Autor artykułu, wierząc, że jest "groźnym nosicielem zakaźnej choroby żeglowania", pragnie zarazić nią jak najwięcej osób, szczególnie czytelników "Niewidomego Spółdzielcy". Dla tych, którzy po przeczytaniu artykułu chcieliby spróbować żeglarstwa, istnieje możliwość zorganizowania specjalnego kursu dla grupy niewidomych, na co autor uzyskał wstępną zgodę władz Jacht-klubu Polski.
Credo: Dlaczego żegluję?
W żeglarstwie najbardziej fascynuje autora harmonia pozornych przeciwieństw. Wielu ludzi postrzega łódź, wodę i żagle jako sielankową rozrywkę, jednak z żeglarskiego punktu widzenia chwile sielskiego pływania są nudą. Prawdziwe żeglarstwo to zespół precyzyjnych, racjonalnych reguł postępowania, stanowiący dorobek tysięcy lat praktyki, bezwzględnie weryfikującej błędy.
Kiedy wiatr przybiera na sile, można docenić mądrość każdego węzła i sens każdej komendy. Im mocniej wieje i im trudniej zapanować nad wodą i wiatrem, tym bardziej odczuwa się szczególne braterstwo z pozostałymi członkami załogi. W takich chwilach załoga liczy na siebie nawzajem, a jeśli przydarzy się coś niedobrego, będą razem. Niesamowitą radość daje godzenie wiatru z wodą za pomocą sznurków i drążka, kiedy łódź pnie się na fale, a szum wody i bryzgi wpadające do kokpitu sygnalizują dużą prędkość. Prawdziwi żeglarze to ci, którzy kochają wiatr i czerpią radość z panowania nad żywiołem.

Niestety, przez około 330 dni w roku (99%) wieją słabe wiatry. Pół biedy, jeśli słabowitym zefirkom towarzyszy słońce - można wtedy wyciągnąć się na pokładzie i pogrzać kości. Gorzej, gdy zapomni o nas i wiatr, i słońce. Bezczynność i zimno to coś, czego żeglarze nie lubią.
Pierwsze doświadczenia wodniackie i budowa łodzi
Autor zebrał pierwsze wodniackie doświadczenia jako mały brzdąc, chlapiąc się w kałużach i żeglując patykami, nakrętkami od słoików, a nawet blaszankami po sardynkach. Po ukończeniu ósmej klasy, za dobre wyniki w nauce, otrzymał kilkunastoletni kajak z żaglem, który po remoncie służył mu przez pięć sezonów.
Następnie nadszedł czas na większą i bardziej doskonałą łódź. Autor przekonał trzech widzących kolegów do wspólnej budowy czterech łodzi typu BS2. Konstrukcja BS2 wygrała konkurs na najbezpieczniejszą w 1976 roku. Posiada sześć komór wypornościowych, co gwarantuje pełną niezatapialność. Ma cztery metry długości, półtora metra szerokości i niesie dwa żagle o łącznej powierzchni 7 m². Załoga składa się z dwóch lub trzech osób. Przepisy PZŻ zwalniają osoby prowadzące łodzie o powierzchni nieprzekraczającej 7 m² z obowiązku posiadania patentu żeglarskiego, wystarczy zwykła karta pływacka. Należy jednak pamiętać, że konieczne jest przede wszystkim umiejętność pływania.
Zaczęło się od sklejki
Wszyscy udziałowcy przedsięwzięcia czuli się w wodzie jak ryby, więc od wyjścia na wodę dzieliło ich tylko kilkaset godzin pracy nad łodziami. Kupili plany i uzyskali od projektanta zezwolenie na budowę. Przez rok kompletowali surowce, a po tym czasie, kiedy wszystko było gotowe, rozpoczęła się budowa.
Autor od wielu lat interesuje się modelarstwem jachtowym, dlatego młotek, piła i strug nie miały dla niego zbyt wielu tajemnic. Nie mógł wykonywać tylko tych czynności, które bezwzględnie wymagały korzystania z rysunku, co było dużym ograniczeniem. Można by je usunąć, stosując jako wzorzec, zamiast rysunku, już zbudowaną łódź należącą do tej samej klasy. Dokładne poznanie łodzi, aż po najdrobniejsze detale i wymierzenie wszystkich części, pozwoliłoby budować łódź bez pomocy rysunku. Autor wypróbował ten sposób, konstruując modele jachtów. Nie zdecydował się na powtórzenie eksperymentu na pełnowymiarowej łodzi, gdyż ewentualne niepowodzenie kosztowałoby zbyt wiele jak na studencką kieszeń. Doświadczenia modelarskie wskazują na bezpodstawność obaw, ale autor zdaje sobie sprawę, że mógł zapomnieć o jakimś problemie, który nie istnieje dla modelarza, a pojawia się przy zmianie skali łodzi. Dlatego konieczna jest staranna analiza całego procesu i trochę szczęścia. Samodzielna budowa stanowi dla autora dużą pokusę i jest przekonany, że następną łódź będzie konstruował bez pomocy osób widzących.

Żeglowanie "Kruszynką" i nawigacja dla niewidomych
Po trzech latach łodzie zostały zwodowane na Zalewie Sulejowskim. Łódź autora otrzymała imię "Kruszynka", rozpoczynając drugi etap przygody - żeglowanie.
Do poprawnego przemieszczania się w przestrzeni potrzebne są dwa typy informacji: informacje dotyczące kierunku do celu i informacje o przeszkodach znajdujących się na tej drodze. Na otwartej przestrzeni wiatr dostarcza informacji o kierunku - jego podmuchy na twarzy pozwalają określić, skąd wieje. Użycie papierowej chorągiewki, która ustawia się w linii wiatru, zwiększa precyzję. Można również obserwować niesiony wiatrem piasek. W kontekście żeglarstwa, jezioro to plac, łódź to my, żagiel to chorągiewka, a wiatr gna fale. Żeglarz, obserwując zachowanie żagli, charakter kołysania na fali i wsłuchując się w szum wody opływającej kadłub, może utrzymać stały kierunek w stosunku do wiatru. W ten sposób uzyskuje się informację pierwszego typu i potrafi zdążać do celu.
Pozostaje problem omijania przeszkód, w którym wzrok jest niestety niezastąpiony. Na szczęście na dużych akwenach przeszkody zdarzają się rzadko, a turystyczna łódź żaglowa płynie dość wolno, zwykle nie przekraczając 15 km/h.
Praktyczne wnioski z żeglowania
Możliwe jest odczytywanie kierunku wiatru i ustawianie żagli. Na pustych akwenach można również sterować, utrzymując stały kąt między osią symetrii łodzi a linią wiatru. Na niewielkich, zatłoczonych obszarach lepiej jest pozostawić ster osobie widzącej lub zapewnić sobie precyzyjną i szybką informację o zbliżających się przeszkodach.
Autor zapewnia, że wszystko, o czym pisze, sprawdził na własnej skórze, żeglując z dziewczyną, która nie miała żadnego przygotowania żeglarskiego. On sam stał się "mózgiem załogi". Pływali w różnych warunkach, są cali, zdrowi i bardzo zadowoleni. Nie zaliczyli ani jednej wywrotki, ani nie wzięli udziału w żadnej kolizji. Powodzenie zachęca do dalszych eksperymentów.
Żeglowanie w pojedynkę i prace bosmańskie
Jeden z przyjaciół autora pokazał mu artykuł o niewidomych żeglarzach zamieszczony w amerykańskim miesięczniku żeglarskim. Grupka niewidomych Amerykanów wpadła na pomysł, aby każdy z nich prowadził łódkę w pojedynkę. Nad bezpieczeństwem całego przedsięwzięcia czuwał instruktor znajdujący się na motorówce. Kontakt między instruktorem a żeglarzami zapewniały radiotelefony, dzięki czemu liczna grupa żeglarzy, korzystając co pewien czas z informacji przekazywanych drogą radiową, mogła swobodnie poruszać się po akwenie położonym w zasięgu wzroku instruktora. Autor planuje wypróbować ten sposób żeglowania w bieżącym sezonie, jeśli będzie dysponował radiotelefonem.
Przygoda żeglarska nie kończy się w chwili rzucenia cum. Po przybiciu do brzegu należy przygotować łódź do spoczynku, uporządkować jej wnętrze, dokonać niezbędnych napraw żagli, lin i kadłuba. Czynności te określa się mianem prac bosmańskich. W roli bosmanów niewidomi mogą radzić sobie równie dobrze jak ich widzący koledzy. Węzły, sploty i ściegi nie mają nic wspólnego z "czarną magią".
Kultura żeglarska i festiwal piosenki
Żeglarstwo ma bogatą historię, sięgającą tysięcy lat. Ludzie, od kupców po poszukiwaczy przygód i koronowane głowy, powierzali swoje losy okrętom. W chwilach wytchnienia w tawernach i kubrykach opowiadano o przygodach, śpiewano smętne ballady o zakochanych żeglarzach lub rubaszne pieśni o ich powrotach i wypitym rumie.
Tradycja żeglarskiego śpiewania nie zaginęła. Śpiewa się na każdym biwaku i przy każdym żeglarskim ognisku. W każdą ostatnią środę miesiąca w klubie na Starym Mieście odbywają się spotkania żeglujących bardów. Co roku w lutym w Krakowie odbywa się festiwal piosenki żeglarskiej. Autor wziął udział w tegorocznym festiwalu jako wykonawca, prezentując trzy autorskie utwory. Zdobył dwie nagrody: nagrodę publiczności i nagrodę PZŻ za wysokie walory literackie i muzyczne piosenek. Atmosfera festiwalu była znakomita, a różnorodna grupa ludzi, od piętnasto- do pięćdziesięciolatków, bawiła się znakomicie.
Czy żeglarstwo jest trudne?
Autor uważa, że żeglarstwo nie jest trudne. Cytuje słowa jednego z wielkich: "żeglarstwa można nauczyć się przez 15 minut, a potem trzeba się go uczyć przez całe życie". Dodaje, że rzadko bywają nauki tak przyjemne, jak ta pobierana pod żaglami.
Dla tych, którzy po przeczytaniu artykułu zapragną spróbować swoich sił, autor przypomina, że już w tym sezonie istnieje szansa zorganizowania kursu żeglarstwa dla grupy niewidomych. Warunkiem wstępnym jest posiadanie umiejętności pływania. Zainteresowanych prosi o nadsyłanie listów na adres redakcji. Aby przekonać niezdecydowanych, autor rzuca ostatniego atutowego asa, przywołując słowa Byrona, zachęcające do żeglowania.
tags: #tomek #i #przyjaciele #wywrotka