Ewolucja Maszyn Żniwnych i Omłotowych

Historia pozyskiwania zboża na świecie jest ściśle związana z nieustannym dążeniem do optymalizacji pracy rolniczej. Od pradawnych narzędzi używanych ręcznie, przez pierwsze mechaniczne młocarnie, aż po nowoczesne kombajny - ewolucja maszyn żniwnych i omłotowych to fascynująca podróż w głąb innowacji, które kształtowały rolnictwo i życie ludzi na przestrzeni wieków.

Tradycyjne Metody Zbioru Zboża

Pokazy etnograficzne w Skansenie Rzeki Pilicy

W Skansenie Rzeki Pilicy (filii MCK) w Tomaszowie Mazowieckim organizowane są pokazowe warsztaty etnograficzne pod nazwą „Od ziarenka do bochenka”. Podczas tych warsztatów, w pełnej wersji, zainteresowani mają okazję zapoznać się z typowym sprzętem używanym w pracach polowych, takim jak pług czy brony. W budynku młyna prezentowane są narzędzia do koszenia zboża, takie jak sierpy i kosa, do młócenia - cepy, oraz do mielenia ziarna na mąkę - żarna ręczne. Pokazywane są również różne odmiany zbóż oraz produkty, które z nich powstają, począwszy od mąki, poprzez kasze, aż do otrąb i płatków. Przewodnik wtajemnicza uczestników w tradycje i zwyczaje towarzyszące pracom polowym. Warsztaty często skupiają się na części praktycznej, gdzie każdy zainteresowany może samodzielnie mielić zboże na żarnach ręcznych i poznać technikę oddzielania mąki od otrąb. Zwiedzający mogą również zapoznać się z ekspozycją dotyczącą pozyskiwania zboża, jego rodzajami oraz modelami młynów, w których dawniej ziarno było przerabiane na mąkę. Warto również obejrzeć nową aranżację parteru młyna oraz strychu, które zostały w całości udostępnione zwiedzającym.

Zestaw tradycyjnych narzędzi rolniczych: sierpy, kosa, cepy, żarna ręczne

Żniwa retro rolnika: doświadczenia Adama Sokołowskiego

Adam Sokołowski, znany ze swoich lotniczych i motoryzacyjnych zainteresowań, określa rolnictwo jako swoje trzecie hobby. Zamiast do hangaru czy na zlot zabytkowych samochodów, zaprosił on na własnoręcznie zorganizowane żniwa. Opowiedział, co skłoniło go, mieszkańca miasta, do sięgnięcia po kosę i cep. Od dawna planował prawdziwe żniwa, ale nie miał gdzie tego pomysłu zrealizować. W tym roku sąsiad zgodził się na wykorzystanie jego działki. Zasiał żyto z dwóch powodów: po pierwsze, zależało mu, by zasiać zboże, zebrać je, wymłócić, zemleć i z tej mąki upiec chleb; po drugie, chciał się na własnej skórze przekonać, jak wyglądała praca ludzi, kiedy wszystko trzeba było robić ręcznie. Pochodząc ze wsi, część zajęć nie była mu obca.

Przyznaje, że już na samym początku pojawiły się problemy. Wiosną na 8 arach zasiał, oczywiście ręcznie, żyto jare. Nie bejcował ziarna specjalnym specyfikiem, który ochroniłby je przed chorobami czy szkodnikami, ponieważ chciał, by było jak najbardziej naturalnie. Zaczęły zlatywać się różne ptaki, urządzając sobie zbożową stołówkę. Ich odganianie, nawet strzelanie z korkowca, nie przynosiło rezultatu. Na chwilę pomogło postawienie strachów na wróble, jednak po kilku dniach chmara skrzydlatych głodomorów znowu urzędowała na polu. Żona obawiała się, że nic z tego ziarna nie zostanie. Kiedy w końcu ptakom znudziła się jednostajna dieta, żyto powolutku zaczęło kiełkować. Mimo że nie stosował oprysków, wyrosło ładnie - opowiada retro rolnik.

W połowie sierpnia Adam Sokołowski rozpoczął koszenie. Kosą, rzecz jasna. Zajęło mu to trzy popołudnia i mocno dało w kość. Ścięte żyto wiązał w snopki, za pomocą własnoręcznie zrobionych powróseł. Snopki układał w dziesiątki. Podziwia ludzi, którzy mieli hektar, dwa czy trzy i wszystko musieli wykosić ręcznie. Współczesne rolnictwo jest całkowicie zmechanizowane i można zrobić wszystko nie wychodząc z kabiny pojazdu - mówi świdniczanin.

Dodaje jeszcze trochę ciekawostek: pamięta z dzieciństwa, że tuż przed żniwami, po całej wsi rozchodził się charakterystyczny dźwięk - uderzanie metalu o metal. To było klepanie kosy. Jak zaczął jeden gospodarz, zaraz dołączali następni. Dzięki klepaniu ostrze było wyrobione, bardziej płynne. Potem jeszcze tylko parę ruchów osełką i kosa była jak brzytwa. Trzeba ją było włożyć do kosiska, czyli tej drewnianej części, a potem jeszcze założyć specjalny kabłąk, który pozwalał równo odkładać ścięte zboże, tak że się nie rozsypywało. Za kosiarzem szły kobiety i wiązały snopki powrósłami. Jeszcze w latach 70. czy 80. XX w. używano kosy do zrobienia drogi dla ciągnika. Ludzie na wsi są zazwyczaj bardzo bogobojni i mają swoje przesądy. Ciągnik nie mógł jechać po zbożu, trzeba było wykosić mu wolne miejsce, żeby się Pan Bóg nie obraził. Babcia opowiadała, że kiedy tata Adama Sokołowskiego zaczął wyrażać chęć ożenku, postanowił wykazać, że będzie dobrym i pracowitym mężem, kosząc jednego dnia prawie hektar zboża. - No i chyba zadziałało, ślub się odbył.

Początki Mechanizacji: Od Młocarni do Kombajnu

Maszyna, która zmieniła wieś - Młocarnia

Zwiezione z działki żyto czeka na młóckę. Część zostanie wymłócona tradycyjnie, czyli cepem. Adam Sokołowski podkreśla, że to zajęcie ciężkie, męczące i łatwo można dostać w głowę. Resztą żyta zajmie się maszyna pochodząca z XIX w., z wytwórni Wacława Moritza. W Lublinie były dwie firmy produkujące maszyny rolnicze - wyjaśnia A. Sokołowski. Bardziej znana to fabryka Mieczysława Wolskiego, w której budynkach mieści się teraz galeria Wolska. Drugą, od 1895 roku, prowadził Wacław Moritz. Usytuowana była przy ul. Fabrycznej 2. Na przełomie wieków, po prawie stuletniej działalności, zabudowania zostały rozebrane, a potem na ich miejscu stanęła galeria Gala.

Po wymłóceniu i oczyszczeniu ziarno trafi do młyna pod Poniatową, gdzie zostanie zmielone na mąkę. - Nie będę mielił w żarnach, bo zbyt długo by to trwało. Młyn pod Poniatową przyjmuje nawet niewielkie ilości ziarna. Żona Adama Sokołowskiego, Maria, ma już praktykę w pieczeniu chleba, więc przekonają się, jak będzie smakował taki ze swojego zboża. - Muszę przyznać, że łatwo nie było, ale czuję ogromną satysfakcję, że mogłem spróbować. Mam też ogromny szacunek dla tych, którzy uprawiali pole jedynie siłą własnych rąk. W przyszłym roku, jeśli sąsiad pozwoli, posieję pszenicę i skoszę ją kosiarką - planuje retro rolnik.

Sceny z filmu „Sami swoi”, w której znaleziona w stodole Pawlaka poniemiecka młocarnia stała się przyczyną sporu, ale także zbliżenia zwaśnionych sąsiadów, dobrze oddają przełomowość tej maszyny. Ta „diabelska mechanizacja dla tych, co siły w ręcach nie mają” okazała się w końcu przydatna i przełomowa we wzajemnych relacjach obu rodzin. Dziś młocarnia jako maszyna rolnicza została wchłonięta przez inną - kombajn zbożowy, stając się jego integralną częścią. Młocarnie, takie jak te eksponowane w Centrum Rozwojowym firmy Kuhn w Saverne, wciąż budzą zainteresowanie. Stare młocarnie często posiadają wytrząsacze, technologię znaną z nowoczesnych kombajnów. Jest w nich coś, co przyciąga - niesamowita precyzja wykonania poszczególnych elementów, zaprojektowanych i zrobionych tak, aby mogły bezawaryjnie działać przez dziesięciolecia. Jakby każda drewniana klepka obudowy, każda odlana z precyzją metalowa korba czy wspornik miały w sobie część duszy rzemieślnika, który je stworzył. Ponadczasowa jakość wykonania elementów metalowych młocarni jest nadal widoczna, podobnie jak smarowniczka Stauffera, która po dokręceniu aplikowała smar.

Stara młocarnia z widocznymi elementami mechanicznymi

Masowo młocarnie zaczęły się pojawiać już na początku XIX w. w Anglii. Szybko okazało się, że taka mechanizacja rolnicza nie wszystkim pasuje, zwłaszcza robotnikom rolnym, którzy do tej pory utrzymywali się z ręcznego młócenia cepami. Widząc, że w dużych gospodarstwach, gdzie pojawiła się młocarnia, tracą pracę i zarobek, wszczęli w 1830 r. zamieszki i powstanie zwane jako „Swing Rioters”. Objęło ono całą południową i wschodnią Anglię, a jej skutkiem było spalenie ponad 100 młocarni oraz niezliczonej ilości spichlerzy ze zbożem. Z dymem poszły także folwarki, a nawet obsiane pola. Mimo tak poważnej początkowej niechęci, sprzęt ten produkowany był masowo i w niedługim czasie w wielu krajach zastąpił całkowicie ręczny omłot zboża. Młocarnie były udoskonalane i ciągle zwiększano ich wydajność, wprowadzając nowoczesne jak na owe czasy rozwiązania techniczne.

Pierwsze tego typu maszyny napędzane były siłą mięśni ludzkich, ale szybko to źródło mocy zostało zastąpione zaprzęgiem konnym w kieracie. Następnym etapem rozwoju młocarni był napęd pasowy z zewnętrznego źródła mocy - lokomobili parowych. Zwiększona moc pozwalała uzyskać znaczne wydajności omłotu i wpłynęła także na budowę samych maszyn. Wykonane z brezentu pokryte gumą pasy przenosiły napęd na poszczególne podzespoły młocarni. Na początku XX w. wraz z masowym rozwojem elektryfikacji, za napęd młocarni zaczęły służyć silniki elektryczne. Moc wytwarzana przez nie była przenoszona za pomocą pasów transmisyjnych, i ten rodzaj napędu młocarni pozostał w użyciu przez kilkadziesiąt lat. Niewielkie ilości młocarni były sprowadzane do Polski jeszcze przed II wojną światową, prawie wyłącznie do dużych prywatnych gospodarstw rolnych. Silniki elektryczne, jak ten wyprodukowany przed II wojną niemiecki motor, napędzały młocarnie poprzez pas transmisyjny. Choć na początku używane z ogromną niechęcią, często graniczącą z zabobonem, odziedziczone poniemieckie młocarnie stały się niezbędnym sprzętem rolniczym i służyły jeszcze przez wiele lat, aż do pojawienia się pierwszych polskich kombajnów.

Rysunek techniczny lub zdjęcie lokomobili parowej napędzającej młocarnię

Dalszy Rozwój Maszyn Żniwnych: Od kosiarki do kombajnu

Kosa była trzecim z kolei urządzeniem w mechanizacji rolnictwa - przybliża Adam Sokołowski. Najpierw zrzynano zboże nożem, potem wynaleziono sierp, a następnie kosę. Po kosie pojawiła się kosiarka konna, która wymagała dwóch operatorów i pary koni: jedna osoba powoziła, druga nagarniała ścięte zboże na specjalną drabinkę. Kolejnym etapem mechanizacji była żniwiarka. Urządzenie potrzebowało pary silnych koni i jednego człowieka. Po niej przyszła snopowiązałka, którą obsługiwało dwóch ludzi: jeden siedział w ciągniku, drugi z tyłu, a urządzenie samo cięło i wiązało. Problemem był jednak trudno dostępny sznurek, co dobrze pokazano w filmie „Nie lubię poniedziałków” - za eksportowane do Włoch kombajny dostawaliśmy sznurek do snopowiązałki.

Właśnie kombajny. Jednym z pierwszych i najpopularniejszych w Polsce była „Vistula”, po niej nastąpił „Bizon”. Pierwszy kombajn zbożowy wymyślono w Stanach Zjednoczonych w 1835 roku i musiał go ciągnąć zaprzęg składający się z 20 koni.

Współczesne Kombajny Zbożowe: Wydajność i Paliwo

W dyskusjach na temat nowoczesnych maszyn żniwnych często pojawiają się porównania różnych modeli. Na przykład, kombajn Dominator 98 SL z silnikiem Mercedes o mocy 150 KM, napędem mechanicznym i rocznikiem 1998 (5-klawiszowy), bez siekania słomy, potrafił spalać około 12 litrów paliwa na godzinę z hederem o szerokości 4,5 metra. Pojawiają się także pytania o wydajność i zużycie paliwa w innych modelach. Na przykład, sąsiad z rocznym modelem TC 5050 młóci wolno i twierdzi, że maszyna pali mu 30 litrów na godzinę. Przeliczenie pojemności zbiornika na masę ziarna jest proste i wymaga jedynie znajomości gęstości ziarna w stanie zsypnym dla danego gatunku zboża.

Porównując modele Bizon Super 56 i NH 5050, można zauważyć, że Bizon Super 56 ma 5 wytrząsaczy o długości 3,6 m i łącznej powierzchni oddzielania 4,6 m kw., podczas gdy NH 5050 ma 4,41 m kw. Jeśli chodzi o sita, łączna powierzchnia w Bizonie wynosi 2,94 m kw., a w NH 5050 - 3 m kw. To pokazuje, jak różnice w konstrukcji mogą wpływać na specyfikację i potencjalną wydajność maszyn.

Porównanie kombajnów zbożowych - infografika kluczowych parametrów

Pasja i Zbiory Retro Rolnika

Retro rolnik, Adam Sokołowski, podkreśla, że gromadzi sprzęt tylko z terenu powiatu świdnickiego, ewentualnie z okolic Lublina. W swoich zbiorach ma żniwiarkę ze Świdnika. Od sąsiada udało mu się kupić rzadko spotykany polski ciągnik Dzik 2 z 1965 roku, który jest nietypowy, bo dwukołowy. W tym roku nabył też konną kosiarkę na żeliwnych kołach. Takie rzeczy sporo kosztują, więc stara się szukać jak najlepszych okazji. Większość sprzętu zachowuje w oryginalnym stanie. Chciałby kiedyś ten swój skansen pokazać szerszej publiczności. Planuje stworzyć stronę internetową lub przygotować wystawę sprzętu z demonstracją jego pracy, być może na Air Festiwal. Najciekawszym punktem byłby pokaz młócenia zboża.

Inne Zainteresowania Rolnicze i Hodowlane

Eksperymentalna uprawa ziemniaków

Pan Adam ma również dwa małe poletka z ziemniakami, w tym jedno eksperymentalne. Posadził tam ziemniaki zupełnie inną metodą niż tradycyjna, którą znalazł przypadkiem na jakiejś rosyjskiej stronie. Podobno gwarantuje ona od 460 do 630 kg z jednego ara. Ziemniaki kiełkowane są w odpowiedniej temperaturze, w ciemnym miejscu, posypywane popiołem drzewnym, który zabija bakterie i grzyby. Tradycyjnie sadzeniaki mają być okrągłe, Rosjanie twierdzą, że lepsze są podłużne, przekrojone na pół. Pole również musi być odpowiednio przygotowane, ziemia zmieszana z naturalnym nawozem, zruszona i nawilżona. Odległość między rzędami powinna wynosić 60 cm. Ziemniaki sadzi się w poprzek rzędu, na odległość kciuka i małego palca. Jak urosną na 15 cm, trzeba usunąć chwasty i całość wyłożyć sianem, którego zapach odstrasza stonkę. Po deszczu staje się ono też naturalnym nawozem, trzyma wilgoć pod sobą i nie wypuszcza chwastów. Maria Sokołowska, żona Adama, śmieje się, że nie jest to metoda na uprawę przemysłową, bo wymaga dużo czasu i pracy, ale działkowcy czy hobbiści mogą spróbować.

Miejskie gospodarstwo Sokołowskich

Chociaż Sokołowscy mieszkają w mieście, hodują indyki, gęsi, kury i kaczki. Gromady zwierząt dopełnia pies ze schroniska w Krzesimowie i dwa koty. W drewnianej altance stoją kuchnia na cztery fajerki, piec chlebowy, piekarnik - duchówka, grill, wędzarnia. Wszystko zbudowali samodzielnie. Wokół znajduje się mnóstwo innych staroci - kołowrotek, żarna, dzieża, drewniana sofka, tara, maszyna Singer, lampy naftowe. - Mamy tutaj mały raj. Wiosną jest przepięknie, zielono, śpiewają ptaki. Drób wymaga niewiele pracy, wystarczy dać jeść i pić. Więcej wysiłku trzeba włożyć w ogród i działkę, szczególnie w walkę z chwastami - mówi M. Sokołowska. Ich stadko to w tej chwili 5 indyków, 3 gęsi dorosłe i 2 młode, 6 kur i ponad 20 kurczaków, które wylęgli w inkubatorze, 14 kaczek dorosłych i dwie młode. W gospodarstwach przy ich ulicy 20 lat temu trzymano konie, a jeszcze 10 lat temu kozy - była to kiedyś rolnicza okolica.

Zdjęcie altany z tradycyjnymi narzędziami i zabudowaniami gospodarskimi

Od Lotnictwa do Rolnictwa - Historia Adama Sokołowskiego

Na pytanie, dlaczego nie został na wsi i nie poświęcił się rolnictwu, Adam Sokołowski wyjaśnia: - Nad moją rodzinną miejscowością non stop latały odrzutowce. Byłem zachwycony i postanowiłem zostać pilotem wojskowym. Złożył dokumenty do liceum lotniczego w Dęblinie, ale odrzucił go laryngolog. Przyjechał więc do szkoły w Świdniku. W 1989 roku zapisał się do aeroklubu i zaczął skakać ze spadochronem. Przy 12. skoku miał wypadek, więc zrezygnował z dalszych. Przerzucił się na szybowce, motolotnie i samoloty. Na pokazach lotniczych poznał przyszłą żonę.

tags: #ciagnik #z #kosa #do #mlocenia