Historia ciągników rolniczych produkcji polskiej

Ciągniki rolnicze stanowią podstawowe narzędzie wykorzystywane w pracy rolnika, bez którego nie obędzie się praktycznie żadne współczesne gospodarstwo. Producenci prześcigają się w konstruowaniu coraz bardziej technologicznie zaawansowanych ciągników, a komfort, jaki panuje w kabinie operatora, poziomem dorównuje samochodom najlepszych marek. Obecnie traktor wpisany jest na stałe w krajobraz polskiej wsi, jednak jeszcze sto lat temu widok ciągnika był bardzo niecodzienny, a jego wygląd odbiegał od dzisiejszych standardów.

Thematic photo of modern agricultural tractors

Początki mechanizacji rolnictwa na świecie

Pierwsze maszyny parowe i pomysł Froelicha

Pierwsze modele ciągników zupełnie nie przypominały współczesnych maszyn wykorzystywanych w rolnictwie. Już w XIX wieku zastosowano pierwszy traktor z silnikiem parowym, który głównie służył do transportu drogowego. Około połowy XIX wieku rozpoczęto używanie lokomobili w systemie orki parowej, polegającej na przeciąganiu pługa przy pomocy lin pomiędzy dwiema maszynami rozstawionymi na krańcach pola. Lokomobile były powolne, zużywały dużo węgla, a ich użycie w warunkach polowych było ograniczone ze względu na żelazne koła i znaczny ciężar. Ciężki mechanizm napędowy nie wytwarzał mocy, która wyciągnęłaby pojazd z podmokłego terenu. Z tego powodu pojazdy te służyły najczęściej w porze letniej, gdy pole było wysuszone, natomiast wiosenne i jesienne prace wykonywano za pomocą zwierząt.

Pierwszą osobą, która stwierdziła, że traktor mógłby zostać wykorzystany w rolnictwie, był John Froelich. Stosowano wówczas silniki parowe, do których bardzo często brakowało opału. Froelich sprytnie zamontował silnik benzynowy na podwoziu swojego ciągnika parowego, dołożył do tego własnoręcznie zbudowaną przekładnię, by walczyć z niepotrzebnymi przestojami w pracy. Miało to miejsce pod koniec XIX wieku w Dakocie w Stanach Zjednoczonych. Pomysłowego Johna Froelicha można więc uznać za prekursora ciągników benzynowych. Pierwszy skonstruowany na świecie ciągnik o napędzie spalinowym to maszyna konstrukcji Amerykanina Johna Froehlicha z 1892 roku. Konstruktor widząc zainteresowanie swoją maszyną wyposażył pojazd w przeniesienie napędu na koła jezdne oraz prosty układ kierowniczy. Koła były żeliwne, ale cała konstrukcja na tyle lekka, że pojazd mógł być wykorzystywany na nieutwardzonej drodze. Wynalazek Froehlicha, choć słaby i powolny, zdobył zainteresowanie wielu klientów i potencjalnych inwestorów. Niespełna rok później konstruktor założył Waterloo Traction Engine Company. Spółka ta w 1895 roku rozpoczęła produkcję silników, a w 1911 roku zaprezentowano ciągnik „Waterloo Boy”.

Rola Henry'ego Forda w upowszechnieniu traktorów

Niebagatelną rolę w rozwoju ciągników rolniczych odgrywał Henry Ford. Jako dziecko ciężko pracował na roli, czego nie znosił. Być może to był powód, dla którego w swojej firmie Henry Ford & Son Inc postawił sobie za cel usprawnienie pracy rolników. Na początku XX wieku ciągniki były niezmiernie ciężkie (ponad 2 tony) i niesamowicie drogie (1000 dolarów, co stanowiło ogromną kwotę przy średnich zarobkach rocznych 300 dolarów). Traktory były dostępne, ale większości rolników nie było na nie stać. Ford pracował nad stworzeniem małych, lekkich modeli, które mogłyby być zastosowane w rolnictwie na szeroką skalę. Tak powstał Model F, a większość rolników w końcu mogła pozwolić sobie na traktor.

Fordson był początkowo jedynym produkowanym ciągnikiem, miał za to wiele wariantów w zależności od potrzeb klientów. Ojcem technicznym Fordsona był Eugene Farkas, którego wkład w projekt odznaczył się na kartach historii techniki rolniczej, ponieważ za sprawą ogromnego sukcesu rozpropagowana została koncepcja ciągnika bezramowego. Już podczas pierwszego roku produkcji złożenie 4000 części w gotowy ciągnik zajmowało mniej niż 30 godzin i 40 minut. Zaledwie dwa lata później udało się obniżyć cenę do 395$. Sukces Fordsona nie polegał jedynie na tym, że był on ciągnikiem dostępnym i przystępnym cenowo. Henry zamiast celować w segment, w którym nie mógł rywalizować, wycelował swój marketing w konie. W konkursie na orkę jednego akra ziemi (0,4 ha) koszt pracy ośmiu koni wynosił około 270 zł/ha, podczas gdy Fordson wraz z kosztem eksploatacji i paliwa robił to samo za 175 zł/ha. W pierwszym roku wyprodukowano 34 tysiące ciągników, a z roku na rok liczba zamówień rosła.

Historical photo of Henry Ford with a Fordson tractor

Polskie ciągniki rolnicze - historia i rozwój

Ciągówka Ursus - pionier polskiej myśli technicznej

W okresie międzywojennym zespół zakładu Ursus, pod kierownictwem Kazimierza Taylora, podjął się skonstruowania maszyny mającej zastąpić zwierzęta pociągowe. Prace nad autorską konstrukcją trwały od 1915 do 1918 roku, a w ich wyniku powstał jeden egzemplarz pojazdu rolniczego nazwanego roboczo „pociągówką”. Do pomysłu produkcji własnego traktora powrócono na początku lat 20. XX wieku. Głównym projektantem został profesor Politechniki Warszawskiej Karol Taylor, który już wtedy uchodził za niezwykle doświadczonego inżyniera. Pierwszy polski traktor produkowany seryjnie wdrożono do produkcji w 1922 roku.

„Ciągówka” Ursusa była wzorowana na amerykańskim ciągniku „Titan” produkowanym przez International Harvester Company. Jednostka napędowa posiadała dwa cylindry i moc 25 KM przy 575 obr./min. Napęd był przekazywany na tylną oś za pomocą potężnego łańcucha. Skrzynia biegów posiadała dwa biegi do jazdy do przodu i jeden do tyłu. Pierwszy bieg służył do ciężkiej pracy w polu, oferując siłę pociągową aż 900 kg i prędkość zaledwie 3,4 km/h. Charakterystycznym elementem pojazdu była potężna rama, na której postawiono ogromny bak na benzynę. Ciągnik mógł jeździć zarówno na etylinę, jak i na naftę, nie był zbyt wybredny na jakość paliwa. Aby ciężki pojazd (około 2600 kg) nie zapadał się pod ziemię, zastosowano duże i szerokie tylne koła o średnicy 1,37 m i szerokości 25 cm. Produkcja pierwszego polskiego traktora rolniczego nie rozwinęła się z kilku powodów. Światowy kryzys gospodarczy przyczynił się do wzrostu cen paliwa, a ciężka sytuacja polskiego rolnictwa w odbudowującym się państwie polskim przyczyniła się do wstrzymania mechanizacji wsi. Do wybuchu II wojny światowej Zakłady Mechaniczne Ursus zajmowały się produkcją samochodów, autobusów, czołgów, a także traktorów dla wojska.

Historic photo of the Ursus

Powojenna mechanizacja i Ursus C-45

Po zakończeniu działań wojennych polskie rolnictwo było zrujnowane, a zapotrzebowanie na żywność gwałtownie rosło. Edward Habich w 1945 roku zwrócił się do Ministerstwa Przemysłu z propozycją rozpoczęcia prac nad szybkim uruchomieniem produkcji ciągników rolniczych. Początkowo konstrukcja miała być całkowicie autorska, jednak polski przemysł był zbyt zniszczony, by można było myśleć o sprawnej realizacji tak ambitnego zadania. Habich postanowił więc zaprojektować maszynę na wzór niemieckiego ciągnika Lanz Bulldog D9500. Zdecydowała o tym prosta konstrukcja, a także to, że podczas okupacji Niemcy przywieźli do Polski pokaźną liczbę tych pojazdów, a część z nich została na naszych ziemiach po klęsce III Rzeszy. W latach 1945/46 zwymiarowano niemiecki ciągnik i stworzono dokumentację.

Sercem traktora był potężny motor napędowy Bulldog o mocy 45 koni mechanicznych i bardzo ciekawej budowie. Był to silnik jednocylindrowy, dwusuwowy, średnioprężny, o olbrzymiej pojemności wynoszącej 10300 cm³. Jego odpalanie nie należało do najłatwiejszych zadań, wymagało podgrzania gruszy żarowej palnikiem benzynowym i ręcznego zakręcenia kierownicą. Zaleta takiego rozwiązania była taka, że traktor do działania nie potrzebował instalacji elektrycznej. Władze PRL-u wykorzystały rozpoczęcie seryjnego montażu Ursusa C-45 w celach propagandowych, kładąc duży nacisk na ideę kobiet traktorzystek. Produkcję Ursusa-C45 zakończono w 1954 roku, a jego następcą został model C-451, który był nieco udoskonaloną wersją poprzednika.

Ursus C-45 - zmora operatorów. Dlaczego jest ich mniej, niż mogłoby się zachować?

Rozwój w latach 50. i 60.

Na początku lat pięćdziesiątych inżynier Habich stworzył dwa ciekawe traktory z napędem na 4 koła. Silnik i układ napędowy były zaczerpnięte z gąsienicowego traktora produkcji radzieckiej typu KD-35 (później produkowanego w Polsce jako Mazur d-35/d-40/d-50). Innym prototypem był skonstruowany w drugiej połowie lat pięćdziesiątych ciągnik Rola 25 z chłodzonym powietrzem dwucylindrowym silnikiem o mocy 25 KM. Równolegle powstały trzy traktory w Ursusie z silnikami dwucylindrowymi chłodzonymi wodą o mocy 25 KM, oznaczone początkowo C-22, i właśnie te ciągniki zatwierdzono do produkcji seryjnej jako C-325 (w serii informacyjnej C-25 - 1959 roku).

W latach sześćdziesiątych pracowano nad całą serią ciągników 3 i 4-cylindrowych mających wejść do produkcji. Niestety szanse zostały przekreślone podpisaną licencją na traktory Massey Ferguson. Licencja początkowo obejmowała mniejszy ciągnik MF-235. W początkowej fazie problemem był system calowy, dlatego rodzimi mechanicy raczej nieufnie podchodzili do tych wyrobów. Dziś nie stanowiłoby to problemów, ale w tamtych czasach nawet śruby i połączenia gwintów "na cal" były trudne do zastąpienia. MF-y na dobrą sprawę pojawiły się w większych ilościach dopiero w latach osiemdziesiątych, wraz z uruchomieniem w 1984 roku produkcji seryjnej MF-a typ 255. Większość użytkowników chwaliła niezawodność i jakość wykonania zwłaszcza silników Perkins, stosowanych równolegle w ciągnikach C-360.

Lata 70. i 80. - dekada mechanizacji i problemów

Końcówka lat 60. była wyjątkowo niekorzystna dla polskiej wsi. Produkcja rolnicza w 1970 roku była taka sama jak 3 lata wcześniej. Polska wieś nie miała też oparcia we władzach. Zupełnie inne podejście prezentował w kontekście rolnictwa Edward Gierek, który twierdził, że „Gospodarka żywnościowa jest sprawą całego narodu”. Już na początku podjęto kilka działań, które spotkały się z aprobatą rolników: zniesiono obowiązkowe dostawy, uruchomiono wysokie kredyty na rozwój budownictwa wiejskiego.

Początek lat 70. to czas mechanizacji prac polowych. Ponad 30 tysięcy ciągników rolniczych marki Ursus zostało wyprodukowanych w 1970 roku. Ilość nie szła jednak w parze z jakością. Traktory nie mogły poszczycić się wysoką wydajnością. W omawianej dekadzie na polskie pola wjechał legendarny kombajn - „Bizon”. Władze ochoczo inwestowały w mechanizację rolnictwa, jednak nie zlikwidowano negatywnego zjawiska faworyzowania gospodarstw państwowych i spółdzielni. PGR-y, choć były mniej wydajne niż gospodarstwa indywidualne, nie miały kłopotu z dostępem do maszyn, np. ciągników „Massey-Ferguson”. O ówczesnych przepisach świadczy fakt, że prościej było daną maszynę zezłomować niż sprzedać ją właścicielom gospodarstw indywidualnych. Mimo dyskryminacji gospodarstwa indywidualne były zdecydowanie wydajniejsze niż państwowe molochy.

Całą wieś polską „pociągnęły” Ursusy C-330 (tzw. "ciapek") i C-360 (tzw. "sześćdziesiątka") oraz MTZ-80 (tzw. "białoruśka"). Ciapki były wyjątkowo uniwersalne i nadawały się na przeciętne rozmiary ówczesnych gospodarstw (15-30 ha). Sześćdziesiątki produkowane od 1976 roku pozwoliły natomiast na większe areały upraw, gdyż mogły one spokojnie zaspokoić potrzeby 70-hektarowego gospodarstwa. Te traktory zrewolucjonizowały pracę na wsi, będąc częścią wielkiej mechanizacji rolnictwa lat 70. i 80.

Diagram showing the evolution of agricultural machinery

Samoróbki - pomysłowość Polaków w czasach PRL

W czasach PRL-u, z szacunku dla radzieckiej techniki, popularne stały się tzw. „Łunochody”, czyli ciągniki własnej roboty. Zazwyczaj do produkcji „Łunochoda” stosowano silniki Diesla produkowane przez fabrykę w Andrychowie, które według planów służyły do napędzania pomp wodnych, ale w jakiś sposób trafiały do konstruktorów. Był to silnik bez jakichkolwiek elementów elektrycznych, nie miało co się zepsuć, nie było kłopotów z częściami zamiennymi. Drugim elementem „Łunochoda” najczęściej był dyferencjał i fragment osi z Żuka. Większość tych konstrukcji działa do dzisiaj. Zdarzały się i ambitniejsze konstrukcje - często na podwoziu z terenowego samochodu UAZ. Wielu rolników-konstruktorów, w tym dziadków i ojców, budowało takie traktory, które rozchodziły się po okolicznych wsiach, a klienci byli zadowoleni, chociaż brali je bez gwarancji i serwisowania.

Ursus C-45 - zmora operatorów. Dlaczego jest ich mniej, niż mogłoby się zachować?

Podsumowanie

Na przestrzeni niespełna wieku, gospodarstwa rolne przeszły od prostej uprawy, wykorzystującej głównie siłę mięśni, aż do w pełni zmechanizowanego i częściowo skomputeryzowanego rolnictwa precyzyjnego. Podwaliny tej rewolucji stworzył Kazimierz Taylor w okresie międzywojennym, a na dobre rozpoczął ją Edward Habich i jego słynna 45-tka. Dziś na polskiej wsi dominują nowoczesne maszyny, ale pamięć o pionierach polskiej myśli technicznej i ich maszynach, takich jak Ciągówka czy Ursus C-45, pozostaje żywa, będąc świadectwem długiej i burzliwej historii mechanizacji polskiego rolnictwa.

tags: #polski #ciagnik #historia