Dramat Artura Nogala na Igrzyskach Olimpijskich w Pjongczangu

Ogromny pech polskiego panczenisty Artura Nogala na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Pjongczangu w 2018 roku wywołał wiele dyskusji. Reprezentant Polski, startujący na dystansie 500 metrów, upadł od razu po starcie, co skutecznie pogrzebało jego szanse na medal. Polak osiągał niezłe wyniki w tym sezonie, co budziło nadzieje na dobry występ.

Feralny start w Pjongczangu

Tuż po starcie Artur Nogal potknął się i upadł. Na tak krótkim dystansie, gdzie liczą się setne części sekundy, oznaczało to koniec szans na miejsce w czołówce. Nogal przewrócił się, gdyż wbił czubek łyżwy w lód. Choć podczas wyścigów łyżwiarzy dochodzi do upadków, są one stosunkowo rzadkie.

Artur Nogal upada na starcie wyścigu na 500m podczas Igrzysk Olimpijskich w Pjongczangu 2018 (screen z TVP)

Podłamany panczenista z trudem podniósł się z lodu i w wolnym tempie dojechał do mety. Artur Nogal ukończył sprint na ostatnim, 36. miejscu, ze stratą ponad 23 sekund do złotego medalisty. Tytuł mistrza olimpijskiego wywalczył Norweg Havard Lorentzen, który pobił rekord olimpijski. W tej samej rywalizacji o medal olimpijski walczyli też dwaj inni Polacy: Piotr Michalski, który zajął 33. miejsce, oraz Artur Waś, który był 13. Artur Nogal wspominał, że jego pierwszą myślą po znalezieniu się na lodzie było: „To koniec. Nic już nie zrobię”. W telewizji było jednak widać, że chwilę wcześniej zdążył wykrzyczeć przekleństwo.

Nogal, refleksyjnie patrząc na całe zdarzenie, zastanawiał się: „To się nie zdarza. Nigdy nie miałem podobnej przygody. Na żadnym treningu ani zawodach nie upadłem od razu po starcie, a tych były tysiące. Jeżeli już, wywracałem się później, na łuku. Mało tego, ja zawsze imponowałem wszystkim tym, jak szybki jestem na pierwszych metrach. Byłem przygotowany najlepiej w karierze. O medalu nie będę mówił tak, jak wszyscy gadali, ale spokojnie stać mnie było na miejsce w pierwszej dziesiątce. W Korei startowałem na bardzo długich płozach. Trener chwalił moją technikę, miałem bardzo niską pozycję. Może to, w połączeniu z tym, że za bardzo chciałem?” Artur Nogal nie obejrzał ani jednej powtórki swojego feralnego startu.

Wyścig 6h Spa WEC live. Jak pójdzie Kubicy?

Fala krytyki i wsparcia

Start Artura Nogala w Pjongczangu, który miał wielkiego pecha, stał się dla internautów idealnym obrazem podsumowującym słabe występy Polaków na igrzyskach (z wyjątkiem skoczków i Kamila Stocha, który zdobył złoty medal). Pojawiały się pytania, po co wysyłać tak szeroką kadrę, skoro zawodnicy "statystują". Nogal wraz z Arturem Wasiem i Piotrem Michalskim mieli powalczyć o medal na dystansie 500 metrów, jednak jego upadek pokrzyżował te plany. Sportowiec spotkał się ze sporą krytyką, a jego występ stał się obiektem drwin w niektórych polskich i zagranicznych mediach.

Jego trener klubowy, Bartosz Pisarek, jadąc do redakcji Eurosportu, by skomentować sprint mężczyzn na 500 metrów, był przekonany, że obejrzy dobry występ Nogala. Miał w głowie, że w tym sezonie Nogal jeździł coraz szybciej, a w styczniowych zawodach Pucharu Świata w Erfurcie przegrał tylko o 0,15 sekundy ze znakomitym Havardem Lorentzenem. Po powrocie do domu Pisarek włączył internet. Rozumiał krytykę, choć trochę go zabolało, gdy norweski dziennik „Dagbladet” nazwał Artura nieudacznikiem. Kiedy zajrzał do mediów społecznościowych, „miarka się przebrała” - jak sam to określił. Ludzie, którzy pozakładali sobie fikcyjne konta, ubliżali Arturowi. Pisarek wspomina jeden z postów: „Po co my go za nasze pieniądze wysłaliśmy do Korei, jak on nie umie na łyżwach jeździć? Mój syn jeździ od niego lepiej, a tydzień temu założył. Przynajmniej się nie przewraca”. Pisarek zaczął odpisywać na tego typu komentarze, podkreślając, że "wszystkie poświęcenia Artura w jednym momencie poszły na marne. Poświęcenia, o których ludzie nie mają pojęcia”.

Bronić go zaczął również brat Artura, który nie wytrzymał hejtu. „Artur jest najbardziej rzetelnym człowiekiem, jakiego znam. Pracuje i pracował na ten występ całe życie. Jesteście wszyscy takie kozaki, bo śmiejecie się z człowieka, który całe życie ciężko na to pracował?” - napisał. Podczas wywiadu dla telewizji publicznej, udzielonego chwilę po feralnym starcie, Nogal był załamany i stwierdził: „Teraz będę miał przerąbane”. Zapytany, czy miał „przerąbane”, odpowiedział: „Trochę miałem. Przez pierwsze dwa dni udało mi się odseparować od tego wszystkiego. Dostałem kilka nieprzyjemnych wiadomości. Jednak dominowały te podnoszące na duchu. Zresztą, co ja mam zrobić? Karać się? Biczować? To był przypadek. Popełniłem błąd, przewróciłem się, ale na to wszystko naprawdę nie ma prostego wytłumaczenia. Gdybym wiedział, że opuszczałem treningi, byłem leniem, mógłbym się o to wszystko obwiniać. Ale ja takim człowiekiem nie jestem.”

Osobista perspektywa - wsparcie najbliższych

Klaudia, narzeczona Artura Nogala, znała dobrze godzinę jego startu i niecierpliwiła się. Gdy zobaczyła jego upadek, na początku nie uwierzyła w to, co widzi. Po chwili rozpłakała się. Telefon dzwonił, przychodziły SMS-y. „Co tam się stało?!” - pytała jej mama. Klaudia każdemu mówiła to samo: „Chcę być teraz sama…”. Mimo trudnych chwil, Klaudia jest spokojna o Artura. „Artura tego typu zdarzenia wzmacniają i już teraz widzę po nim, że chce za wszelką cenę udowodnić ludziom, ile potrafi” - dodaje. Są razem od kilku lat i w maju planują ślub, co w takich sytuacjach jest niezwykle ważne.

Droga do Pjongczangu - ambicja i przeciwności

Słowem kluczem w historii Artura Nogala jest ambicja. Nogal wyjątkowo długo przygotowywał się do występu w Pjongczangu, stawiając wszystko na jedną kartę. W maju ubiegłego roku, gdy jego grupa pojechała na obóz rowerowy, on musiał zostać w Warszawie. „Ubzdurałem sobie, że muszę ćwiczyć tyle, co oni, żeby na kolejnym zgrupowaniu nie odstawać od reszty. Jeździłem więc na rowerze, spędzałem godziny w siłowni” - opisuje łyżwiarz.

Wtedy pojawił się ból w biodrze, najpierw lekki, znikający po rozgrzewce. W lipcu Artur na obozie zauważył, że boli go mocniej w pozycji łyżwiarskiej. Badania wykazały zapalenie kaletki maziowej. Dostał blokadę, co przyniosło chwilową poprawę. Po miesiącu intensywnych zajęć uraz odnowił się. „W październiku, gdy wyszedłem na tor, noga sama zaczęła się uginać. Zdecydowaliśmy, że dostanę czynnik wzrostu, falę uderzeniową. Nie mieliśmy wyjścia. Najgorzej było w nocy. Biodro pulsowało, bolało. Próbowałem zasnąć, ale nie było to łatwe. Mogłem spać tylko na prawej stronie ciała, a noga musiała być ułożona tak, żeby nie było napięcia na kaletkę” - opowiada Artur.

W listopadzie, podczas zawodów w Calgary, Artur wreszcie czuł się dobrze. Jednak jego ambicja i świadomość straconego czasu doprowadziły do kolejnego urazu. Podczas treningu z piłkami lekarskimi wykonał szybki doskok, po którym poczuł straszny ból - tym razem dał o sobie znać mięsień pośladkowy. Czekały na niego kolejne zastrzyki. Na pytanie kolegów: „Artur, może odpuścisz?”, odpowiadał: „Nie ma mowy. Wyleczę się po sezonie. Musimy wytrzymać. Igrzyska są najważniejsze”.

Pół godziny przed startem w Pjongczangu Nogal był spokojny i pewny siebie. Ćwiczył obok toru, gdy podszedł do niego trener kadry Tuomas Nieminen. „Powiedział: ‘Jeszcze nigdy nie widziałem cię jeżdżącego tak dobrze’. Ale to brzmi z perspektywy czasu…” - Nogal uśmiecha się przez łzy, wspominając te słowa.

Wyzwania polskiego łyżwiarstwa - Stegny i brak infrastruktury

Warunki treningowe w Polsce, szczególnie na torze Stegny w Warszawie, od lat stanowią wyzwanie dla łyżwiarzy szybkich. Bartosz Pisarek, trener Artura Nogala, którego gabinet znajduje się na Stegnach, wspomina rozmowę ze znajomym, który stwierdził, że od otwarcia toru w 1980 roku nic się nie zmieniło. Mimo wielu zapowiedzi władz o zadaszeniu toru, kończyło się na obietnicach. Pierwszy w Polsce kryty tor powstał dopiero w Tomaszowie Mazowieckim, jednak Pisarek nie ma pieniędzy, by codziennie wozić zawodników 120 kilometrów w jedną stronę.

Tor łyżwiarski Stegny w Warszawie, widok ogólny

Pozostają im Stegny, gdzie warunki atmosferyczne często paraliżują treningi. Do tego dochodzi problem smogu - brud z powietrza osiada na lodzie, czyniąc go wolniejszym. Nogal relacjonował: „Dwa razy w tym sezonie ćwiczyłem na Stegnach. Podczas jednego treningu po 10 minutach miałem problem z łyżwami”. Ze smutkiem, ale i nostalgią oprowadza po obiekcie, na którym ćwiczył latami, mimo przeciwności. Kiedyś ten tor był obiektem marzeń.

Początki i trudne decyzje w karierze

Artur Nogal pochodzi z Cieciszewa, oddalonego o około 30 kilometrów od Warszawy. Jego przygoda z łyżwiarstwem zaczęła się, gdy dyrektor szkoły podstawowej, Tomasz Kucza, otworzył sekcję łyżwiarsko-rolkarską. Artur zapisał się, ponieważ w szkole nie było innej alternatywy sportowej. Brał również udział w międzyszkolnych rozgrywkach w piłkę nożną. Po jednym ze spotkań trener, obecny na trybunach, zapytał go, czy nie myślał o spróbowaniu swoich sił w futbolu. Artur nie był zainteresowany i dziś nie żałuje, że postawił na dyscyplinę, w której można być w najlepszej dziesiątce świata, jednocześnie zarabiając znacznie mniej niż przeciętny piłkarz ekstraklasy. „Mam do tego dystans. Czasem z kolegami z kadry na zgrupowaniach śmiejemy się, że można było kopać piłkę i się nie martwić. Wyjść sobie dwa razy w tygodniu na mecz i sprawa załatwiona” - mówi panczenista Legii.

W 2010 roku Artur wygrał mistrzostwa świata juniorów w Moskwie, a media pisały o nim jako o jednym z najzdolniejszych panczenistów ostatnich lat. Kolejne miesiące przyniosły jednak zawirowania w jego życiu. Rozpoczął studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, którą określa jako uczelnię, która „w ogóle nie pomaga sportowcom”. Wspomina o pewnej pani profesor, która „patrzyła na mnie z lekceważącym uśmiechem i często powtarzała zdanie: ‘Pan się ślizga, ale u mnie nie prześlizgnie’”. Nie mając szans na specjalistyczne treningi sprinterskie, w 2012 roku dołączył do grupy Zbigniewa Bródki, Jana Szymańskiego i innych panczenistów, którzy pod wodzą trenera Wiesława Kmiecika przygotowywali się do pokonywania dłuższych dystansów. Dziś szczerze przyznaje, że wtedy nie zrobił żadnego postępu.

Równoległe życie - biznes i poświęcenie

Przez pewien czas życie Artura Nogala łączyło się również z biznesem. Obok wejścia na tor Stegny znajdował się mały sklep ze sprzętem rolkarskim i wrotkarskim, którego do ubiegłego roku właścicielami byli Nogal i Pisarek. Mieli odłożone pieniądze i doszli do wniosku, że w Warszawie brakuje podobnego miejsca. Dzięki znajomościom mogli sprowadzać nowoczesny sprzęt z Holandii. „Budzik dzwonił wcześnie rano. Przed 9.00 byłem na Stegnach, spędzałem chwilę w sklepie, później szedłem poćwiczyć na rowerku. Wracałem do sklepu, by wszystkiego doglądać. O 15.00 przychodził pracownik, a ja biegłem na rozgrzewkę i wychodziłem na lód. Po treningu znów wracałem do sklepu, który zamykaliśmy o 20.00” - opowiada Artur. Taki był jego dzień, gdy przebywał w Polsce, jednak większość czasu spędzał na zagranicznych zawodach i zgrupowaniach. „Tam wszyscy wypoczywali, a ja włączałem komputer. Robiłem zamówienia na kolejny tydzień albo sprawdzałem, co się sprzedało, a co trzeba domówić. W końcu stwierdziłem, że nie dam rady tak żyć. Wiele razy chciałem się spotkać z Klaudią, ale zwyczajnie nie miałem kiedy. Sprzedaliśmy sklep naszym znajomym.” Nogal podsumowuje: „Postawiłem wszystko na jedną kartę”, a Klaudia dodaje: „Skupił się tylko na igrzyskach”.

Nieugięta determinacja - plany na przyszłość

Po igrzyskach w Pjongczangu Artur Nogal znalazł się w trudnej sytuacji. Nie ma pracy i nie wiadomo, czy będzie miał stypendium. Przez wiele osób kojarzony jest z tym, co stało się w Korei. Mimo to, jak sam mówi, co roku zadaje sobie to samo pytanie: „Co dalej?”, i teraz, mimo tych wszystkich niesprzyjających okoliczności, wciąż chce się ścigać. Pomagają mu ludzie z Legii Warszawa i agencji Warsaw Sports Group, a także związek sportowy zadeklarował wsparcie. „Poza tym na wielu rzeczach oszczędzam i po sprzedaży sklepu mam jeszcze trochę pieniędzy” - tłumaczy. Artur Nogal się nie poddaje i wciąż dąży do realizacji swoich sportowych celów.

Artur Nogal w pozycji startowej na łyżwach szybkich, zdeterminowana twarz

Artur Nogal - Biogram

  • Data urodzenia: 26 sierpnia 1990 roku
  • Wiek (w momencie Igrzysk 2018): 27 lat
  • Sukcesy:
    • Mistrz świata juniorów w sprincie (2010)
    • Brązowy medalista mistrzostw Europy w sprincie drużynowym
  • Występy olimpijskie:
    • Soczi 2014: 36. miejsce w wyścigu na 500 metrów
    • Pjongczang 2018: 36. miejsce w wyścigu na 500 metrów (po upadku)

tags: #pyongyang #artur #nogal #wywrotka #na #starkie