Gdańszczanie na Rajdzie The Budapest-Bamako: Przygoda przez Europę i Afrykę

Trzej gdańszczanie - Piotr Bejrowski, Grzegorz König i Jędrzej Łukowicz - wyruszyli z Gdańska 12 stycznia 2016 roku, by wziąć udział w charytatywnym rajdzie The Budapest-Bamako. Na masce ich leciwego Peugeota 505 Dangel dumnie prezentował się herb miasta i logo portalu gdansk.pl, który objął patronat nad wyprawą.

zdjęcie załogi z Gdańska przy ich samochodzie Peugeot 505 Dangel z herbem Gdańska

Początek Rajdu: Z Gdańska do Budapesztu

Podróż rozpoczęła się od szybkiego dotarcia do Budapesztu. Grzegorz König i Jędrzej Łukowicz po kilkunastu godzinach podróży z Gdańska do Budapesztu dotarli na miejsce, przekraczając pierwszą granicę. Węgierska stolica była miejscem konferencji prasowej inaugurującej rajd, gdzie "Niebieski" (Peugeot 505 Dangel) stał się ozdobą wydarzenia.

11. charytatywny rajd Budapest-Bamako został oficjalnie rozpoczęty, a o godzinie 14:00 gdańszczanie przekroczyli linię startu. Przed nimi stało wyzwanie pokonania 3700 km przez Europę, Gibraltar i Maroko. Meta pierwszego etapu była zaplanowana na 18 stycznia w Midelt.

Droga przez Kontynenty i Pierwsze Wyzwania

Poza gdańską ekipą, w rajdzie Budapest-Bamako brały udział zespoły z całego świata. 16 stycznia 2016 roku gdańszczanie przemierzali Stary Kontynent. Z Budapesztu do Midelt mieli do pokonania 3629 km. Ten etap, nazwany na oficjalnej stronie rajdu www.budapestbamako.org SUPER MARATHON 4 DAYS, okazał się pełen niespodzianek. "Chłopaki na pełnej mocy dangela wjechali nad ranem do Francji", jednak wkrótce dotarły niepokojące informacje na temat gdańskiej drużyny.

Problemy techniczne w Awinionie

„Team 07 Attention Dangel is stuck in Avignon waiting for spare part. They will most likely miss their points for the super marathon" (Zespół 07 Attention Dangel utknął w Awinionie. Kierowcy czekają na części zamienne). 19 stycznia 2016 roku potwierdziły się te doniesienia. Ekipa Attention Dangel spędziła weekend we francuskim warsztacie samochodowym. Ich samochód marki Peugeot 505 Dangel miał awarię, a naprawa trwała dwa dni. Po jej zakończeniu auto było jak nowe, a gdańska ekipa mogła kontynuować wyścig. Przed nimi stanęło trudne wyzwanie: musieli gonić pozostałe załogi biorące udział w rajdzie, będąc daleko w tyle, ale nie opuszczał ich dobry nastrój. „We are back in the game heading Barcelona and then south of Spain to get on a ferry and catch you Guys!” (Jesteśmy z powrotem w grze).

zdjęcie uszkodzonego Peugeota 505 Dangel w warsztacie lub podczas naprawy

Afrykańska Przygoda: Maroko i Sahara Zachodnia

Zmiany w załodze Attention Dangel okazały się konieczne. "Jutro o wschodzie słońca powinniśmy być w Tangerze, kilka godzin później w Marakeszu." Aktualna pozycja Attention Dangel pozwalała na dogonienie rajdu. Pozostałe ekipy dotarły już do Midelt, a 20 stycznia 2016 roku rozpoczął się pierwszy etap rajdu w Afryce. Gdańszczanie przemierzali Maroko, z którego wspominają urokliwą miejscowość Essouira nad Atlantykiem. Problemy techniczne nie były tylko ich udziałem; z rajdu musieli zrezygnować węgierscy zawodnicy z zespołu Felvidek Team. Z pustynnym terenem nie mieli za to problemu…

mapa trasy rajdu The Budapest-Bamako z zaznaczeniem Maroka i Sahary Zachodniej

Wyzwania na granicy Maroka

21 stycznia 2016 roku, na czwartym etapie The Budapest-Bamako Rally, rajdowcy musieli pokonać 429 km, jadąc z Erg Chigaga do Assa. Gdańszczanie starali się dogonić pozostałych uczestników rajdu. Wjechali do Maroka kwadrans przed północą, po 5 godzinach stania w nieprzesuwającej się kolejce i walki o każdy centymetr. "Wreszcie udało się nam wjechać w region, w którym porządek prawny był przedziwną mieszanką mundurowych, naganiaczy, żebraków, mrówek, ponurych gości w śmiesznych kapturkach z nieczytelnymi identyfikatorami na szyi oraz niezidentyfikowanej masy innych." Na przejściu granicznym gdańska ekipa starała się nie wzbudzać zainteresowania, ale ich niebieskie auto, będące wyjątkowym i dobrze utrzymanym zabytkiem na czterech kołach, przyciągnęło uwagę.

Zatłoczony Marrakesz przerażał i zachwycał. Rajdowcy wciąż borykali się z awariami auta. Ich 30-letni Peugeot 505 Dangel potrzebował nowych części i „chwili spokoju”. Niestety, w trakcie amatorskiego rajdu nie ma spokoju, a części, jeśli są - to używane i trzeba ich szukać na afrykańskich szrotach. „Potrzebowaliśmy rozrusznika, który znalazł się prawie natychmiast. Nonszalancko przytknięty do przypadkowego akumulatora - zakręcił od razu" - pisali w swojej relacji gdańszczanie. Poszukiwania problemu obejmowały rozbiórkę stacyjki, kolumny kierownicy i przekaźnika. Po trzech godzinach, wobec braku innych pomysłów, postanowili używać metody „na krótko”, która okazała się mniej wymagająca energetycznie niż „na pych”. Po złożeniu samochodu, motor zamruczał natychmiast. Po godzinach spędzonych na pustynnym szrocie, Attention Dangel Team ruszył dalej: „Jedziemy przez Agadir do Assy. Kolejna noc w aucie i kolejna noc w ukropie, bo gdy tylko prędkość przekracza 80 km/h, temperatura silnika bezlitośnie zbliża się do 90 stopni, co z kolei oznacza konieczność włączenia maksymalnego ogrzewania kabinowego, by choć trochę zapewnić odprowadzenie ciepła z silnika… Jest szansa, że przed świtem dogonimy nasz rajd.”

Jak Jedna Firma Doprowadziła Nigerię do RUINY?

Walka z piaskiem i biurokracją

Do przydrożnych afrykańskich warsztatów trafiały także auta pozostałych ekip. W rajdzie, poza usterkami technicznymi, kłopoty sprawiał przede wszystkim piasek, a wtedy z pomocą przychodziły… dzieci. „Ścigaliśmy się dzisiaj starą trasą rajdu Dakar! Był offroad, była pustynia, były zadania nawigacyjne, było wyschnięte jezioro, była zabawa :) Właśnie wjechaliśmy na teren Sahary Zachodniej, meta za 200 km w Al Ujun. Niebieski był dzisiaj niezawodny!”

Rajd dogonili kwadrans po szóstej rano. Wszyscy przygotowywali się do wyjazdu na kolejny etap. "Dogonilibyśmy ich trzy godziny wcześniej, ale że miejsce rozbicia obozowiska było podane w postaci współrzędnych geograficznych, a koledze się pomyliły dwie cyferki przy wprowadzaniu do GPS, to zawzięcie szukaliśmy w środku nocy obozu 200 km od miejsca, gdzie istniał naprawdę." Jedno z zadań obejmowało ponad sto kilometrów dawnej trasy rajdu Paryż - Dakar, ze śladami ledwo widocznymi wśród kamieni i piasku. "Po horyzont w każdą stronę wielkie nic. Piasek, kamienie, jakieś wzniesienia. Przez cały dzień spotkaliśmy jednego wielbłąda i dwójkę ludzi." Na koniec czekał rajd po dnie wyschniętego jeziora z dobrą radą organizatora: „Jeżeli tylko będzie gdzieś wilgotno, nie pchajcie się tam. Pod żadnym pozorem nie wjeżdżajcie w to!” Zawodnicy w ciągu 11 godzin musieli pokonać ponad 500 km. „Jechaliśmy zdecydowanie za wolno, jak na »dakarowe« warunki. Aby się mieścić, musimy pędzić dwa razy szybciej, co oznacza permanentny stan lotu pomiędzy garbem a kamieniem na czymś, co drogą nazwać można tylko umownie, i pralkę nastawioną na wirowanie w środku auta."

Granice i Ludzie: Mauretania

Dla gdańszczan noc z 24 stycznia 2016 roku była wyjątkowa: "pierwsza noc na łóżkach." Podczas malowniczego 6. etapu The Budapest-Bamako Rally zawodnicy musieli pokonać ponad 500 kilometrów, jadąc wzdłuż wybrzeża Atlantyku. Załoga pozdrawiała z granicy saharyjsko-mauretańskiej, unikając opisywania kolejnych awarii, które zdarzały się w poprzednich dniach, jak podpalone stacje benzynowe czy zniszczony sprzęt fotograficzny.

„Rano przekroczyliśmy Zwrotnik Raka, a za kilka minut wjeżdżamy do Islamskiej Republiki Mauretanii.” 24 stycznia 2016 roku gdańszczanie walczyli ze snem i afrykańską biurokracją, co relacjonował Maciej Sokołowski, członek załogi Attention Dangel Team. Zawodnicy mieli do pokonania 385 km dzielących Dakhlę i Baulandę. "Miałem wrażenie, że spałem nie dłużej niż 5 minut," - pisał Maciej Sokołowski, choć faktycznie było to nieco ponad półtorej godziny. „Punkt szósta odebraliśmy listę na dziś, z której najbardziej ambitnym zadaniem było przekroczenie granicy mauretańskiej.”

zdjęcie ciężarówki lub samochodów na tle pustynnego krajobrazu z elementami burzy piaskowej

Procedury graniczne i "fixerzy"

Przejście graniczne okazało się mniejsze niż oczekiwano, z zaledwie kilkunastoma samochodami, w większości rajdowymi. Po stronie marokańskiej panował względny porządek. Po odwiedzeniu czterech różnych miejsc, w których zbierano pieczątki, otworzyła się „strefa niczyja” - przygnębiający efekt konfliktu mauretańsko-marokańskiego o Saharę Zachodnią. Brak tu utwardzonej szosy, a jedyna wyjeżdżona droga wije się między setkami zdezelowanych aut, stert śmieci i rozbitych kineskopów. Teren poza drogą był zaminowany. „Rzuciło się do nas kilku mundurowych na raz, krzycząc »passports!« jeden przez drugiego. Samochód wręcz oblepiła chmara fixerów - osób, które chcą Ci pomóc w meandrach mauretańskiej biurokracji, załatwić ubezpieczenie, wymienić walutę, sprzedać kartę telefoniczną.”

Załoga Attention Dangel borykała się z problemem braku wstecznego biegu i rozrusznika. Udało się przycupnąć na poboczu i, zmieniając się przy cały czas odpalonym aucie, udać się do posterunku straży granicznej. Betonowy budyneczek był brudny z zewnątrz i w środku, z podłogą wyłożoną płytkami otaczającymi fragment klepiska. Urzędnicy w zużytych mundurach i sandałach dumnie prezentowali kabury z bronią, a na zdezelowanych meblach stały zakurzone komputery. Mauretański pogranicznik, nazywający swój system „Systemem”, kazał przytknąć dłonie do skanera odcisków palców i spojrzeć w kamerę. W Maroku i Saharze Zachodniej wykształcił się system wręczania kartek z danymi wszystkich pasażerów, tzw. „fiszy”, by skrócić czas kontroli. Mauretański pogranicznik „fiszy” nie przyjął, ale jego koledzy na kolejnych kontrolach drogowych prosili o… właśnie „fisze”, często z prośbą o „petit cadeu” - mały prezencik. Garść długopisów zazwyczaj załatwiała sprawę.

Na końcu drogi: Nawakszut i Bilans Rajdu

Po afrykańskiej biurokracji gdańszczanie dotarli do mety 6. etapu rajdu. „Na rozdrożu zamiast skręcić w lewo w kierunku mety, gdzie bylibyśmy cztery godziny przed czasem, skręcamy w prawo, celem odnalezienia słynnego cmentarzyska statków, w końcu mamy jeszcze dużo czasu. Szukamy zawzięcie, przeczesując plaże po jednej i drugiej stronie Przylądka Białego nieopodal Noadhibou, w końcu, zamiast wielkiego cmentarzyska odnajdujemy w zasadzie skromny grobowiec - parę wystających z wody kawałków drewna, które niegdyś były łodzią rybacką.” W drodze powrotnej odwiedzili panią Lucynę, Polkę mieszkającą tam od 32 lat, której zostawili część darów dla miejscowego domu dziecka, po czym ruszyli na obóz pilnowany przez kilka samochodów gwardii mauretańskiej.

zdjęcie cmentarzyska statków na Przylądku Białym lub widok na wybrzeże z wrakiem

Podczas 8. etapu rajdu The Budapest-Bamako zawodnicy kolejny dzień mierzyli się z wysokimi temperaturami i afrykańskim piaskiem. „Pozdrawiamy z Nawakszut, stolicy Mauretanii! W niedzielę odwiedziliśmy Nawazibu, główny port kraju. Obserwowaliśmy najdłuższy pociąg na świecie, zobaczyliśmy cmentarzysko statków na Przylądku Białym, a przede wszystkim odwiedziliśmy Panią Lucynę. Przekazaliśmy jej część darów, które trafią do miejscowego domu dziecka.”

W kategorii wyścigowej zajęli 6. pozycję. Relacja z 8. etapu opisuje dzień kryzysu, zwątpienia i porażki zakończonej moralnym zwycięstwem. „Zaczęło się w nocy od burzy piaskowej albo w każdym razie od czegoś, z czym mi się to kojarzy - wiało mocniej niż w Kieleckiem i sypało piaskiem.” "Niebieski" nie lubił piasku, ale wciąż musiał się z nim mierzyć. „Ósmy etap wg zapowiedzi miał mieć tylko 250 km, połowę tego co wcześniejsze, to co będziemy się spieszyć?". Załoga Attention Dangel tak pomyślała, tak zrobiła. „Odebraliśmy w końcu kartę i ruszyliśmy w bój. Wiedzieliśmy, że to będzie piaszczysty etap, a nasze auto piasku nie lubi, ale z godnością przystąpiliśmy do realizacji wytycznych, wbiliśmy w GPS współrzędne punktów kontrolnych i ruszyliśmy przez pustynię. Jeżeli pisałem, że w Mauretanii wszędzie dookoła była równina, to tutaj jest równina absolutna. Płasko jak stół, drobniutki twardy żwir i naprawdę sporadycznie jakieś kępki sukulentów. Pierwsze łachy piachu były po 200 metrach, ale jakoś z rozpędu przejechaliśmy je z nadzieją, że to tylko taki początek.”

Jak Jedna Firma Doprowadziła Nigerię do RUINY?

Ugrzęźnięcie w piasku

„Nagle piasek zrobił się grząski i jedynym wyjściem było dodanie gazu. Rumakowanie skończyło się po 300 metrach. Dangel osiadł na niewielkim garbiku - pisał w swojej relacji Maciej. - Wyjęliśmy i podłożyliśmy deski i… i nic. Kręcił kołami na deskach. Okazało się, że wykrzyż mamy taki, że jedne koła są blokowane przez nadkola, a drugie nie mają żadnej przyczepności. Chyba też wyjechaliśmy na tę trasę jako ostatni, bo na horyzoncie żadnego samochodu.” „W zasadzie po horyzont nie tylko samochodu, ale również niczego innego nie było. Żar lał się z nieba, najbliższe miasteczko - pewnie ze 100 km, najbliższy asfalt - minimum 20. Mamy telefon satelitarny, ale przecież nie zadzwonimy nim po pomoc drogową, bo takowej tu nie ma. Wyłączyliśmy auto, chłopaki nerwowo zaciągnęli się papierosem. Tak się wszystkim niewesoło zrobiło i chyba wszyscy poczuliśmy, że zabawa zabawą, a Afryka Afryką. I wszystko ma swoje granice, z tym że tej pierwszej są jakby bliżej.”

Co zrobić z zakopanym autem? Gdańszczanie szukali pomysłu, ale na pustyni pomysły trzeba przesiewać przez sitko…

tags: #walec #drogowy #pokonuje #200 #m