Wprowadzenie do Ochrony Roślin w Dawnych Czasach
Ochrona roślin uprawnych przed szkodnikami i chorobami ma długą tradycję, choć chemiczne środki ochrony roślin i maszyny do ich aplikacji upowszechniły się stosunkowo niedawno. Już około tysiąc lat przed naszą erą w Chinach wspomagano rozwój pewnych gatunków mrówek w sadach, by te żywiły się atakującymi rośliny owadami. Dynamiczny rozwój nastąpił w czasach rewolucji przemysłowej. Od drugiej połowy XIX wieku rolnicy mieli już do dyspozycji fungicydy z prawdziwego zdarzenia w postaci wytwarzanych na skalę przemysłową związków rtęci, siarki i miedzi, na czele z cieczą bordowską, a także fungicydy na bazie pochodnych kwasu karbaminowego czy chlorowanych węglowodorów.
W Polsce przedwojenne sadownictwo było zacofane względem innych krajów Europy, takich jak Niemcy, Włochy czy Francja. Model dochodowego sadu towarowego praktycznie nie istniał, a podstawę produkcji owoców stanowiły ekstensywne sady chłopskie i dworskie. Dostęp do środków ochrony roślin oraz maszyn umożliwiających ich aplikację w sadach był w Polsce znacznie bardziej ograniczony niż na Zachodzie. Mimo to, ochrona roślin rozwijała się również na terenach polskich, a w ślad za nią podążała technika sadownicza. Wiele własnych bądź importowanych rozwiązań było wykorzystywanych przez światłych, zamożnych ogrodników okresu przedwojennego. Najtańszym i najprostszym rozwiązaniem były ręczne opryskiwacze przenośne, które wyrzucały ciecz roboczą pod ciśnieniem, co umożliwiała zamontowana w nich pompka.

Znacznie wydajniejszą pracę umożliwiały opryskiwacze plecakowe o większej pojemności zbiorników, przeważnie do 20 litrów. Ze zbiornikiem opryskiwacza łączyła się giętkim wężykiem lanca, a dopływ cieczy do lancy regulował zawór, co umożliwiało precyzyjne kierowanie cieczy roboczej w wybrane miejsce. W wielkoobszarowych sadach najlepiej sprawdzały się rozwiązania jezdne, wyposażone w jedno bądź kilka kół, dzięki którym możliwe było ich ciągnięcie wzdłuż rzędów drzew. Maszyny te były często opryskiwaczami motorowymi, napędzanymi silnikiem spalinowym, lub w mniejszych wersjach, wytwarzały ciśnienie przy pomocy ręcznej pompki. Nie stosowano jednak wentylatorów, lecz długie lance wypryskujące ciecz pod ciśnieniem, dzięki którym było możliwe skierowanie strumienia areozolu pod sam czubek wysokich koron drzew. Najprostsze rozwiązania z kołem jezdnym to opryskiwacze taczkowe, które były ciągnięte przez pracownika sadu.
Początki Opryskiwaczy Konnych
Historia znanych nam dziś opryskiwaczy polowych zaczyna się w Wielkiej Brytanii około roku 1880. Pierwszy, konny opryskiwacz, zbudowano w Anglii w tym okresie. Jako że był to jeszcze XIX wiek, maszyny te były ciągane przez konie. Były to urządzenia niszowe, drogie, dostępne dla nielicznych i wówczas raczej rzadko potrzebne. Zbiornik umieszczony był na ramie z metalowymi kołami, przed nim znajdowało się siedzenie dla woźnicy, z tyłu lanca o szerokości zaledwie kilku metrów, a napęd pompy realizowany był od kół za pomocą przekładni, podobnie jak w kosiarkach konnych.

W dwudziestoleciu międzywojennym w Polsce pewną popularność zdobył opryskiwacz Drescher Ideal. Maszyna ta, stosowana na dużych powierzchniach, zaopatrzona była w belkę roboczą o szerokości 6 metrów. Jej dzienną wydajność szacowano na 4-10 hektarów. Znaczna masa maszyny, wynosząca 385 kg, wymagała do współpracy pary koni. Dwie pompy tłoczkowe otrzymywały napęd od kół. W latach pięćdziesiątych rozpoczęto produkcję lekkiego opryskiwacza „ORK-1 Wisła”, działającego na identycznej zasadzie, co międzywojenny Drescher. Opryskiwacze „Wisła” i podobne działały tylko w ruchu, co ograniczało ich efektywność.
Opryskiwacz Konno-Silnikowy „OrS-1 Trojak”
W połowie lat pięćdziesiątych, aby sprostać rosnącym wymaganiom wydajności, opracowany został inny typ opryskiwacza: konno-silnikowy „OrS-1 Trojak”. W tym modelu do napędu mechanizmów zastosowano jednostkę spalinową typu S-261C, dostarczaną przez WSM Bielsko Biała. Motor ten, znany wszystkim posiadaczom ciągników Dzik-2 i Ursus C-308, oferował osiem koni mechanicznych. Pozwalało to na uzyskanie wysokich ciśnień, rzędu 10-15 atmosfer oraz dużych wydajności. Opryskiwacz „Trojak” był wyposażony w 8-metrową lancę i 300-litrowy zbiornik, a jego pompa miała wydajność 60 l/min.

Obieg cieczy opryskiwacza „Trojak” był podobny do tego, jaki znajduje się we współczesnych opryskiwaczach małej pojemności (200-400 litrów). Umieszczony na końcu ramy silnik napędzał, poprzez przekładnię pasową, mieszadło i mimośrodem pompę tłokową o dwustronnym działaniu. Cylinder pompy wykonany był ze stali kwasoodpornej. Układ ciśnieniowy zabezpieczał zawór przelewowy, który utrzymywał nastawione ciśnienie. W „Trojaku” znajdowały się dwa takie zawory, każdy wyposażony w manometr. Pierwszy zawór, znajdujący się przy pompie, służył do wstępnej regulacji ciśnienia, natomiast drugi, przy siedzeniu woźnicy, do regulowania ciśnienia w czasie pracy opryskiwacza. Aby zapobiec zbyt częstemu zapychaniu się końcówek, zastosowany został przypominający cedzidło filtr umieszczony w otworze wlewowym zbiornika.
Zupełnie inaczej niż we współczesnych opryskiwaczach działało mieszadło, które składało się z wału, na którym osadzone były blaszane płytki. Wodę można było zaciągać przy pomocy smoczka (inżektora). Jego działanie polegało na tym, że strumień tłoczony pod dużym ciśnieniem, porywał z gardzieli dyfuzora najpierw otaczające go powietrze, a potem zasysaną ciecz i przetłaczał ją do zbiornika opryskiwacza. Aby uruchomić ssanie, w zbiorniku opryskiwacza musiała znajdować się niewielka ilość cieczy - przynajmniej 2-3 wiadra.

Opryskiwacz „Trojak” szczególnie wsławił się w latach pięćdziesiątych podczas walki ze szkodnikami, a zwłaszcza brał udział w tępieniu stonki ziemniaczanej, co stanowiło istotny problem polskiego rolnictwa powojennego.

Ewolucja i Inne Konne Rozwiązania
Wraz z rozwojem techniki, a także w obliczu rosnących potrzeb mechanizacji rolnictwa, pojawiły się konstrukcje hybrydowe. Prymitywną, choć jednocześnie wyjątkową ciekawostką jest opryskiwacz konno-ciągnikowy OrKC1B „Olza 2”, produkowany w Skoczowskich Zakładach Sprzętu Rolniczego i Ochronnego Przemysłu Terenowego. Jest to konstrukcja podobna do opisywanych wcześniej wczesnych opryskiwaczy. Na ramie osadzone były, patrząc od przodu - dyszel lub dyszle, do zaprzęgu jedno- lub dwukonnego, opcjonalnie na życzenie zaczep ciągnikowy. Dalej znajdowało się siedzenie dla woźnicy, 300-litrowy zbiornik i belka robocza o szerokości 9 metrów. Producent określił wydajność do 2 ha/godz.

Chociaż opryskiwacze konne stanowiły ważny etap w historii mechanizacji ochrony roślin, z czasem zostały zastąpione przez maszyny ciągnikowe i samojezdne. Na początku lat 70. w Polsce, w "Informatorze Agromy", dostępne były już opryskiwacze ciągane, takie jak ORC-900 „Ślęza 3”, produkowany przez Zakłady Metalowe Pilmet we Wrocławiu. Wersja rolnicza tego opryskiwacza wyposażona była w belkę roboczą o szerokości 10 metrów z 20 dyszami. Pojawiły się również opryskiwacze zawieszane, np. ORZ-300A „Termit”, dostosowany do współpracy z ciągnikami Ursus C-325, C-328, C-330.
Opylacze jako Alternatywa dla Opryskiwaczy
Osobną grupę narzędzi i maszyn do aplikacji środków ochrony roślin stanowiły opylacze. W tamtych czasach proszek do rozpylania był popularną formą środków ochrony roślin. Najprostsze opylacze bazowały na dyszy, podobnie jak odymiacze pasieczne. Taka forma aplikacji preparatów chemicznych była szczególnie groźna dla pracowników sadu, gdyż wyrzucane w powietrze pyły osiadały w ich drogach oddechowych. Zabiegi wykonywano zatem w specjalnych kombinezonach, które chroniły przed wdychaniem trującego proszku. Niektóre substancje, na przykład trucizny przeciwko gryzoniom czy szkodnikom glebowym, aplikowano wprost do gleby.

Znaczenie Konia w Rolnictwie PRL
W siermiężnych czasach Polski Ludowej koń był podstawową siłą roboczą w gospodarstwach rolnych, aż do lat 70. XX wieku. Mało którego rolnika stać było bowiem na zakup ciągnika, a jeżeli nawet posiadał takie środki, to mógł za nie jedynie kupić wyeksploatowaną maszynę, której pozbywało się jedno z państwowych przedsiębiorstw. Problem stanowiła ponadto niewystarczająca podaż ciągników, która przez cały okres PRL nigdy nie nadążyła za popytem. Wszystko to sprawiło, że bez konia jako głównej siły pociągowej nie mogłoby działać wówczas żadne polskie gospodarstwo. Wspomniane lata kojarzą się więc rolnikom z gospodarką prowadzoną z jego pomocą oraz maszynami i sprzętami zaczepianymi do końskiej uprzęży. W większych gospodarstwach wykorzystywano opryskiwacze konne, ponieważ konie były najpowszechniejszą siłą pociągową.
Współczesna Perspektywa i Zachowanie Dziedzictwa
Wiele starych maszyn rolniczych, w tym również opryskiwaczy, nadal zalega gdzieś pod płotem czy w stodołach. Są jednak prawdziwi pasjonaci, którzy poszukują cennych egzemplarzy i przywracają im dawny blask. Choć często powierzchownie wydają się w dobrym stanie, renowacja starych maszyn jest pracochłonna i wymaga sporych nakładów finansowych. Współczesne firmy, takie jak przedsiębiorstwo Wojciecha Bury'ego, zajmują się nie tylko produkcją nowoczesnych opryskiwaczy, ale także modernizacją i odnawianiem starych modeli. Odkupione od rolników maszyny poddawane są gruntownemu liftingowi, podczas którego zazwyczaj wymieniane są wszystkie elementy oprócz ramy, zbiornika i kół. Otrzymują nową powłokę lakierniczą, belkę polową, sterowanie oraz układy robocze. Dzięki temu procesowi renowacji, maszyny te po odświeżeniu są trudne do odróżnienia od nowych, co pozwala na zachowanie części dziedzictwa techniki rolniczej.
tags: #zabytkowy #opryskiwacz #konny