Do redakcji zadzwonił rolnik z niezwykle nietypowym problemem, nie technicznym, lecz raczej natury mentalnej. Jego prowadzący gospodarstwo ojciec nie chce kupić nowego ciągnika, a problem nie opiera się na braku pieniędzy, ale - jak mówi nasz czytelnik - na całkowitym braku rozsądku w utrzymywaniu starego traktora.

Przywiązanie do maszyn rolniczych: Kiedy sentyment staje się problemem?
Nie jest żadną tajemnicą, że nie wszyscy rolnicy mają nowe ciągniki rolnicze. Jednych w dzisiejszych czasach po prostu na nie nie stać. Inni nie chcą nowych „komputerów z funkcją orki”, woląc starsze traktory z analogową mechaniką. Jeszcze inni celowo kupują starsze używki, przeznaczając je dla swoich niewykwalifikowanych pracowników, obawiając się oddać w ich ręce nowoczesną i drogą w serwisowaniu maszynę. Nasz czytelnik, który wraz z ojcem prowadzi rodzinne gospodarstwo rolne, ma jednak inny problem.
Dobrze ponad dwadzieścia lat temu do gospodarstwa trafił używany zachodni ciągnik. Plany były takie, że póki wszystko z ciągnikiem w porządku, przepracuje on parę lat, a później zastąpi go nowszy. Plany w gospodarstwie rolniczym mają jednak to do siebie, że się zmieniają i to zwykle dynamicznie.
To, że przywiązujemy się do naszych maszyn, to oczywiście nic dziwnego. Zawsze pojawia się więź między właścicielem a jego ciągnikiem. Pozwala ona na szacunek do maszyny, co jest jak najbardziej właściwą relacją człowiek-maszyna. Przychodzi jednak czas, gdy tę pępowinę wzajemnego związku trzeba odciąć. To moment, gdy maszyna zaczyna generować poważne koszty.

Rosnące koszty eksploatacji i awaryjność starego ciągnika
Każdy traktor wcześniej czy później się psuje, a w budżecie gospodarstwa istnieje zwykle rubryka „nagłe koszty serwisowe”, które trzeba brać pod uwagę. Utrzymanie sprawności niektórych podzespołów starych ciągników jest czasem niewykonalne i absurdalnie drogie. Czas w gospodarstwie mijał, a mocno eksploatowany ciągnik zaczął się starzeć jakby w przyśpieszonym tempie. Coraz częściej coś go bolało i coś z niego ciekło. Wypracowane podzespoły, choć przez lata dzielnie wytrzymywały ciężką pracę, zaczęły się sypać jeden za drugim.
Lista awarii i uszkodzeń
Wytrzaskany TUZ i układ kierowniczy, zużyte opony czy akumulator można uznać w każdym starszym ciągniku za normalne objawy zużycia. Jednak problem stał się wyraźny, gdy w ciągu niecałych dwóch lat zaczęły się psuć:
- Sprzęgło
- Wodziki zmiany biegów
- Synchronizatory kół zębatych
- Simmeringi
- Układ sterowania podnośnikiem
- Hydraulika
- Napęd i włączanie WOM
Do kompletu uszkodzeń i drobnych awarii można jeszcze dodać wieczne problemy z elektryką, której łączówki i przewody rozlatywały się już niemal w rękach. Dobrze utrzymana elektryka jest niezawodna przez lata, ale to nie reguła.

W następnych latach do kompletu uszkodzeń i mniejszych oraz większych awarii doszły:
- Rozrusznik
- Pierścienie tłokowe silnika
- Uszczelnienie miski olejowej i wału
- Ponownie wtryskiwacze
- Zdublowała się także skrzynia biegów z łożyskami
- Po raz kolejny tarcza sprzęgła, tym razem zalana olejem z cieknącego uszczelniacza

Konflikt pokoleniowy i brak perspektyw
Mimo tych nasilających się w kolejnych latach awarii ojciec naszego czytelnika ani myślał zmienić ciągnik na mniej awaryjny. Tłumaczył swojemu synowi, że „przecież tyle pieniędzy włożyliśmy w naprawę i na pewno nie będzie się już psuł”. Syn, licząc roczne koszty reanimacji starego ciągnika, popadał w coraz większe przerażenie. Model ten nie był już od dawna produkowany, a o części zamienne do niego było coraz trudniej. Niektóre z nich dostępne były wyłącznie w zagranicznych sklepach internetowych, a ich ceny były zaporowe. Jednak jego ojciec nie chciał o tym słyszeć ani słowa, dalej z uporem wydając nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie na reanimowanie maszynowego „trupa” - jak go nazwał syn. Nie pomagają prośby ani precyzyjnie wyliczone tabelki zawierające koszty napraw. Nie skutkują sugestie, że może by go zostawić, a kupić nowszy używany traktor znanej marki z dostępem do dużo tańszych części.
Historia marki UNIA - Polskie maszyny rolnicze 1 [Matheo780]
Młody rolnik, który pewnie za kilka lat obejmie gospodarstwo, ma więc poważny dylemat. Z jednej strony szanuje wolę swojego ojca, z drugiej natomiast widzi, że dalsze użytkowanie tej maszyny to ślepa uliczka pochłaniająca ogromne koszty. Jest jeszcze jeden problem: tych dwoje nie może ze sobą już rozmawiać na ten temat. Kłopotliwe są także wszelkie rozmowy o przyszłości maszyn w gospodarstwie. Konflikt narasta, a młody rolnik czuje się coraz bardziej zniechęcony.