Historia ciągnika Tur-10 jest przykładem fascynującego odkrycia rzadkiej polskiej konstrukcji, która przez lata pozostawała niemal zapomniana. Wiele lat temu pewien właściciel nabył ciągnik, którego remont ujawnił jego niezwykłe pochodzenie. Maszyna była w bardzo kiepskim stanie, z uszkodzoną skrzynią biegów, a poprzedni właściciel twierdził, że jest to polska konstrukcja wyprodukowana w bardzo krótkiej serii, prawdopodobnie pod nazwą TUR-10. Początkowo trudno było znaleźć potwierdzenie istnienia ciągnika o takiej nazwie, co sugerowało, że może to być pojazd typu SAM (Samochód Amateur-budowniczy). Jednak dokładniejsza analiza i pomoc społeczności entuzjastów starych maszyn rolniczych szybko rozwiały te wątpliwości.

Potwierdzenie Istnienia i Produkcji
Dzięki zaangażowaniu pasjonatów, szybko okazało się, że ciągnik to rzeczywiście oryginalny Tur-10, uznawany za bardzo rzadki egzemplarz. Produkcja tych ciągników odbywała się przez zaledwie około cztery lata w Wytwórni Urządzeń Komunalnych WUKO w Stąporkowie. Początkowy właściciel nie posiadał żadnych dokumentów poza umową kupna-sprzedaży, co tylko potęgowało zagadkę, ale społeczność retrotraktorzystów potwierdziła autentyczność maszyny.
Wersje i Silniki
WUKO produkowało dwie główne wersje Tur-10:
- TUR-10B - wyposażony w benzynowy, dwusuwowy silnik chłodzony powietrzem o pojemności 372 cm³ i symbolu 03.160.
- TUR-10D - napędzany małym dieslem marki Andoria, jednocylindrowym, 4-suwowym, chłodzonym powietrzem silnikiem Andoria 1CA90/R1 o pojemności 573 cm³ i mocy 10 KM. Ten model posiadał pełną instalację elektryczną i możliwość uruchomienia silnika za pomocą rozrusznika.

Charakterystyka Techniczna i Konstrukcja
Tur-10D, pomimo swoich niewielkich rozmiarów, był przemyślaną konstrukcją. Jego silnik Andoria o mocy 10 koni mechanicznych przekazywał moc do skrzyni biegów z trzema przełożeniami do przodu i jednym biegiem wstecznym. Konstrukcję ciągnika oparto na rurowej półramie, do której w poprzecznych kołyskach zamocowano silnik, oparty na gumowych poduszkach. Z tyłu rama była zamontowana do zewnętrznej obudowy osłaniającej skrzynię biegów.

Wygląd i Wyposażenie
Pod względem wyglądu, Tur-10D często budził skojarzenia z młodszym bratem Ursusa C-330, co było potęgowane przez wykorzystanie maski pochodzącej z "trzydziestki". Inżynierowie z WUKO musieli ją jednak przyciąć i dospawać pod kątem, tworząc tym samym coś na wzór deski rozdzielczej. Maszyna była wyposażona w tylny, sterowany hydraulicznie TUZ (Trzypunktowy Układ Zawieszenia), górny zaczep transportowy, dolny rolniczy hitch, belkę narzędziową oraz wałek odbioru mocy (WOM).

Tur-10D był przeznaczony do pracy w sadach, ogrodach oraz do lekkiego transportu. Jego kompaktowe wymiary - szerokość zaledwie 120 cm, wysokość 138 cm i długość 255 cm - sprawiały, że był niezwykle zwrotny i mieścił się nawet w szklarniach czy tunelach foliowych.
Związek z Ciągnikami Dzik
Wątek historyczny dotyczący Tur-10 staje się jeszcze bardziej intrygujący w kontekście jego powiązań z popularnymi ciągnikami jednoosiowymi Dzik. Okazało się, że Tur-10 był również produkowany w wersji dwukołowej, oznaczonej jako Dzik-21. Co ciekawe, ten Dzik-21 z WUKO miał taką samą maskę jak Tur-10. Wiele wskazuje na to, że Tur-10 jest czterokołową wersją Dzika-21 z WUKO. Nadal zagadką pozostaje, czy Dzik-21 z WUKO był budowany na bazie Dzika z Gorzowa, czy też inżynierowie z WUKO odwzorowali go samodzielnie. Jednak oglądając zdjęcia, entuzjaści zauważyli, że ciągniki te mają pewne wspólne elementy z "gorzowskim dzikiem", takie jak koła, obciążniki czy dźwignia rozruchowa.

Rolnicy budowali je własnoręcznie. Historia ciągników typu SAM
Rzadkość, Renowacja i Społeczność
Tur-10 jest prawdziwym rarytasem, a jego właściciele często borykają się z brakiem dokumentacji, instrukcji oraz części zamiennych, które nie są dostępne w katalogach sklepów rolniczych. Remont takiego ciągnika to wyzwanie, wymagające często dorabiania elementów lub dopasowywania części z innych pojazdów. Właściciel, który rozpoczął remont swojego Tur-10, nie traktował go początkowo jako zabytku, lecz jako praktyczny sprzęt do prac przydomowych i w małym sadzie. Jednak odkrycie jego unikalnej historii wzbudziło w nim chęć dogłębnego poznania jego pochodzenia i liczby wyprodukowanych sztuk. Planuje on nawet wybrać się do Stąporkowa, aby porozmawiać z ludźmi, którzy mogą pamiętać historię zakładu i produkcji.
Częścią zestawu zakupionego przez jednego z właścicieli była również całkiem spora przyczepka, która po odmalowaniu czeka na montaż instalacji elektrycznej i podłogi. Taki kompletny zestaw jest marzeniem dla kolekcjonerów i entuzjastów. Z uwagi na swoją rzadkość, Tur-10 jest obiektem warty dokładnego obejrzenia na żywo, a społeczność retro-traktorzystów chętnie zaprasza właścicieli tych maszyn na festiwale, aby zaprezentować te unikalne egzemplarze.
Kontekst Polskich Miniciągników w PRL
Wytwórnia Urządzeń Komunalnych WUKO, znana z produkcji beczkowozów, piaskarek i śmieciarek, podjęła się zadania stworzenia małego ciągnika rolniczego na początku lat 80., w czasach głębokiego kryzysu PRL. W tamtym okresie polscy inżynierowie zdawali sobie sprawę z potrzeby małych, zwinnych ciągników ogrodniczych i sadowniczych, jednak Ursus, monopolista na rynku, niechętnie angażował się w ich produkcję. Projektowanie od nowa takich maszyn wymagało sporych środków finansowych, których brakowało. Mimo to, inżynierowie z WUKO, choć bez wcześniejszego doświadczenia w konstruowaniu ciągników, wykazali się wiedzą i chęciami, tworząc Tur-10D w latach 1983-1985. Nazwa ciągnika pochodziła od wymarłego tura, dzikiego wołu kojarzonego z siłą i wytrzymałością.
Tur-10D jest przykładem polskiej myśli technicznej i dowodem na to, że wspaniałe konstrukcje maszyn rolniczych nie zawsze muszą pochodzić z wielkich fabryk. W czasach PRL powstawały również inne małe czterokołowe ciągniczki, takie jak te bazujące na Dziku (np. Dzik 4K, Jaromka), Mesko RJS-1 czy WUKO M1. Większość z nich korzystała z silników Andoria, podobnie jak Tur-10.