PZInż. 152 stanowił projekt polskiego ciągnika artyleryjskiego, opracowywany w okresie międzywojennym. Był to pojazd w pełni gąsienicowy, co odróżniało go od innych konstrukcji, takich jak C5P, który był ciągnikiem kołowym (4 koła, napęd na wszystkie).

Charakterystyka i Unifikacja PZInż 152
PZInż. 152 był ciągnikiem w pełni gąsienicowym, co dawało mu przewagę w trudnym terenie nad pojazdami kołowymi. Jego masa własna wynosiła 3270 kg. Szacowano, że PZInż. 152 byłby prawdopodobnie ze dwa razy droższy w produkcji od ciągników kołowych, takich jak C5P, nie licząc kosztów eksploatacji, a nawet możliwe, że więcej niż dwukrotnie.
W kontekście unifikacji, projekt PZInż. 152 wykazywał duży stopień wspólnych elementów z czołgiem rozpoznawczym 4TP (PZInż 140). Różniły się one głównie wanną kadłuba. Wszystkie wewnętrzne podzespoły (bebechy) były takie same, a ciągnik posiadał dodatkowo osłonę silnika, której brakowało w czołgu. Na podwoziu PZInż. 152 istniała techniczna możliwość stworzenia całej gamy pojazdów, takich jak czołgi pływające i rozpoznawcze, samobieżne działa czy inne specjalistyczne pojazdy. Niektóre wymiary PZInż. 152 pozostają jednak przedmiotem dalszych badań.
Rola Edwarda Habicha w rozwoju konstrukcji
Edward Habich, ekspert w dziedzinie ciągników, jeszcze przed II wojną światową odegrał kluczową rolę w Państwowych Zakładach Inżynieryjnych (PZInż). W 1928 roku, jako student, rozpoczął pracę przy pancernych pojazdach gąsienicowych w biurze konstrukcyjnym broni pancernych Wojskowego Instytutu Badań Inżynierii. Brał udział w opracowaniu czołgu rozpoznawczego TK. Od 1933 roku był kierownikiem działu pojazdów specjalnych Biura Studiów PZInż. Pod jego kierunkiem w okresie międzywojennym powstały takie konstrukcje jak: czołg TKS, czołg pływający (amfibia) PZInż 130, czołg rozpoznawczy 4TP (PZInż 140), ciągnik artyleryjski PZInż 152, terenowy samochód półgąsienicowy PZInż 222 oraz PZInż 202, a także czołg 9TP. Dział Doświadczalny w PZInż odgrywał istotną rolę w testowaniu tych innowacyjnych rozwiązań.

Kontekst motoryzacji artylerii Wojska Polskiego przed II wojną światową
Potrzeby i wyzwania
Polska borykała się z niedoborem ciągników artyleryjskich. Projekty własne były oceniane różnie, a potrzeby były gigantyczne i dotyczyły wielu formacji: rozbudowy Obrony Przeciwlotniczej (zwłaszcza artylerii średniej), saperów, broni pancernej, lotnictwa (które również potrzebowało ciągników) oraz "zwykłej" artylerii. Przykładowo, saperzy mieli otrzymać 52 ciągniki C7P (16 w 1939 roku i 36 w 1940), a broń pancerna ponad 30 C7P w 1940 roku. Samo zmotoryzowanie artylerii ciężkiej (bez najcięższej), zgodnie z planami KSUS (Komitet do Spraw Uzbrojenia i Sprzętu), wymagałoby co najmniej 130-150 ciągników klasy C5P do linii (w zależności od etatów - 10 dyonów). To zużywało prawie całą roczną produkcję.
Priorytet w zamówieniach miała mieć raczej artyleria przeciwlotnicza, a zakres produkcji był zbyt mały, aby obsłużyć całą artylerię ciężką. Całość produkcji C5P miała prawdopodobnie być przeznaczona dla armat 75 mm wz. 36. Poszukiwano również ciągników u sojuszników.
Produkcja i plany
Produkcja na poziomie około 200 sztuk ciągników do 1 czerwca 1941 roku ledwo wystarczała na obsługę planowanych 180 dział w bateriach motorowych (przy założeniu, że baterie półstałe ich nie otrzymałyby), mając na uwadze chęć stopniowego wycofywania ciągników C4P. Istnieją również informacje o planowanej produkcji 400 sztuk ciągników do tej daty, obejmującej łącznie PZInż 342 i PZInż 343, bez podziału na poszczególne typy. Zakładano, że w jednej z wersji planów, bateria półstała miałaby jeden ciągnik C5P.
W 1939 roku podjęto decyzję o produkcji 100 sztuk, z czego 34 miały być oddane do 1 maja 1940 roku, a kolejne 200 do 1 maja następnego roku. Liczby zapotrzebowania na C5P raczej nie wskazywały, aby docelowo miał być to ciągnik dla artylerii ciężkiej.

Porównanie z innymi ciągnikami
-
Citroën-Kegresse
W latach 1924-25 Wojsko Polskie zakupiło 108 półgąsienicowych podwozi Citroën-Kegresse B2 10CV, później zwiększając tę liczbę do 135. Niestety, 90 z nich przeznaczono do budowy samochodów pancernych wz. 28, a reszta podwozi pozostała w magazynach. Na początku 1931 roku podpisano umowę na dostawę 94 samochodów półgąsienicowych Citroën-Kegresse w wersjach C6 P14, C4 P17 i C6 P19. Kilka Citroën-Kegresse P14 trafiło do 1. pułku artylerii motorowej w Stryju, gdzie w 1936 roku znajdowało się 10 takich ciągników, używanych m.in. do holowania haubic 155 mm i armat 105 mm.
-
C2P
W październiku 1931 roku Sztab Główny WP zaproponował projekt ciągnika artyleryjskiego na bazie podwozia tankietki TK-3. Zamówienie na pierwszą serię C2P złożono w PZInż. w Czechowicach dopiero pod koniec lutego 1937 roku. Był to ciągnik drogi, nieekonomiczny i niepraktyczny, bez skrzyni ładunkowej, mogący zabrać tylko trzech żołnierzy obsługi działa. Mimo to, C2P okazały się przydatne do motoryzacji dział przeciwlotniczych 40 mm Bofors, co było istotne w kontekście słabej OPL polskich dywizji.
-
C4P i wz. 34
Samochód półgąsienicowy wzór 34 był polską wersją pochodną 2,5-tonowej ciężarówki Polski FIAT-621, produkowanej na licencji od 1932 roku. Zaprojektowany w Biurze Badań Technicznych Broni Pancernych w 1934 roku, z serią próbną w 1935 i produkcją w PZInż od 1936 roku. Od końca 1936 roku ciągniki C4P wprowadzano na wyposażenie 1. pułku artylerii motorowej. Były to pojazdy bardzo udane, ekonomiczne i funkcjonalne. Cena C4P wynosiła 32 400 zł. Choć wyprodukowano ich w niewielkiej liczbie egzemplarzy, w skali ówczesnych zakupów wojska II Rzeczypospolitej były to liczby znaczące.
-
C7P
We wrześniu 1931 roku podpisano umowę z Vickers-Armstrongs na dostawę czołgów Vickers E i licencji, co pozwoliło na skonstruowanie ciężkiego ciągnika artyleryjskiego. Ciągniki C7P oficjalnie wprowadzono na wyposażenie WP 12 czerwca 1934 roku. Były drogie, nieekonomiczne i niepraktyczne (bez skrzyni ładunkowej, zabierały tylko pięciu żołnierzy). C7P służył również jako pojazd ewakuacyjny w batalionach czołgów i ciężki sprzęt dla saperów. Cechowały go dobre właściwości trakcyjne i niezawodność, co potwierdził Wrzesień 1939 roku. Był to rozsądny wybór z powodów technicznych, biorąc pod uwagę stan dróg w ówczesnej Polsce.
-
C5P
W 1938 roku skonstruowano następcę ciągników C2P i C4P - C5P. Były to pojazdy bardzo udane, ekonomiczne i funkcjonalne, ale modernizację rozpoczęto zbyt późno. Ciągniki te były jednak niewystarczające do holowania ciężkiej artylerii dalekonośnej. Potrzeby na tego typu pojazdy były ogromne, ale II RP nie posiadała wystarczających środków na wielkoseryjne zamówienia.

Zdolności holownicze i typy artylerii
Ciągniki takie jak C5P nie nadawały się do holowania armat dalekonośnych. Armata 155 mm wz. 40 była oceniana jako "za mocna" jak na potrzeby Wojska Polskiego. Jej "słabsza" wersja najpewniej dałaby radę być ciągnięta przez C7P, choć oryginalna wersja ponoć była za ciężka. Planowano, że do 1942 roku miało być 27 dział dalekonośnych w linii (plus rezerwa).
Moc 95 KM, a nawet 100 KM, była wystarczająca do holowania dział o masie ponad 4 ton, w tym planowanych armat dalekonośnych. Dla porównania, we Francji armatę 155 mm GPF o masie 13 ton ciągnął Latil TAR z silnikiem o mocy 46 KM, a później Laffly S 35 T z silnikiem 100 KM (pojazd 6x6). Kłopotem nie była sama moc, lecz uciąg, będący funkcją m.in. masy ciągnika i przełożeń. Laffly S 35 T miał uciąg nieco ponad 10 ton i łatwiej poruszał się w terenie dzięki napędowi 6x6. Wielką i ciężką armatę mógł pociągnąć nawet ciągnik o mocy 30-40 KM, ale tylko po płaskiej i twardej nawierzchni, z prędkością nie przewyższającą holu konnego.
W terenie nacisk jednostkowy nie był wszystkim, a w pojazdach kołowych z napędem 6x6 istniała większa szansa na zachowanie trakcji. Dotyczyło to również sprzętu artylerii ciężkiej WP, głównie haubic 155 mm wz. 17, które nie przeszłyby modernizacji kół na ogumione. Próby ze szwedzkim i niemieckim ciągnikiem dywizyjnym wskazywały na dwutorową motoryzację: "normalną" z porządnymi ciągnikami i modernizacją trakcji dla artylerii samodzielnej, oraz "traktorową", gdzie korzystano by z umieszczenia dywizji na terenie korzystnym "rekwizycyjnie".
Debata o efektywności zakupów i finansowania
Istnieje pogląd, że możliwe było zmotoryzowanie całej artylerii ciężkiej i części lekkiej do 1 września 1939 roku, gdyby środki finansowe nie były marnotrawione na zakupy do magazynów w latach 30., takich jak armaty 105 mm, haubice 155 mm czy moździerze 220 mm, a także na drogie ciągniki C2P i C7P.
Przeciwstawny argument wskazuje, że armii polskiej brakowało dział 105 mm i 155 mm. W czerwcu 1939 roku gen. Miller szacował, że krajowe wytwórnie, przy najwyższym wysiłku, mogłyby produkować rocznie 48 armat 105 mm (4 miesięcznie) i 36 haubic 155 mm (3 miesięcznie) w roku budżetowym 1939/1940, osiągając ten poziom produkcji po sześciu miesiącach. Kwestionowane jest, kiedy indziej miałyby być produkowane te działa, jeśli nie w latach 30., zważywszy na potrzebę posiadania zapasu mobilizacyjnego. Zdobyczne polskie haubice 155 mm (i francuskie) były użyteczne dla Niemców w czasie II wojny światowej, co świadczyło o ich przydatności na polu bitwy. Ponadto, Niemcy również nie mieli całej zmotoryzowanej artylerii, ale posiadali więcej dział.
Z danych wynika, że 1 września 1939 roku Polska posiadała 340 haubic 155 mm, podczas gdy etat mobilizacyjny przewidywał 234, co oznaczało 106 dział w magazynach. W latach 30. sprowadzono z Francji 47 sztuk, a w Starachowicach wyprodukowano około 44 haubic, co łącznie dawało 91 sztuk. Posiadano również 254 armaty 105 mm przy etacie mobilizacyjnym 186 (68 dział w magazynach). Sprowadzono z Francji 96 sztuk, a w Starachowicach i Stalowej Woli wyprodukowano około 48, co dało łącznie 144 sztuki. Moździerzy 220 mm było 27, przy etacie mobilizacyjnym 18.
tags: #ciagnik #artyleryjski #pzinz #152