Konkursy Pucharu Świata w skokach narciarskich w Polsce zawsze stanowią wielkie święto tej dyscypliny. Wielka Krokiew w Zakopanem, znana z wyjątkowej atmosfery na trybunach, bywała jednak również świadkiem dramatycznych wydarzeń. Historia obiektu zapisała dwa szczególnie pamiętne upadki, które wstrząsnęły kibicami: Czecha Jana Mazocha w 2007 roku i Niemca Davida Siegela w późniejszych latach.

Upadek Jana Mazocha w 2007 roku - chwile grozy na Wielkiej Krokwi
Przebieg wydarzeń
W styczniu 2007 roku Zakopane gościło najlepszych skoczków narciarskich w ramach Pucharu Świata. Oczy polskich kibiców były skierowane przede wszystkim na Adama Małysza, który po pierwszej serii zajmował 5. miejsce. W połowie stawki, na 15. miejscu, znajdował się wówczas 21-letni Jan Mazoch, który w pierwszej próbie oddał skok na 121,5 m.
Dramatyczny upadek Mazocha w drugiej serii przerwał wielkie sportowe święto. Czech stracił w powietrzu równowagę i spadł z dużej wysokości na zeskok, uderzając głową. Natychmiast ruszyli do niego ratownicy medyczni. Licznie wypełnione trybuny Wielkiej Krokwi zamilkły. Jury zawodów podjęło decyzję o przerwaniu i odwołaniu całej serii finałowej.

Konsekwencje upadku
Mazocha przetransportowano do Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, gdzie wprowadzono go w śpiączkę farmakologiczną. Pierwsze doniesienia mówiły o stanie krytycznym, zdiagnozowano u niego obrzęk mózgu. Kilka dni później kibice mogli odetchnąć z ulgą - stan Czecha był na tyle stabilny, że został wybudzony ze śpiączki.
Paradoksalnie, dzięki anulowaniu drugiej serii, Jan Mazoch osiągnął 20 stycznia 2007 roku swój życiowy rezultat w Pucharze Świata, zajmując 15. miejsce. Sam zawodnik we wspomnieniach przyznał jednak, że niewiele pamięta z tamtych wydarzeń. "Nie miałem pojęcia, gdzie jestem i co się stało. Nawet kiedy przewieziono mnie do Pragi, nie do końca wiedziałem, o co w tym wszystkim chodzi. Taki stan trwał dwa, może trzy tygodnie. Nie byłem sobą. Gdy po miesiącu opuściłem szpital w stolicy Czech i wróciłem do domu, czułem się we własnym ciele jak obcy. Później zobaczyłem swój upadek w internecie" - wspominał kilka lat temu w rozmowie z portalem "Przegląd Sportowy Onet".
KSN - Tragedia na Wielkiej Krokwi: Upadek Mazocha
Dalsze losy Jana Mazocha
Upadek w Zakopanem oznaczał dla młodego zawodnika praktycznie koniec sportowej drogi. Mazoch próbował jeszcze startów w Pucharze Kontynentalnym, jednak ostatecznie w sierpniu 2008 roku ogłosił zakończenie kariery. Do dzisiaj jednak zadaje sobie pytanie, co mógłby osiągnąć, gdyby nie przykry wieczór w Zakopanem. "To pytanie pojawia się tu i tam. Nie znam jednak na nie odpowiedzi..." - zawiesza głos.
Nawracające dywagacje to niejedyna rzecz, która przypomina mu o 20 stycznia 2007 r. Porzucić myśli o tamtym dniu nie pozwalają mu także notoryczne bóle głowy. "Da się z tym żyć" - kwituje dolegliwości fizyczne i dodaje: "Równie dobrze mogłem przecież skończyć na wózku".
Mimo traumatycznych doświadczeń, Jan Mazoch nie myśli o tym, czy mógł zginąć. "W ogóle o tym nie - zdecydowanie zaznacza. - To się po prostu wydarzyło. Tak miało być. Wychodzę z założenia, że nic nie dzieje się w naszym życiu bez powodu" - twierdzi. Kilka miesięcy po dramatycznych chwilach w Zakopanem Mazoch powitał na świecie swoją pierwszą córkę, Viktorię. Dziś jest szczęśliwym ojcem trojga dzieci - dwóch córek i syna. Wydarzenia z Zakopanego były punktem zwrotnym w jego życiu. Pracuje obecnie w agencji ochrony i w wolnych chwilach zajmuje się osobami z niepełnosprawnością, znajdując w tym nowe powołanie.
Upadek Davida Siegela - niemiecka tragedia w konkursie drużynowym
Niecodzienne zwycięstwo mimo dramatu
Zakopane było również świadkiem innego dramatycznego upadku, tym razem niemieckiego skoczka Davida Siegela. Niemcy wygrali w Zakopanem konkurs drużynowy, choć groźny upadek zaliczył w finałowej serii właśnie Siegel. Do dekoracji wyszli tylko we trzech. Austriaków pokonali po wspaniałej walce, o zaledwie 0,1 pkt.
Dla Karla Geigera, Markusa Eisenbichlera i Stephana Leyhe to nie był jednak moment wielkiej radości. Myślami byli przy 22-letnim koledze, który wtedy jechał już do szpitala na badania. "Trudno cieszyć się ze zwycięstwa w takim momencie" - przyznawał Eisenbichler. "Konkurs na pewno był bardzo emocjonujący, niemniej trudno się odciąć od tego, co się stało".

Szczegóły upadku i diagnoza
Siegel, który ostatnio prezentował się bardzo obiecująco, w drugiej serii skoczył bardzo daleko - 142,5 m - ale popełnił błąd przy lądowaniu i przewrócił się w niekontrolowany sposób. Konieczna była interwencja lekarzy, którzy wynosili zawodnika ze skoczni na noszach. Pierwsze diagnozy mówiły o skręconym stawie kolanowym i zerwanych więzadłach.
Media posądzały o błąd jury konkursu, które pozwoliło na oddanie skoku w warunkach uniemożliwiających bezpieczeństwo. Trener Niemców Werner Schuster był wściekły na jury, że pozwoliło na tak długie skoki. "Na pewno był zdołowany tym wypadkiem" - zdradził Adam Małysz, dyrektor PZN. "Siegel to była nowa twarz w jego zespole, zaczął skakać na naprawdę dobrym poziomie i w takim momencie przydarzył się taki pech. Nie sądzę jednak, żeby to wpłynęło deprymująco na całą kadrę Niemiec. Zresztą wygrali w pięknym stylu".
Inne pamiętne upadki w historii skoków narciarskich
Skoki narciarskie to sport niebezpieczny i ryzykowny, o czym przypominały liczne dramatyczne wypadki na różnych skoczniach świata. Poniżej przedstawiamy kilka z nich:
- Lukas Mueller (Bad Mitterndorf): Podczas testów na mamucie w Bad Mitterndorf upadł Austriak Lukas Mueller. Od razu po wypadku zabrano go helikopterem do szpitala, gdzie stwierdzono ciężkie uszkodzenie kręgosłupa. Według austriackich mediów jest sparaliżowany od pasa w dół.
- Nicholas Fairall (Bischofshofen): 25-letni Amerykanin podczas kwalifikacji do konkursu w Bischofshofen przy lądowaniu zbyt mocno wychylił się do przodu i stracił równowagę. Po upadku długo się nie ruszał. Doznał poważnej kontuzji kręgosłupa i wylądował na wózku inwalidzkim.
- Simon Ammann (Bischofshofen): Szwajcar wylądował na 136. metrze, a potem przewrócił się, upadł na skrzyżowane ramiona i przejechał kilkanaście metrów na twarzy. Stracił przytomność, którą odzyskał dopiero w karetce. Był to jeden z kilku wypadków w jego karierze.
- Pavel Ploc: Upadek Pavla Ploca, który zaliczył salto w powietrzu, wyglądał naprawdę koszmarnie. Zabrano go do szpitala, przebywał tam w stanie ciężkim przez kilka dni. Jego operację sfinansował niemiecki skoczek Martin Schmitt.
- Robert Kranjec (Planica): W 2001 roku Robert Kranjec zaliczył bardzo bolesny, bardzo groźnie wyglądający upadek podczas konkursu lotów na swojej "domowej" skoczni w Planicy. Kurował się kilka miesięcy, ale powrócił, zdobywając później medale.
- Dmitrij Wasiliew: Rosjanin zaliczył salto w powietrzu, zabrano go do szpitala.
- Wolfgang Loitzl (Zakopane 2004): Kuriozalny upadek, w którym Loitzl zjeżdżał na kombinezonie.
- Tom Hilde (2011): Hilde wywrócił się przy lądowaniu, został przewieziony do szpitala z diagnozą "złamanego kręgosłupa". Pomimo groźnych obrażeń, szybko opuścił szpital i wrócił do rywalizacji.
- Thomas Morgenstern (Bad Mitterndorf): Upadek Morgensterna wyglądał koszmarnie, ale szybko odzyskał przytomność i wyraził chęć powrotu do sportu. Miał w karierze kilka groźnych wypadków.
- Janne Ahonen (Planica 2004/05): Ahonen "ciągnął" odległość, bijąc rekord skoczni 240 metrów, ale nie ustał lądowania, upadł na plecy i uderzył głową w śnieg.

Robert Mateja - niespełniony talent i jego upadki
W historii polskich skoków narciarskich Robert Mateja, urodzony w Zakopanem, jest postacią, której kariera naznaczona była zarówno sukcesami, jak i momentami załamania. Zaczynał od kombinacji norweskiej, by szybko poświęcić się wyłącznie skokom. Debiut w Pucharze Świata zaliczył w 1992 roku w Falun.
Kariera Roberta Matei
Prawdziwy przełom nastąpił w sezonie 1996/97, kiedy to trzykrotnie plasował się w czołowej "10" PŚ. W marcu 1997 roku w Trondheim zajął doskonałą 5 lokatę na mniejszym obiekcie, niestety lądowanie na dwie nogi kosztowało go utratę medalu. W ciągu dwóch następnych sezonów stał się niekwestionowanym liderem polskiej reprezentacji. W sezonie 1997/98 uzyskał najlepszy rezultat na Wielkiej Krokwi w Zakopanem, zajmując 6. pozycję.
Sezon 1998/99 był mniej udany, ale Mateja nadal był najlepszym z Polaków. W Zakopanem, po świetnym skoku na 126 metrów, zajmował 1. miejsce na półmetku, jednak nie wytrzymał presji i ukończył zawody na 16. pozycji. W 2001 roku pobił rekord Polski Piotra Fijasa w czeskim Harrachowie, szybując na 201,5 metra. Sezon olimpijski 2002 był dla niego średnio udany, a na igrzyskach wypadł poniżej oczekiwań, choć miał duży wkład w historyczny sukces drużyny w Villach (3. miejsce).

Zakończenie kariery i refleksje
Następny sezon był najgorszym w karierze Roberta Matei, nie zdobył ani jednego punktu PŚ. Po sezonie 2003/04 Polski Związek Narciarski zamierzał zrezygnować z jego usług. Później znalazł się w kadrze B pod opieką trenera Stefana Horngachera, co przyniosło renesans formy, m.in. zwycięstwo w Letnim Pucharze Kontynentalnym.
Robert Mateja jest siedmiokrotnym Mistrzem Polski. Mimo wielu sukcesów, Mateja to zawodnik, którego można uznać za niespełniony talent. Wielokrotnie w uzyskiwaniu dobrych wyników przeszkadzała mu słaba odporność psychiczna. Trema paraliżowała go, gdy tylko gra toczyła się o dużą stawkę. Mimo wszystko, jego wkład w polskie skoki, zwłaszcza w pierwszym okresie kariery, powinien zostać doceniony.
tags: #wywrotka #niemieckiego #skoczka #w #zakopan