Informacje o Kaufland "Szczęśliwy Traktorek"

Na podstawie dostarczonych informacji, temat "Kaufland Szczęśliwy Traktorek" wydaje się być odniesieniem do specyficznej akcji promocyjnej lub produktu oferowanego przez sieć sklepów Kaufland, co w kontekście dostarczonego tekstu stanowi istotne rozbieżności. Dostarczony tekst opisuje szczegółowe relacje z podróży, skupiające się na turystyce górskiej w Austrii (Alpy Wschodnie, Wysokie Taury, Karyntia), zwiedzaniu Japonii (Tokio) oraz eksploracji Hiszpanii (Andaluzja, Malaga, Grenada, Sierra Nevada). Treść nie zawiera żadnych bezpośrednich odniesień do sieci handlowej Kaufland ani do pojęcia "Szczęśliwy Traktorek".

Podróże i przygody: Austria

Flachauwinkl i okolice

Kolejny urlop spędzony w Austrii zaliczamy do udanych. Nasz wybór padł ponownie na Austrię (5 raz), ale tym razem jechaliśmy w konkretnym celu - zdobyć trzytysięcznik. Znaleźliśmy go w Taurach Wysokich w Karyntii; jest to mierzący 3076 m Großer Hafner. O wyborze kwatery zadecydowało niedalekie sąsiedztwo wysokiego szczytu - łatwego technicznie.

Po przejechaniu 1000 km i 10 godzinach jazdy niemieckimi autostradami, dojechaliśmy do Flachauwinkl - miasteczka znajdującego się 70 km od Salzburga (w kraju związkowym Salzburg). Latem prawie wymarłe, tętni życiem dopiero zimą, gdy staje się popularnym ośrodkiem narciarskim z setkami amatorów białego szaleństwa. Dlatego, gdzie tylko okiem sięgnąć, mnóstwo tu wyciągów, kolejek gondolowych itp.

Widok na miasteczko Flachauwinkl w Alpach, z widocznymi wyciągami narciarskimi i kolejkami gondolowymi

Aktywności piesze i rowerowe w Flachau

Najpierw zrobiliśmy sobie wycieczkę do miasteczka Flachau, w większości wzdłuż drogi (15 km w dwie strony). W miasteczku zrobiliśmy przerwę w jednej z wielu kawiarni, na kawę i pyszny strucel z bitą śmietaną, zaopatrzyliśmy się w mapy w informacji turystycznej. Powrót prowadził tą samą drogą. Po zjedzeniu obiadu na kwaterze, po godzinie 16 ruszyliśmy do Flachau rowerami (mieliśmy je w cenie noclegu) do supermarketu Spar, świetną ścieżką rowerową (17 km w dwie strony). To był pierwszy raz w historii naszych wojaży, kiedy jednego dnia zafundowaliśmy sobie wycieczkę pieszą i rowerową!

Z powodu deszczowych prognoz pogody, zrobiliśmy sobie trzygodzinną wycieczkę na pobliską bezimienną górę (asfaltowa i szutrowa droga). Deszcz spadł dopiero po południu i miał padać całą noc. W prognozach ostrzegano przed intensywnym deszczem. Kolejny deszczowy dzień. Poszliśmy szlakiem wzdłuż wyciągu nieczynnej kolejki gondolowej. Często spotykaliśmy na swojej drodze stada krów i byków, które mijaliśmy dużym łukiem, zgodnie z instrukcjami zamieszczanymi przed wejściem przez furtkę na pastwiska. Po wejściu na Hinterkogel, musieliśmy zadowolić się widokiem uroczej pary, której wszędobylska mgła oraz deszcz nie przeszkadzały w zalotach.

Wyprawa rowerowa do doliny Taurach

Spośród kilkunastu rowerów, trzymanych w garażu, szybko znaleźliśmy górski rower dla mnie (w niezłym stanie). Krzysiek musiał się zadowolić największym rowerem, jaki znalazł (ale i tak był za mały), a był to rower miejski. Zaplanowaliśmy całodniową wycieczkę. Najpierw musieliśmy zjechać na dół do Flachau, stąd musieliśmy się mocno napedałować, żeby krętą drogą wjechać na wysokość 1030 m (mój „rowerowy” rekord), skąd zjechaliśmy do miasteczka Palfen i dalsze 5 km pokonaliśmy w lekko pofałdowanym terenie. Naszym celem była dolina z rzeką Taurach, wzdłuż której prowadziła świetna droga rowerowa, która doprowadziła nas do miejscowości Unternntaurn. Tu, na wysokości 1000 m, znajdowało się prywatne zoo. Zrobiliśmy sobie odpoczynek w towarzystwie spacerujących dzikich świń.

Powrót początkowo odbył się tą samą drogą, odbiliśmy dopiero przed zjazdem do starego, ładnego miasteczka Radstadt. Tu zrobiliśmy sobie przerwę na rynku, na pyszne ciasto, oczywiście z kawą. Ponieważ Krzysiek wciąż odczuwał niedosyt roweru, skorzystał z oferty jednej z wypożyczalni rowerowych i wypożyczył na cały dzień E-bike czyli rower elektryczny (33 €).

Wędrówka na Lackenkogel i Griessenkar

Ten dzień spędziliśmy osobno, ale obydwoje dotarliśmy dość wysoko - ja na nogach, Krzysiek - rowerem. Ale najpierw rano, po godzinie 9, autem dojechaliśmy do Flachau. Ja, pieszo szlakiem ruszyłam w góry, Krzysiek - po zostawieniu auta na parkingu - rowerem. Mój szlak przez pierwsze 4 km przecinał się z asfaltową drogą, prowadzącą do miejsca Sattelbauer - 1300 m - gdzie, obok dużego parkingu i górskiej karczmy, przecinało się wiele szlaków rowerowych. Dalej szlak odbijał w las i wąską, stromą ścieżką doszłam do polany Lackenalm, skąd była ładna panorama na skaliste pasmo w tle. Wokół otwartej restauracji górskiej pasły się leniwie krowy i byki.

Dalej, wąską ścieżką zaczęłam się piąć w górę, która doprowadziła mnie do grzbietu zarośniętego kosodrzewiną. Po 20 minutach byłam na szczycie z krzyżem Lackenkogel, gdzie było sporo turystów głównie z Czech. Po dość długiej przerwie, na jedzenie i zdjęcia, zeszłam z powrotem (nie było innego szlaku) do rozwidlenia szlaków pod szczytem i ruszyłam dalej ścieżką przez długi grzbiet (około 3 km, momentami było dość stromo, gdy szlak prowadził zboczem). Na wysokości Flachauwinkl, zaczęłam schodzenie w dół, tą samą drogą, którą pokonaliśmy w deszczu, schodząc z Hinterkogel. Tym razem były ładne widoki i dużo słońca. Zgraliśmy się z powrotem, bo prawie w tym samym czasie zjawiliśmy się przed naszą kwaterą. Krzysiek przejechał po górach 65 km.

Kolejnego dnia dotarliśmy pod szczyt Griessenkar. Po wspinaczce stromym zboczem doszliśmy na grzbiet. Zaliczywszy kolejno szczyty: Griessenkar 1991 m i skalisty Saukarfunktel 2028 m, Saukarkopf 2014 m, w towarzystwie licznych turystów.

Zdobycie Großer Hafner

Zgodnie z planem o 7 rano wyruszyliśmy na południe do Karyntii, żeby wejść na szczyt w Taurach Wysokich (Alpy Wschodnie) - Großer Hafner. Aby na niego wejść, musieliśmy dojechać do Doliny Malta (Maltatal) i wjechać prawie na 2000 m. Do przejechania mieliśmy 70 km autostradą prowadzącą przez 3 tunele (najdłuższy 7 km - płatny 12,5 €). Najciekawszy krajobrazowo i wrażeniowo był ostatni odcinek - 14-kilometrowa Alpenstraße Malta.

Po kupieniu biletu (20 € za samochód z pasażerami) wąską, krętą szosą (na węższych odcinkach panował ruch wahadłowy ze światłami), przez 5 wykutych w skale tuneli, wspięliśmy się na wysokość 1933 m. (Całość od domu zajęła nam 1 godzinę i 20 minut). Na tej wysokości znajduje się wielka zapora tworząca sztuczne jezioro Speicher Kölnbrein, utworzone na rzece Malta. Byliśmy wcześnie i wielki parking był prawie pusty, a spacer na tamę zostawiliśmy na później i ruszyliśmy na szlak. Podążaliśmy przez góry, raz do góry innym razem w dół, aż doszliśmy do trawiastej równiny z licznymi strumykami. Na prawo mieliśmy skalny, dość wysoki mur, przez który mieliśmy iść. Łagodnymi zakosami w kosodrzewinie, a potem stromą ścieżką doszliśmy na skalistą grań i po przekroczeniu furtki.

Dam Malta Austria (Kölnbrein Dam) Österreich | Cinematic Drone Footage | DJI Mavic | Sony A6500 | 4K

Szlak na szczyt

Po drodze spotkaliśmy Polaka (koszulka z polskim napisem pomogła w nawiązaniu rozmowy). Stromą ścieżką po trawiastym zboczu doszliśmy do schroniska o swojsko brzmiącej nazwie Katowickie Schronisko („Kattowitzer Hütte”). Zbudowany przez Ślązaków w 1930 r., położony na wysokości 2320 m, obiekt stanowi punkt wyjścia wycieczek na Großer Hafner. Tu zrobiliśmy sobie przerwę na trawie, mając za towarzystwo turystów spoza Austrii. Tuż przed nami wyszła kilkunastoosobowa, nieaustriacka grupa z kaskami na głowach, którą dość szybko wyprzedziliśmy.

Zdjęcie Katowickiego Schroniska (Kattowitzer Hütte) w górach

Przed nami był najtrudniejszy odcinek. Na skalistej grani musieliśmy przejść przez labirynt ścieżek, między mniejszymi lub większymi głazami i ścieżkę przez piargowe zbocze. Ostatni kilometr robiliśmy godzinę! Szlak był bardzo stromy i trudny technicznie, odcinków z linami było zdecydowanie za mało, a ekspozycja duża. Pod szczytem na bardziej wypłaszczonym grzbiecie, przechodziliśmy przez ciekawe miejsce z usianymi granitowymi, pionowymi słupkami (chyba jednak ułożonymi rękoma człowieka). Następnie wspinaczka po wielkich płytach i w końcu dotarliśmy na szczyt! Tu poza metalowym krzyżem, była grupka Austriaczek. Panorama wokół zapiera dech! Było wciąż gorąco, słonecznie i prawie bezwietrznie. Końcówka była ciężka, ponieważ skończyła nam się woda, a słońce prażyło wciąż niemiłosiernie. Jakby było mało, pośliznęłam się na mokrym kamieniu i rozwaliłam sobie kolano. Do auta wróciliśmy po ponad 8 godzinach, zmęczeni (1500 m przewyższenia), trochę odwodnieni, ale szczęśliwi. Główny cel, czyli zdobycie Großer Hafner został osiągnięty.

Panorama ze szczytu Großer Hafner z widokiem na Alpy Wysokie

Podróże i przygody: Japonia (Tokio)

Nowoczesne centrum i Chram Meiji

Do hotelu dotarliśmy japońskim Uberem, wcześniej zamówionym. Po śniadaniu wybraliśmy się na wycieczkę do nowoczesnego centrum, najpierw na nogach, potem metrem - ogromna sieć kolei miejskiej, która codziennie przewozi ponad 8 mln pasażerów! Odwiedziliśmy Chram Meiji z XIX w. (świątynia religii shinto, obok buddyzmu najważniejsza religia Japonii).

Zdjęcie Chramu Meiji w Tokio

Podróże i przygody: Hiszpania (Andaluzja)

Malaga i okolice

W poszukiwaniu słońca, 10 lutowych dni (czas ferii zimowych) w 2020 roku, postanowiliśmy spędzić na południu Hiszpanii - w Andaluzji. Swoją przygodę mieliśmy zacząć i skończyć w Maladze, największym mieście na wybrzeżu Costa del Sol (Słonecznym Wybrzeżu) Morza Śródziemnego, u stóp Gór Betyckich. Jesienią 2019 kupiliśmy bilety lotnicze (linie Ryanair), zarezerwowaliśmy kwatery oraz samochód. Lot z Berlina odbył się zgodnie z planem, wystartowaliśmy o 19 mimo szalejącej wichury, w Maladze byliśmy o 22. Ze względu na późną porę i odległość (lotnisko znajdowało się 30 km od Malagi), rezerwując apartament - wykupiliśmy dodatkową opcję, odebrania nas z lotniska przez właściciela i dowiezienia do mieszkania (20 €).

Zwiedzanie Malagi

Po porannym bieganiu słoneczną promenadą wzdłuż morza i zjedzeniu śniadania, wyruszyliśmy zwiedzać miasto. Miejskim autobusem dojechaliśmy do centrum. Zwiedzanie zaczęliśmy od symbolu miasta - Alcazaby, arabskiej twierdzy pochodzącej z XI w. i muzułmańskiego pałacu. Obydwa obiekty znajdują się na górującym nad miastem - wzgórzu Gibralfaro. Wspinaczka stromymi alejkami i schodami trochę nas zmęczyła, ale dla pięknych widoków było warto. Rozległe panoramy na port, miasto i arenę walki byków, podziwialiśmy z punktów widokowych, mieszczących się na grubych murach otaczających twierdzę. Potem był spacer po wewnętrznych dziedzińcach pałacu, między fontannami, przyciętymi żywopłotami i drzewami pomarańczy. Jakby było mało atrakcji, to u podnóża wzgórza znajduje się - przepięknie oświetlony nocą - rzymski amfiteatr z I w. p.n.e., ale i w dziennym świetle robi duże wrażenie.

Zanim wróciliśmy autobusem na kwaterę, zrobiliśmy sobie spacer wąskimi uliczkami po nowoczesnym centrum z majestatyczną, średniowieczną katedrą oraz spacer nadmorską promenadą, z wysokimi palmami, w liściach których uwiły sobie gniazda kolorowe papugi. Termometr przy aptece obok naszego przystanku pokazywał 27°C!

Zdjęcie Alcazaby i rzymskiego amfiteatru w Maladze

El Torcal de Antequera i Alhama de Greanada

50 km na północ od Malagi znajduje się park krajobrazowy El Torcal de Antequera. To skalne miasto z niezwykłymi formacjami skalnymi i skalnym labiryntem znajduje się na górskim płaskowyżu o powierzchni 17 km². Wybraliśmy najdłuższy, oznakowany - 5-kilometrowy szlak, który zaczyna się (i kończy) przy dużym parkingu i centrum turystycznym.

Charakterystyczne formacje skalne w El Torcal de Antequera

W drodze do kwatery w miejscowości Cacin, odwiedziliśmy nieduże, położone wśród wzgórz białe miasteczko - Alhama de Greanada. Jest ono położone na skraju stromego, rzecznego wąwozu. Dwie godziny upłynęły nam na spacerowaniu wąskimi ścieżkami wzdłuż rzeki, wykutym w ścianie wąwozu betonowym chodnikiem i wspinaniem się stromymi schodami na tarasy widokowe. W takich okolicznościach przyrody przerwa na sesję zdjęciową była konieczna. W końcu dojechaliśmy do położonego wśród malowniczych pagórków niewielkiego miasteczka Cacin. Wieczorem zrobiliśmy sobie spacer po malowniczej okolicy. Było dość zabawnie, ponieważ gospodyni za grosz nie mówiła po angielsku, a my po hiszpańsku. Wynikło nieporozumienie związane ze słowem „mañana” (nie znaliśmy tego słowa, a internetu nie było). Szkoda, że w tak pięknym miejscu zatrzymaliśmy się tylko na jedną noc; rano, zanim wyruszyliśmy do Grenady, pospacerowaliśmy sobie po wzgórzach porośniętych drzewami migdałowymi. Nie wiedziałam, że migdały (zbierane 2 razy w roku) rosną w skorupkach i są takie dobre!

Grenada i Alhambra

W niecałe 30 minut jazdy samochodem dojechaliśmy do Grenady. Przyjechaliśmy tu dla zobaczenia z bliska Alhambry - niezwykłego kompleksu pałacowo-zamkowego zbudowanego w średniowieczu przez władców muzułmańskich, którzy uczynili Grenadę stolicą swojego państwa na Półwyspie Iberyjskim. Ale to nie był koniec wrażeń na ten dzień. Musieliśmy jeszcze dotrzeć do miasteczka w górach - Laroles. - Puerto del Ragula, bardzo krętą i stromą drogą. Na szczęście droga była przejezdna, bo śnieg zalegał tylko na poboczu.

Dam Malta Austria (Kölnbrein Dam) Österreich | Cinematic Drone Footage | DJI Mavic | Sony A6500 | 4K

Wyprawa w Sierra Nevada i białe miasteczka

Chcąc wspiąć się na Morron del Mediodia w Sierra Nevada, musieliśmy wcześnie wstać. Od przełęczy dzieliło nas tylko 15 km, ale w obawie o wolne miejsce na parkingu, chcieliśmy tam dotrzeć przed 8 rano. O tej porze duży parking był pusty, dlatego jak wróciliśmy po paru godzinach, mieliśmy problem z odnalezieniem auta w gąszczu innych samochodów. Droga na szczyt zajęła nam niecałe 3 godziny. Wraz z wysokością przybywało śniegu, raki i kijki nie były konieczne, szlak prowadził głównym grzbietem, który tylko z jednej strony był w śniegu.

Tego dnia zrobiliśmy sobie całodniową wycieczkę do sąsiedniego białego miasteczka - Bayárcal. Jest ono położone na zboczu góry, na które nie mogliśmy się napatrzeć zjeżdżając samochodem z przełęczy Puerto del Ragula. Do miasteczka doszliśmy krętą, asfaltową drogą, mijając uprawy drzew migdałowych, a droga powrotna wymagała więcej wspinaczki, bo musieliśmy najpierw zejść ścieżką na dno wąwozu, a potem wspiąć się gruntową drogą do Laroles. To był chyba najbardziej gorący - jeśli nie upalny dzień, bo w cieniu było 25 °C. Bayárcal to jedno z kilku przepięknych „białych miasteczek”, które odwiedziliśmy w Andaluzji, a o którym nie znalazłam żadnej wzmianki w przewodnikach, może i dobrze, bo tu trudno było spotkać turystę. Po dojściu do Laroles, pospacerowaliśmy wąskimi i stromymi uliczkami pustego miasteczka.

Zdjęcie białego miasteczka Bayárcal w Andaluzji

Nerja i Frigiliana

Tego dnia spędziliśmy w aucie 3 godziny, bo musieliśmy dojechać do kolejnej kwatery w miejscowości Nerja nad Morzem Śródziemnym. Wybraliśmy malowniczą drogę wiodącą przez góry i urocze „białe miasteczka”, wzdłuż głównego grzbietu Sierra Nevada. Najbardziej znane w tej części Andaluzji „białe miasteczko” to Trevélez - najwyżej położona osada w Hiszpanii.

Po dotarciu do Nerji, zakwaterowaniu się w wygodnym apartamencie z balkonem, z którego mieliśmy przepiękny widok na okolice z morzem w tle, poszliśmy na pomorską promenadę. Mieszkaliśmy na obrzeżach Nerji, dlatego szybko znaleźliśmy się w pagórkowatym terenie. Wspinaliśmy się drogą, mijając wille z wielkimi ogrodami, potem szliśmy korytami wyschniętej (okresowej) rzeki, żeby pod koniec wspiąć się ścieżką po skarpie do Frigiliany. Mijaliśmy ogrody pełne egzotycznych drzew z dorodnymi owocami, takimi jak: awokado, banany czy melony. Po ilości turystów na uliczkach widać, że jest to obowiązkowy punkt odwiedzin na mapie „białych miasteczek”. To przyklejone do górskiego zbocza miasteczko ma przewagę nad innymi „białymi”, że z jego górnej części można podziwiać ładny widok na morze.

Widok na białe miasteczko Frigiliana z morzem w tle

Ronda

Przyszedł czas na opuszczenie pochmurnej i wietrznej Nerji i powrót do Malagi. Ale zanim do niej wróciliśmy, minęliśmy ją i ruszyliśmy na zachód w kierunku Rondy. Druga godzina podróży upłynęła nam na oglądaniu górskich krajobrazów i kilku przerw na punktach widokowych. Po zostawieniu samochodu na bezpłatnym parkingu pod miastem, ruszyliśmy do centrum starego miasta, żeby zobaczyć słynny XVIII-wieczny Nowy Most (Puente Nuevo) i przepaść El Tajo, nad którą jest przerzucony. Gdy most i przepaść zostały obejrzane i sfotografowane z dołu, z góry i z boku - z kawiarnianego ogródka, znaleźliśmy drugi zabytkowy Most Stary, a za nim drugą część miasta.

Zdjęcie słynnego Nowego Mostu (Puente Nuevo) w Rondzie

tags: #kaufland #szczesliwy #traktorek