Obraz Życia Wojskowego w Rosji i Analiza Jej Współczesnych Relacji z Chinami

Poniższa relacja przedstawia szczegółowy obraz życia i służby wojskowej w Związku Radzieckim w czasach wojny, a także głęboką analizę współczesnych relacji geopolitycznych i gospodarczych między Rosją a Chinami.

Życie w 9 Pułku Automobilowym

Szkolenie i Codzienna Rutyna

Wspomnienia rozpoczynają się od służby w 9 pułku automobilowym, gdzie szkolono kierowców wojskowych, w tym kierowców samochodów przeciwpancernych. Warunki zakwaterowania były czyste i schludne, z dostępem do podgłówków i koców. Dzień mieliśmy wypełniony po brzegi zajęciami, a celem było jak najszybsze przygotowanie szoferów dla wojska, co wymagało nadrobienia zaległości i nauczenia się prowadzenia samochodu.

Typowy dzień zaczynał się od pobudki i biegu na poranną gimnastykę oraz do latryny. Następnie myliśmy się i biegiem udawaliśmy się na poranną zbiórkę, a potem do stołówki. Po obiedzie znowu były zajęcia, a przed kolacją przysługiwała godzina wolna, którą można było wykorzystać na spacer po terenie czy sen. Nieraz jednak mieliśmy zajęcia także po kolacji, co skracało czas na odpoczynek. W wojsku, jak wiadomo, ciągle się maszeruje, często z pieśnią na ustach. Trzech żołnierzy szło w szyku, a trzeci z boku pełnił rolę „zapiewajły”, który zaczynał pieśń. Jej refren podchwytywał potem cały oddział, a gdy zapiewajło zaczynało drugą zwrotkę, wszyscy śpiewali refren. Ważne było, aby znaleźć rym do „Stalin”.

Scena z żołnierzami maszerującymi z pieśnią na ustach

Wyżywienie

Po okresie przebywania w obozie, żołnierze byli wygłodzeni. Śniadanie podawano rano. Siedzieliśmy przy stołach po ośmiu. Rozdawano chleb i gorące dania, a w całej stołówce bez przerwy rozbrzmiewało wołanie o dokładki. Obiad składał się z dwóch dań. Czasami w zupie można było wyłowić malutki kawałeczek ryby lub tłuszczu, ale ślad mięsa pojawiał się rzadko. Wieczorem na kolację podawano zupę i wrzątek. Jak widać, przejeść się nie można było, dlatego wielkim szczęściem bywał dyżur w kuchni, gdzie można było jeść obficie.

Przełożeni i Koledzy

Wśród przełożonych warto wspomnieć o podporuczniku Czerniaku, który miał niższą rangę, niż wynikałoby to z jego stanowiska, ale bardzo dbał o swoich podwładnych. Dowódcą był Charczenko, starszy sierżant, wysoki, chudy i służbista, który dostawał dodatkowe porcje. Przełożonych widywano głównie na zbiórkach, rzadziej na zajęciach. W pułku istnieli także tzw. „zupacy wojskowi” - żołnierze z wyższym wykształceniem, np. nauczyciel. Należało również wspomnieć o najbliższych kolegach.

Jeden z nich, którego nazwisko nie zostało podane, pochodził z miasta w Rosji i miał kędzierzawe czarne włosy, przypominając mulata. Był dobrym uczniem i świetnie radził sobie z samochodem. Innym był Murawiow, chudy, blady, zabiedzony i nieśmiały. Był wyjątkowo tępy i nie mógł nauczyć się najprostszych rzeczy, co było rzadkością w skali całego batalionu. Często go pocieszałem, choć na wiele to się nie zdało.

Z kolei Tursunow był człowiekiem patologicznie chciwym na pieniądze. Zbierał swoją zupę z obiadu, chleb z kolacji i cukierek. Kiedy go poznałem, miał już zebrany pokaźny kapitalik. Nie mogłem zrozumieć jego psychiki i mentalności. Na pytanie, po co mu to wszystko, skoro pierwsza bomba może go zabić wraz z majątkiem, odpowiedział: „Durak ty, tyłkiem, a ja z majątkiem”, a na jego twarzy malowało się wtedy absolutne szczęście. Cierpiał na kurzą ślepotę, spowodowaną brakiem witaminy A. Nic nie widział w ciemnościach, choć jadał tak jak inni. Jest to przykład, jak warunki wojenne wpływały na ludzi.

Szkolenie Wojskowe

Na przysposobieniu wojskowym w Warszawie byłem jednym z najlepszych strzelców w klasie, co zawdzięczałem dobremu wzrokowi. Strzelając z leżącej i z kolana, byłem najlepszy w plutonie. Kiedy jednak dano nam do strzelania do sylwetki karabin SWT, wyniki były fatalne. Na przykład z dziesięciu strzałów miałem tylko dwa trafne. Strzelanie w masce przeciwgazowej pogorszyło sytuację. Poprosiłem o zwykły karabin i wtedy uzyskałem dobry wynik.

Jeśli chodzi o okopywanie się, dowódca nie chciał nas męczyć tego rodzaju „brudną robotą”. Wręczono nam łopatki saperskie i objaśniono rzecz czysto teoretycznie. Byliśmy mu za to wdzięczni. Na pytanie, czy umiemy się okopywać, odpowiedzieliśmy, że zdaliśmy część teoretyczną świetnie. Okopywanie się jest jednak trudne, zwłaszcza gdy ziemia jest twarda i ciężka, co udowodniły wstępne ćwiczenia na piasku, które wypadły znakomicie, ale tylko w teorii. Dowódca kompanii ostrzegał, że na froncie będzie to konieczne nawet po kolacji.

Żołnierze uczący się okopywania w teorii i praktyce

Wiadomości z Frontu i Doświadczenia Wojenne

Tragiczne Relacje z Krymu i Kubania

Nie od razu stało się dla mnie jasne, co naprawdę dzieje się na froncie radzieckim. Informacje były mocno zawoalowane. Dopiero od uczestników walk na Krymie i Kubaniu usłyszałem szczegóły. Na Froncie Krymskim miały miejsce wielkie straty, gdy Niemcy spychali Rosjan do morza. Żołnierze próbowali wtedy przeprawić się przez Cieśninę Kerczeńską i znaleźć się na Półwyspie Tamańskim. Wielu zginęło. Niektórzy zdobywali dętki, deski czy kawałki płotów, aby się uratować. W ten sposób ocalała część pułku, w którym później służyłem. Uczestnicy tych wydarzeń opowiadali o nich rzeczy wręcz makabryczne.

Oswobodzenie Charkowa i Straty

Podobnie tragicznie zakończyła się operacja oswobodzenia Charkowa, gdzie cała armia została wzięta do niewoli. Sowieckie straty były ogromne, choć nie mówiono o nich otwarcie. Mimo wszystko cel ten osiągnięto, ale kosztem niewyobrażalnych ofiar. Ludzi, którzy przeżyli niewolę, traktowano jako zdrajców ojczyzny. Winę za to szukano znacznie wyżej, aż do śmierci generalissimusa Stalina. Prawdopodobnie słusznie obarczano dowództwo Frontu, które nie dostarczyło rezerw wojskowych i dodatkowego zaopatrzenia. Winę przypisywano także politrukowi, który dopuścił się wielu decyzji wbrew rozsądkowi. Grupa wojsk niemieckich skoncentrowana w rejonie Kramatorska była potężna. Brak krytycyzmu wobec decyzji władzy był powszechny, niezależnie od tego, kto w danej chwili sprawował władzę na Kremlu.

Mapa działań wojennych na Froncie Krymskim i pod Charkowem

Życie w Tambowie podczas Wojny

W Tambowie w maju i w pierwszej połowie czerwca było spokojnie. Miasta nie atakowano, a życie funkcjonowało normalnie. Szkolono nas w zakresie praw ruchu, znaków drogowych i nauki jazdy. Początkowo odbywało się to na modelach lub autentycznych częściach samochodu. Wielu z nas było cywilnymi traktorzystami, kombajnistami lub mechanikami, więc z praktyczną stroną radzili sobie dobrze. Problem pojawiał się z teorią, np. wyjaśnieniem, czym są wolty, ampery i omy. Jeden z instruktorów, na moją uwagę, że „faktycznie tak jest”, odpowiedział: „Co wy mi tu gadacie? Prąd to plus i minus”.

Mimo to, nadal jeździliśmy na przestarzałych samochodach GAZ-AA i ZIS-5. „ZIS” oznaczał Zawod imieni Stalina. Instruktorzy twierdzili, że są to świetne, współczesne maszyny, co budziło mój sceptycyzm. Pierwsza jazda odbyła się w stosunkowo łatwych warunkach. Jednak druga, znacznie trudniejsza, prowadziła przez odcinek tzw. szosy, przeoraną przez samochody, wozy konne i traktory. Jazdy uczyłem się teoretycznie, na „gębę”, co jest jak nauka pływania na piasku. Kiedy wsiadłem do kabiny, czułem się dość niepewnie. Instruktor kazał mi wrzucić bieg, co nie było łatwe. Samochód szarpał i bronił się, ale jakoś to poszło. Pojechaliśmy dość szybko, a jazda szła mi całkiem nieźle. Niestety, miłe złego początki. Czułem każdą nierówność. Ruchy pedałem sprzęgła były skokowe, co wywoływało skokowe zmiany prędkości. Moja noga na gazie ślizgała się. Instruktor krzyczał: „Job twoju mat'”, a ja popełniałem coraz więcej błędów. Większość z nas dostała dwóje.

Następnej jazdy oczekiwałem z obawą, licząc na ocenę przynajmniej dostateczną. Ale o żadnej powtórce nie było mowy. Ten sam samochód, ten sam instruktor i ta sama „szosa”. Do tego nic nie widziałem, nie mogłem omijać wybojów ani kamieni. Dopiero stykając się z nimi, zawracałem wóz na środek. Jechałem więc nie po linii prostej, lecz po sinusoidzie, wykonując niesamowite wręcz wykrętasy. Wjeżdżając do garażu, uderzyłem w bramę.

Alarmy i Naloty Bombowe

W klubie pułku wyświetlano film, gdy nagle z oddalonego o nas Kotowska zaczęły walić zenitówki. Pomyśleliśmy, że to bombardują. Ogień natychmiast wstrzymano, ale samolotu nie było. Nagle rozległ się alarm. Tym razem nie był to alarm próbny. Włączyły się karabiny maszynowe, po niebie biegały snopy świateł reflektorów. Pobiegliśmy do rowów przeciwlotniczych, gdzie słychać było wybuchy bomb. Nalot się skończył i wracaliśmy do sypialni. Tej nocy spaliśmy pod dwiema warstwami kocy. Na tym się nie skończyło, gdyż naloty na „gorodok” zdarzały się jeszcze kilka razy.

Zdjęcie przedstawiające nocny nalot bombowy i reflektory przeciwlotnicze

Egzaminy i Przepustki

Zbliżał się termin egzaminu na prawo jazdy. Przedtem należało przejść badania lekarskie w gabinecie lekarskim pułku. Opukiwano nas, osłuchiwano, oglądano, ważono itd. Plamy po wrzodach zniknęły, ale byłem okropnie chudy, co było szczególnie widoczne na fotografii do prawa jazdy. Gdy zacząłem się ubierać, spostrzegłem, że nie ma mego pulowera. Mimo poszukiwań nie odnalazłem go. Starszyna nazwał to „hańbą”.

Egzaminy na prawo jazdy nadeszły. Stawka była wysoka - uzyskanie praw kierowcy III kategorii, co dawało niezłą specjalność w cywilu. Prawa te zamieniały się na prawa zawodowe. Egzamin składał się z trzech części: budowa samochodu, prawa ruchu i praktyczna jazda. Teorię zdałem na piątki, a praktykę na piątkę (cztery jazdy na stopień i jedna po drwa dla pułku). Podczas egzaminu instruktor kazał mi skręcić w lewo, zahamować, wjechać tyłem do bramy domu, a potem zatrzymać się w miejscu niedozwolonym. Na szczęście w porę zorientowałem się i uniknąłem pułapki.

Rozpoczęły się także egzaminy w pułku, obejmujące kilkanaście przedmiotów ogólnowojskowych. Po ich zakończeniu ogłoszono wyniki przed sztabem. Miałem średnią 4,85. Dowódca plutonu pochwalił mnie i kazał mi pojeździć. Razem ze swoim zastępcą Charczenką wybraliśmy się na bazar, aby kupić coś do jedzenia. Bazar świecił pustkami, a jeśli już coś było, to miało fantastyczną cenę. Poprzestaliśmy na kupnie poziomek, które od razu zjedliśmy. Gdy wróciłem do samochodu, dowódca powiedział, że musimy gdzieś zjeść obiad. Nic z tego. Mieliśmy pięciu czy sześciu żołnierzy. Po drodze spotkaliśmy człowieka, który pchał ręczny wózek z butelkami. Jeden z instruktorów zatrzymał samochód i podszedł do niego. Okazało się, że to wódka. Postanowili ją kupić. Mimo że nie miałem pieniędzy, złożyłem się na nią. Wypili tęgo, nie zakąszając. Mnie nie dali nawet łyku, co mnie zdenerwowało. Siadłem za kierownicę i skierowałem wóz do miasteczka wojskowego. Wszyscy zostali wezwani do dowódcy batalionu. Politruk, nie mający poczucia humoru, krzyknął na mnie, gdy powiedziałem, że byłem z nimi, ale nie piłem.

Niepokojące Wieści z Frontu

W międzyczasie z frontu zaczęły napływać niepokojące wieści. Miasta były bombardowane, a straty ogromne. Niemiecka ofensywa, która rozpoczęła się 28 czerwca, kierowała się na Woroneż i Charków. W ciągu dwóch tygodni Niemcy sforsowali Don i rozpoczęli bitwę o Woroneż, która zakończyła się niewielkim sukcesem. Informacje czerpaliśmy z gazet, radia i tzw. „politinformacji”, które przeprowadzano codziennie rano. Pewnego dnia załadowano na eszelony i odprawiono na front 12 brygadę pancerną. Wszyscy myśleli, że zaraz też będziemy świadkami działań wojennych. Ewakuowano cały pułk, gdzie przechodziliśmy szkolenie. Od razu wszystko się zmieniło. Po miasteczku kręcili się żołnierze nic nie robiąc. Pogorszyło się wyżywienie, ale politinformacje odbywały się z niezmienną regularnością. Często mówiono o lotnictwie amerykańskim i angielskim, co było alarmujące. Pewnego razu zostaliśmy wezwani do sztabu. Okazało się, że musimy wyruszyć w pociągu, w pośpiechu zebraliśmy prowiant.

Rosja i Chiny: Partnerstwo Strategiczne czy Asymetria?

Wizyta Xi Jinpinga i Deklaracje

Współczesne relacje rosyjsko-chińskie stały się kluczowym tematem. Wizyta państwowa, jako najwyższy wyraz przyjaznych stosunków, charakteryzuje się naciskiem na oficjalne ceremonie i dużą liczbę podpisanych dokumentów. Chiński przywódca Xi Jinping złożył oficjalną wizytę w Rosji, co było gestem o dużym znaczeniu, zwłaszcza że nastąpiło to niemal natychmiast po jego wyborze na nową kadencję. Prezydent Xi Jinping i prezydent Putin zgodzili się zintensyfikować kompleksowe planowanie na najwyższym szczeblu, zwiększyć handel energią, surowcami i produktami elektrycznymi, zwiększyć odporność na stres łańcuchów produkcji i dostaw obu stron, rozszerzyć współpracę w dziedzinie informacji technologicznej, gospodarki cyfrowej, rolnictwa, a także zapewnić ciągłość transgranicznej logistyki i transportu. Podpisano wspólne oświadczenie w sprawie pogłębienia wszechstronnego partnerstwa i strategicznej współpracy wkraczającej w nową erę oraz wspólne oświadczenie w sprawie planu rozwoju kluczowych obszarów chińsko-rosyjskiej współpracy gospodarczej na okres do 2030 roku.

Zdjęcie Xi Jinpinga i Władimira Putina podczas oficjalnego spotkania

Brak Konkretów i Chińska Perspektywa

Mimo tych deklaracji, przegląd podpisanych dokumentów wskazuje na brak konkretów, a jedynie na ogólne polityczne i dyplomatyczne ukłony. W samych Chinach wizyta była traktowana dość swobodnie, bez medialnego szumu, co sugeruje, że chińskie przywództwo postrzega te relacje z pragmatycznego punktu widzenia. Chiny, historycznie, nie szukały sojuszników, uważając się za samowystarczalne. W ich kulturze politycznej pojęcie „sojusznika” jest trudne, ponieważ unia oznacza zobowiązania, a Chiny unikają takich obciążeń. Jedynym krajem, wobec którego ChRL pełni funkcje sojusznicze, jest Korea Północna, postrzegana raczej jako „młodszy brat”.

Kraj liczący półtora miliarda mieszkańców, z ogromną armią i szybko rozwijającą się flotą, stara się rozwiązywać problemy samodzielnie, bez wchodzenia w bloki i sojusze militarne. Polityka ChRL, mimo pewnych sporów terytorialnych, jest w dużej mierze pokojowa. Chiny nie potrzebują sojuszników, a jedynie rynków zbytu i niezawodnego zaplecza w zakresie dostaw surowców. Jak ujął to Xi Jinping, „świat przechodzi największe zmiany od 100 lat i będziemy nad nimi wspólnie pracować”, co może być interpretowane jako chińska perspektywa dominującego partnera.

Relacje Gospodarcze: Surowce za Towary

Sytuacja gospodarcza Rosji w kontekście relacji z Chinami nie przedstawia się korzystnie. Gazprom stracił rynek europejski (około 150 miliardów metrów sześciennych gazu rocznie), a rynek chiński nie jest w stanie zrekompensować tych strat. „Siła Syberii” w ubiegłym roku przepompowała około 15 miliardów metrów sześciennych gazu, a w 2023 roku planuje zwiększyć do 22 miliardów, przy docelowej wydajności około 38 miliardów. Chiny kupują gaz tanio, często nieco powyżej kosztów, poniżej limitów cenowych ustalonych przez Europejczyków. Różnicę tę rekompensują „nowa ropa” i „nowy gaz” Rosji, czyli de facto rosyjscy obywatele.

Rosja, utraciwszy rynek europejski, teraz wymienia surowce na chińskie towary. „Khaval” zamiast „Audi”, „Moskvich-Jack” zamiast „Renault” - to symboliczne przykłady. Dziedzictwo polityki lat 90. XX wieku, gdy zespół Gajdara forsował ideę kupowania wszystkiego za sprzedane surowce, teraz zbiera swoje żniwo. Rosja stała się „krajem stacji benzynowej”.

Infografika przedstawiająca wymianę handlową między Rosją a Chinami

Juanizacja i Rynek Chiński

Juanizacja staje się nową rzeczywistością. Prezydent Putin z dumą ogłasza, że rozliczenia między krajami odbywają się w walutach narodowych, a juan jest „ratunkiem” dla Rosji w rozliczeniach z innymi krajami. Rosyjskie banki mają problemy z dolarami, a w Afryce i Ameryce Południowej używa się juana. Z jednej strony wydaje się to neutralne, z drugiej jest to ostatni gwóźdź do trumny dla EUG, pomyślanej pierwotnie jako strefa rubla. Rosja wchodzi w strefę juana, ale chińska waluta nie jest jeszcze silna i stabilna. Juanizacja rubla działa na korzyść chińskiej waluty, gdyż im więcej krajów używa juana, tym łatwiej Chinom stworzyć własny rynek. Chiny nie potrzebują rynków innych krajów, ale potrzebują, aby rynki tych krajów były szeroko otwarte dla chińskich towarów.

Struktura Eksportu i Importu

Zgodnie z danymi Głównej Administracji Celnej Chin, w 2022 roku ropa, produkty ropopochodne, gaz i węgiel z Rosji do Chin stanowiły 75% całego eksportu (85 mld USD ze 114 mld USD). Kolejne 9,8% eksportu to rudy, metale i wyroby metalowe, 3,2% to drewno, 1,4% to metale szlachetne, a 0,9% to nawozy. Oznacza to, że 90% rosyjskiego eksportu do Chin to surowce. Maszyny, urządzenia, elektronika i transport stanowią zaledwie 0,5% rosyjskiego eksportu. Natomiast w chińskim imporcie do Federacji Rosyjskiej udział sprzętu wynosi ponad 51%. W efekcie Rosja jest postrzegana jako „surowcowy dodatek Chin” - dostarcza surowce, a w zamian otrzymuje towary i środki produkcji, które często są gorszej jakości niż europejskie. Chińska technologia jest głównie kopią, a nie innowacją.

Wykres przedstawiający procentowy udział surowców w eksporcie Rosji do Chin

Ocena Potencjału Technologicznego i Wojskowego

Chiny są dobrymi kopiarzami, ale słabymi programistami - to ich obecny status. Rosja nie jest lepsza; program „substytucji importu” jest w podobnym stanie. Rosja ma dobrych programistów „niezrównanych”, ale brak producentów, co ilustrują pojedyncze egzemplarze „niespotykanych w świecie” rzemiosł. Być może najlepszą opcją byłoby przeniesienie wszystkich Armatów, Bumerangów, Koalicji, Kurganów i Petreli do Chin, które w ciągu roku mogłyby je produkować w oszałamiających ilościach. Rosja i Chiny powinny trzymać się razem, aby wzajemnie rekompensować braki - Rosja dostarcza drony i stacje radiowe, a Chiny samoloty z przyzwoitymi zasobami silnikowymi.

Przyszłość Relacji i Chińska Strategia

Niezależnie od tego, czy Rosja znajduje się w strefie dolara, czy juana, jej rola jako „kraju stacji benzynowej” pozostaje taka sama, z tą różnicą, że w strefie juana wszystko jest uboższe. Chiny doskonale to rozumieją, dlatego Xi Jinping przybył z wizytą, a nie odwrotnie. Brak konkretów w podpisanych dokumentach to etap wstępnych przygotowań do przyszłych, trudnych warunków dyktowanych przez Chiny. Rosja nie ma nic do zaoferowania ani przeciwstawienia, a jej bezzębna dyplomacja ogranicza się do reakcji. Chiny, czerpiąc z doświadczeń wojennych (np. wojny wietnamsko-chińskiej z 1979 roku), analizują sytuację Rosji, jej siłę militarną, politykę zagraniczną i problemy wewnętrzne. Ich „12 punktów pojednania” wygląda nieco niewyraźnie, odzwierciedlając pragmatyzm: sąsiad z tanimi surowcami to dobrze, ale kraj z problemami ludnościowymi i niezdolnym rządem, posiadający broń atomową - to stawia pytanie o sojusznictwo. Chińska racjonalność każe im myśleć o własnych reformach i unowocześnianiu armii, nie angażując się bezpośrednio w cudze, nieudane konflikty.

Co Rosjanie myślą o Chińczykach? Relacje wewnątrz sojuszu Chiny-Rosja

tags: #rosyjska #piosenka #traktorek #na #wiesti