wprawdzie nierozbite grudy trochę przeszkadzały, ale praca szła z biglem. Robert był dumny ze swojego podopiecznego.

Opanowany i subordynowany Maarten, to nie mogło trwać długo. Nagle, ni stąd ni z owąd, zamiast dokończyć działa, zrobił manipulatorem gazu all-in. FL prychnął, kichnął i zerwał przyczepność, zdmuchując z mozołem formowaną przed lemieszem krechę sypkiej drobnicy. Zachowanie młodszego kolegi zasmuciło Roberta, który bez ceregieli i sentymentów ponownie wyciągnął ręce po własność kolegi, by samemu wziąć ją w obroty. „A gdybym był Spychaczowym to co byś powiedziała” - rzucił i zaczął egoistycznie bawić się bez udziału Maartena. Gdy skończył, był wyraźnie ukontentowany, aż dziw bierze, że Robert tak spokojnie wykorzystał własność kolegi do spychania.

Demontaż i przyszłość

Na koniec przeprowadzono demontaż konstrukcji trzymającej pług, która jest tak zmyślna, że nie uszkadza karoserii. Maarten kręcił śrubki tak sprawnie, że wyglądało to, jakby w latach 90. robił biznes na przerabianiu tych aut na mini odśnieżarki, choć sam wyglądał przy tym jak ktoś, kto Maluchy w owym czasie kradł. Praca zespołowa przyniosła efekt: Robert od góry, Maarten od dołu i mimo nieco powiększonych otworów panowie z gracją trafili w ślizgi. Zderzak znalazł się na swoim miejscu, dodając „+10 punktów do aparycji”.

Zdjęcie Fiata 126p po demontażu pługa i zamontowaniu zderzaka

Faktycznie autko nie wyglądało już jak rupieć do usunięcia z posesji, a jak rokujący youngtimer. Na żwirku zrobiłby wrażenie. Gdyby Maarten chciał się z nim rozstać, spokojnie mógłby wołać 5000 złotych, do negocjacji. Ale że handlarzem nie jest, po prostu ma zdiagnozowane zamiłowanie do gruzów kosztujących mniej niż tysiaka, to deklaruje, że czerwony FL zostanie z nim do końca - swojego lub jego. Tylko czy zważywszy na love story Roberta związane z czerwonym 126p FL-em zapragnie go przejąć? Może wystarczy mu raz na jakiś czas rozebrać go ze zderzaka i poużywać go sobie do odśnieżania czy też spychania. To wspaniale, że chłopaki dobrze się bawili, udowadniając jednocześnie, że zamiast się sprzeczać „kto teraz” wystarczy dzielić się radością. A może drodzy widzowie, chcielibyście zobaczyć, a może nawet spróbować jak funkcjonuje zestaw złożony z Polskiego Fiata vel. FSM 126p i pługa? Nie wykluczone, że gdy odwiedzicie Muzeum Skarb Narodu, będziecie mogli tego doświadczyć. Po obejrzeniu filmu zostawcie lajka, a jeśli chcecie sprzedać samochód do tysiąca złotych albo oddać za darmo, dajcie znać w komentarzu.

Indywidualna adaptacja Stanisława Jasicy: "Bobek" - pług śnieżny z Malucha

Innym przykładem kreatywnego wykorzystania Fiata 126p do celów odśnieżania jest konstrukcja stworzona przez Stanisława Jasicę, właściciela warsztatu samochodowego przy ul. Torfowej w Łodzi. Pan Stanisław, w przeciwieństwie do wielu łodzian, nie narzeka na służby miejskie odpowiedzialne za odśnieżanie ulic, ponieważ kupił Fiata 126p i przerobił go na pług śnieżny, nazwany „Bobkiem”.

„Gdy wyjeżdżam "Bobkiem" na ulicę, ludzie przecierają oczy ze zdumienia” - mówi pan Stanisław. Pojazd rzeczywiście prezentuje się niezwykle oryginalnie. Z przodu ma wielki stalowy lemiesz, na dachu dodatkowe reflektory i...

Indywidualnie zmodyfikowany Fiat 126p

Modyfikacje konstrukcyjne i parametry

„Przerobienie Malucha zajęło mi około dwóch tygodni” - mówi pan Stanisław. Skrócił on część przodu, część podłogi, do której przymocowane były przednie fotele, oraz dach samochodu. Przerobił również drzwi i tylne błotniki. Pojazd jest krótszy od zwykłego Malucha o pół metra, co zmniejszyło promień skrętu i pozwala na swobodne manewrowanie nie tylko na placu, ale również w hali remontowej. W pierwotnej wersji „Bobek” miał być bez dachu i drzwi, lecz pan Stanisław postawił na wygodę, śmiejąc się: „Lubię wygodę”.

Miejsce operatora pługu znajduje się na tylnej kanapie. Pojazd jeździ na drugim biegu i przez godzinę spala około 5 litrów benzyny. W razie potrzeby, po zdemontowaniu łyżki, może służyć także jako holownik.

Fiat 126p FL - wizualna renowacja silnika #2

Zarówno projekt "Gratowników", jak i konstrukcja Stanisława Jasicy, doskonale ilustrują wszechstronność i sentymentalną wartość Fiata 126p. Mimo upływu lat, "Maluch" wciąż inspiruje do tworzenia praktycznych i pomysłowych rozwiązań, udowadniając, że kreatywność w motoryzacji nie zna granic.

tags: #plug #sniezny #z #malucha #przybiernowa