Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi postępowanie dotyczące potencjalnego doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem przez PZU SA. Według dokumentów, do których dotarł money.pl, sprawa dotyczy ubezpieczeń komunikacyjnych, a potencjalne straty mogą sięgać milionów złotych.
Wszczęcie postępowania i przedmiot śledztwa
W grudniu 2024 roku warszawska prokuratura wszczęła postępowanie sprawdzające, czy w PZU doszło do nieprawidłowości związanych z flotowymi polisami OC. Sprawa koncentruje się na potencjalnym ubezpieczaniu pojazdów ciężarowych po zaniżonych stawkach przez pośredników ubezpieczeniowych.
Według ustaleń money.pl, zarząd PZU został poinformowany o możliwych nieprawidłowościach dotyczących polis komunikacyjnych na kilka miesięcy przed zgłoszeniem sprawy w prokuraturze. Dokumenty wskazują, w jaki sposób mogło dochodzić do zaniżania stawek OC.
Dotarto również do nagrania rozmowy, podczas której dyrektor sprzedaży jednej z firm brokerskich powołuje się na rzekome wpływy w zarządzie i radzie nadzorczej PZU. Autentyczność tej rozmowy została potwierdzona, a nagranie przekazano prokuraturze jako dowód.
7 października 2024 roku do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w PZU, złożone przez sygnalistę, którego firma prowadziła interesy z państwowym ubezpieczycielem. Decyzja o wszczęciu postępowania zapadła 20 grudnia. Śledztwo dotyczy oszustw (czyn z art. 286 kodeksu karnego) przy zawieraniu umów o ubezpieczenia komunikacyjne, za co grozi do 8 lat więzienia.
Choć śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa Warszawa-Wola, informacji udzieliła jednostka wyższego szczebla. Prokurator Piotr Skiba, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie, poinformował, że obecnie trwają przesłuchania i gromadzona jest dokumentacja. Śledztwo jest określane jako "wymagające technicznie", ponieważ wymaga analizy umów podpisywanych przez PZU w celu oceny, czy były one niekorzystne dla spółki.
Mechanizm zaniżania stawek OC
W zawiadomieniu do prokuratury czytamy, że PZU S.A. miało określać znacznie niższą kwotę wymagalnej składki ubezpieczeniowej dla podmiotów fasadowych w porównaniu do składek obliczonych dla podmiotów właściwych. Wskutek tego PZU S.A. ponosiło szkodę majątkową wynikającą ze znacznie niższych wpływów z tytułu składek ubezpieczeniowych, a także mogło ponieść szkodę w przyszłości z powodu konieczności wypłaty odszkodowań nieproporcjonalnie wyższych do prognozowanej "szkodowości".
W zawiadomieniu opisano i udokumentowano przypadki wystawiania polis komunikacyjnych dla pojazdów na firmy fasadowe w celu uzyskania niższej składki ubezpieczeniowej. Gdyby pojazdy ubezpieczała firma faktycznie je użytkująca, polisa byłaby znacznie droższa.

Przykłady przypadków zaniżania składek
Pierwszy chronologicznie przypadek, opisany w zawiadomieniu i datowany na kwiecień 2024 roku, dotyczy 86 pojazdów ciężarowych. Według szacunków sygnalisty, PZU naliczyło o 1 milion złotych za mało składki w stosunku do wziętego ryzyka. W tym przypadku podstawą ubezpieczenia była umowa generalna PZU z podmiotami fasadowymi, których brokerem było MAK Ubezpieczenia.
Według ustaleń money.pl, wynegocjowana stawka OC wyniosła około 12 tys. zł za pojazd, podczas gdy PZU oferowało stawkę rzędu około 20 tys. zł. Po tym, jak MAK Ubezpieczenia przejął klienta flotowego od innego brokera, część pojazdów została ubezpieczona w PZU na inny podmiot po stawce około 7,8 tys. zł. Ubezpieczyciel został jednak poinformowany o nieprawidłowościach i zablokował możliwość dalszego ubezpieczania pojazdów po tak niskiej stawce.
Kolejny przypadek, również z kwietnia 2024 roku, dotyczy OC za ciągnik siodłowy wycenionego na 6,7 tys. zł, podczas gdy bez firmy fasadowej składka wynosiłaby 28 tys. zł. W przypadku firm transportowych stosuje się indywidualną ocenę ryzyka (IOR). Jeśli firma ma złą historię szkód, system ubezpieczyciela powinien wyświetlić komunikat ostrzegawczy. Jednak w przypadku ubezpieczania przez firmę fasadową, która ma "czystą historię szkód", system nie generuje alarmu, co pozwala na uzyskanie niższych stawek.
W tym drugim przypadku wystawiono 22 polisy, a łączna składka wyniosła 143 tys. zł zamiast 616 tys. zł, co stanowiło obniżkę o 473 tys. zł. Polisy te zostały wystawione w systemie PZU przez Superpolisę, multiagencję należącą do Grupy MAK.
Prezesem MAK Ubezpieczenia przez blisko 6 lat był Bartosz Grześkowiak, który w marcu 2024 roku został powołany do zarządu PZU SA. Zanim sygnalista udał się do prokuratury, poinformował o sprawie PZU, wysyłając pismo do Bartosza Grześkowiaka 2 lipca 2024 roku. Sprawa trafiła do Pawła Wajdy, ówczesnego członka zarządu PZU Życie.
Money.pl sprawdził numery rejestracyjne 22 pojazdów wskazanych w zawiadomieniu: jedenaście ma polisę w PZU, dziesięć w innej firmie ubezpieczeniowej, a jeden pojazd nie ma ubezpieczenia.
PZU w odpowiedzi na pytania money.pl dotyczące powyższego przypadku, odniosło się głównie do kwestii zaniżanych stawek, stwierdzając, że "szczegółowe informacje są objęte tajemnicą ubezpieczeniową", a sprawa została potraktowana jako whistleblowing i wyjaśniona bez stwierdzenia nieprawidłowości.
We wrześniu wystąpił kolejny przypadek, dotyczący 28 ciężarówek ubezpieczonych w PZU po 7,4 tys. zł za pojazd, co dało łącznie 207,2 tys. zł. Według zawiadomienia, byłaby to kwota nieadekwatna do ryzyka, a składka powinna wynieść około 1,1 mln zł więcej. Polisy te wystawiła multiagencja ATUT.

Rynek pośrednictwa ubezpieczeniowego i walka o klienta
Ubezpieczanie flot samochodowych, czyli co najmniej 30 pojazdów tego samego rodzaju, opiera się na umowie generalnej, w której ubezpieczyciel określa stawkę za ochronę. Szkodowość jest weryfikowana raz w roku i wpływa na cenę przy odnowieniu polisy. Broker, działając w interesie klienta, poszukuje najkorzystniejszej oferty i pomaga minimalizować ryzyko.
Znany na rynku sposób na ominięcie historii szkodowej w celu obniżenia składki komunikacyjnej polega na przeniesieniu pojazdów na podstawie umowy o zarządzaniu flotą do firmy fasadowej. Innym sposobem jest utworzenie oddziału firmy z dłuższym numerem REGON.
Według przedstawicieli firm brokerskich, powoływanie nowych podmiotów w celu uzyskania niższych składek jest ciągłą ucieczką firm transportowych, która nie prowadzi do rozwiązania problemu. Broker jest odpowiedzialny za zarządzanie ryzykiem i uświadomienie klientowi celu tego procesu.
Grzegorz Jędrzejczyk, prezes TSL Brokers, podkreśla, że jeśli firmy transportowe przenoszą flotę na inne spółki, zamiast pracować nad obniżeniem szkodowości, wykorzystują luki w systemach ubezpieczycieli. Ubezpieczyciele są w stanie wychwycić takie sytuacje, ale wystarczy drobna zmiana w numerze REGON, aby system nie rozpoznał klienta jako szkodowego.
Rynek pośrednictwa ubezpieczeniowego jest konkurencyjny, a jego wartość w 2023 roku wyniosła 2,4 mld zł (łączna prowizja pośredników). Średnia prowizja wynosiła 14,8 proc.
Sprawa ciągnika siodłowego w kontekście prawnym
W kontekście prawnym, sprawa ciągnika siodłowego z 2016 roku, gdzie doszło do zarzutu przywłaszczenia 207 tys. zł, pokazuje złożoność sytuacji. Sprzedający, Tadeusz H., sprzedał ciągnik Volvo, twierdząc, że jest w idealnym stanie, podczas gdy pojazd był powypadkowy i miał prostowaną ramę.
Kupujący, Leszek C., nie zwrócił uwagi na zapis o wyłączeniu odpowiedzialności za wady na fakturze. Po odkryciu wady, sprzedający odmówił zwrotu pieniędzy. Ostatecznie zawarto ugodę o naprawienie szkody, a Tadeusz H. został skazany na rok więzienia w zawieszeniu na 2 lata i grzywnę. Sąd Apelacyjny w Krakowie odstąpił jednak od wymierzenia kary, biorąc pod uwagę niekaralność oskarżonego i całkowite naprawienie szkody.