Publikacja „Ciągniki na polskich polach w latach 1918-1969” stanowi próbę przybliżenia Czytelnikowi dawnych ciągników rolniczych, które pracowały na naszych polach. Pomijając śladowy import traktorów wczesnego okresu, dopiero od momentu odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 roku rozwinęło się kilka silnych firm handlowych, prowadzących w okresie międzywojennym bardziej widoczną sprzedaż ciągników rolniczych. Natomiast rok 1969 to umowna data dla najmłodszego ciągnika zabytkowego. Dlatego w niniejszym opracowaniu znalazło się wiele, zarówno archaicznych konstrukcji traktorów, jak również kilka nowszych typów, wciąż powszechnie użytkowanych, aczkolwiek skonstruowanych przed 1969 rokiem.
Legendarny Ursus C-45 i jego następcy
Ursus C-45 śmiało zasługuje na miano maszyny kultowej. Dla niektórych jest on tylko kopią Lanz Bulldoga, co z całą pewnością się zgadza, ale dla wielu jest to pierwszy, powojenny polski ciągnik, w którego swoją duszę włożyli inżynierowie uruchamiający jego produkcję w ZM Ursus. Ursus C-45 był pierwszym ciągnikiem produkowanym w Polsce wielkoseryjnie, choć bazował na zagranicznej konstrukcji. Pierwszym polskim ciągnikiem był natomiast Ursus C-325.

Ciągnik ten był oparty o wzór niemieckiego ciągnika rolniczego Lanz Bulldog, prawdopodobnie typ HR 9 (model z 1936 r.) albo Acker model 1940-43. W latach 1945/46 zwymiarowano niemiecki ciągnik i stworzono dokumentację, a pracami kierował inż. Habich. Ciągnik ten był wspaniale przystosowany do warunków pracy w powojennej Polsce. Jego zaletami była prostota konstrukcji i obsługi, co było kluczowe, biorąc pod uwagę brak fachowej kadry traktorzystów i mechaników w tamtych czasach. Podlegał on potem kilku modyfikacjom, m.in. inny kształt komina, wprowadzenie rozruchu benzynowego oraz rozrusznika.
Prototypy i Ewolucja Konstrukcji
Już na początku lat pięćdziesiątych inżynier Habich stworzył dwa ciekawe traktory z napędem na 4 koła. Silnik i układ napędowy był zaczerpnięty z gąsienicowego traktora produkcji radzieckiej typu KD-35, który był później produkowany w Polsce w kolejnych modernizacjach jako Mazur d-35/d-40/d-50. Najciekawszym jednak był sposób kierowania ciągnikiem: w jednym z prototypów odbywało to się przez boczne znoszenie kół, podczas skrętu wewnętrzne koła były przyhamowywane. Drugi z prototypów posiadał konwencjonalny układ kierowania, a średnica wszystkich kół była jednakowa. Dopiero dziesięć lat później w USA pojawiły się ciągniki o podobnej konstrukcji.
Innym prototypem był skonstruowany w drugiej połowie lat pięćdziesiątych ciągnik Rola 25 z chłodzonym powietrzem dwucylindrowym silnikiem o mocy 25 KM. Równolegle powstały trzy traktory w Ursusie z silnikami dwucylindrowymi chłodzonymi wodą o mocy 25 KM, oznaczone początkowo C-22. To właśnie te ciągniki zatwierdzono do produkcji seryjnej jako C-325 (w serii informacyjnej C-25 w 1959 roku). Również w latach sześćdziesiątych pracowano nad całą serią ciągników 3- i 4-cylindrowych mających wejść do produkcji. Niestety, szanse te zostały przekreślone podpisaną licencją na traktory Massey Ferguson.
Małe Ciągniki Hobbyistyczne i Komunalne (PRL i Okres Przemian)
Na przełomie lat 80. i 90. w Polsce powstawało co najmniej kilka małych ciągników hobbistycznych, używanych w ogrodach, małych gospodarstwach warzywniczych czy pracach komunalnych. Nie był to pierwszy mały traktorek powstający w Polsce. Wystarczy wymienić wszystkie wariacje na temat Dzika (np. Dzik 4K, Jaromka) czy np. Mesko RJS-1 lub WUKO M1. Pod koniec lat 60. w Poznaniu stworzono ciągnik Ogar, o którym jednak wiadomo niewiele. W latach 80. PFMŻ montowało u siebie jugosłowiańskie TV-521 (TV od fabryki o nazwie Tomo Vinković).
TUR 10D
Jednym z najbardziej znanych małych traktorów z czasów PRL jest produkowany w latach 80. w Wytwórni Urządzeń Komunalnych WUKO traktor TUR 10D. Produkowany w Stąporkowie, ciągnik wykorzystywał maskę od Ursusa C-330, a pod nią montowano wytwarzany w Andrychowie silnik 1CA90 o pojemności 573 cm³ i mocy 10 KM.
Poldek - Polski Mini Ciągnik z Firmy Polpure
Jednym z takich pojazdów jest Poldek z firmy Polpure. Projekty takie jak Poldek trudno nazwać pełnoprawną produkcją, złośliwi mogą powiedzieć, że to „esiok” zrobiony w nieco większej liczbie. Tak czy owak, był to produkt nowy, który można było kupić z gwarancją, bezpośrednio od producenta. Na pojazd zabezpieczono odpowiedni patent, a niezbędne części do wykonania traktora zamawiano bezpośrednio u producentów. Konstruktorem maszyny był Leopold Żółtaszek, którego nazwisko znajdziemy w patencie z 1991 r. na uniwersalny miniciągnik. Firma Polpure działała w Świdnicy przy ul. Bystrzyckiej, a właścicielem spółki był Janusz Podbielski.
W 1992 r. artykuł w "Farmerze" wskazywał, że „Wśród mikrociągników nie ma obecnie na rynku prawie żadnego wyboru. Nieliczni reprezentanci w tej klasie to w zasadzie maszyny jednoosiowe, raczej „zabawki” dla działkowiczów niż ciągniki z prawdziwego zdarzenia. Powstałą lukę stara się wypełnić przedsiębiorstwo Polpure ze Świdnicy bardzo zgrabnym miniciągnikiem, o swojskiej nazwie „Poldek”." Była to własna konstrukcja, zbudowana w całości z krajowych podzespołów.
Charakterystyka Poldka
- Jeden z pierwszych egzemplarzy Poldka, w wersji Diesel S301D z 1988 r., trafił do Muzeum Motoryzacji „Motonostalgia” w Nieborowie. Pojazd ten, z osobliwą, oryginalną kabiną, mimo że wygląda na za dużą i niedopasowaną, był właśnie tak wyobrażany przez twórców w wersji z kabiną. Wygląda nieco inaczej od późniejszych Poldków, przede wszystkim inna jest przednia część nadwozia.
- Gdy Poldek trafił do produkcji w 1988 r. lub 1989 r. w wersji „seryjnej” stosowano w nim już silniki 1CA90. Były to także konstrukcje z Andorii, nieco bardziej nowoczesne, o mocy 10 KM, chłodzone powietrzem. Wcześniej Poldek korzystał z silnika S-301D, którego moc wahała się od 4,1 do 7 KM przy prędkości obrotowej od 1200 do 2000 obr./min. Andoria produkowała tę chłodzoną powietrzem jednostkę od lat 70.
- Reszta ciągnika to m.in. skrzynia biegów i tylny most (z możliwością wbudowania blokady mechanizmu różnicowego) z Żuka, z FSC pochodziły także tylne koła, zaś przednie w egzemplarzu z Nieborowa to tzw. „cytrynki” z pierwszych Polskich Fiatów 126p. Potem stosowano nowsze felgi z „malucha”. Kierownica i przekładnia kierownicza w egzemplarzach produkcyjnych to także 126p, ale w konkretnym Poldku kierownica pochodziła ze starego Żuka. Sprzęgło tarczowe jednostopniowe pochodziło również z Żuka.
- Według ulotki promocyjnej „ilość biegów przód/tył wynosiła 7/3 w tym "żółwi krok" poniżej 1 km/h”. W artykule z 1992 r. podano, że układ napędowy wykorzystywał wiele elementów z samochodu Żuk: sprzęgło cierne tarczowe, jednostopniowe, dwie skrzynie przekładniowe połączone szeregowo (co dawało 16 biegów do przodu i 4 do tyłu oraz minimalną prędkość pod obciążeniem 0,5 km/h), most napędowy (z blokadą lub bez).
- Miniciągnik dwuosiowy „Poldek” przeznaczony był głównie dla plantatorów (sadownictwa, warzywnictwa), służb komunalnych oraz małoareałowych gospodarstw rolnych. Wypełniał istniejącą w Polsce lukę w zakresie mocy i wymiarów gabarytowych pomiędzy jednoosiowymi mikrociągnikami a najlżejszymi o najmniejszej mocy ciągnikami produkowanymi przez ZPC „Ursus”.
- W tej samej ulotce można przeczytać, że firma Polpure oferowała szereg maszyn współpracujących z ciągnikiem, m.in. pług zawieszany jednoskibowy, brona zębowa zawieszana, pielnik zawieszany trzyrzędowy, kultywator z wałem strunowym. Inne przedsiębiorstwa, np. Agromet Pilmet, proponowały specjalnie do Poldka opryskiwacze zawieszane (poj. 200 l) i przyczepiane.
- Miniciągnik wyposażony był w wałek odbioru mocy z możliwością wykorzystania podczas postoju (średnica końcówki WOM - 35 mm) oraz trójpunktowy układ zawieszenia narzędzi (kat. I). Układ hamulcowy „Poldka” to uruchamiane hydraulicznie hamulce bębnowe na tylnej osi oraz mechaniczny hamulec postojowy.
- Podstawowe wymiary (długość/szerokość/wysokość) - 210/105.5/117 cm. Rozstaw kół 87 cm, prześwit 22 cm. Masa z obciążnikami 710 kg. Ogumienie 135 R 12 (przód) i 6.00-16 (tył). Z danych eksploatacyjnych godne podkreślenia jest niskie zużycie paliwa - ok. 1 l oleju napędowego na 1 godz.
- W badaniach prototypowych znajdowała się wówczas kolejna wersja „Poldka” z dwucylindrowym silnikiem o mocy 20 KM. Ciągnik sprzedawano w cenie 37 mln zł (według nowych PLN to 3,7 tys. zł). Wersja z blokadą mechanizmu różnicowego kosztowała 39 mln zł. Poldka wyprodukowano w liczbie ok. 50 szt.
Inne Próby Importu i Montażu
W latach 90. tworzono kolejne traktorki, a do głosu doszli polscy przedsiębiorcy, którym fantazji nigdy nie brakowało - szczególnie w pierwszych latach przełomu gospodarczego w Polsce. Niektóre firmy montowały lub próbowały montować ciągniki sprowadzane z zagranicy. W tym segmencie lubelska Sipma, w 1995 r., pokazała na Polagrze łamany miniciągnik MTZ-082, wyposażony w 2-cylindrową jednostkę napędową marki Briggs & Stratton, o mocach 12,5, 16 lub 18 KM. Maszyna bazowała na technologii białoruskiego MTZ. Orientacyjna cena traktorka wynosiła wówczas ok. 50 min zł (5 tys. PLN), a produkcja miała się rozpocząć w 1996 r. W związku z małą liczbą tych maszyn na polskim rynku, montaż prawdopodobnie nie rozwinął się na większą skalę. Drugim projektem tego rodzaju był Urwis 012, bazujący na rosyjskim KMZ-012.

Ciągniki Masowej Mechanizacji i Problem Licencji
Całą wieś polską „pociągnęły” Ursusy C-330 i C-360 oraz tzw. „ruskie” (np. MTZ-80). W średniej wielkości gospodarstwach (ok. 30 ha) województwa pomorskiego standardem jest właśnie C-330 (ciapek) i C-360 (sześćdziesiątka), czasem pojawia się MTZ-80 (białoruśka). To właśnie te traktory zrewolucjonizowały pracę na wsi, będąc częścią wielkiej mechanizacji rolnictwa z lat 70. i 80., zaraz obok snopowiązałek (później kombajnów zbożowych), kombajnów buraczanych i ziemniaczanych, rozrzutników, dojarek itd. W latach 50. i 60. o takich udogodnieniach przeciętny rolnik mógł jedynie pomarzyć.

Co dało C-330 i C-360 przewagę nad wcześniejszymi traktorami? Były tańsze i prostsze w eksploatacji od C-45 czy też radzieckich DT. Ciapki były wyjątkowo uniwersalne i nadawały się na przeciętne rozmiary ówczesnych gospodarstw (15-30 ha). Sześćdziesiątki produkowane od 1976 roku pozwoliły natomiast na większe areały upraw, gdyż mogły one spokojnie zaspokoić potrzeby 70-hektarowego gospodarstwa.
Licencja Massey Ferguson
Traktory Massey Ferguson to było przejście można powiedzieć ze „średniowiecza” motoryzacji w wiek dwudziesty. Ciągniki MF reprezentowały zupełnie inny poziom technologiczny. W początkowej fazie problemem był system calowy. Rodzimi mechanicy raczej nieufnie podchodzili do tych wyrobów, zwłaszcza że w tamtych czasach problemem mogły być nawet śruby i połączenia gwintów „na cal”, które ciężko w PRL było zastąpić innymi odpowiednikami. Dziś nie stanowiłoby to problemów, choć nawet współcześnie zdarzają się trudności z gwintami calowymi, UNF, kluczami calowymi czy imbusowymi calowymi w kraju o systemie metrycznym. Spora pozostałość calowych wymiarów była także w samochodach Warszawa, Żuk-Nysa, Syrena.
MF-y na dobrą sprawę pojawiły się w większych ilościach dopiero w latach osiemdziesiątych, wraz z uruchomieniem w 1984 roku produkcji seryjnej MF-a typ 255. Większość użytkowników faktycznie chwaliła niezawodność i jakość wykonania, zwłaszcza silników Perkins, stosowanych równolegle w ciągnikach C-360. W ramach przypomnienia licencja początkowo obejmowała mniejszy ciągnik MF-235.
Fenomen "Łunochodów" - Samoróbki Rolnicze
Ciągniki własnej roboty, zwane powszechnie Łunochodami (z szacunku dla radzieckiej techniki), to ważny element historii polskiego rolnictwa. Zazwyczaj do produkcji „łunochoda” stosowano silniki diesla produkowane przez fabrykę w Andrychowie, które według planów służyły do napędzania pomp wodnych, ale w jakiś sposób trafiały do konstruktorów. Był to silnik bez jakichkolwiek elementów elektrycznych, nie miało co się zepsuć, nie było kłopotów z częściami zamiennymi. Drugim elementem „łunochoda” najczęściej był dyferencjał i fragment osi z Żuka. Większość tych konstrukcji działa do dzisiaj.

Zdarzały się i ambitniejsze konstrukcje - często na podwoziu z terenowego samochodu UAZ. Pewien wynalazca-samouk spod Bielska-Białej mówił: „Ruskie zrobiły dwa Łunochody, a ja chyba 80. Zrobiłem najszybszego Łunochoda na świecie - podwozie miał z UAZ-a, a silnik z Mercedesa”. Wielu polskich rolników w czasach PRL konstruowało takie traktory samoróbki, wykorzystując dostępne części z różnych maszyn, np. silniki od koparek „Waryński” czy przednie koła od Żuka. Nawet w latach 70.-80. jeden z dziadków „produkował” ze złomu i dostępnych silników dieslowskich przeciętnie około 3 traktorów rocznie, które rozchodziły się po okolicznych wsiach, a klienci byli zadowoleni.
Współczesne Mini Ciągniki i ich Zastosowanie
Mini ciągniki to pojazdy o wszechstronnym przeznaczeniu. Znajdują one zastosowanie również w gospodarstwach uprawiających truskawki czy warzywa na niedużych powierzchniach. Sprawdzą się też w tunelach bądź niedużych szklarniach, w których pchane glebogryzarki są zbyt mało wydajne, a lekkie uniwersalne ciągniki rolnicze zbyt duże, aby zapewnić efektywną pracę. Dobrze wykorzystane mini ciągniki (często też funkcjonujące pod zapisem - miniciągniki) mogą być bardzo efektywne.

Możliwości i Wyposażenie
Pomimo niedużych mocy, jak i gabarytów, mini ciągniki wykorzystuje się do zabiegów zwyczajowo wykonywanych klasycznymi traktorami na dużą skalę. Podobnie jak ma to miejsce w przypadku uniwersalnych ciągników rolniczych, producenci oferują szeroką gamę mini traktorów. Górna granica mocy małych traktorów dochodzi do 50-60 KM, aczkolwiek dostępne są także ciągniki i wyższych mocy. Bez względu na typoszereg mini ciągniki wyposaża się w dużą ilość rozwiązań technicznych dostępnych w klasycznych traktorach. Pojazdy te nie są wszakże aż tak zaawansowane technicznie jak ich więksi bracia, jednakże ich konstrukcje oferują właścicielom łatwość obsługi oraz komfort.
Jednym z kryteriów doboru ciągników dla gospodarstw rolnych jest moc silnika, umożliwiająca wykonywanie wszelakich prac nominalnie będących domeną traktora. Musi być ona wystarczająca, tak aby z mini ciągnikiem agregować sprzęt umożliwiający wykonanie przede wszystkim prac uprawowych wymagających większej siły uciągu (np. orka), jak również podłączać do niego maszyny aktywne o niedużych szerokościach roboczych.
Rozwiązaniem zwiększającym siłę uciągu w mini ciągnikach jest napęd przedniego mostu. Warto zwrócić uwagę na to wyposażenie podczas doboru ciągnika, zwłaszcza jeśli ma on pracować w trudniejszych warunkach glebowych lub terenowych. Nie bez znaczenia jest też konstrukcja przedniego mostu; jeśli jest ona oparta na przekładni stożkowej, gwarantuje niezrównany prześwit pod pojazdem.
Niezbędnym wyposażeniem, które muszą mieć mini ciągniki, jest tylny zaczep, podnośnik hydrauliczny oraz wałek odbioru mocy (WOM). Dzięki tym rozwiązaniom ciągnik może współpracować z szeroką gamą osprzętu. Warto też zwrócić uwagę na udźwig podnośnika, limitujący wielkość maszyn, jakie można podłączyć do mini ciągnika. W przypadku, kiedy z mini ciągnikiem będą agregowane przyczepy, wywrotki lub inne maszyny wykorzystujące przepływ oleju do pracy siłowników hydraulicznych, niezbędnym wyposażeniem jest układ hydrauliki zewnętrznej. Takie rozwiązanie w miniciągnikach niekoniecznie da się znaleźć w standardzie i może być dostępne w opcji. Ważnym w tym przypadku parametrem jest liczba wyjść hydrauliki zewnętrznej.
Przydatne wyposażenie stanowi przedni ładowacz, który czyni mini ciągniki jeszcze bardziej wszechstronnymi pojazdami. W przypadku zakupu takiego urządzenia warto zwrócić uwagę, czy nabyty mini ciągnik dysponuje hydraulicznym wspomaganiem układu kierowniczego, dzięki czemu manewrowanie pojazdem jest łatwiejsze. Ważnym kryterium doboru mini ciągnika do uprawy warzyw jest prześwit oraz promień skrętu. Ten ostatni zapewnia wysoką manewrowość, która jest istotna zarówno w przypadku tuneli foliowych, szklarni, jak i niewielkich działek. Modele dostępne na rynku oferują podobne funkcjonalności, jakie są dostępne w klasycznych ciągnikach rolniczych.
Ciągniki subkompaktowe do ogrodnictwa
O zaletach korzystania z mini ciągników Kuboty zdążyła się przekonać już cała sadownicza i rolnicza Polska. Do grona zadowolonych klientów od wielu lat należy Jerzy Wilczewski, właściciel jednej z największych upraw borówki amerykańskiej w Europie. Dzięki kompaktowym ciągnikom Kuboty prace przy tak dużym areale owoców miękkich są szybsze i bardziej efektywne.
Ekspertem w zakresie mechanizacji rolnictwa i wykładowcą akademickim w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie jest dr inż. Jacek Skudlarski, który prowadzi badania nad eksploatacją maszyn rolniczych oraz podejmowaniem decyzji, jest autorem licznych publikacji naukowych.
Rejestracja Sprowadzanych Ciągników
Procedury związane z rejestracją sprowadzanych ciągników, zwłaszcza tych spoza Unii Europejskiej, bywają skomplikowane. Aby zarejestrować ciągnik, często trzeba posiadać fakturę zakupu od importera. Problemy zaczynają się, gdy zakupiony traktor jest na umowę, a poprzedni właściciel nie miał faktury i nie mógł lub nie chciał wskazać importera. W takiej sytuacji, oprócz faktury zakupu, konieczny może być numer oclenia oraz oświadczenie o braku potrzeby rejestracji w państwie pochodzenia, z którymi należy udać się do wydziału komunikacji.
Należy pamiętać, że diagności na kilku Stacjach Kontroli Technicznej informują, że bez homologacji traktorek sprowadzony spoza Unii nie przejdzie przeglądu. Dostałem odpowiedź, że jak nie ma homologacji, to nie może pozytywnie przejść przeglądu. To jest kluczowy aspekt, który może zadecydować o legalnym uczestnictwie pojazdu w ruchu drogowym.
Wartość i Pasja Kolekcjonerska Starych Ciągników
Tematyka starych ciągników to troszeczkę zaniedbany dział w krajowej literaturze i prasie poświęconej historii motoryzacji i techniki. Wycena takiego pojazdu jak Ursus C-45 nie jest prosta i można do niej podejść w kilku aspektach:
- Po pierwsze, może on być traktowany jako cena złomu, ale ten aspekt jest profanacją zabytku.
- Po drugie, cena takiego pojazdu zależy od tego, ile jest w stanie dać kupiec; kolekcjoner do ceny zakupu dorzuca wszystkie koszty związane z przyszłą renowacją, a mogą one nawet wielokrotnie przekroczyć koszt zakupu.
- Po trzecie, odrestaurowany ciągnik ma wartość włożonych weń materiałów, nakładu pracy itp. Może on też mieć wartość sentymentalną, która trudna jest do wycenienia.
- Po czwarte, im rzadszy pojazd, tym cena może być wyższa ze względu na unikalność i niemożność zakupu takiego pojazdu gdzie indziej.

Obserwując ceny rzadko pojawiających się egzemplarzy C-45 lub C451, koszt takiego ciągnika do remontu waha się od 8 tys. do 15 tys. zł. Po remoncie natomiast, w zależności od zakresu prac renowacyjnych i ich jakości, ciągnik taki można nawet spotkać w cenach 20 do 45 tys. zł (to już profesjonalna renowacja). Renowacja często jednokrotnie przekracza koszt zakupu, a cena w sprzedaży, która by teoretycznie satysfakcjonowała kupca, nie rekompensuje nakładów, lecz jak podkreślają miłośnicy - robi się to dla frajdy, nie dla pieniędzy.
Na początku lat 90. nieuczciwi handlarze skupowali C-45 w Polsce, a następnie po wymianie kilku charakterystycznych elementów na elementy oryginalnego Lanza (m.in. przedni odlew z napisem Ursus na Lanz Bulldog) robili na tym pieniądze, co jednak z czasem zostało ukrócone przez kluby kolekcjonerskie. Istnieją wydarzenia poświęcone tej tematyce, np. Festiwal Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych im. Jerzego Samelczaka w Wilkowicach. Dyskusje na temat starych ciągników często prowadzą do powstawania inicjatyw, takich jak strona internetowa miłośników starego sprzętu rolniczego RetroTraktor.