Wczesne lata i początki kariery
Simon Ammann to jeden z najbardziej doświadczonych skoczków narciarskich, którzy wciąż aktywnie rywalizują na światowych skoczniach. Pomimo czterech złotych medali olimpijskich i bogatego dorobku, 44-letni Szwajcar nie myśli o sportowej emeryturze, konsekwentnie stawiając sobie nowe cele i pracując nad powrotem do wysokiej formy.
Swoją przygodę ze skokami narciarskimi Simon Ammann rozpoczął w wieku jedenastu lat, po tym jak w szkole zauważył ogłoszenie o próbnym treningu w pobliskim Wildhaus. Entuzjazm, jaki od razu ogarnął młodego Simona i jego dwóch starszych braci, Josiasa i Eliasa, nie został początkowo podzielony przez rodziców, prowadzących małe gospodarstwo rolne. Dopiero po zebraniu w klubie narciarskim, Heiri i Margrit Ammann wyrazili zgodę na udział całej trójki w treningu.
Już na wczesnym etapie kariery Ammann, mimo drobnej postury, imponował świetną techniką i odważnym wyjściem z progu, co pozwalało mu "przeskakiwać" nawet starszych i bardziej doświadczonych adeptów skoków. Choć jego rozwój nie był tak szybki jak u rówieśników, a seria zwycięstw nie była jego domeną, jego potencjał zauważyli trenerzy. W 1995 roku, jako niepozorny skoczek, został włączony do kadry juniorów, co było dla niego dużym zaskoczeniem, gdyż skoki traktował głównie jako formę rozrywki, nie myśląc poważnie o karierze sportowca.
Robert Rathmayr, jeden z trenerów z wczesnych lat Ammanna, podkreślał, że przyszły mistrz nie był nadzwyczajnym talentem i wiele musiał wypracować samodzielnie. Ta sytuacja chroniła go jednak przed presją i oczekiwaniami, które mogłyby go przytłoczyć.

Pierwsze kroki na arenie międzynarodowej i olimpijskie przebudzenie
Kwalifikację do startu w igrzyskach olimpijskich w Nagano Ammann uzyskał już podczas pierwszych zawodów Pucharu Świata, w których wziął udział. Dla szesnastoletniego wówczas Szwajcara była to wielka przygoda, a sam lot do Japonii był dla niego ekscytującym przeżyciem, podczas którego nie zmrużył oka.
Azja wywarła na młodym skoczku ogromne wrażenie - fascynowała go kuchnia, język, pismo, a przede wszystkim nieznany mu świat komputerów. Mimo licznych rozrywek oferowanych przez wioskę olimpijską, jego występy w zawodach okazały się mizerne - zajął 35. i 39. miejsce. Jednak z perspektywy czasu Ammann podkreślał, jak cenne było to doświadczenie, które pozwoliło mu lepiej przygotować się na przyszłe igrzyska.
Lata po debiucie olimpijskim były dla Ammanna okresem stagnacji i zwątpienia. Zerwanie więzadła krzyżowego wykluczyło go z treningów na kilka miesięcy, a pasja do skoków zaczęła konkurować z innymi zainteresowaniami typowymi dla nastolatków. Urodzenie się w Szwajcarii okazało się dla niego błogosławieństwem, pozwalając na dłuższe chwile słabości, czego prawdopodobnie nie doświadczyłby w Austrii, gdzie konkurencja młodych talentów jest znacznie większa.
Światło w tunelu pojawiło się wraz z objęciem stanowiska trenera reprezentacji Szwajcarii przez Bernie Schoedlera w 2000 roku. Schoedlerowi udało się zaszczepić optymizm i pozytywne myślenie w zespole, choć Ammann nadal skakał niestabilnie, balansując między Pucharem Świata a Pucharem Kontynentalnym. Podwójne obciążenie obowiązkami ucznia i sportowca również nie służyło jego formie.
Przełom nastąpił w sezonie olimpijskim 2001/2002. Zarówno Andreas Küttel, jak i Simon Ammann spisywali się bardzo dobrze. Miejsca na podium, szczególnie przed własną publicznością w Engelbergu, oraz dobra passa podczas Turnieju Czterech Skoczni, dodały Ammannowi pewności siebie. Niestety, zbyt agresywne wyjście z progu podczas treningowego skoku w Willingen zakończyło się groźnym upadkiem. Mimo lekkiego wstrząśnienia mózgu i licznych otarć, Ammann miał szczęście, że kontuzja nie była poważniejsza. Rekonwalescencja zmusiła go do rezygnacji z treningów i skakania, przez co ominęła go gorączka przygotowań do igrzysk w Salt Lake City.

Sukcesy olimpijskie i wielka kariera
W Salt Lake City w 2002 roku Simon Ammann dokonał czegoś niezwykłego, zdobywając dwa złote medale olimpijskie. Jego sukcesy na pierwszej stronie odnotował nawet słynny "The New York Times". Osiem lat później, w Vancouver, ponownie udowodnił swoją klasę, zdobywając kolejne dwa złote krążki. Tym samym Ammann dołączył do grona najwybitniejszych skoczków w historii dyscypliny.
Oprócz czterech złotych medali olimpijskich, jego bogate CV obejmuje również cztery medale mistrzostw świata, w tym złoto wywalczone w 2007 roku w Sapporo, oraz Kryształową Kulę za triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w sezonie 2009/2010. Simon Ammann wygrał łącznie 23 konkursy Pucharu Świata.
Nawet po latach, w wieku 44 lat, Ammann wciąż odczuwa radość ze skakania. Jak sam przyznaje, jest szczęśliwy, gdy dobrze skacze, a latem miał już kilka udanych prób, które przybliżają go do wysokiej dyspozycji. Podkreśla znaczenie zachowania spokoju i unikania nadmiernej presji.
Turniej Czterech Skoczni - jedyna niespełniona ambicja?
Mimo licznych sukcesów, w dorobku Simona Ammanna brakuje końcowego triumfu w prestiżowym Turnieju Czterech Skoczni. Dwukrotnie zajmował drugie i trzecie miejsca, ale nigdy nie udało mu się sięgnąć po Złotego Orła.
W rozmowie z Martinem Schmittem, Ammann przyznał, że Turniej Czterech Skoczni jest dla niego trudnym tematem. Wyjaśnił, że wielokrotnie startował tam w roli faworyta, ale zawsze pojawiał się ktoś, kto skakał lepiej. Zdał sobie sprawę, że rywalizacja w TCS nie pasuje do jego stylu, który opiera się na wysokim pulsie, dużej dawce adrenaliny i energii potrzebnej do przejścia przez każde zawody. Długość i różnorodność skoczni w turnieju wymagają ogromnej energii przez kilka dni z rzędu, co stanowi dla niego wyzwanie.
Ammann wspomniał również o "austriackiej klątwie", podkreślając, że żaden Szwajcar nigdy nie wygrał w Austrii. Choć radził sobie nieźle w Innsbrucku, zajmując drugie miejsce ze stratą zaledwie 0,5 punktu, zwycięstwo w turnieju pozostaje dla niego nieosiągnięte.
Simon Ammann dzisiaj: pasja, wytrwałość i nowe wyzwania
Ammann, mimo upływu lat, cieszy się ogromną popularnością wśród kibiców. Jego występy, nawet jeśli nie zawsze kończą się sukcesem, zawsze przyciągają uwagę. W Wiśle, gdzie kibice dopingowali go niezwykle głośno, Szwajcar poczuł ich wsparcie, co pozytywnie wpłynęło na jego samopoczucie, mimo lekkiego rozczarowania własnymi skokami.
Stres przed siadaniem na belce jest nieodłącznym elementem jego kariery, jednak Ammann nauczył się sobie z nim radzić, a czasem nawet wykorzystuje go jako motywację do działania. Obecny sezon jest dla niego wyjątkowy ze względu na zbliżające się igrzyska olimpijskie, co stawia przed nim dodatkowe zadania i wymaga ciężkiej pracy, nawet w obliczu trudności.
Szwajcar w Wiśle dwukrotnie przebrnął kwalifikacje, jednak nie zdołał awansować do czołowej "30". Tej zimy jego najlepszym wynikiem było zdobycie trzech punktów w jednoseryjnym konkursie w Ruce. Mimo to, Ammann nie przestaje pracować, robiąc wszystko dzień po dniu, aby osiągnąć swoje cele.
W 2023 roku Ammann nie został powołany do kadry na igrzyska olimpijskie Mediolan-Cortina 2026, co było dla niego znaczącym rozczarowaniem. Jak sam pisał z przekąsem, gdy nie może robić tego, co kocha, spędza czas z najbliższymi. Mimo tego niepowodzenia, Szwajcarska Federacja Narciarska powołała go do kadry "A" na nowy sezon, co oznacza, że czeka go jubileuszowy, 30. sezon w Pucharze Świata.
Ammann, mimo zaawansowanego wieku, nie zamierza kończyć kariery. Jego obecny sezon, mimo że nie przyniósł spektakularnych wyników, był najlepszym od trzech lat pod względem zdobytych punktów. Współpraca z nowym trenerem Rune Veltą wprowadziła dobrą dynamikę do zespołu, a sam Ammann określa siebie jako "jednego amatora" w stawce Pucharu Świata, przyznając, że nie jest w stanie już trenować z takim samym obciążeniem jak młodsi skoczkowie.
Jego debiut w Pucharze Świata miał miejsce ponad 26 lat temu, a mimo upływu lat, Simon Ammann pozostaje inspiracją dla wielu, udowadniając, że pasja i determinacja mogą prowadzić do osiągnięcia legendy w sporcie.
