Reduta Ordona: Historia, Mit i Współczesne Odkrycia

Temat miejsca pamięci i cmentarzyska wojennego Reduty Ordona co jakiś czas powraca, zazwyczaj przy okazji rocznic lub w trakcie zakulisowych negocjacji urzędniczych. W poprzednich latach zdarzały się próby fałszowania historii, aby uniknąć wstydu związanego z faktem, że niewiele brakowało, a na tym historycznym miejscu powstałoby kolejne osiedle. Na co dzień, zgodnie z danymi z zeszłego roku, miejscem tym opiekuje się Fundacja "ELEOS" reprezentowana przez pana Włodzimierza Paczesnego. W trakcie uroczystości pojawia się wielu „mecenasów” i „opiekunów”, lecz na co dzień miejsce to często pozostaje zaniedbane. Rodzi się pytanie, czy takie miejsce pamięci dalej zasługuje na prowizoryczne rozwiązania, czy tylko z okazji świąt należy w nie inwestować.

Reduta Ordona, czyli słynna reduta nr 54 na Woli, nad którą dowództwo 2 września 1831 roku objął Konstanty Julian Ordon, jest znana każdemu z lat szkolnych, głównie dzięki Adamowi Mickiewiczowi i jego poematowi „Reduta Ordona”. Utwór opisuje autentyczne wydarzenie - obronę Reduty 54 umiejscowionej na warszawskiej Woli przez załogę, której dowódcą artylerii był Julian Ordon. Wydarzenie to miało miejsce 6 września 1831 roku. Poemat Adama Mickiewicza "Reduta Ordona" to wstrząsająca relacja z jednego z najbardziej dramatycznych epizodów powstania listopadowego, obrony Warszawy we wrześniu 1831 roku.

Obrona Reduty Ordona w poezji Adama Mickiewicza

Poemat Mickiewicza rozpoczyna się od słów: „Nam strzelać nie kazano. - Wstąpiłem na działo i spojrzałem na pole; Dwieście armat grzmiało”. Narrację prowadzi adiutant, będący głównym narratorem i świadkiem wydarzeń, co kształtuje całą opowieść i dodaje jej autentyczności oraz mocnego ładunku emocjonalnego. Adiutant opowiada o tym, co widział podczas walki Polaków z Moskalemi. Mówi, że nie padł rozkaz do strzału, dlatego wszedł na działo i rozejrzał się. Wokół słychać było huk 200 armat i widział ogromną liczbę rosyjskiej artylerii, która przypominała morze.

Adiutant opisuje przeważające siły rosyjskie - ubranych na czarno Moskali uzbrojonych w dwieście armat, atakujących pojedynczą białą redutę posiadającą jedynie sześć armat. Przeciwko Moskalom w gotowości stoi jak głaz reduta Ordona, posiadająca zaledwie 6 armat, ale nieustannie wypuszczających bomby i kule w stronę wroga. Adiutant widzi kule, które latają między żołnierzami i zabijają nieprzyjaciela.

W dramatycznej dygresji, narrator zwraca się bezpośrednio do cara, który zsyła swoje wojska na rzeź. Retorycznie pyta o jego odwagę, z brutalną ironią kontrastując ją z poświęceniem jego żołnierzy. Odpowiedź pada natychmiast - car siedzi bezpieczny w swojej stolicy, setki mil od pola bitwy, sprawując władzę nad połową świata. Nawet najmniejszy ruch jego brwi ma moc skazać tysiące rodzin na śmierć i rozpacz. Władca Rosji zostaje ukazany jako istota o boskiej sile, lecz szatańskiej złośliwości, przed którą drżą Turcy i kłaniają się Francuzi. Wówczas tylko Warszawa nie boi się jego mocy i podnosi na niego rękę, odbierając skradzioną koronę polskich królów.

Reduta Ordona - omówienie

Opis walki powraca do reduty, która, jeszcze przed chwilą rozżarzona od wystrzałów, nagle gaśnie. Niespodziewana cisza budzi grozę. Rosyjscy żołnierze docierają do białych wałów obronnych, a adiutant obawia się najgorszego - że ostatnie działo umilkło, a ostatni polski żołnierz zginął. Panuje moment ostatecznego kryzysu, gdy wróg zdaje się wdzierać w okopy. Generał, obserwujący redutę przez lunetę, uronił łzę, widząc jej nieuchronną stratę. Wśród chaosu i dymu, adiutant dostrzega Juliana Ordona. Dowódca reduty, z płonącą świecą w ręku, majestatycznie schodzi do lochów. Chwilę później następuje potężny, ogłuszający huk. To Ordon dokonał ostatecznego aktu poświęcenia - wysadził magazyn amunicji, tworząc wspólną mogiłę dla siebie, obrońców i setek napastników. W jednej chwili Reduta Ordona znika, pochłonięta przez płomienie i gruzy, ale jej symboliczna wartość pozostaje nienaruszona.

Po wybuchu narrator pogrąża się w refleksji nad losem dusz poległych żołnierzy i ogłasza Ordona patronem szańców. Podkreśla tym samym, że „dzieło zniszczenia w dobrej sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia”, nadając tragicznemu aktowi Ordona wymiar moralnego i metafizycznego usprawiedliwienia. Utwór kończy się ostrzeżeniem przed karą bożą, która niechybnie spotka carskiego tyrana, jeśli jego okrutne rządy będą trwać. Jest to potężne przesłanie o sprawiedliwości dziejowej i nadziei na odwet, podkreślające, że nawet w obliczu totalnej klęski moralne zwycięstwo i pamięć o bohaterach pozostają niezatarte.

Historyczne fakty a literacka wizja

Rzeczywisty los Juliana Konstantego Ordona

Problem w tym, że Ordon… wcale wówczas nie zginął! Eksplozja na reducie faktycznie nastąpiła, ale nie wiadomo, kto ją wysadził i czy był to Ordon. W wyniku wybuchu zginęło łącznie kilkuset Rosjan oraz obrońców. Dowódca doznał poważnych poparzeń, ale przeżył. Wzięty przez Rosjan do niewoli, trafił do obozu jenieckiego, w którym jednak spędził tylko tydzień. Później przewieziono go na leczenie. Po wyzdrowieniu miał się ponownie zgłosić do obozu, ale tego nie zrobił. O tym wszystkim oczywiście Adam Mickiewicz nie mógł wiedzieć. Pisząc swój słynny wiersz, opierał się na bezpośrednich relacjach żołnierzy, których spotkał na emigracji. Najistotniejszym ze świadków był Stefan Garczyński. „Reduta Ordona” została opublikowana w Paryżu w 1833 roku. Przepływ informacji nie był wtedy tak szybki, a i zapewne Rosjanie uznali, że skoro nie odnaleźli Ordona po ucieczce ze szpitala, niechybnie zginął.

W 1832 roku Ordon planował wziąć udział w zrywie pod dowództwem Józefa Zaliwskiego, ale plan się nie powiódł. Zagrożony aresztowaniem, musiał ponownie uciekać. Tymczasowo ukrywał się w Zakładzie Ossolińskich we Lwowie, potem przedostał się na piechotę do Drezna. Stamtąd z angielskim paszportem trafił do Londynu, by ostatecznie zamieszkać w Edynburgu. Prawdopodobnie w tym czasie dowiedział się, że według Adama Mickiewicza od paru lat już nie żyje. Czy próbował coś w tej sprawie zrobić? Wieszcz cieszył się powszechnym szacunkiem, a jego utwór jedynie sławił bohaterstwo Ordona. Jak pisze Cezary Leżeński: „nie ma śladu, aby [Ordon - przyp. red.] miał pretensje do Mickiewicza”. Konstanty Ordon cieszył się zatem życiem po życiu. Próbował też powrócić „w kamasze”. Do armii belgijskiej nie udało mu się jednak wstąpić. Pod koniec lat 30. XIX wieku otrzymał francuski paszport, ale i tam nie znalazł pracy. W roku 1839 powrócił więc do Anglii. W Wielkopolsce wybuchło powstanie, a Ordon nie wahał się ani chwili i przez Paryż ruszył, by wesprzeć powstańców. Nie dotarł jednak do celu. Utknął w Berlinie, gdzie został aresztowany, a zanim wyszedł z więzienia, powstanie upadło. Powrócił zatem do Paryża, skąd następnie wyjechał do Mediolanu. Tam próbował wstąpić do tworzonego przez wieszcza Legionu Mickiewicza. Ostatecznie zrezygnował (lub - w zależności od wersji - nie został przyjęty) i przystąpił do Legii Lombardzkiej. Rok ten miał mu przynieść jeszcze jedną niespodziankę: w październiku, 24 lata po swojej „śmierci” miał podobno okazję spotkać się z Adamem Mickiewiczem. Cezary Leżeński opisuje: „Rozmowa ich upłynęła ponoć w serdecznej, nadzwyczaj miłej i przyjacielskiej atmosferze”.

Ordon, dzięki wsparciu Adama Jerzego Czartoryskiego, pracował jako profesor języków w Kolegium Rządowym w Meaux, wciąż jednak ciągnęło go do wojska. W roku 1860 zaciągnął się do armii Garibaldiego. Historia zatoczyła koło - w trakcie walk otrzymał dowództwo baterii. Awansował na kapitana. Został nawet zastępcą dyrektora zakładów zbrojeniowych. Na wojskową „emeryturę” został wysłany w 1867 roku. Nie przysłużyło się to jego zdrowiu - stopniowo tracił słuch i popadał w depresję. Miało to tragiczne konsekwencje. Nocą z 3 na 4 maja 1887 roku we Florencji Ordon strzałem w głowę odebrał sobie życie. Przedtem napisał do przyjaciół: „Czuję już zbliżający się kres życia, nie chcę zaś umrzeć w szpitalu”. Zgodnie z jego wolą ciało Ordona zostało spalone i z wojskowymi honorami pochowane we Florencji. W roku 1891 jego prochy zostały przewiezione do Lwowa i złożone na Cmentarzu Łyczakowskim. 29 listopada 1896 roku jego szczątki ponownie przeniesiono. Nad grobem Ordona stanął pomnik autorstwa Tadeusza Baracza.

Fikcja literacka a prawda historyczna

Wiersz Adama Mickiewicza "Reduta Ordona" powstał w 1832 roku i jest opisem obrony Warszawy przed Rosjanami podczas powstania listopadowego, we wrześniu 1831, przez załogę Reduty 54, gdzie dowódcą artylerii był Julian Ordon. W scenie finałowej Ordon, nie chcąc oddać wrogowi amunicji, wysadza się wraz z całym jej składem w powietrze. Jest to wersja Adama Mickiewicza, gdyż w rzeczywistości Ordon przeżył pogrom, a swoje życie zakończył popełniając samobójstwo na emigracji we Włoszech. Opinia o wysadzeniu reduty nr 54 przez Ordona była długo kwestią bezsporną. Pierwszą rysą w tym rycerskim rapsodzie było zjawienie się żywego Ordona, który po długiej tułaczce na obczyźnie zjawił się w kraju i począł sam pogłoski o swym czynie i zgonie prostować i za każdym razem szczegóły odmiennie przedstawiać.

Skrupulatne badania K. Bartoszewicza, oparte tak na sprzecznościach wynurzeń Ordona, jak na zeznaniach gen. Mierosławskiego (Bitwa warsz. Poznań 1887), a wreszcie na kategorycznym stwierdzeniu gen. Lewińskiego, zastępcy szefa sztabu, gen. Prądzyńskiego, zdegradowały ostatecznie Ordona z roli „patrona szańców”. General Lewiński stwierdził, że gdy nieprzyjaciel wdarł się do reduty nr 54, kapitan piechoty Nowosielski wysadził ją w powietrze wraz z majorem, kilkoma oficerami i mnóstwem żołnierstwa rosyjskiego i że sam padł ofiarą swego bohaterstwa. Stwierdzenie tego faktu przez uczestniczącego w tej walce jenerała, akcentowane w jego Pamiętnikach z całą powagą i tą intencją, by położyć kres „okrutnej pomyłce”, wydzierającej „umarłemu pięknych i wielkich poświęceń zasługę”, przekreśla ostatecznie lwią część ordonowskiej legendy, odbierając jej najszczytniejszy moment: bohaterstwo dobrowolnej śmierci na straconej placówce.

Gatunek literacki „Reduty Ordona” określany jest jako poemat opisowo-refleksyjny, czyli dłuższy utwór pisany wierszem, który łączy cechy epickie z lirycznymi. W utworze Adama Mickiewicza „Reduta Ordona” synkretyzm literacki pełni istotną funkcję, łącząc w sobie elementy zarówno epiki, jak i liryki. To połączenie nadaje tekstowi wyjątkowy charakter. Liryczne środki wyrazu, takie jak wykrzyknienia, epitety czy metafory, dodają emocjonalnej głębi oraz podkreślają patriotyczny wydźwięk utworu. Wykrzyknienia intensyfikują emocje, natomiast metafory tworzą sugestywne obrazy. Synkretyzm pozwala skutecznie ukazać idee poświęcenia dla ojczyzny oraz tragiczne realia powstania listopadowego. „Reduta Ordona” niesie przesłanie o heroizmie i oddaniu ojczyźnie jako najwyższych wartościach. Utwór ten stanowi manifest patriotyzmu, ukazując, że walka o wolność jest moralnie uzasadniona. Utwór ma na celu pobudzenie uczuć patriotycznych oraz wzmocnienie ducha narodowego. Poprzez opis dramatycznych wydarzeń powstania listopadowego, autor uwydatnia znaczenie wartości narodowych oraz ducha walki, które leżą u podstaw polskiego patriotyzmu.

Tablica pamiątkowa upamiętniająca obrońców Reduty Ordona

Lokalizacja i współczesne upamiętnienie

Przez długi czas lokalizacja Reduty Ordona była kwestią sporną. Na mapie z Przewodnika po polach bitew wojny polsko-rosyjskiej pod redakcją Ottona Laskowskiego (1931) reduta została zaznaczona u zbiegu ulic Mszczonowskiej i Włochowskiej, a więc w punkcie, w którym kilka lat później postawiono pomnik. W roku 1937 bohater wiersza Mickiewicza doczekał się ostatecznego upamiętnienia: w miejscu, gdzie znajdowała się Reduta 54 w Warszawie, ustawiono pamiątkowy głaz. Wyryto na nim napis: „Tu dnia 6 września roku 1831 w walce z przemocą moskiewską została wysadzona w powietrze Reduta Ordona. Obrońcom ojczyzny cześć!”. Pomnik odsłonięto uroczyście w przeddzień rocznicy wybuchu powstania - 28 listopada 1937 roku.

Dopiero kilka lat temu archeolodzy poinformowali, że Reduta Ordona znajduje się na warszawskiej Ochocie, w pobliżu Dworca Zachodniego, a nie - jak dotąd sądzono - na Woli. Reduta Ordona była jednak gdzie indziej - około kilometra na południowy wschód od pomnika przy torach, po drugiej stronie Alej Jerozolimskich, w rejonie ulicy Na Bateryjce. „Wszystko jak sen znikło” - pozostał wszakże pagórek z prowadzącą nań wąską drogą. Przez lata były tu wysypiska śmieci i zarośla służące za schronienie bezdomnym. Choć współcześni historycy i zapaleńcy-odkrywcy od dawna sądzili, że właśnie pod tą ziemią znajdowały się resztki szańca, dopiero w roku 2010 rozpoczęto oficjalne wykopaliska. Prace prowadzone przez Państwowe Muzeum Archeologiczne (zespół pod kierownictwem Witolda Migala) dały znakomite efekty - odsłoniły m.in. fosę reduty, podstawę wału oraz jej majdan, a na przedpolu - wilcze doły. Znaleziono także 120 szkieletów żołnierzy rosyjskich i polskich oraz liczne przedmioty. Wykopaliska ostatecznie usytuowały miejsce reduty i pozwoliły także na wykreślenie jej dość dokładnego obrysu. Rewelacje te i próby zmiany statusu wzgórza Na Bateryjce starły się jednak z chaosem miejskiej rzeczywistości: część terenu należy bowiem do prywatnych deweloperów, część zajmuje budowa Centrum Kultury Muzułmańskiej i tylko fragment - do Miasta.

Okoliczni mieszkańcy wraz z zawiązanym w 2012 roku Stowarzyszeniem Reduty Ordona postawili tu symboliczny głaz, mający stanowić początek przemiany terenu w miejsce pamięci. Ich usilne starania prowadzone wraz z grupą radnych dzielnicy Ochota o zmianę planu zagospodarowania przestrzennego i ochronę miejsca zyskały medialny rozgłos jako „nowa bitwa o Redutę Ordona”, w której nieraz przywoływano autorytet wieszcza. W roku 2014 powstał społeczny Komitet Zachowania Reduty Ordona. Wskutek jego zabiegów komisja Urzędu Dzielnicy stwierdziła konieczność wyłączenia obszaru spod zabudowy, postulując stworzenie na nim centrum edukacyjnego. W tym też roku Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznało fundusze na opracowanie i wydanie w dwóch tomach wyników badań archeologicznych.

W Warszawie na Ochocie, na terenie znanej z wiersza Adama Mickiewicza Reduty Ordona, odkryto mogiłę żołnierzy poległych w powstaniu listopadowym. Podczas prac archeologów z Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie znaleziono szczątki sześciu osób. Jak zaznacza w rozmowie z PAP kierujący pracami Witold Migal z Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie, w środę rano we wspólnym dole znaleziono szczątki szóstej osoby. Znaleziona w pobliżu mogiły galanteria - głównie guziki - są związane z wojskiem rosyjskim, czyli sugerują, że niektóre z tych osób to Rosjanie - mówi PAP Migal. Dopiero dodatkowe badania mają potwierdzić narodowość poległych osób. Archeolog wyjaśnia, że to pierwsze tego typu znalezisko ludzkich szczątków na Reducie Ordona. To być może czubek góry lodowej. Jeśli to był tzw. wilczy dół albo lej po pocisku, to ciał może być znacznie więcej - zaznacza Robert Wit Wyrostkiewicz, prezes Mazowieckiego Stowarzyszenia Historycznego Exploratorzy.pl, które obok PMA uczestniczy w pracach na Reducie Ordona. Wyjaśnia, że szczątki są bezładnie rzucone i na pewno są one związane z powstaniem listopadowym - świadczyć ma o tym znaleziona niedaleko galanteria mundurowa.

Z przekazów historycznych było wiadomo, że w prochowni na Reducie Ordona nastąpił wybuch. Informacje, które dotyczyły pochówku osób, które poległy w czasie tego - opisanego przez Mickiewicza - wybuchu były bardzo różne. Jedni mówili, że Rosjanie sprzątnęli ciała i pochowali je w zbiorowej mogile, gdzieś zupełnie inaczej, inni sądzili, że pochowano je na miejscu - w wilczych dołach - podkreśla Migal. Odkrycie archeologów może potwierdzać, że przynajmniej część zmarłych osób pochowano na miejscu. Witold Migal spodziewa się, że w ciągu miesiąca prace zostaną zakończone. Nie są to prace ekshumacyjne, ale prace archeologiczne. Szczątki trafią do badań antropologicznych lub genetycznych - zaznacza. Dzięki dodatkowym badaniom będzie można poznać szczegóły dotyczące pochodzenia poległych, ich wieku, przebytych chorób, stanu zdrowia, a zwłaszcza samego zgonu i tego, co dokładnie było przyczyną śmierci.

Jak dotąd odnaleziono dziesiątki zabytków z okresu walk o Redutę. Są to kartacze, kule karabinowe, rosyjski tasak, elementy karabinów, guziki czy kawałki granatów. Duża część reduty jest jednak jeszcze niezbadana. Prace prowadzone będą tam codziennie aż do zakończenia badań i odnalezienia - w miarę możliwości - wszystkich żołnierzy - dodaje Wyrostkiewicz.

Reduta Ordona - omówienie

Topografia Reduty Ordona

Dowódcy oraz historycy bitwy o Warszawę zgadzają się, że największą trudnością w zorganizowaniu obrony miasta była rozciągająca się wokół szeroka, płaska i niezalesiona przestrzeń. Szaniec nr 54 zaczęto wznosić około 21 lipca 1831 roku. Stanowił on najbardziej wysuniętą na południe część I linii umocnień odcinka zachodniego, do którego należały też dzieła nr 56 oraz 57. O wartość obronną reduty 54 spierano się, ale przyznawano jej jedną zaletę: znajdowała się na wzgórzu, które dominowało nad równiną. Od innych umocnień pozostawała oddalona - wedle obliczeń Strzeżka - od 800 metrów do dwóch kilometrów. Budowla miała kształt sześcioboku (przeciętna długość boku - 46 metrów), a jej podstawę wewnątrz znacznie obniżono, więc z daleka widać było tylko 80 centymetrów przedpiersia wystającego nad zewnętrzną powierzchnię stoku. Jako materiału budowlanego użyto miejscowej, mocno ubitej gliny, co pozwoliło na nadanie zboczom znacznej spadzistości. Tyły zabezpieczał strumień łączący kilka stawów.

Autor koncepcji fortyfikacyjnej był Klemens Kołaczkowski, zwolennik fortów ziemno-drewnianych, niegdyś zalecanych też przez Tadeusza Kościuszkę, który pisał: „Mamy wszędzie u nas z dobroczynności natury drzewo i ziemię, z nich możemy robić baterie, a osobliwie reduity ze schronieniem się od bomb”. Ten poranek był z początku mglisty, ale wkrótce wyszło słońce i oświetliło szaniec od strony miasta. Uzmysłowienie sobie, co mógł widzieć adiutant Umińskiego, pozwala na pewne konstatacje dotyczące powstania Mickiewiczowskiej panoramy: równina z samotnym wzgórzem owiewanej dymami reduty to sceneria, która aż prosi się, by zostać przestrzenią romantycznego theatrum wojny. To gotowe pole do kreacji heroicznego mitu. Podstawowa dla wiersza metaforyka walczących ze sobą barw - bieli i czerni - także była już (przez wojskowych inżynierów) przygotowana. Wyschniętą, lśniącą w porannych promieniach glinę budowli (nie obłożonej - jak mówią dokumenty - darnią) pióro bez trudu mogło przemienić w biały „głaz bodzący morze”, otaczany coraz szczelniej, pod koniec walki niemal dookoła, przez czarną „lawę błota” - kolumny szturmowe nadzorowane osobiście przez feldmarszałka Iwana Paskiewicza. Dodać trzeba, że przedpiersia reduty nie umocniono koszami szańcowymi, więc działa i kanonierzy pozostawali odsłonięci, a to znaczy, że patrzący przez lunetę mogli widzieć ruchy Ordona, choć chyba już nie ten gest żołnierza, którego ręka w ładownicy „Szukała, nie znalazła”. Zatem, dzięki poetyckiej „syntezie bitwy” (tak nazwał wiersz Samuel Sandler), realia miejsca ujawniły swą symboliczną potencję. Mickiewicz - jak zawsze - w konkretach potrafił dostrzec znaki Wielkiej Historii. A Garczyński dopomógł mu w tym swoimi słowami - żołnierza raportującego z poetyckim talentem.

Reduta Ordona w świadomości społecznej

„Wszystko jak sen znikło”. Mierosławski nazwał ją „wulkaniczną mogiłą”, gdyż niespodziewany wybuch, dym, piasek i wylatujące w powietrze ciała ludzkie, wszystko to zrobiło wrażenie gigantycznego wstrząsu ziemi tak, że działania wojenne na chwilę przerwano. Jednak nie cała reduta wówczas znikła. Po zajęciu Warszawy - pisze historyk fortyfikacji Stefan Fuglewicz - większość zewnętrznych umocnień zlikwidowano, lecz dla upamiętnienia zdobycia Woli Rosjanie pozostawili resztki szańców 54 i 56. Reduta 54 - twierdził Matuszewski - została zniwelowana w końcu XIX wieku podczas rozbudowy linii kolejowych w zachodniej części stolicy. Pisząc tak, postępował za przekonaniem, które nie wiedzieć czemu utrwaliło się wśród historyków (chyba nie tylko z powodu wielości relacji czy niedokładności starych map), że legendarny szaniec znajdował się w rejonie tych rozległych torowisk. Na mapie z Przewodnika po polach bitew wojny polsko-rosyjskiej pod redakcją Ottona Laskowskiego (1931) tam właśnie został zaznaczony - u zbiegu ulic Mszczonowskiej i Włochowskiej, a więc w punkcie, w którym kilka lat później postawiono pomnik.

I być może z tym przewodnikiem w ręku patriotyczna młodzież wychowana na literaturze romantycznej poszukiwała świętego miejsca Polaków. Czytamy w książce wydanej w roku 1938 przez członków Towarzystwa Przyjaciół Woli: „Nie dziw więc, żeśmy biegali hen, na Czyste, by odnaleźć jakoweś szczątki tej Reduty. A odszukać je było trudno. Mały skrawek terenu, na którym była kiedyś wysadzona prochami […] w naszych czasach objęły stalowe linie szyn kolejowych, utrudniając doń dostęp. Trzeba było błądzić po bezdrożach, potykać się na kocich łbach, grzęznąć w błocie i… w rezultacie nie znajdowało się nic”. To samo pustkowie pojawia się w relacji Mirona Białoszewskiego, który w Szumach, zlepach, ciągach wspominał swoje wycieczki z roku 1954 na stare torowiska towarowe, zwane Syberią. Opisywał więc ulicę Kolejową i widok z niej na fabryczną Wolę - „olbrzymie bębny gazowni” i „ceglaste okrąglaki, podobne do baptysteriów, tym bardziej, że rymowały się widokowo z niebieską, zawsze jakby na pogodę kopułą cerkwi”. I właśnie tam umieszczał historyczną redutę: „A tam gdzieś w gazowniach, w baptysteriach, zanim jeszcze je na świat wykołowano, była Reduta Ordona. Przy cerkwi, której też nie było, były i są Wały Sowińskiego, na ich tle podpisywało się kapitulację powstania listopadowego, a w bok - obierało się królów. W ślad za dawnymi okopami ciągnęły się mury getta. Tu gdzieś porwany król Staś, w jednym kapciu, przekabacił na swoją stronę prowadzącego go konfederata. Z przejazdu na Siennej było widać tory, tory, towarowe pociągi, stare rampy, żelaziwa, semafory, badyle”. W tym jakby niczyim, trudnym do przebycia terenie otoczonym dziwaczną zabudową industrialną Białoszewski rozpoznał krajobraz historii. Wywózki, męczeństwo i zagłada, świętość i klęski, wielka tradycja i małość króla, a wszystko to pośród badyli i semaforów - przeszłość schowana w przestrzeni. Z amorficznej przestrzeni torowisk i zarośli wyłania się tylko jeden trwały punkt, kamień pomnika, na którym wspierały się wszelkie próby oficjalnej lokalizacji Reduty i jej publicznego kultu. Tutaj chciano widzieć ciągłość dziejów, wszak we wrześniu 1939 roku toczyły się w jego okolicy ciężkie walki. W tej nędznej, absurdalnie zniszczonej przestrzeni autor Rzeczy Listopadowej rozgrywa narodowe misterium, w którym pobrzmiewają echa dramatów Wyspiańskiego. Zamiast żołnierzy-powstańców biorą w nim udział pasażerowie „zatęchłych wagonów”, mieszkańcy przedmieść, zmęczeni, duszeni przez senne zmory, jadący świtem do pracy (a może do powstania, na które nie wiadomo, czy zdążą). Pociąg rusza - „Powoluśku dychamy” - w tych słowach brzmi słabe echo: „póki my żyjemy”, jedyne możliwe w tej przestrzeni.

"Reduta Ordona" w kulturze

Do Reduty Ordona nawiązuje treściowo w prześmiewczy sposób sztuka Sławomira Mrożka „Śmierć porucznika”, pierwotnie wydana w Dialogu nr 5/1963; tytuł tej sztuki nawiązuje z kolei do innego dzieła Mickiewicza, „Śmierci pułkownika”, zaś jedną z osób dramatu Mrożka jest Poeta, przedstawiający się jako Vier und Vierzig (niem. czterdzieści cztery). W 1999 Bogna Lewtak-Baczyńska skomponowała muzykę do „Reduty Ordona”. W 2009 ukazała się hip-hopowa wersja w interpretacji zespołu Trzeci Wymiar i duetu producenckiego WhiteHouse. Utwór znajduje się na płycie Poeci, która składa się z rapowanych wersji poezji. W 2016 na serwisie internetowym YouTube pojawił się film, w którym Reduta Ordona jest recytowana zbiorowo, między innymi przez Piotra Fronczewskiego. W 2018 ukazała się płyta Mickiewicz - Stasiuk - Haydamaky, na której Andrzej Stasiuk i ukraiński zespół Haydamaky nagrali muzykę z recytacjami wierszy Adama Mickiewicza i wśród nich m.in. „Redutę Ordona”.

tags: #reduta #ordona #wywrotka