W świecie skoków narciarskich, gdzie kariery często kończą się w stosunkowo młodym wieku, postać Simona Ammanna wyróżnia się niezwykłą determinacją i pasją. Szwajcarski mistrz, który niegdyś rywalizował o medale z polskim skoczkiem Adamem Małyszem, wciąż nie ma zamiaru rezygnować ze sportu, pomimo swojego wieku. Podczas gdy polski mistrz już dawno zakończył karierę, by zostać prezesem Polskiego Związku Narciarskiego, a nawet jego następca, Kamil Stoch, zakończył przygodę ze skakaniem, 44-letni Simon Ammann wciąż wykazuje ogromną motywację.
Dotąd wiekowym fenomenem w skokach narciarskich był Noriaki Kasai z Japonii. Szwajcar jednak nie daje za wygraną i wkrótce o nim będzie się mówić w podobnym kontekście. Trener Bine Norcic uciął wszelkie spekulacje dotyczące przyszłości legendarnego skoczka, mówiąc: - Simon Ammann kontynuuje karierę. Uwzględniam go w planach na kolejny sezon.
Dalsza kariera pomimo upływu lat
Istotna jest tu informacja, że trener bierze pod uwagę Ammanna w kadrze A, co oznacza, że w jego przypadku nie będzie skoków pocieszenia w Pucharze Kontynentalnym czy FIS Cup, a wciąż występy na najważniejszych skoczniach, podczas najważniejszych zawodów. Czterokrotny mistrz olimpijski został powołany do kadry "A", a przed nim jubileuszowy, 30. sezon w Pucharze Świata.
Adam Małysz sportową karierę ostatecznie zakończył w 2011 roku. W swoim pożegnalnym sezonie "Orzeł z Wisły" do swojego bogatego CV dorzucił brązowy medal mistrzostw świata w Oslo oraz trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Triumfator tamtej edycji Thomas Morgenstern zawodową karierę zakończył trzy lata później. Zupełnie inaczej potoczyły się losy Simona Ammanna.

Nominacja do Kadry A na sezon 2026/2027
Ammann został niedawno nominowany do Kadry A reprezentacji Szwajcarii na sezon 2026/2027. Nominacje te przyznawane są automatycznie na podstawie wyników z poprzedniego sezonu, bez odniesienia do decyzji zawodników o ewentualnym zakończeniu kariery. W minionym sezonie Szwajcar zdobył 41 punktów w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, lecz nie zakwalifikował się do reprezentacji na zimowe igrzyska olimpijskie w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo.
Od czasu zakończenia sezonu Ammann unikał rozmów z mediami i nie komentował swojej przyszłości. Jego trener podkreśla jednak, że zawodnik jest w pełni zmotywowany. - Simon jest bardzo zmotywowany. Jestem przekonany, że tego lata możemy poczynić dalsze postępy - dodał Norcic. Reprezentacja Szwajcarii rozpocznie przygotowania do kolejnej zimy już w przyszłym miesiącu.
Przebieg ostatniego sezonu Ammanna
Czterokrotny mistrz olimpijski zawodami w norweskim Lillehammer rozpoczął swój 29. sezon w Pucharze Świata. Dla weterana cel był jeden - wywalczenie miejsca w szwajcarskiej kadrze na zbliżające się zimowe igrzyska olimpijskie. Dla Ammanna byłaby to ósma impreza tej rangi w karierze.
Ammannowi nie udało się oszukać czasu. W pierwszej części sezonu Szwajcar punktował trzykrotnie, zajmując kolejno 28. miejsce w Ruce, 27. miejsce w Klingenthal oraz 20. lokatę w Engelbergu. Jego udział w Turnieju Czterech Skoczni skończył się już po dwóch konkursach. Co symboliczne, 44-latek w Garmisch-Partenkirchen przegrał w bezpośrednim pojedynku w parze KO z 18-letnim wówczas Kacprem Tomasiakiem.
Simon Ammann finalnie znalazł się poza kadrą na igrzyska. Pomimo to 44-latek w dalszym ciągu pojawiał się na zawodach z cyklu Pucharu Świata. Ostatecznie sezon ten zakończył mając na koncie 41 punktów. Nie jest to rzecz jasna dorobek robiący wrażenie, lecz dla Szwajcara był to najlepszy sezon od trzech lat, gdy w sezonie 2021/22 zgromadził łącznie 64 "oczka".
Niezwykła determinacja i jubileuszowy 30. sezon
Pomimo zaawansowanego wieku Ammann nie ma zamiaru kończyć sportowej kariery. Ostateczne potwierdzenie nadeszło ze szwajcarskiej federacji, która w specjalnym komunikacie przedstawiła kadry na nowy sezon. Podobnie jak rok temu, w najwyższej "kadrze narodowej" znalazł się jedynie Gregor Deschwanden - brązowy medalista olimpijski z Predazzo. Ammann wspólnie ze zdecydowanie młodszymi Sandro Hauswirthem, Jurim Kesselim oraz Felixem Trunzem będą tworzyć "kadrę A".
Niewykluczone więc, że już za kilka miesięcy Ammann rozpocznie swój 30. sezon w cyklu Pucharu Świata. Inaugurację zaplanowano na 20 listopada w norweskim Lillehammer.

Groźne upadki i spektakularne powroty
Kariera Simona Ammanna, choć pełna sukcesów, naznaczona jest również momentami groźnych upadków, z których zawsze potrafił wrócić silniejszy.
Upadek w Bischofshofen (2015)
Podczas finałowej serii konkursu Turnieju Czterech Skoczni w Bischofshofen (wówczas miał 33 lata), Simon Ammann doznał groźnego upadku. Po wylądowaniu na 136. metrze, jego narty rozjechały się, co spowodowało utratę kontroli nad ciałem. Skoczek wychylił się do przodu i uderzył głową o zmarznięty zeskok. Nieprzytomny i zakrwawiony Szwajcar został natychmiast przetransportowany do szpitala w Schwarzach. Pierwsza diagnoza wskazywała na lekkie wstrząśnienie mózgu oraz złamanie obojczyka. Ammann odzyskał przytomność już w karetce i był w stanie stabilnym. Choć upadek wyglądał bardzo poważnie, Simon Ammann zakończył rywalizację w Bischofshofen na 10. miejscu. Był to jego drugi upadek podczas Turnieju Czterech Skoczni w tym sezonie - wcześniej nie ustał pierwszego konkursowego skoku w Oberstdorfie.
Wypadek w Willingen (2002)
Warto przypomnieć, że nie był to pierwszy poważny wypadek w karierze Simona Ammanna. 11 stycznia 2002 roku, na skoczni w Willingen, podczas treningu przed zawodami Pucharu Świata, Szwajcar źle wyszedł z progu. W powietrzu stracił kontrolę nad lotem i uderzył twarzą o bulę, po czym zjechał na sam dół skoczni. Wypadek wyglądał makabrycznie, ale na szczęście obyło się bez złamań. Ammann doznał licznych potłuczeń, pokiereszował twarz i lekko się wstrząsnął. Badania w szpitalu wykazały jedynie uszkodzenie kręgów szyjnych, spowodowane mocnym uderzeniem głową o ziemię. Mimo bólu głowy i stłuczonego ramienia, skoczek zapowiadał szybki powrót do sportu.
Po tym incydencie Simon Ammann opuścił m.in. Puchar Świata w Zakopanem. Jednakże, zgodnie z zapowiedziami, wrócił na skocznie w wielkim stylu. Zaledwie miesiąc później, podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Salt Lake City, zdobył dwa złote medale w konkursach indywidualnych - na skoczni dużej i normalnej. Ten sam wyczyn powtórzył osiem lat później, na igrzyskach w Vancouver.
Wszystkie Upadki Simon Ammann! #skokinarciarskie #skoki #ammann #simonammann
Kariera i styl Simona Ammanna
Simon Ammann, czterokrotny mistrz olimpijski, jest postacią niezwykle cenioną w świecie skoków narciarskich. Jego kariera, choć naznaczona upadkami, jest dowodem determinacji i pasji do sportu.
Problemy z lądowaniem
Największą trudnością w karierze Ammanna było lądowanie. Mimo że w locie prezentował się znakomicie, z płasko wygiętymi nartami, często zarzucano mu, że telemark właściwie tylko markował, a on z trudem łapał nartami podłoże. Problemy z ustaniem lądowania były widoczne nie tylko podczas upadku w Bischofshofen, ale także w innych momentach kariery, jak choćby podczas treningu w Pragelato w 2006 roku, kiedy po lądowaniu poślizgnął się i przewrócił na plecy.
Regularność i przygotowanie do zawodów
Pomimo trudności z lądowaniem, Ammann zapisał się w historii skoków narciarskich jako zawodnik niezwykle regularny, potrafiący doskonale przygotować się do najważniejszych imprez. Jego podejście do treningów i zawodów porównywano do działania szwajcarskiego zegarka.
Pierwsze sukcesy i nagła popularność
Przed igrzyskami olimpijskimi w Salt Lake City, Simon Ammann nie był szeroko rozpoznawalny, nawet w rodzimej Szwajcarii. Mimo skromnych prognoz, zdobył dwa złote medale, co wywołało ogromne poruszenie i sprawiło, że stał się bohaterem narodowym. Na lotnisku witały go tysiące kibiców, a jego sukces wywołał falę zainteresowania mediów i fanek z całego świata.
Styl bycia i wizerunek
Sympatyczne i spontaniczne reakcje Simona Ammanna zjednały mu kibiców. Mimo narastającej popularności, starał się zachować dystans i chronić swoją prywatność. Jego wizerunek, porównywany do Harry'ego Pottera ze względu na wzrost i okulary, przyciągał uwagę. Ammann chętnie przyjmował prezenty od sponsorów, nawet te nietypowe, jak chińska patelnia, którą wykorzystywał do przygotowywania dań kuchni Dalekiego Wschodu, regionu, który zawsze go fascynował.
Dalsza kariera i odkładanie decyzji o zakończeniu
Po sukcesach w Salt Lake City, Ammann kontynuował karierę, choć nie zawsze z taką samą dominacją. W sezonie 2006/2007 odniósł kolejne sukcesy, zdobywając miejsca na podium w Pucharze Świata, Turnieju Czterech Skoczni oraz medale na mistrzostwach świata. W 2010 roku, po kolejnych dwóch złotych medalach olimpijskich w Vancouver, dorzucił do kolekcji triumf w Pucharze Świata i mistrzostwach świata w lotach narciarskich.
W kolejnych latach Ammann przebąkiwał o zakończeniu kariery, jednak decyzję odkładał. Wystąpił na igrzyskach olimpijskich w Soczi w 2014 roku, ale nie trafił tam z formą. Mimo kolejnego upadku, nadal pozostawał aktywny w skokach narciarskich. Jego determinacja i pozytywne nastawienie mimo trudności budziły podziw.
Relacja Simona Ammanna ze skocznią w Wiśle
Piątkowe kwalifikacje w Wiśle były szczególne dla Simona Ammanna. Czterokrotny mistrz olimpijski nigdy nie ukrywał, że obiekt w Wiśle nie należy do jego ulubionych, a wręcz znajduje się na przeciwległym końcu tej listy. Szwajcar niejednokrotnie odpuszczał rywalizację na skoczni im. Adama Małysza, nie szczędząc nieprzyjaznych słów w kierunku polskiego obiektu. Kiedy w 2018 roku zajął w Wiśle dalekie 46. miejsce, pisał na swoich mediach społecznościowych: "Do Wisły nie przyjadę. Nigdy nie zaprzyjaźniłem się z tą skocznią. Denerwuje mnie". To jednak nie był jedyny moment, gdy utytułowany skoczek nie potrafił znaleźć wspólnego języka z wiślańskim obiektem. We wcześniejszych latach także zajmował tam dalekie lokaty, a jego najlepszym wynikiem było 28. miejsce.
Obecnie jednak jego podejście uległo zmianie. - Jestem chyba w takim momencie mojej kariery, że to po prostu nie ma znaczenia - mówił o swoich powodach powrotu do Wisły. - Rozmawiałem w Ruce z Adamem i powiedział, że będzie w porządku. Słyszałem też od moich kolegów, że nowa parabola lotu jest naprawdę fajna. Dzisiaj skocznia była naprawdę dobrze przygotowana. W poprzednich latach można było zauważyć, że o tej porze roku to trudne i wymagające zadanie, ale w tym roku jest naprawdę świetnie. Chociaż dwa skoki treningowe Ammanna nie należały do szczególnie dalekich (114 i 110 metrów), w kwalifikacjach udało mu się polecieć kilka metrów dalej. Z odległością 119,5 metra, mistrz olimpijski wywalczył 32. miejsce.
- Teraz ta skocznia mi się podoba. Jest niska parabola lotu i dla kogoś takiego jak ja, kto lubi wejść w ten tryb lotu, to odpowiednie miejsce, by kontynuować nad tym pracę. - Wciąż mam parę pomysłów na to, jak osiągnąć postęp w moich skokach. Tegoroczny start sezonu nie był aż tak wymagający. Nie byłem zadowolony z mojego letniego sezonu, ale po jakimś czasie zauważyłem postępy i czułem, że zbliżam się do lepszego poziomu. Może na początku będzie to trochę problematyczne i wiem, że muszę kontynuować pracę nad moją techniką. Ale to, co zmieniłem do tej pory, naprawdę mi pomogło. Staram się też pracować pomiędzy konkursami i nie być kimś, kto, gdy raz znajdzie jakieś ustawienie to w nim tkwi. Myślę, że to ważne, by być dynamicznym. Pierwszy konkurs indywidualny na skoczni w Wiśle rozpocznie się w sobotę o godzinie 15:05.