Twórczość Arthura Rimbauda, zwłaszcza poemat prozą „Sezon w piekle”, stała się przedmiotem głębokich analiz, ukazujących jego radykalne podejście do życia, sztuki i społeczeństwa. Poeta, nazywany „dziecięciem straszliwym” (enfant terrible), już w młodym wieku stał się symbolem buntu, poszukiwania wolności i przekraczania wszelkich granic.
Upojenie młodością i poszukiwanie intensywności
Jedną z głównych dezyderat Rimbauda było upojenie - młodością i życiem, możliwie jak najbardziej intensywnym, aż do samospalenia. Michał Gołębiowski w „Teologii Politycznej Co Tydzień” w artykule „Rimbaud. Liryka otchłani” pisze o „skoku w ciemność, dobrowolnej bezdomności, tak zewnętrznej, jak i wewnętrznej, wyrzeczeniu się przynależności, przekraczaniu umownych granic, zdzieraniu ubrań, ciągłym: ‘naprzód’”. Mowa tu o gwałtownym i radykalnym zerwaniu z wizją ułożonego życia. Nic więc dziwnego, że to właśnie Rimbaud stanął na czele ruchu młodzieży rozczarowanej wielką powojenną konsumpcją dóbr Zachodu. Jego genialne, choć dalekie od dystynkcji salonu wiersze podsycały gniew rock and rolla.
Kiedy w 1965 roku Roger Daltrey z grupy The Who wykrzykiwał do tłumu, że „ma nadzieję umrzeć zanim się zestarzeje” (I hope I die before I get old), bez wątpienia unosił się tam duch francuskiego poety. Kolorowe lata sześćdziesiąte umiłowały smak młodości, o którym wcześniej można było przeczytać we „Wrażeniu” albo w „Iluminacjach”. Początek utworu The Rolling Stones „Jaki to ciężar, kiedy się starzejesz” (what a drag it is getting old) również odzwierciedlał podobne nastroje. Odchodząc stosunkowo wcześnie, a w każdym razie nie zdążywszy osiągnąć statusu twórcy statecznego i dojrzałego, Rimbaud dał początek ruchowi, który w czasach kontrkultury zaowocował hasłem: „nigdy nie ufaj nikomu po trzydziestce”. Samo słowo „hip”, od którego wzięła początek nazwa ruchu hipisowskiego, oznaczało „życie tymczasowe”; bycie tu i teraz, bez korzeni i „domu rodzinnego”, bez rozpamiętywania dnia wczorajszego i bez myśli o jutrze. Rimbaud stwierdzał, że „powietrze i świat, za którymi się nie goni” to po prostu „życie”[2]. To pokrewieństwo Rimbauda z nowoczesną vita contemplativa, czyli kontemplacją w stylu „easy ride”, jeszcze mocniej uwydatnia krótki wiersz „Wrażenie”:
- W modre, letnie wieczory, pójdę miedzą kłośną,
- Łechtany zbóż kitami, deptać trawy płowe:
- Marząc, czuć będę świeżość pod stopami rośną.
- Dozwolę wiatrom kąpać nagą moją głowę.
- Nie będę mówił, myślał. W ciszy niewysłownej,
- W duszy miłość ogromna wzbierze mi z pogodą;
- I pójdę, het, daleko, jak cygan wędrowny,
- W Naturę - szczęsny taki, jak z kobietą młodą.
Kontrkulturowy odbiór twórczości Rimbauda
Kontrkulturowy odbiór twórczości Rimbauda był na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku zjawiskiem powszechnym i niemal oczywistym. Kontrkultura, zwłaszcza w swej odsłonie paryskiej, skojarzyła anarchiczny gest poety z doświadczeniem całego pokolenia. Uwidacznia się tu pewien paradoks: skrajny indywidualizm Rimbauda został przeniesiony na płaszczyznę zbuntowanego kolektywu. Przemierzając czas i przestrzeń w kierunku granic poznania, należało zerwać stosunki ze światem: „Nie czułem już nad sobą władzy holowników (...), nie troszczyłem się nigdy o żadną załogę (...), koło ujścia swobodnie puściłem się w drogę”[1]. Czy można zachęcać do równie samotnej wyprawy całą generację? Tak sugerowałyby „W drodze” Jacka Kerouaca albo „Swobodny jeździec” Dennisa Hoppera. Z drugiej strony napięcie uwidacznia się już w samej wewnętrznej strukturze ruchu kontrkulturowego. Kontestująca młodzież tworzyła zarówno socjalistyczną jedność, jak również wspólnotę osób hołdujących zasadzie indywidualizmu.
„We” - od tego słowa zaczyna się większość hipisowskich manifestów. Doświadczenie generacyjne musiało być wspólnotowe. Ale jest w tym coś więcej, skoro na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych uczyniono z outsiderów, „wilków stepowych” i „swobodnych jeźdźców”, przewodników tłumu. „Możemy być razem, ty i ja, powinniśmy być razem” (we can be together, you and me, we should be together) - śpiewano w 1969 roku na ulicach Nowego Jorku i trawnikach Woodstocku. Zaraz jednak następowały słowa: „W oczach Ameryki jesteśmy banitami (...); stoimy poza prawem, jesteśmy wulgarni, paskudni, niebezpieczni i brudni, okrutni i młodzi; tak, musimy być razem” (we are all outlaws in the eyes of America; we are obscene, lawless, hideous, dangerous, dirty, violent and young, but we should be together). Kontrkultura dokonywała swoistej demokratyzacji samotniczego gestu Rimbauda.
Transgresja i pożegnanie z realnością
Rimbaud to także pożegnanie z realnością. Być może pierwsze tak radykalne w nowożytnej kulturze. Poeta, pisząc w 1871 roku list do Paula Demeny’ego, wskazał kilku „wysokich Jasnowidzów” pośród cenionych przez niego twórców[3]. Byli to w głównej mierze narkotyczni mistycy końca dziewiętnastego wieku, albo - mówiąc językiem „Doświadczenia psychodelicznego” Timothy’ego Leary’ego - „podróżnicy w nowe obszary świadomości”, w których „pojawiające się treści są niezmierzone”[4]. W tym panteonie zabrakło miejsca dla chłodnych, rozważnych intelektualistów. Zdaniem Rimbauda twórca zostaje jasnowidzem „przez długotrwałe, bezmierne i świadome rozprzężenie wszystkich zmysłów”, aby w ten sposób „dotrzeć do nieznanego”. Tak pojmowany absolut nie należy do świata wiary i rozumu. Z pewnością nie należy do rzeczywistości języka, ani moralności. Określa go raczej czysta negatywność i przekroczenie, a kontakt z nim można nawiązać jedynie drogą szalonej ekstazy. Stąd haszysz, opium, absynt.

Z czasem Rimbaudowska mistyka „rozprzężenia” znalazła swój odpowiednik w mistyce „kwasu”. Uczestniczka ruchu „dzieci kwiatów”, Jenny Diski, tak pisała o organizowanych wówczas specyficznych seansach medytacyjnych: „My zażywaliśmy środki psychoaktywne, by zmienić swoją świadomość i odkryć nowe sposoby myślenia o tym, jak żyć”[5]. Znamienne jest, że w 1971 roku, a więc dokładnie sto lat po napisaniu przez Rimbauda wspomnianego listu o jasnowidzach, Hunter S. Thompson ogłosił drukiem powieść „Lęk i odraza w Las Vegas”, która dokonała gorzkiego podsumowania dążeń „wysokich Jasnowidzów” kontrkultury pokolenia seekers, czyli „poszukiwaczy” w dżinsie. Czytamy w „Lęku i odrazie”: „Leary pociągnął za sobą na dno uniwersalną iluzję całego stylu życia, który pomógł stworzyć… pokolenie nieuleczalnych kalek, zawiedzionych poszukiwaczy, którzy nigdy naprawdę nie zrozumieli oszustwa, na którym opierał się cały mistycyzm kwasowej kultury: ryzykownego założenia, że ktoś - lub przynajmniej jakaś nieznana moc - czuwa nad światłem na końcu tunelu”[6]. Wszystko to prowadzi do oczywistego wniosku: dla ruchu kontrkulturowego istotna okazała się nie tylko nowoczesna koncepcja wolności oraz indywidualizmu, ale także zasada transgresji.
Rimbaud jako „poeta wyklęty” i jego spuścizna
W przeciągu swojego niedługiego życia Rimbaud stał się modelowym przykładem „poety wyklętego”, czyli buntownika kontestującego wszelkie uznane normy społeczne i kulturowe. Sam siebie przedstawiał jako zażartego wroga tradycji, apostatę oraz pogańskiego piewcę szaleństw życia sprzymierzonych przeciwko ofierze Jezusa Chrystusa. Pisał: „Zdołałem wygnać ze swojego umysłu wszelką ludzką nadzieję. Głuchym skokiem drapieżnika rzucałem się na każdą radość, by ją zdusić”[7]. „Sezon w piekle” to gwałtowne uderzenie w czystość platońskiej triady piękna, prawdy i dobra. O Rimbaudzie nie sposób mówić inaczej, jak o „dziecięciu straszliwym”, „nieznośnym” i „okrutnym” (enfant terrible). Nieco później Jim Morrison, psychodeliczny poeta z Kaliforni powszechnie znany dzięki działalności w grupie The Doors, śpiewał o „dzikim dzieckiem łaski pełnym” (wild child full of grace). Jest ono „zbawcą” (savior of the human race), „okropnym dzieckiem natury” (natural child, terrible child), ale także „naszym dzieckiem, dziko krzyczącym” (our child screamin’ wild). Jest ono swoistym bożkiem, wewnętrznym Dionizosem.
Transgresja była dla Rimbauda tym wszystkim, czym stała się później dla studentów paryskiego maja 1968 roku: wyrazem rozczarowania wartościami, którymi szczyci się kultura Zachodu oraz pozbawionym wstydliwości testowaniem etycznych granic człowieka. Obserwując jednak sam koniec życia poety, zwłaszcza jego przedśmiertne nawrócenie, w trakcie którego - jak wyznała jego siostra, Isabelle - „Arthur wykazał się tak silną wiarą, jakiej ksiądz nigdy u nikogo nie widział”[8], można dojść do wniosku, że tam, gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska (Rz 5,12). Kontrkultura także miała swoje głośne spotkania z Innym, jakoś rozpoznawanym w zasadzie „pokój, miłość i zrozumienie” (peace, love and understanding). Pokazują to dzieje tak znaczących dla ruchu hipisowskiego postaci, jak Roger McGuinn, Gregg Allman czy Bob Dylan. Ich kontrkulturowy wstęp do Ewangelii udowadnia, że „człowiek, pobudzany przez Ducha, nie będzie mógł być całkowicie obojętny na problem religijny i będzie zawsze pragnął poznać, przynajmniej niejasno, jaki jest sens jego życia, jego pracy i jego śmierci” (Redemptoris Missio, par. 28). U Rimbauda można rozpoznać podobne momenty. Kiedy dusza upadła zmęczona psychodelicznym wirowaniem, wówczas słychać było szmer łagodnego powiewu (1 Krl 19,12), a z nim pytanie o sens.
"Sezon w piekle" - fragmenty analizy
W poemacie "Sezon w piekle", który ukazał się w 1873 roku, Rimbaud prezentuje swoją wizję świata, świadomości i rezygnacji. W tekście pojawiają się intensywne obrazy i metafory, często odnoszące się do wewnętrznego cierpienia i buntu. Poniżej przedstawiamy kluczowe fragmenty i ich interpretacje.
ZŁA KREW (Mauvais sang)
Sekcja „Zła Krew” z „Sezonu w piekle” to introspektywne zanurzenie w tożsamość, przodków i własną, odrzucaną tradycję. Poeta czuje wstręt do wszelkich zajęć, deklarując, że nigdy jego ręka nie będzie należała do „stulecia rąk”. Odnajduje w sobie „krew pogańską” i tęskni za swobodą, brutalnością i lenistwem, które przypisuje swoim dalekim przodkom. Stwierdza: „Teraz jestem przeklęty i ojczyzna budzi we mnie odrazę”.
Fragmenty tekstu:
- „Po galijskich przodkach mam jasnoniebieskie oczy, ciasny umysł i niezręczność w walce. Zauważyłem, że noszę się równie barbarzyńsko jak oni. Tyle że nie smaruję włosów masłem.”
- „Dziedziczę po nich: bałwochwalstwo i upodobanie do świętokradztwa; ach, i cała swoją występną naturę, złość, lubieżność- to wspaniałe, lubieżność- a zwłaszcza kłamliwość i lenistwo.”
- „Czuję wstręt do wszelkich zajęć. Właściciele i wyrobnicy, wszystko to niecne gbury. Ręka z piórem i ręka u pługa, jedna warta drugiej. - Ależ to stulecie rąk! - Nigdy nie będzie wśród nich mojej ręki.”
- „Nie mogę pojąć buntu. Mój ród powstawał tylko po to, żeby grabić: jak wilki rzucają się na nie dobitą zwierzynę.”
- „Wraca krew pogańska! Duch jest blisko: dlaczego nie wspomaga mnie Chrystus darząc moją duszę szlachectwem i wolnością? Niestety, Ewangelia przeminęła!”
- „Znajduję się na plaży bretońskiej. Niech zaświecą wieczorne miasta. Mój dzień się wypełnił: opuszczam Europę. Morski wiatr wypraży moje płuca; wygarbują mi skórę egzotyczne klimaty. Pływać, ugniatać trawę, polować, zwłaszcza palić tytoń, i pić alkohole mocne jak wrzący metal- jak czynili to drodzy przodkowie wokół ognisk. Powrócę z żelaznymi mięśniami, ogorzały, z wściekłym okiem: sądząc po mojej masce zaliczą mnie do mocnej rasy. Będę miał złoto; będę gnuśny i brutalny. Kobiety troszczą się o tych kalekich dzikusów wracających z gorących krajów. Wdam się w polityczne rozgrywki. Będę zbawiony.”
NOC PIEKIELNA (Nuit de l'enfer)
„Noc piekielna” to eksploracja absolutnego cierpienia, halucynacji i desperacji. Poeta zanurza się w odmęty piekła, kwestionując jednocześnie sens wiary i zbawienia. To obraz duszy rozdartej między pragnieniem świętości a niemożnością ucieczki od własnych grzechów i słabości. Rimbaud opisuje swoje doświadczenie jako „ekstazę, koszmar, sen w gnieździe płomieni”.
Fragmenty tekstu:
- „Przełknąłem tęgi haust trucizny. - Po trzykroć niech będzie błogosławiony zamysł, jaki mnie nawiedził! - Palą mnie wnętrzności. Zaciekły jad skręca mi ciało, zniekształca mnie, zwala z nóg. Konam z pragnienia, duszę się, nie mogę krzyczeć To piekło, cierpienie wieczne! Spójrzcie, jak wznosi się płomień! Płonę jak trzeba! Zgoda, demonie!”
- „Sądzę, że znajduję się w piekle, więc jestem w nim. To dopełnienie się katechizmu: jestem niewolnikiem swojego chrztu. Rodzice, sprowadziliście nieszczęście na mnie i na siebie.”
- „Halucynacje są niezliczone. To właśnie nachodziło mnie zawsze: - brak wiary w historię, zapomnienie zasad. Przemilczam ten temat: poeci I wizjonerzy byliby zazdrośni. Jestem po tysiąckroć najbogatszy, bądźmy skąpi jak morze.”
- „Ach, stało się! zegar życia przystaną przed chwilą. Nie ma mnie już na świecie. - Teologia jest poważna, piekło jest bez wątpienia na dole- a niebo w górze.”
MAJACZENIA (Délires)
Szalona dziewica (Vierge folle)
W „Szalonej Dziewicy” Rimbaud kontynuuje swoje majaczenia, przedstawiając chaos umysłu i odrzucenie konwencjonalnych zasad. Poeta eksperymentuje z językiem, próbując nadać mu nową formę i znaczenie. Słynne „Wynalazłem kolor samogłosek! - A czarne, E białe, I czerwone, O niebieskie, U zielone” jest przykładem jego synestetycznych wizji, które miały na celu „odkrycie poetyckiego słowa dostępnego, któregoś dnia, dla wszystkich zmysłów”. To ostateczne zerwanie z porządkiem i gloryfikacja nieuporządkowanego życia.
Fragmenty tekstu:
- „Wynalazłem kolor samogłosek! - A czarne, E białe, I czerwone, O niebieskie, U zielone. - Ustaliłem formę i takt każdej ze spółgłosek i w instynktownych rytmach pochlebiałem sobie, że odkryłem poetyckie słowo dostępne, któregoś dnia, dla wszystkich zmysłów.”
- „Spisywałem milczenia i noce, notowałem niewyrażalne. W końcu uznałem nieporządek swojego umysłu za uświęcony. Gorzkniał mi charakter. Kochałem pustynię, spalone ogrody, spłowiałe kramy, wystygłe napoje. Włóczyłem się po cuchnących uliczkach i zamknąwszy oczy ofiarowywałem się słońcu, bóstwu ognia.”
Wpływ poetów wyklętych na literaturę młodopolską
Wpływ poetów wyklętych na literaturę młodopolską miał zapewne duże znaczenie, czego przyczyną może być niekonwencjonalna tematyka ich wierszy. Tematyka brzydoty, cierpienia czy gnijących zwłok, nie była wcześniej tak popularna i rozpowszechniana[1]. Wiadomo, że owi poeci wyklęci nie cieszyli się wielkim zainteresowaniem wśród społeczności swego okresu. Gdy przyjrzymy się bliżej biografii chociażby Charles’a Baudelaire’a, od razu zauważamy, jakie życie prowadził. Poeci wyklęci nie stronili od alkoholu, narkotyków czy bujnego życia erotycznego. Ich życie polegało przede wszystkim na zabawie, a swoje - jakże kontrowersyjne - wiersze pisali właśnie pod wpływem różnorakich używek. Sama nazwa, jaka została nadana owym poetom, nasuwa sposób, w jaki odbierało ich społeczeństwo. To było znacznym powodem niechęci ówczesnych ludzi co do uprawiania tego typu poezji, która na owe czasy wydawała się dość szokująca.

Dlaczego twórczość poetów wyklętych odniosła sukces w czasach późniejszych, gdy już oni sami nie mogli być tego świadkami? Jak czytamy w „Poezji Młodej Polski”, Baudelaire wprowadził do literatury bardzo wiele znaczących konwencji czy pomysłów. Jego twórczość oddziaływała na całą późniejszą poezję[2]. Może się ktoś dziwić, że w twórczości chociażby Staffa dostrzec można podobieństwa do poezji poetów wyklętych, ale ich wpływ miał większy zasięg, niż komukolwiek mogłoby się wydawać. Być może dlatego, że choć na pierwszy rzut oka owa poezja nic nie wnosi, to gdy głębiej w nią wejdziemy, możemy dostrzec cechy symbolizmu czy klasycyzmu[3]. Ciekawym jest, iż w ogóle poetów Młodej Polski mianuje się tak zwanymi „dziećmi szatana”[4]. Brzmi to rzeczywiście dość mrocznie, ale odzwierciedla fakt, że poeci wyklęci mieli odbicie nie tylko na swoich dziełach, ale także na dziełach innych, także polskich poetów.
Koncepcje piękna i buntu Baudelaire’a
Charles Baudelaire wprowadził wiele nowych koncepcji nie tyle pisania, co myślenia o nim. Zdecydowanie można powiedzieć, że poruszył wszelkie tabu i postawił na oryginalność. Uzmysłowił nie tylko innym twórcom, ale także czytelnikom, że pojęcie piękna nie zamyka się w nim samym, jak dużo do owego piękna można wprowadzić kategorii brzydoty, aby nadal nim pozostało[5]. Dla każdego piękno kryje się gdzieś indziej i jest czymś innym w ogóle. Nie można wyznaczyć przecież jasnych granic piękna, a już na pewno nie można go oddzielić grubą kreską od brzydoty. Powodem tego jest, jak się wydaje, fakt, że każdy człowiek żyjący na ziemi jest inny i czym innym kieruje się w życiu. Gdy zatrzymamy się jeszcze przez chwilę nad szokującym życiem francuskich poetów wyklętych, zastanawia nas fakt, jak udało im się stworzyć coś nowego, co przykuło uwagę.
Baudelaire notował w swoim dzienniku: „Przypuśćmy przez chwilę, że haszysz ujawnia, a przynajmniej pobudza geniusz”. Słowa te są pewnego rodzaju odzwierciedleniem popędów, jakie kierowały poetą, tego, jak postrzegał swoje życie. Według Baudelaire’a haszysz pomagał mu w pisaniu, wzmacniał go i dawał siłę do tworzenia. Poeta ten nienawidził wręcz ówczesnej bohemy, uważał, że ich myślenie jest nazbyt prostolinijne, że nie powinni oni łączyć sztuki z czułością serca. Gardził nimi za ich burżuazyjność, uważał, że popełniają ogromny błąd i że ich myślenie i twórczość prowadzi donikąd, jest nijaka[7]. Poezja i sztuka, którą tworzyła tamtejsza bohema, według Baudelaire’a, była przede wszystkim sztuczna, nie uwydatniała świata takim, jaki jest, tylko takim, jakim chcą go widzieć ludzie. Baudelaire zatem buntował się przeciw wszystkim normom, nakazom, żył w sposób, jaki szokował tamtejszą bohemę, uważał, że jest to jedyny sposób, aby żyć zgodnie z samym sobą.
Burzliwe życie poetów wyklętych: Rimbaud i Verlaine
W książce Rutkowskiego czytamy nie tylko o burzliwym życiu Baudelaire’a, ale także Verlaine’a i Rimbauda. Poeci szokowali w każdy możliwy sposób, chodzili w podartych i brudnych ubraniach, cały czas byli pod wpływem środków odurzających, awanturowali się, gdy tylko ktoś stanął im na drodze. Film jest opowieścią o związku homoseksualnym Arthura Rimbauda i Paula Verlaine'a. W filmie możemy dostrzec relacje, jakie łączyły poetów oraz jak bardzo burzliwe prowadzili wówczas życie. Nie była to zapewne relacja zawsze łatwa, bacząc na owe czasy. Verlaine, by ukryć swoje uczucia homoseksualne, ożenił się z Mathilde Maute, ale nie było to, pewnie jak się każdy domyśla, małżeństwo sielankowe. Pewnego bowiem razu Verlaine rzucił synkiem o ścianę, a swoją „ukochaną” żonę chciał udusić[8]. Takie ataki furii były charakterystyczne nie tylko dla niego, ale dla wszystkich francuskich poetów wyklętych. Czuli się bezkarni, uważali, że zawsze mają rację, zwłaszcza w kwestii tworzenia poezji. Rimbaud bowiem, podczas jednej z kolacji - jak pisze ironicznie Rutkowski - „pijany jak statek”, bluźnierczo krytykował frazy wiersza innego poety, co poskutkowało tym, że pewien fotograf wyrzucił go za drzwi. Nie był to oczywiście koniec historii. Zatem, jak widać, życie ówczesnych poetów wyklętych nie było łatwe, ale oni sami żyli i tak, tak jak chcieli.
Współczesne interpretacje twórczości Rimbauda
Dokładnie rok temu zrobiło się głośno o projekcie Rimbaud, w skład którego wchodzą: Mikołaj Trzaska (Miłość, Łoskot, The Users, Shofar, Ircha), Tomasz Budzyński (Siekiera, Armia, 2Tm2,3, Budzy, Trupia Czaszka) i Michał Jacaszek. Inicjatorem przedsięwzięcia Rimbaud jest Tomasz Budzyński. Pierwsze takty, dźwięki na płycie to jacaszkowa delikatna elektronika, po czym „Armata” sieje piękne muzyczne spustoszenie - free jazzowe i agresywne sola Trzaski, podbite mroczną oraz dynamiczną elektroniką Jacaszka (zdecydowanie mocniej brzmiącą niż w okresie „Lo-Fi Stories”) i demoniczny głos Budzyńskiego. W nagraniu „Potop” zalewa nas przyjemny i transowy beat o industrialnej proweniencji, połamane partie dęciaków (m.in. klarnet) i „skowyt szakala” Budzyńskiego. Niemal filmowy klimat w „Matinee d’ivresse” świetnie łączy się ze śpiewem Budzyńskiego w języku francuskim, swobodnie przechodzącego od krzyków, jęków aż po falset. Kolejne uderzenie elektroniczno-industrialno-dubową pięścią mamy w „Fetes de la faim”, zaś pozornej ciszy dostarcza nam kontemplacyjny fragment „Enfance”, by następnie znów rzucić się w nieznane i ekscytujące czeluści („Phrases”, „Jesteście fałszywymi murzynami”).